Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Ludzie i gwiazdy - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Ludzie i gwiazdy

Электронная книга - «Ludzie i gwiazdy». Краткое содержание книги:

Niniejsze słowa dotyczą zbioru opowiadań fantastycznych z lat 70. ubiegłego wieku, których lekturę, z całą stanowczością i determinacją — można polecić każdemu miłośnikowi fantastyki i cokolwiek niebanalnych rozważań na temat konstrukcji wielkiego wszechświata.
Jak już wspomniałem, książka ta została wydana w czasach dość zamierzchłych, bo w roku 1973 — co może działać deprymująco na czytelników lubujących się w dość poczytnych, aczkolwiek pisanych nieco na siłę powieściach — a tych, jak wiadomo, pełno dziś na półkach księgarni. Niemniej publikacja o dość tajemniczym, intrygującym tytule „Ludzie i gwiazdy” wydaje się pozycją godną uwagi każdego miłośnika fantastyki (bez względu na przedział wiekowy).
Cóż w takim razie jest ciekawego w tej dość opasłej i bogatej w treść merytoryczną książce? Co sprawia, że odpowiedź na pytanie dotyczące wartości książki — bez trudu nasunie się czytelnikowi już po lekturze kilku utworów w niej zawartych? Otóż zbiór opowiadań „Ludzie i gwiazdy”, mimo iż wydany w czasach wszechobecnej cenzury i inwigilacji, wziętej niemal z powieści „Nova Express” W.S. Burroughsa, niewiele tylko straciwszy na świeżości przekazu, nadal zaskakuje siłą wyobraźni autorów, wielotorowością, wieloaspektowością nurtu fantastyki i wieloma innymi cechami, których na próżno szukać u niektórych twórców.
1 ... 61 62 63 64 65 66 67 68 69 ... 101
Перейти на страницу:

Josef Nesvadba

Anioł sądu ostatecznego

Dnieje. Cienie ustępują, przedmioty przede mną stają się nagle kolorowe lub błękitno — niebieskie, nadchodzi śmierć. Za kilka godzin ta wschodząca gwiazda rozżarzy się białym ogniem, powiększy się wielokrotnie na niebie, wypełni niebiosa aż po horyzont jak płonąca rtęć, wysuszy powierzchnię planety, wypali wszystko dookoła i w końcu się zleje ze swym gorejącym satelitą w jedną olbrzymią jasną masę.

Wiedziałem o tym w sposób pewny, przecież z tego właśnie powodu tutaj przylecieliśmy. Przed kilkoma dniami na osiemnastym kręgu galaktycznym otrzymaliśmy wiadomość, że niestała gwiazda w gwiazdozbiorze Alfa–4 Kamiennej Wyspy najpewniej spłonie. Uczeni podobno przypuszczali, że gwiazda ta posiada kilka planet, na których możliwe jest życie, wydano więc nam rozkaz, aby natychmiast wyruszyć w podróż. Byłem niecierpliwy. Od dawna już nie latano z naszej stacji na jakąkolwiek Nową, a ja służyłem tutaj dopiero od roku i właściwie nie przeżyłem dotąd żadnej przygody. Alfa–4 Kamiennej Wyspy miała dziewięć planet. Tylko trzy z nich posiadały rozległą rzadką atmosferę, która zawierała tlen, zbadaliśmy każdą z osobna. Najciekawsze zjawiska zaobserwowaliśmy na trzeciej planecie tej gwiazdy. W większej części była pokryta wodą, i zrazu sądziliśmy, że inteligentne życie napotkamy pod tutejszymi nie — głębokimi morzami, jak to się zdarzało na niektórych planetach. Ale już pierwsze zdjęcia, robione z dużej wysokości, wykazały, że pewne kontynenty są tutaj zamieszkane: widzieliśmy wielkie skupiska domostw i kwadraty kultur rolnych. Niektóre miejsca zamieszkiwano zwarcie, choć zapewne na prymitywnym poziomie organizacji miejskiej.

Próbowaliśmy się z nimi porozumieć; dowódca nie chciał ryzykować wypadku czy starcia teraz, kiedy przynosiliśmy tym istotom wieść ostateczną. Wątpiliśmy, czy one w ogóle w jakiś sposób potrafią się obronić przed olbrzymim ogniem, który rozżarzał się w ich gwieździe. Jedynym wyjściem było przeniesienie się gdzie indziej, ale nam się nie wydawało, aby tutejsza cywilizacja znajdowała się na tak wysokim poziomie rozwoju. Ostatecznie, gdyby mieszkańcy posiadali środki umożliwiające im przeniesienie całej cywilizacji na jakąś odleglejszą gwiazdę, niewątpliwie nie czekaliby na nasze ostrzeżenie. Najpewniej nie dysponowali bardziej udoskonaloną techniką; nadawaliśmy na wszystkich długościach fal najprostszym kodem porozumiewawczym, i nikt nie odpowiadał. Kto wie — może dotąd nie odkryli jeszcze elektryczności. Tak więc po kilku okrążeniach nie pozostało nam nic innego, jak tylko posegregować materiały, które mieliśmy dostarczyć Instytutowi Kosmicznemu dla Badań Porównawczych Kultur Biologicznych, uzupełnić kilka sprawozdań dla Galaktycznej Służby Informacyjnej, której urzędniczka przez cały lot zamęczała nas głupimi pytaniami, i wyruszyć w kierunku gwiazdy, bo należało zbadać, co spowodowało, że zamienia się w Nową, jakie przyczyny sprawiły, iż zaczyna płonąć.

