Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Obfite piersi, pełne biodra - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Obfite piersi, pełne biodra

Электронная книга - «Obfite piersi, pełne biodra». Краткое содержание книги:

Obfitymi piersiami i pełnymi biodrami natura obdarza kobiety z rodziny Shangguan, mieszkającej w małej chińskiej wiosce, w prowincji Shandong. Od obfitych piersi i matczynego mleka uzależniony jest narrator powieści, długo wyczekiwany syn, brat ośmiu starszych sióstr. Losy rodziny ukazane są na tle wydarzeń historycznych, począwszy od Powstania Bokserów w 1900 roku, poprzez upadek dynastii Qing, inwazję japońską, walki Kuomintangu z komunistami, „rewolucję kulturalną”, aż do reform gospodarczych. Na prowincji życie toczy się jednak obok wielkich przemian, rządzą tam najprostsze instynkty, a podstawową wartością jest przetrwanie.
W powieści Obfite piersi, pełne biodra wszystko jest trochę oderwane od rzeczywistości, pełne makabrycznych zdarzeń i wynaturzonych postaci, ocierające się o magię – a jednocześnie opisane prostym, niezwykle obrazowym językiem, przesycone ironią i czarnym humorem. Zręczność stylistyczna i wybujała fantazja Mo Yana powodują, że lektura wciąga na długo – jest to jedna z tych książek, które czyta się zachłannie, mimo że ogłuszają, wyprowadzają z równowagi.
1 ... 63 64 65 66 67 68 69 70 71 ... 185
Перейти на страницу:

– Pociągnij za lewą linkę! Ciągnij, głupcze! – wołał Babbitt.

Wszyscy ruszyliśmy na skraj przepaści, nawet Ósma Siostra pokuśtykała niezgrabnie w tamtym kierunku, lecz Najstarsza Siostra złapała ją w porę. Płachta jedwabiu zamieniła się w białą chmurę i popłynęła w dal, krzywo unosząc się w powietrzu. Sima Ku wisiał pod nią, wijąc się i wiercąc niczym ryba na haczyku.

– Spokojnie, głupcze! Uważaj na lądowanie! – krzyczał Babbitt.

Biała chmura szybowała z wiatrem, powoli tracąc wysokość; wreszcie opadła gdzieś na odległą łąkę, przykrywając zieleń traw płatem oślepiającej bieli.

Staliśmy cały czas z otwartymi ustami, wstrzymując oddech i śledząc tę biel – gdy wylądowała, odetchnęliśmy z ulgą. Kolejną falę niepokoju wywołał płacz Drugiej Siostry. Czemu płakała? Nie był to płacz radości, lecz rozpaczy – pojąłem, że komendant musiał zginąć na skutek upadku. Spojrzenia zebranych pozostały utkwione w białej płachcie; czekaliśmy na cud. I doczekaliśmy się – płachta się poruszyła i zaczęła się unosić, spod bieli wypełzło coś czarnego i stanęło obok. Czarna postać zamachała do nas obiema rękami, entuzjastyczne okrzyki dochodziły aż na górę. Krzyczeliśmy z radości.

Twarz Babbitta oblała się rumieńcem, koniuszek jego nosa błyszczał jak posmarowany olejem. Obwiązał się linkami i przymocował sobie na plecach zwiniętą białą płachtę. Wstał, rozruszał ramiona i zaczął się pomału cofać. Przypatrywaliśmy mu się cały czas, lecz on, ze wzrokiem utkwionym daleko przed siebie, nie zwracał na nas najmniejszej uwagi. Cofnął się kilkanaście metrów i stanął. Zamknął oczy; jego wargi drżały. Czyżby wypowiadał jakieś zaklęcia? Gdy skończył, otworzył oczy i ruszył biegiem, wyciągając długie nogi. Przebiegł obok nas i skoczył w powietrze, wyprężony jak struna, po czym runął jak strzała w dół. Przez chwilę ulegałem złudzeniu, że to nie on spada, lecz nasza skała unosi się wraz z łąką. Nagle na zielonej murawie pod błękitnym niebem zakwitł gigantyczny biały kwiat, największy, jaki w życiu widziałem. Krzyczeliśmy z zachwytu. Kwiat szybował, a Babbitt zwisał pod nim niczym odważnik na wadze. Wkrótce odważnik zaczął się obniżać; po chwili znalazł się w samym środku naszego stada kóz, które rozpierzchły się w popłochu niczym króliki. Poszybował jeszcze krótki odcinek; wreszcie biały kwiat zapadł się jak przekłuty balonik, przykrywając odważnik wraz z pasącą kozy Shangguan Niandi.

Szósta Siostra wrzasnęła ze strachu, przed jej oczyma nagle zrobiło się biało. Kozy rozpierzchły się we wszystkie strony, a ona stała i patrzyła na rumianą, uśmiechniętą twarz Babbitta, zwisającego z białej chmury. Bóg zstąpił z Niebios, pomyślała. Z zadartą głową wpatrywała się w lecącego w dół mężczyznę, jej serce wypełniło się czcią i żarliwą miłością.

Wszyscy zebrani ze skraju przepaści obserwowali, co się dzieje w dole.

– Poszerzyły nam się horyzonty – orzekł Huang Tianfu, właściciel sklepiku z trumnami.

– Prawdziwy Bóg. Siedemdziesiąt lat żyję na tym świecie i pierwszy raz widzę, jak Bóg zstępuje na ziemię! – westchnął Qin Drugi, nauczyciel prywatnej szkoły elementarnej, gładząc swoją kozią bródkę. – Kiedy był moim uczniem, przeczuwałem, że jest stworzony do rzeczy wielkich.

