Przejście
- Автор: Уиллис Конни
- Год: 2003
- Язык: польский
- Год: Zysk i S-ka
- ISBN: 83-7298-253-8
- Переводчик: Piotr Budkiewicz
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Przejście». Краткое содержание книги:
Carl jęknął cicho i nieznacznie poruszył nogą, jakby coś lekko kopał. Strząsał coś z siebie? Wspinał się? Zamruczał niezrozumiale, a na jego masce pojawiła się para wodna. Joanna zbliżyła do niego głowę.
— Ona — mruknął. — Szybciej. — Podniósł głowę z poduszek. — Muszę…
— Co musisz, Carl? — spytała Joanna, ponownie podnosząc jego rękę. — Co musisz? — Ale on opadł już na poduszki, drżąc. Joanna podciągnęła koc, przykrywając bezwładne ciało mężczyzny i zastanawiając, co się stało z Guadalupe i kocem, a następnie znieruchomiała, trzymając dłoń Carla w obydwu rękach. Muszę. Woda. O rany.
Nagle w pokoju coś się zmieniło. Zapadła cisza. Joanna spojrzała z niepokojem na Carla, bojąc się, że przestał oddychać, ale nie, nadal widziała, jak delikatnie unosi się i opada jego klatka piersiowa, a maska tlenowa pokrywa się parą.
Coś jednak uległo zmianie. Co takiego? Wszystkie urządzenia kontrolne pracowały, a gdyby w procesach życiowych chorego zaszła jakakolwiek zmiana, zaczęłyby piszczeć. Rozejrzała się po pokoju, spojrzała na komputer, stojak na kroplówkę, nawiew ciepłego powietrza. Przyłożyła ręce do wentylatora. Nie wydostawało się z niego powietrze.
Ogrzewanie wysiadło, pomyślała, a zaraz potem: To, co słyszałam, nie było dźwiękiem, tylko ciszą, która po nim zapadła. Właśnie to słyszałam w tunelu. Dlatego nie potrafię tego opisać. To nie był dźwięk, lecz cisza po wyłączeniu czegoś, przemknęło jej przez głowę i niemal, o mały włos domyśliła się czego.
— No proszę, Carl, piękny, ciepły koc. — Guadalupe rozpostarła niebieski czworokąt. — Rozgrzałam go dla ciebie w kuchence mikrofalowej. — Znieruchomiała i wbiła wzrok w twarz Joanny, a potem przeniosła go na jej zaciśnięte pięści. — Co się stało?
Już prawie wiedziałam, a teraz znowu mi umknęło, pomyślała Joanna, to się stało.
— Starałam się coś sobie przypomnieć — wyjaśniła, rozluźniając dłonie.
Przyglądała się, jak Guadalupe przykrywa Carla kocem i otula ramiona pacjenta. To ma coś wspólnego z kocem i z ogrzewaniem. Nie, nie z ogrzewaniem, pomyślała, nie z kocem i nie z kobietą, mówiącą: „Zimno mi”. Chodziło o coś innego, związanego ze szkołą średnią, przetrząsaniem kieszeni fartucha Richarda i miejscem, w którym nigdy nie była. Miejscem, które znajdowało się w jej umyśle.
Wiem, wiem, co to jest, pomyślała, i powrócił lęk, silniejszy niż wcześniej.
Rozdział 17
„I w moim śnie przybywa do mnie anioł z białymi skrzydłami, uśmiechając się”.