Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Альтернативная история » Związek żydowskich policjantów [The Yiddish Policemen's Union - pl]
Związek żydowskich policjantów [The Yiddish Policemen's Union - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Związek żydowskich policjantów [The Yiddish Policemen's Union - pl]

Электронная книга - «Związek żydowskich policjantów [The Yiddish Policemen's Union - pl]». Краткое содержание книги:

Żydowscy wygnańcy z Europy ogarniętej II wojną światową osiedlili się na Alasce. W 1948 r. dołączyli do nich Żydzi, którzy przegrali walkę o Erec Israel i zostali wyrzuceni z Palestyny. Amerykański Kongres przyznał jednak Żydom prawa do Kolonii Sitka jedynie na 60 lat, który to termin właśnie upływa i niebawem alaskańscy Żydzi znów staną się bezdomni. Niektórzy policjanci być może zachowają swoje miejsca pracy, pod warunkiem, że nie będą się zbytnio przejmować swoją pracą. Na przykład tragicznie zmarłym Emanuelem Laskerem, który był wprawdzie genialnym szachistą, ale nie tym, który urodził się w 1868 r. Uparty Lansman podąża tropem fałszywego Laskera, a przy okazji także śladami starszego kolegi po fachu, Philipa Marlowe’a. Pije, pali, obrywa i filozofuje jak on; szachów wprawdzie nienawidzi, ale nienawiścią bardzo zbliżoną do miłości. Pozornie zwykłe śledztwo zatacza coraz szersze kręgi. Ze zmarłym związani są chasydzcy gangsterzy, byli i aktualni agenci rozmaitych służb wywiadowczych, a także mnóstwo zwykłych ludzi, którym nie odmówił swojego błogosławieństwa. Sprawdzając kolejne domysły, Landsman pakuje się w kabałę, z której naprawdę trudno ujść z życiem.
1 ... 68 69 70 71 72 73 74 75 76 ... 95
Перейти на страницу:

— Peril Strait? — pyta stary. — Więc to miejscowi? Chcesz powiedzieć, że Mendla Szpilmana zabili Indianie?

— Nie — mówi Miśko. — Faceci z ośrodka odwykowego. Mają ze czterysta hektarów gruntu tuż na północ od wioski. Podobno zbudowano go za pieniądze amerykańskich Żydów. I Żydzi go prowadzą. Ale, o ile nam wiadomo, jest to przykrywka dla zupełnie innego przedsięwzięcia.

— Niby jakiego? Uprawiają marihuanę?

— Nu, po pierwsze mają stado mlecznych krów rasy ayrshire. Około setki sztuk.

— To po pierwsze.

— Po drugie, prowadzą coś w rodzaju centrum szkolenia paramilitarnego. Dyrektor to chyba jakiś stary Żyd. Wilfred Dick go widział, ale nie rozpoznał twarzy. Jednak kimkolwiek jest, wyraźnie ma związek z wierzbowerami, a przynajmniej z Arie Baronsztajnem. Nie wiemy dlaczego ani po co.

— Był tam również pewien Amerykanin — dodaje Landsman. — Przyleciał spotkać się z Baronsztajnem i resztą tych tajemniczych Żydów. Trochę się przejęli jego wizytą. Chyba się martwili, że nie będzie zadowolony ani z nich, ani z tego, co robią.

Stary pan wstaje od stołu i idzie do kredensu, który dzieli przestrzeń jadalną od sypialnej. Wyjmuje cygaro z pojemnika i toczy je w dłoniach. Toczy je długo, tam i z powrotem, aż wydaje się, że całkowicie znikło z jego myśli.

— Nienawidzę zagadek — oświadcza w końcu.

— Wiemy o tym — mówi Miśko.

— Wiecie o tym.

Przesuwa cygaro pod nosem i zamknąwszy oczy, głęboko wciąga powietrze; Landsman sądzi, że rozkoszuje się nie tylko aromatem, lecz chłodnym dotykiem gładkich liści na skórze nozdrzy.

— Mam jedno pytanie. — Wuj Herc otwiera oczy. — Może jedyne.

Czekają cierpliwie, aż przytnie cygaro, wetknie je między wąskie wargi i poruszy nim w dół i w górę.

— Jakiej maści były te krowy?

36

Jedna była ruda — odpowiada Miśko powoli i trochę niechętnie, jakby przeoczył zniknięcie monety, mimo że uważnie śledził ręce sztukmistrza.

— Cała ruda? — pyta stary pan. — Od czubka rogów do końca ogona?

— Zamaskowali ją — mówi Miśko. — Pomalowali jakimś białym pigmentem. Nie przychodzi mi do głowy żaden powód, żeby to zrobić, chyba że jest w niej coś, co chcieli ukryć. Na przykład, że była, no wiesz… — Wzdryga się. — Bez skazy.

— Och, na litość boską — irytuje się stary pan.

— Kim są ci ludzie, wujku Herc? Ty wiesz, prawda?

— Kim są ci ludzie? — powtarza Herc Szemec. — To żydki. Żydki, które coś knują. Wiem, że to tautologia.

Nie może się zdecydować, czy zapalić cygaro. Odkłada je, podnosi, znowu odkłada. Landsman ma wrażenie, że waży sekret, ciasno zwinięty w ciemno żyłkowanych liściach. Tryb postępowania, skomplikowaną wymianę figur.

— No dobra — przyznaje w końcu Herc — skłamałem. Mam do was jeszcze jedno pytanie. Mejer, może pamiętasz, jak byłeś mały, to do Klubu Szachowego Einstein przychodził pewien żydek. Żartował z tobą, przepadałeś za nim. Nazywał się Litwak.

