Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Róża Yorku». Краткое содержание книги:

Jesień 1922 roku. Tajemniczy kolekcjoner z Warszawy - Szymon Aronow zwany Kulawym - powierza księciu Morosiniemu, znawcy starych klejnotów, niebezpieczną misję odszukania czterech kamieni szlachetnych skradzionych niegdyś ze Świątyni Jerozolimskiej. Po odnalezieniu szafiru zwanego Błękitną Gwiazdą książę wyrusza do Anglii, gdzie ma się znajdować bezcenny diament - Róża Yorku. Zaczyna się szalona przygoda pełna niebezpieczeństw i emocji, bowiem ów kamień jest obiektem pożądania wielu osób, które zrobiłyby wszystko, aby go zdobyć. Jaką rolę odgrywa w tej sprawie młodziutka Polka - Anielka Solmańska, która pragnąc miłości i pomocy Morosiniego, zarazem zdaje się prowadzić własną, podwójną grę?
1 ... 60 61 62 63 64 65 66 67 68 ... 75
Перейти на страницу:

- Wiem, że do tego nie doszło, ale lady Ferrals skarżyła się kilkakrotnie, że usiłował pan ją obmacywać i całować...

- To prawda. Dlaczego miałbym nie próbować - dodał bezczelnie młody mężczyzna - skoro nie odmawiała swoich wdzięków służącemu?

- To pana zdanie, nie moje. Jedyna rzecz jest pewna: w ostatnich miesiącach spędził pan wiele czasu na śledzeniu lady Ferrals pomimo licznych obowiązków, jakie na panu ciążyły. Czy praca na tym nie ucierpiała?

- W żadnym wypadku. Pilnowałem lady Ferrals i jej służącego, ale przecież nie śledziłem ich przez cały czas. Tak jak już powiedziałem, chciałem, żeby sir Eryk sam się zorientował, jaką kobietę poślubił. Ixcz w ostatnim czasie ona i jej kochanek stali się bardzo ostrożni.

- Dobrze. A teraz, panie Sutton, przyjrzymy się innemu aspektowi pańskiej pracy u sir Eryka. Pracował pan dobrze, on darzył pana zaufaniem, a pan otoczył go czymś w rodzaju kultu. Takie uczucie przekracza bardzo zwykły stosunek pracownika do pracodawcy...

- To prawda. Bardzo kochałem sir Eryka. Czy prawo na to nie pozwala?

- Wprost przeciwnie! Wydaje mi się, że było to uczucie odwzajemnione. W ostatnim testamencie, w którym główną spadkobierczynią jest jego żona, sir Eryk zapisał panu okrągłą sumkę... stu tysięcy funtów! Sądząc po reakcji publiczności, jest to olbrzymia kwota...

W istocie zdumiona publiczność wydała okrzyk zaskoczenia.

- Chyba już mówiłem, że sir Eryk doceniał moją pracę - powiedział spokojnie Sutton - i czasem wydawało mi się, że darzy mnie sympatią.

- Sympatią? Ależ on musiał pana uwielbiać, skoro zrobił panu taki prezent, który, muszę to odnotować, wcale pana nie zaskoczył! No i tak się zastanawiam: miał pan bez wątpienia dobrą pracę, ale wiedząc, jaki majątek wpadnie panu w ręce po jego śmierci, czy nie czuł pan pokusy, aby przyspieszyć jej nadejście? Przecież to pan najczęściej znajdował się w jego biurze. Chyba nie było trudno, przy jakiejś okazji, zrobić odcisk tego kluczyka...

Teraz wtrącił się sir John.

- Protestuję, milordzie! Mój szanowny kolega kreśli tutaj powieść i usiłuje wpłynąć na świadka...

Ale sędzia nie zdążył nawet otworzyć ust.

- Za pozwoleniem, milordzie, sam odpowiem sir Desmondowi. Przysięgałem mówić prawdę, więc teraz powiem wszystko. Tak, kochałem sir Eryka i on również mnie kochał. Ale to normalne. Był moim ojcem.

Przez salę znów przebiegł szmer, a adwokat wyglądał przez chwilę na zbitego z tropu. Jego oczy zwęziły się tak, że widać było tylko szare, wąskie szparki. Prasa również bardzo się uaktywniła.

- Pańskim ojcem?... Kto panu o tym powiedział?

- On sam. A nawet lepiej, on mi o tym napisał. Więc mogę to udowodnić...

- Więc jak to się stało, że pana nie uznał?

- Ze względu na reputację mojej matki i szacunek dla tego, który został moim przybranym ojcem. W tej chwili żadne z nich już nie żyje... a ja przysięgałem, że będę mówił prawdę. Teraz pan rozumie, dlaczego go kochałem? Nie dał mi nazwiska, ale nigdy mnie nie porzucił. Czuwał nade mną z daleka. Posłał mnie do najlepszych szkół: do Eton i Oksfordu... Kiedy je skończyłem, zatrudnił mnie u siebie.

Sir Desmond wyciągnął z kieszeni dużą białą chustkę i wytarł krople potu spływające spod peruki. Oczywiście, nie był przygotowany na tę informację, która zelektryzowała publiczność, i szukał riposty. Aby mieć czas do namysłu, zapytał:

- Może pan powiedzieć nam coś więcej na ten temat?

