Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Триллеры » Tylko Chłód
Tylko Chłód - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Tylko Chłód

Электронная книга - «Tylko Chłód». Краткое содержание книги:

Myślała, że koszmar już się skończył…
Dwadzieścia trzy lata temu Harlow Grail porwał psychopata. By zmusić rodziców dziewczynki do zapłacenia okupu, obciął jej palec, jednak okaleczona i przerażona Harlow zdołała umknąć swemu prześladowcy. Kiedy dorosła, zmieniła imię, nazwisko oraz adres zamieszkania. Jako Anna North zaczęła robić karierę literacką.
Jednak najgorsze było dopiero przed nią…
Wokół Anny zaczynają się dziać dziwne rzeczy. Mała wielbicielka przesyła niepokojące listy, w tajemniczych okolicznościach znika jej przyjaciółka, nieuchwytny morderca zabija rudowłose, tak jak Anna, kobiety. Kiedy pisarka w swojej lodówce znajduje ucięty palec, nie ma już wątpliwości: dawny prześladowca odnalazł ją i postanowił wyrównać rachunki. Policja jest bezradna; nawet detektyw Quentin Malone. który w trakcie śledztwa zakochał się w Annie i za wszelką cenę pragnie ją ocalić, zaczyna przegrywać wyścig ze śmiercią…
1 ... 60 61 62 63 64 65 66 67 68 ... 85
Перейти на страницу:

Znalazła notatnik, notes z adresami, długopisy, spinacze i parę recept. Żadnych kluczy.

Zniechęcona, zamknęła ostatnią szufladę i ponuro spojrzała na szafki. Czas mijał. No cóż, nie nadawała się na Jamesa Bonda.

Zerknęła na blat biurka. Tuż przed nią leżał pęk kluczy. Złapała je i pospieszyła do szafek. Trzęsącymi się rękami wypróbowywała kolejne klucze. Dopiero czwarty pasował. Nareszcie miała przed sobą otwartą szafkę.

Wstrzymując oddech, zaczęła przeglądać nazwiska na A, a potem na B i C. Żadne z nich nic jej nie mówiło. Przechodziła powoli dalej. Te na Q,R i S też były obce. Żadnego Kurta, Adama czy Petera. Nic, pustka. Obejrzała się za siebie i przeszła do ostatnich liter alfabetu. Była właśnie przy T i U, kiedy usłyszała za sobą kroki, a potem odgłos otwieranych drzwi. Za szybko! Zostało jej tak niewiele nazwisk.

Drzwi się otworzyły.

– Mam dobrą wiadomość. Członkowie grupy…

Zamknęła szufladę i skoczyła na równe nogi.

– Co robisz?! – spytał ze zgrozą.

Uśmiechnęła się, chociaż wcale nie było jej do śmiechu.

– To znaczy?

Zacisnął ze złością szczęki. Na jego policzkach pojawiły się ceglaste rumieńce.

– Przeglądałaś rejestr moich pacjentów!

– Nie wygłupiaj się, chciałam po prostu… po prostu… – Jej głos powoli zanikał.

Anna spojrzała na Bena, a potem na klucze, które zostawiła na podłodze przy szafkach. Najchętniej by w tej chwili zemdlała. Ten czarujący, roztargniony Ben wydawał jej się teraz groźny i potężny.

– Przepraszam, chciałam wyjaśnić…

Ben podszedł do szafek i podniósł klucze.

– Nie musisz się trudzić. Wiem, o co ci chodzi. – Zauważyła, że aż drży od tłumionej wściekłości. – Mała policyjna robota, co?! Chciałaś sprawdzić nazwiska moich pacjentów!

Zacisnęła dłonie.

– Przepraszam. Bardzo mi na nich zależało.

– Więc wykorzystałaś mnie i naszą przyjaźń!

– Postaraj się mnie zrozumieć. Miałam…

– Po co w ogóle mam cię słuchać?! Jesteś oszustką! Bez przerwy kłamałaś.

Oszustką! Sama o sobie też tak pomyślała.

– Myślałam, że jeśli zobaczę nazwiska twoich pacjentów, to kogoś sobie przypomnę. Że będzie tu Kurt albo…

– Czy nie przyszło ci do głowy, że natychmiast poinformowałbym policję, gdybym miał pacjenta o tym imieniu?

Uniosła dłoń w błagalnym geście.

– Naprawdę mi przykro, Ben. Zrobiłam źle, ale miałam swoje powody. Jaye jest w niebezpieczeństwie. Kobiety umierają. Chciałam pomóc.

– Wyjdź stąd. – Obrócił się na pięcie i podszedł do drzwi.

Pobiegła za nim.

– Zaczekaj. Spróbuj mnie zrozumieć. Uważałam, że muszę coś zrobić. Tak długo byłam tylko ofiarą…

Odwrócił się do niej. Jeden mięsień miarowo drgał w jego policzku.

– Myślałem, że jesteśmy przyjaciółmi. Myślałem, że ci na mnie zależy…

– Przecież jesteśmy. Bardzo mi na tobie zależy.

Przeciągnął dłonią po twarzy. Kiedy ją opuścił, wyglądał inaczej. Opuściła go cała złość. Był tylko nieszczęśliwy i zmęczony.

– Nie przyszło ci do głowy, żeby mnie poprosić? Tak właśnie postępują przyjaciele.

Miał rację. Zacisnęła usta, czując się jak ostatnia idiotka. Nie pozostawało jej nic innego, tylko powiedzieć prawdę.