Ten proces wpłynął również na katastrofę naszego statku. Masa tutejszej gwiazdy już się zmieniała, jej żar powoli się zwiększał, i zanim zdołaliśmy zdać sobie z tego sprawę, zawiódł regulator, przerwała się łączność i pozostaliśmy w przestrzeni trzeciej planety jako martwy satelita. Na pokładzie natychmiast ogłoszono alarm. Byłem do takich sytuacji przyzwyczajony, z początku nikt z nas nie uświadomił sobie niebezpieczeństwa. Regulator zawiódł, więc go naprawimy, nie stało się przecież żadne nieszczęście.

— Za trzydzieści godzin możemy startować — powiedział inżynier nazbyt według mnie pewnie i zbladł.

— Za trzydzieści godzin? — zachwiałem się. — Za trzydzieści godzin wszystkie planety tej gwiazdy zmienią się w ogniste metaliczne pary. A my jesteśmy satelitą jednej z nich.

Dowódca zawołał nas do głównej sali konferencyjnej. Rozdzielał zadania, polecenia, planował; wszyscy mieliśmy uczestniczyć w naprawie regulatora.

— Czyż nie rozumiecie, że to jest zbyteczne? — rozwrzeszczałem się, bo wszyscy zachowywali się tak uroczyście, odpowiedzialnie i urzędowo. — Po co mamy naprawiać regulator, jeśli za kilka godzin wyparuje wraz z nami? Po co mamy wykonywać bezsensowną pracę? — Głos mi drżał.

— Co pan proponuje? — zapytał dowódca. — Nie pozostaje nam nic innego, jak tylko pracować jak zwykle.

— Czekać na cud?

— Nikt nie wierzy w cuda — zmarszczył się z wyrazem niecierpliwości. — Myślałem, że w szkole wyjaśnili panu, jak się należy zachować w sytuacji ostatecznej.

— W szkole zapewniali nas, że loty rakietami są najzupełniej bezpieczne i że żyjemy w dobie, kiedy rozum nasz już dawno opanował kosmos, w erze społeczeństwa galaktycznego, kiedy nikt nie umiera daremnie albo z głupoty swych zwierzchników.

Byłem zrozpaczony, obrażałem go, najchętniej bym się rozpłakał. Nie ukończyłem jeszcze dwudziestu lat, nie mam dzieci, oczekuje mnie matka; jak niepojęte wydało mi się, że ludzie umierali kiedyś w sto sześćdziesiątym roku życia. Jak niepotrzebne i bezsensowne. Ą teraz z powodu kilku głupców…

— Nie chcę umierać! — krzyknąłem. — Ja nie chcę ginąć!

Podszedł do mnie, jakby był moim ojcem, i skinął innym ręką. Szybko odbiegli, jakby jakikolwiek pośpiech był sensowny. Nie rozumiałem tego, wydawali mi się szaleńcami.

— To wszystko było tylko próbą, przyjacielu — powiedział dowódca i uspokajająco pogłaskał mnie po hełmie. — Niestety, nie wypadła dla pana dobrze, zostanie pan przeniesiony na linie komunikacyjne.

— Nie? — przestraszyłem się. Czasem organizowano takie dziwne próby, podobno po to, aby dla wykonania ważnych zadań wybrani byli najzdolniejsi. — Chce pan powiedzieć, że ta gwiazda nie spłonie, że nie stanie się Nową, że nie przylecieliśmy po to, aby ocalić tę cywilizację, że to wszystko jest tylko komedią, zagraną tylko po to, aby poznać, czy jestem w stanie podjąć najbardziej odpowiedzialne loty badawcze?

Potakiwał. Zaczerwieniłem się.

— Teraz dopiero rozumiem, dlaczego pozostali są tak spokojni. Chciałbym widzieć, co by robili, gdyby ta sytuacja okazała się rzeczywiście niebezpieczna i musieliby zginąć. Krzyczeliby jak ja, to pewne.

Przeprosiłem go; było mi przykro, że nie wyszedłem z tej próby zwycięsko. Dowódca wysłał mnie na najcięższy odcinek, musiałem pracować sam, po zewnętrznej stronie korpusu rakiety, w skafandrze ochronnym, bez łączności z innymi.

Zi pracowała naprzeciwko mnie. Najpierw wstydziłem się trochę, długo zabiegałem o jej względy i wiedziałem, że nie pomogłem sobie dzisiejszym wystąpieniem. Zi jest bardzo surowa, osądza łatwo. Uśmiechnąłem się do niej serdecznie przez grube, przeźroczyste iluminatory, pomagałem jej w pracy, nosiłem za nią drobiazgi, które pozostawiała w przestrzeni. Siła przyciągania była tutaj niewielka, wydawało mi się, że sam mógłbym naszą rakietę popchnąć na właściwy tor.

I znowu zbudziły się we mnie wątpliwości. Jeśli to była tylko próba, dlaczego się ją kontynuuje? Dlaczego nie startowaliśmy natychmiast po moim nieudanym egzaminie? Chciałem o to zapytać Zi, ale nie mieliśmy łączności. Dopiero kiedy przyszła nas zmienić kolejna dwójka. Byli to głośni dowcip — niesie, dwaj przyjaciele z Czarnego Kwadratu, czekałem więc, że się uśmiechną, ale pochwycili nasze narzędzia bez słowa, gwałtownie, jakby się im paliło za plecami. I rzeczywiście, za sobą mieli naszą gwiazdę.

1 ... 61 62 63 64 65 66 67 68 69 ... 101
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)