- Sir Desmondzie - przywołał go stanowczo do porządku sędzia - proszę nie pytać świadka o rzeczy niezwiązane ze sprawą. Powody, dla których narodziny tego młodego człowieka były owiane tajemnicą, nie powinny nikogo interesować. Sądzę, że rozwijanie tematu w tym miejscu byłoby niezgodne z wolą sir Eryka Ferralsa. A teraz proszę kontynuować.

- W tej chwili nie mam więcej pytań, milordzie.

John Sutton pożegnał sąd oraz ławę przysięgłych i wyszedł. Ani razu nie spojrzał w stronę jasnej głowy oskarżonej.

- No, no - szepnął Adalbert - ale rewelacyjne nowiny! Co za ciekawa rodzinka!

- Obawiam się, że to nie pomoże w sprawie Anielki - odpowiedział Aldo. - Rozżalony, zgorzkniały, pałający nienawiścią sekretarz mógłby coś kombinować, ale przecież nie syn! To wyznanie musiało zrobić duże wrażenie na ławie przysięgłych...

- Zobaczymy.

Następnie przesłuchano kamerdynera i Wandę. Kamerdyner okazał się wzorem dyskretnego służącego, który nie zniża się do plotek rodem z kuchni. Nie wiedział nic na temat relacji między lady Ferrals i polskim służącym.

- Ten człowiek dobrze pracował, był uprzejmy i dyskretny. Nie miałem mu nic "do zarzucenia. Nie znam języka polskiego, więc nie wiem, co mówiła mu pani, kiedy się do niego zwracała.

Zapytany na temat stosunków, jakie panowały między panem a panią Ferrals, ograniczył się do stwierdzenia, że były jakieś utarczki czy momenty napięcia, ale nie ma w tym nic dziwnego w przypadku takiej różnicy charakterów. Nie wiedział nic na temat gwałtownej kłótni, jaka miała miejsce feralnego wieczoru.

- To, co się dzieje w pokojach, mnie nie dotyczy. To sprawa pokojowych.

- Wzorowy służący! - mruknął Morosini. - Nic nie widzi, nic nie słyszy, nic nie mówi. Właściwie można by się bez niego obejść...

- Wanda będzie z pewnością bardziej wylewna.

Ale Wanda miała zostać przesłuchana później.

Popatrzywszy na zegarek wyciągnięty ze zwojów purpury i gronostajów, sir Edward Collins oświadczył, że nadeszła pora lunchu i dobrze byłoby zrobić przerwę w przesłuchaniach. Proces miał rozpocząć się ponownie o godzinie czternastej trzydzieści.

Obaj przyjaciele uszczęśliwieni, że na pewien czas udało im się opuścić ciężką atmosferę sądu, postanowili posilić się w hotelu Savoy. Uprzejmy jak zawsze Aldo zaproponował lady Danvers, aby im towarzyszyła, ale ta po swoim nieudanym wystąpieniu postanowiła udać się do hotelu na krótki odpoczynek.

W zamian za to, przy wyjściu dla publiczności czekała na nich niespodzianka, bez której chętnie by się obeszli. W olbrzymim holu dopadła ich lady Ribblesdale, która bez żadnego wstępu uczepiła się ramienia Aida.

- Byłam mile zaskoczona, gdy dostrzegłam pana w sali sądu, mój mały książę! - wykrzyknęła. - Nie wiedziałam, że już pan powrócił. Jak to możliwe, że jeszcze mnie pan nie odwiedził? Mam nadzieję, że przywiózł mi książę to, co obiecał.

- Niczego nie obiecywałem, lady Ribblesdale - odrzekł Aldo, starając się ukryć niechęć, jaką wywołało w nim to spotkanie i mania kobiety do nazywania go „swoim małym księciem". - Niestety moja misja się nie powiodła. Miałem zresztą zamiar napisać do pani w tej sprawie.

Kobieta zatrzymała się gwałtownie i puściła jego ramię, aby spiorunować go ponurym spojrzeniem.

- Co pan chce przez to powiedzieć? Nie dostanę mojego historycznego diamentu?

- Nie. Proszę mi wierzyć, mówię to z wielkim ubolewaniem, ale kiedy dotarłem do Wenecji, okazało się, że jego właścicielka właśnie zmarła, a spadkobiercy nie chcą się rozstać z klejnotem za żadną cenę. Trzeba ich zrozumieć: od lat czekali, żeby ten kamień wpadł im do rąk. Przykro mi, ale z tego powodu wróciłem z pustymi rękami. Czuję się jak myśliwy, który wrócił z polowania bez zwierzyny. Nie pozostaje pani nic innego, jak mieć nadzieję, że policja odnajdzie Różę Yorku.

- Ci nieudacznicy! W tego rodzaju sprawach to kobiety powinny prowadzić poszukiwania. Mamy szczególny zmysł do tropienia klejnotów. Myje... jakby to powiedzieć? Myje czujemy. Tak, właśnie tak, czujemy.

1 ... 60 61 62 63 64 65 66 67 68 ... 75
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)