— Widziałem Altera Litwaka kilka dni temu — mówi Landsman. — W Einsteinie.

— Tak?

— Stracił głos.

— Wiem, miał wypadek samochodowy i kierownica zmiażdżyła mu krtań. Jego żona zginęła. To było na bulwarze Roosevelta, gdzie posadzili te wszystkie czeremchy wirginijskie. Litwakowie rozbili się na jedynej, która nie uschła. Jedyna czeremcha w Okręgu Sitka.

— Pamiętam, kiedy je posadzili — mówi Landsman. — Przed Wystawą Światową.

— Nie leć mi tu w sentymenty — przywołuje go do porządku stary pan. — Bóg jeden wie, że mam po dziurki w nosie sentymentalnych Żydów, poczynając od siebie. Nigdy nie widziałem sentymentalnego Indianina.

— To dlatego, że się ukrywają, kiedy masz przyjść — wyjaśnia Miśko. — Kobiety i sentymentalni Indianie. Skończ lepiej z tym tematem i opowiadaj o Litwaku.

— Pracował dla mnie — mówi stary. — Przez wiele, wiele lat.

Głos robi mu się matowy i Landsman ze zdumieniem spostrzega, że wuj jest zły. Jak wszyscy Szemecowie, Herc obdarzony został porywczym usposobieniem, ale przeszkadzało mu w pracy, więc w pewnym momencie je ukatrupił.

— Alter Litwak był agentem federalnym? — dziwi się Landsman.

— Nie. Nie był. O ile mi wiadomo, nie pobierał oficjalnie pensji, odkąd trzydzieści pięć lat temu został honorowo zwolniony ze służby w armii Stanów Zjednoczonych.

— Czemu jesteś na niego taki wściekły? — pyta Miśko, obserwując ojca przez szparki oczu.

Herc, zaskoczony pytaniem, usiłuje to ukryć.

— Nie bywam wściekły — odpowiada. — Chyba że na ciebie, synu. — Uśmiecha się. — A więc wciąż chodzi do Einsteina? Nie wiedziałem. Zawsze był z niego bardziej karciarz niż szachista. Lepiej mu szło w grach, w których liczy się blef. Zwodzenie. Ukrywanie.

Landsman przypomina sobie dwóch młodych oprychów, których Litwak przedstawił jako swych bratanków. Uświadamia sobie, że widział jednego z nich w lesie za Peril Strait, prowadzącego forda caudillo z cieniem na tylnym siedzeniu. Cieniem człowieka, który nie chciał, by Landsman zobaczył jego twarz.

— On tam był — zwraca się Landsman do Miśka. — W Peril Strait. To ten niewidzialny człowiek w aucie.

— Co Litwak dla ciebie robił? — pyta Miśko. — Przez te wiele, wiele lat?

Herc waha się, wodząc wzrokiem od Landsmana do Miśka.

— To i owo. Wszystko ściśle poza regulaminem. Miał mnóstwo pożytecznych umiejętności. Możliwe wręcz, że Alter Litwak jest najzdolniejszym człowiekiem, jakiego znałem. Rozumie systemy i sterowanie. Jest cierpliwy i systematyczny. Był niebywale silny. Dobry pilot, wyszkolony mechanik. Wspaniała orientacja w terenie. Skuteczny jako nauczyciel i trener. Psiakrew.

Z lekkim zdziwieniem patrzy w dół na połówki złamanego cygara. Rzuca je na umazany sosem talerz i przykrywa te dowody emocji serwetką.

— Cholerny żydek mnie zdradził — mówi. — Przed tym dziennikarzem. Latami zbierał na mnie kwity, a potem wszystko przekazał Brennanowi.

— Po co to zrobił? — pyta Miśko. — Skoro to był twój żydek?

— Naprawdę nie umiem na to odpowiedzieć. — Herc kręci głową; nienawidzi zagadek, a z tą będzie się zmagał do końca życia. — Może dla pieniędzy, chociaż o ile wiem, nigdy go specjalnie nie interesowały. Na pewno nie z powodu przekonań. Litwak nie ma żadnych przekonań. Żadnych poglądów. Żadnej lojalności, chyba że wobec swoich podwładnych. Wiedział, jak potoczą się sprawy, kiedy ta banda objęła władzę w Waszyngtonie. Wiedział, że jestem skończony, zanim ja sam to zrozumiałem. Pewnie uznał, że chwila dojrzała. Może znudziła go praca dla mnie i chciał zająć moje miejsce. Nawet kiedy Amerykanie się mnie pozbyli i oficjalnie zakończyli działania, nadal był im potrzebny człowiek w Sitka. Naprawdę, za swoje pieniądze nie mogli znaleźć nikogo lepszego niż Alter Litwak. A może miał dosyć przegrywania ze mną w szachy. Dostrzegł szansę, by mnie pokonać, i ją wykorzystał. Ale nigdy nie był moim żydkiem. Prawo stałego pobytu nic dla niego nie znaczy. Podobnie, jestem tego pewien, jak ta sprawa, którą się teraz zajmuje.

— Ruda jałówka — mówi Miśko.

— Nu, ten pomysł, wybacz — mówi Landsman — ale musisz mi to dokładnie wyjaśnić. Dobra, więc mamy rudą jałówkę bez najmniejszej skazy i w jakiś sposób przewozimy ją do Jerozolimy.

1 ... 68 69 70 71 72 73 74 75 76 ... 95
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)