Wokół panów Qina Drugiego i Huanga Tianfu zebrały się najznamienitsze osobistości w miasteczku – wszyscy na różne sposoby wychwalali Simę Ku i zachwycali się cudem, którego przed chwilą byli świadkami.

– Nie wyobrażają sobie państwo, jak bardzo wyróżniał się ponad przeciętność – oświadczył głośno Qin Drugi, skupiając na sobie uwagę rozmówców i podkreślając swój związek z „lotnikiem" Simą Ku.

– Pewnego razu wpuścił mi do nocnika dwie ropuchy! A jak on udatnie przekręcał słowa Mędrca! W Księdze stoi: „Gdy rodzą się ludzie, z natury są dobrzy. Z natury podobni, lecz stają się różni. Bez pilnej nauki – schodzą na złą drogę". I wiecie, co on z tego zrobił? „Gdy rodzą się ludzie, bez sensu gadają. Psy nie nauczają, koty nie czytają. Pan profesor jaja smażył, potem zjadł i się oparzył". Cha, cha, cha, cha! – śmiał się Qin Drugi, zerkając z dumą na twarze obecnych.

Nagle spoza tłumu dobiegł nas piskliwy dźwięk. Przypominał nieco skomlenie szczeniaka szukającego matczynego sutka, a jeszcze bardziej – krzyk mew, które przyleciały znad morza za łodziami, jak przed laty. Qin Drugi przestał się śmiać, z jego twarzy znikł wyraz dumnej satysfakcji. Nasze spojrzenia powędrowały w kierunku, z którego dochodził niepokojący odgłos. Okazało się, że pochodził on z ust Trzeciej Siostry, która w tym momencie już niemal nie przypominała samej siebie. Wydając ten dziwny okrzyk, od którego przeszedł nas lodowaty dreszcz, przybrała w pełni postać Ptasiej Nieśmiertelnej – jej nos skrzywił się, oczy stały się żółte, szyja się skurczyła między ramionami, włosy zamieniły się w pióra, a ręce w skrzydła. Zatrzepotała nimi i ruszyła biegiem w górę stromego zbocza, wrzeszcząc przeraźliwie i nie zważając na ludzi wokół, po czym rzuciła się w dół. Sima Ting wyciągnął rękę, próbując ją zatrzymać, lecz bez skutku – oderwał jej tylko skrawek ubrania. Zanim oprzytomnieliśmy, poszybowała w przepaść – wolę nazwać to szybowaniem niż spadaniem. Z trawiastych łąk w dole unosiła się rzadka zielonkawa mgiełka.

Druga Siostra rozpłakała się pierwsza. Jej płacz sprawiał, że czułem się bardzo nieswojo. Ptasia Nieśmiertelna poszybowała – cóż w tym dziwnego, gdzie tu powód do płaczu? Lecz po chwili Najstarsza Siostra, którą zawsze uważałem za nieszczerą i cyniczną, także zalała się łzami. Nieoczekiwanie Ósma Siostra, która nic przecież nie widziała, zawtórowała im swoim wrażliwym, chwytającym za serce głosikiem. Płacz Ósmej Siostry przypominał senne majaczenia, a jednocześnie miał w sobie jakąś żarliwość – Ósma Siostra wyrażała nim prośbę, by pozwolono jej dać wyraz rozpaczy. Po latach wyznała mi, że słyszała, jak Trzecia Siostra pada na ziemię i że odgłos ten przypominał brzęk tłuczonego szkła. Podniecony tłum oniemiał – twarze zastygły niby skute lodem, oczy wszystkich zasnuła mgła. Druga Siostra poleciła żołnierzom, by przyprowadzono jej muła, którego dosiadła bez niczyjej pomocy, łapiąc go za krótką szyję i wskakując odważnie na grzbiet. Wbiła mu pięty w brzuch, zwierzę ruszyło truchtem. Sima Liang chciał pobiec za nimi, lecz jakiś żołnierz zatrzymał go po paru krokach, chwycił pod ramiona i posadził na koniu, którego wcześniej dosiadał Sima Ku, jego ojciec.

Niczym pokonana armia poczłapaliśmy w dół po zboczu Leżącego Byka. Ciekawe, co też porabiali w tym czasie Babbitt i Shangguan Niandi, skryci pod białą chmurą. Jadąc na mule górską ścieżką, wytężałem umysł, usiłując wyobrazić sobie Szóstą Siostrę i Amerykanina pod spadochronem. Oczyma duszy ujrzałem następującą scenę: on klęczy obok niej, ze źdźbłem trawy zwanej „psie ogony" w dłoni, i puchatym kłosem łaskocze ją w piersi – niedawno ja sam robiłem identycznie – a Niandi leży na wznak z zamkniętymi oczami i pokwikuje z zadowoleniem, niczym pieszczony szczeniak. Patrzcie, jak wywraca się łapkami do góry, merda ogonkiem i wierci się w trawie! Aż tryska ochotą, by sprawić radość temu demonowi! Nie tak dawno zbiła mnie na kwaśne jabłko za to, że łaskotałem ją trawką! W moim sercu buchnął gniew, lecz nie było to jedyne uczucie, jakiego doznawałem – było tam także pożądanie, które parzyło mnie jak płomień.

– Suka! – zakląłem, zaciskając dłonie, jakbym właśnie chwytał ją za gardło.

Shangguan Laidi odwróciła się w moją stronę.

– Co się stało? – spytała.

Zanim pośpieszyliśmy z powrotem w dół, żołnierze posadzili mnie za nią na mule. Obejmując od tyłu jej lodowate ciało, przytulając policzek do wychudłych pleców siostry, wymamrotałem:

1 ... 63 64 65 66 67 68 69 70 71 ... 185
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)