Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Róża Yorku». Краткое содержание книги:

Jesień 1922 roku. Tajemniczy kolekcjoner z Warszawy - Szymon Aronow zwany Kulawym - powierza księciu Morosiniemu, znawcy starych klejnotów, niebezpieczną misję odszukania czterech kamieni szlachetnych skradzionych niegdyś ze Świątyni Jerozolimskiej. Po odnalezieniu szafiru zwanego Błękitną Gwiazdą książę wyrusza do Anglii, gdzie ma się znajdować bezcenny diament - Róża Yorku. Zaczyna się szalona przygoda pełna niebezpieczeństw i emocji, bowiem ów kamień jest obiektem pożądania wielu osób, które zrobiłyby wszystko, aby go zdobyć. Jaką rolę odgrywa w tej sprawie młodziutka Polka - Anielka Solmańska, która pragnąc miłości i pomocy Morosiniego, zarazem zdaje się prowadzić własną, podwójną grę?
1 ... 58 59 60 61 62 63 64 65 66 ... 75
Перейти на страницу:

- Trwoga ściska mi gardło - zwierzyła się Morosiniemu - ale czuję się trochę pewniej, wiedząc, że jesteście obok mnie. Składanie zeznań to okropne doświadczenie...

- Nie powinna się pani tak denerwować, sędzia i adwokaci będą się odnosić do pani z szacunkiem. Przecież lord Desmond jest pani przyjacielem...

- Niewątpliwie, ale sir John Dixon, adwokat Korony, nie lubi mnie. Nie podobała mu się moja przyjaźń z tym biednym Erykiem. Wiem, że nasze sądy zobowiązują adwokatów do uprzejmości, a nawet kurtuazji, ale znam takich przedstawicieli prawa, którzy pod płaszczykiem pozornych grzeczności potrafią ukryć bardzo nieprzyjemne aluzje!

- Proszę się nie obawiać! Jestem pewien, że wszystko dobrze pójdzie.

- Niech Bóg pana wysłucha! Sądzi pan, że sir Desmond powoła Anielkę na świadka?

To również było częścią specyfiki angielskiego wymiaru sprawiedliwości: oskarżony mógł być przesłuchany jako świadek, co pozwalało obrońcy zadać kilka pytań. Taki rodzaj przesłuchania, w zależności od przypadku, mógł się okazać zbawienny lub katastrofalny dla oskarżonego.

- Mam nadzieję! - szepnął Morosini, myśląc o młodości i urodzie Anielki. - Jeśli ława przysięgłych okazałaby się wrażliwa i wyrozumiała, takie przesłuchanie mogłoby nastawić ją do Anielki pozytywnie.

Wejście sędziego poderwało wszystkich na nogi. Przyodziany w purpurę i gronostaje sir Edward Collins, którego pociągłą twarz okalała siedemnastowieczna peruka przypominająca kędzierzawy szal, wkroczył do sali, gdzie panowała nabożna cisza, i skierował swe kroki do fotela stojącego na podwyższeniu. Gdy tylko się w nim usadowił, jeden z prawników ogłosił rozpoczęcie procesu noszącego nazwę „Król przeciw iady Ferrals".

Można by rzec, że ta przedziwna formuła nawiązywała do formuły pojedynku, z tym tylko wyjątkiem, że jeden z adwersarzy nie stawiał się osobiście. Natychmiast po tym dało się słyszeć:

- Wprowadzić oskarżoną!

Wszystkie głowy się podniosły, a siedząca na galerii publiczność wychylała się, aby lepiej widzieć wprowadzaną. Aldo poczuł, jak ściska mu się serce z obawy, że za dwa lub trzy dni sędzia może przyodziać czarną togę, jak to nakazywał zwyczaj, kiedy miał ogłosić karę śmierci.

Kiedy Anielka w otoczeniu dwóch strażniczek wyłoniła się z cienia, wchodząc po schodach, i stanęła w świetle przenikającym przez wysokie okna, po sali przeszedł szmer, a sir Edward poprawił binokle na nosie, żeby lepiej się jej przyjrzeć. Nigdy, nawet w dniu okazałego ślubu, młoda Polka nie była równie czarująca, delikatna i wzruszająca, jak w tym kostiumie z czarnej krepy, bez żadnych innych ozdób, oprócz lśniących włosów i blasku świeżej cery, które upodabniały jej wiotką postać do czarnej łodygi kwiatu...

- Jaka szkoda - mruknęła księżna. - Skończyła zaledwie dwadzieścia lat i niech pan patrzy, gdzie się teraz znalazła...

Aldo nie odpowiedział. Adwokat Korony zaczął czytać akt oskarżenia.

- Anielo Mario Jadwigo Ferrals, jest pani oskarżona o zamordowanie małżonka, sir Eryka Ferralsa, wieczorem w dniu 15 września 1922 roku. Czy przyznaje się pani do winy?

- Nie, nie przyznaję się do winy.

Głos młodej kobiety, spokojny, wyraźny i stanowczy, doskonale harmonizował z jej pełnym skromności i godności zachowaniem. Patrzyła oskarżycielowi prosto w oczy nie w sposób zuchwały, lecz z pewnością, która musiała mu się spodobać, gdyż cień uśmiechu pojawił się na jego wargach.