– Byłam pewna, że odmówisz.

– I się myliłaś. – Westchnął, spojrzał na drzwi, a potem znowu na nią. – Idź już. Moja grupa czeka.

ROZDZIAŁ CZTERDZIESTY SIÓDMY

Czwartek, 1 lutego, godz. 19.20

Quentin nie mógł przestać myśleć o Benie Walkerze. Coś w tym człowieku go niepokoiło. Tylko co?

Szukając odpowiedzi, starał się przypomnieć swoje reakcje w czasie spotkań z psychologiem. Powtórzył też w myśli obie rozmowy, jakie z nim odbył, szukając czegoś dziwnego. Czegoś, co wskazywałoby, że Ben nie jest wcale takim spokojnym i zrównoważonym człowiekiem.

Nic nie znalazł. Wciąż jednak czuł, że coś tu się nie zgadza. Zapewne chodziło o jakiś szczegół. O coś, co Walker powiedział lub zrobił.

Quentin nie wątpił, że psycholog stanowi jakąś zagadkę. Nie wiedział jeszcze jaką, ale miał zamiar ją rozwiązać. I to jak najszybciej.

Światła zmieniły się na czerwone. Quentin zatrzymał wóz, otworzył komórkę i wystukał numer Anny. Po pięciu sygnałach włączyła się automatyczna sekretarka. Znowu. W ciągu ostatniej godziny dzwonił do niej już dwa razy.

Zmarszczył brwi i wybrał numer kolegi.

– Cześć, Morgan. Pilnujesz Anny North?

– Tak, jasne. Siedzę właśnie przed domem tego psychologa.

– Doktora Walkera? Na Constance Street?

– Właśnie. Panna North weszła tam pół godziny temu. Powiedziała, że to może zająć trochę czasu, a potem chce jeszcze pokręcić się trochę po mieście. Cały czas jej pilnuję.

Quentin powiedział, że to świetnie, i się rozłączył. Był na siebie zły, a mimo to nie mógł powstrzymać zazdrości.

Światła się zmieniły i Quentin ruszył przez skrzyżowanie. Nagle przyszła mu do głowy pewna myśl. Tamta noc w domu opieki! Walker mówił, że wyszedł później niż zwykle, ponieważ jego matka się przestraszyła. Twierdziła, że ktoś był w pokoju i jej groził. Quentin zerknął do tyłu, a następnie zawrócił, lekceważąc ciągłą linię. Ben wspominał, że jego matka przebywa w Crestwood Nursing Home przy Metairie Road. Mógł tam dojechać w ciągu paru minut. Powinien złożyć jej kurtuazyjną wizytę.

Dom opieki był pogrążony w ciszy. Kolacja już się skończyła, ale wciąż można było odwiedzać pacjentów. Jednak w głównym holu panował hałas. To kilku pensjonariuszy oglądało teleturniej z dźwiękiem włączonym niemal na cały regulator. Paru z nich siedziało na wózkach. Jakaś siwowłosa kobieta w czerwonym szlafroku spojrzała w jego stronę i mrugnęła porozumiewawczo. Quentin zrobił to samo.

Przeszedł do pokoju pielęgniarek i pokazał dyżurującej kobiecie swoją odznakę.

– Quentin Malone – przedstawił się. – Jestem oficerem śledczym. Chciałbym porozmawiać z jedną z pacjentek, Louise Walker.

Pielęgniarka zrobiła zdziwioną minę.

– Z panią Walker?

– Matką doktora Beniamina Walkera.

– Czy mogę wiedzieć, o co panu chodzi?

Mógł odmówić wyjaśnień albo stwierdzić, że to sprawa policji, nie chciał jednak wzbudzać niczyich podejrzeń.

– Jej syn wspominał mi, że jej grożono. Chciałbym to sprawdzić.

– Ach, o to chodzi. – Pielęgniarka potrząsnęła głową. – Pani Walker myli różne rzeczy. Czasami ogląda filmy, a potem uważa, że to wszystko naprawdę się zdarzyło. Ale proszę z nią porozmawiać. Dzięki temu poczuje się bezpieczniej.

– Więc nie sądzi pani, żeby rzeczywiście jej grożono?

– Nie. – Podsunęła mu rejestr gości. – Proszę, żeby pan się tu wpisał. Wszyscy goście muszą to zrobić.

– Czy ktoś się kiedyś wśliznął bez tego?

– Pewnie tak, ale staramy się uważać.

– Jasne. – Quentin wpisał się do zeszytu i jednocześnie przejrzał nazwiska wszystkich gości. Szukał znajomych, ale jedynym był tylko Ben. – Jak widzę, doktor Walker często odwiedza matkę – zauważył.

– Jest bardzo oddanym synem – powiedziała pielęgniarka, podchodząc do niego. – Dobrze by było, żeby inne dzieci poszły w jego ślady. Zaprowadzę pana do jej pokoju. Na szczęście jeszcze nie śpi. Jest nocnym markiem.

– Jak rozumiem, cierpi na chorobę Alzheimera?

– Tak. Proszę tędy.

– Na ile jest świadoma? – spytał, kiedy przechodzili przez długi korytarz.

Drzwi do większości pokoi były pootwierane. Pensjonariusze oglądali telewizję, czytali książki, jakaś kobieta na wózku słuchała muzyki z walkmena, poruszając nogą do taktu.

1 ... 60 61 62 63 64 65 66 67 68 ... 85
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)