Trudno byłoby sobie wyobrazić osoby bardziej różniące się od siebie jak sir John Dixon i sir Desmond Killrenan. Jeden wysoki i szczupły z toporną twarzą, jakby wyciosaną nożem ogrodniczym, którą ożywiało bystre spojrzenie brązowych oczu, drugi - przysadzisty i sprawiający wrażenie bardzo silnego. W mało twarzowej peruce przypominał buldoga, ale patrząc na jego wyblakłe, szare, lecz twarde jak granit spojrzenie, czuło się, że kiedy wbił kły w przeciwnika, trudno było się z nich uwolnić. W chwili obecnej głos należał do pierwszego z mężczyzn.

Sir John Dixon przedstawił sprawę, opisując w skrócie stosunki panujące między zmarłym a jego młodą żoną od początku małżeństwa, kładąc nacisk na dużą różnicę wieku, która nie wpłynęła korzystnie na rozwój uczuć u dziewiętnastoletniej dziewczyny. Natychmiast zabrał głos sir Desmond.

- Mój szanowny kolega posiada takie doświadczenie, że powinien wiedzieć, iż w małżeństwie duża różnica wieku nie stanowi żadnej przeszkody do rozkwitu miłości. Osobowość sir Eryka Ferralsa... ośmielam się powiedzieć: jego urok, mogły oczarować młodą kobietę.

- Wkrótce zapytamy lady Ferrals o charakter jej uczuć względem małżonka. W tej chwili chciałbym powrócić do tego wieczoru, kiedy rozegrał się dramat, gdy po wypiciu whisky z wodą mineralną, w której rozpuścił proszek przeciw migrenie podany mu przez żonę, sir Eryk zmarł po kilku sekundach...

Krótko opisał ten ostatni wieczór, nie wchodząc w szczegóły, i aby uzupełnić informacje, poprosił „Jej Wysokość, księżnę Danvers" o zajęcie miejsca dla świadków.

- Mój Boże - jęknęła księżna. - To już moja kolej? Nie był to, niestety, udany występ. Lady Danvers, która zajęła miejsce dla świadków z całym swoim majestatem, zrobiła duże wrażenie na publiczności, zastanawiającej się przez chwilę, czy oto nie pojawiła się w sądzie sama królowa Maria, ale później było już tylko gorzej. Zdenerwowana i bliska łez szlachetna dama z dużym trudem odczytała formułę przysięgi.

- Wasza Wysokość, proszę się uspokoić - rzekł sędzia. - Rozumiem bardzo dobrze pani zdenerwowanie z powodu konieczności złożenia zeznań, więc może będzie lepiej nie niepokoić pani teraz. Chyba - dodał, spoglądając surowo w stronę adwokata Korony - będziemy musieli przenieść to przesłuchanie na później, kiedy Jej Wysokość poczuje się lepiej...

Wdzięczność nieszczęsnej była wzruszająca.

- Och, dziękuję, milordzie! - wykrzyknęła, wycierając oczy poprzez siatkę woalki, podczas gdy sir John skłonił się jej w milczeniu, co obrońca przyjął z sardonicznym półuśmiechem oznaczającym satysfakcję. Jego przeciwnik chciał zagrać na wyobraźni ławy przysięgłych, powołując na świadka tak wielką damę, ale ponieważ pomysł okazał się wielkim niewypałem, bardzo to adwokata ucieszyło. W tej sytuacji wejście inspektora Pointera, który zaczął składać pierwsze wyjaśnienia, przyjął pogodnie.

Jako człowiek przywykły do tego typu spraw, inspektor złożył krótkie i precyzyjne zeznanie na temat tego, co zastał nocą piętnastego września, kiedy przybył do rezydencji Ferralsów: wystraszony personel, łzy obu dam i gniew sekretarza, który nie wahał się oskarżyć o zbrodnię żonę chlebodawcy. Ponieważ przedstawił coś w rodzaju raportu, sir Desmond nie uznał za konieczne, aby go przesłuchać. Ostrzył sobie zęby na następnego świadka, którego właśnie wzywał sir John Dixon. Był nim John Sutton.

W czarnym garniturze rozjaśnionym jedynie białą koszulą, sekretarz wydawał się wyższy i szczuplejszy niż w rzeczywistości. Strój podkreślał jego żałobę, która Morosiniemu wydała się zbyt ostentacyjna. Pod wybrylantynowanymi włosami kryła się blada twarz.

- Jeśli chciał wyglądać jak posąg Komandora, to mu się udało - szepnął Vidal-Pellicorne. - Już bardziej ponuro chybaby nie mógł!

- Przyszedł tutaj, aby żądać głowy Anielki, więc chyba nie wyobrażałeś sobie, że będzie uśmiechnięty...

Morosini przerwał. Z Biblią w ręku Sutton, nie patrząc na tekst, składał przysięgę z oczyma utkwionymi przed siebie: musiał znać jej słowa na pamięć.

1 ... 58 59 60 61 62 63 64 65 66 ... 75
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)