W Pogoni Za Rozumem
- Автор: Филдинг Хелен
- Серия: Bridget Jones (pl) #2
- Язык: польский
- Жанр: Современная русская и зарубежная проза
Электронная книга - «W Pogoni Za Rozumem». Краткое содержание книги:
Germaine Greer nie miała dzieci. Ale czego to dowodzi?
23.15.
Dobra, Nowa Lewica, Nowa… O Boże. Żyję w celibacie. Celibat! Nowy Celibat! Skoro ja się znalazłam w takiej sytuacji, to na pewno przeżywają wiele innych osób. Czyż nie o to chodzi w duchu czasów? „Ostatnio ludzie coraz rzadziej uprawiają seks”. Ale jakoś nie podoba mi się takie popularne ujęcie. Przypomina mi się taki artykuł z „The Times”, który zaczynał się następująco: „Ostatnio pojawia się coraz więcej jadłodajni”, a tego samego dnia w „Telegraph” pojawił się artykuł pod tytułem Gdzie się podziały jadłodajnie? Dobra, trzeba kłaść się spać. Muszę się pojawić bardzo wcześnie w swój pierwszy dzień nowego życia.
3 września, środa
53 kg (aaa, aaa), kalorie 4955, liczba sekund, odkąd ostatnio uprawiałam seks 14 601 600 (wczorajsza liczba + 86 400 – zawartość sekund w jednym dniu).
19.00.
Pierwszego dnia po Tajlandii przyszłam do pracy wcześnie, spodziewając się, że zostanę otoczona troską i szacunkiem, lecz zamiast tego zastałam Richarda Fincha w tradycyjnie paskudnym nastroju – był rozdrażniony, z obłędem w oku obsesyjnie palił jednego papierosa za drugim, jednocześnie żując gumę.
– Hoho! – wykrzyknął, kiedy weszłam. – Hoho! Ahahahahaha! To co tam masz w torebce, co? Opium, nie? Skuna? Zaszyłaś prochy pod podszewką? Przywiozłaś trochę Fioletowych Serduszek? Ciutkę ecstasy dla studentów? A może poppersa? Jakiegoś fajniutkiego speeda? Haszyyyyyysz? Szczyptę koki? Oooo okikoki! – zawył jak opętany. – Ooo, okikokiokikokiiii! Oooo! Okikokiokikokiiiiii! – W jego oczach pojawił się błysk szaleństwa, Richard przyciągnął do siebie dwóch researcherów i ruszył w moją stronę, drąc się: – Skłon na raz, skok na dwa, Bridget wszystko w torbie ma, tada!
Zrozumiałam, że nasz kierownik jest na zejściu po narkotykowym odlocie, więc uśmiechnęłam się miłosiernie i go zignorowałam.
– Och, zadzieramy dzisiaj noska, co? Ooo! No, ludzie. Przyszła Bridget Zarozumiała Dupeńka Prosto Z Więzienia. Zaczynamy. Zaczynanananamy.
Naprawdę nie tego się spodziewałam. Wszyscy zaczęli się gromadzić wokół stołu i z pretensją spoglądać to na zegar, to na mnie. Cholera, przecież było dopiero dwadzieścia po dziewiątej: zebranie miało się zacząć o wpół do dziesiątej. Tylko dlatego, że zaczęłam przychodzić wcześniej, nie znaczy, że zebranie też ma się odbywać wcześniej.
– No dobra, Brrrnridget! Pomysły. Jakie mamy na dzisiaj pomysły, które zachwycą czekający z zapartym tchem naród? Dziesięć rad dla przemytników od Tej, Która Zna Się Na Wszystkim? Złoty medal za zwabienie Charliego do meliny narkomańskiej?
Jeżeli wierzysz w siebie, gdy inni zwątpili” – pomyślałam. Och, pieprzyć to, zaraz mu dam w gębę. Spojrzał na mnie, żując gumę i z oczekiwaniem szczerząc zęby. Na szczęście przy stole nie rozległy się normalne w takiej sytuacji chichoty. Prawdę mówiąc, cały ten tajlandzki epizod zapewnił mi zupełnie nowy szacunek kolegów, którym naturalnie byłam zachwycona.
– A co powiesz na Nową Partię Pracy – po miesiącu miodowym?
Richard Finch uderzył głową w stół i zaczął chrapać.
– Właściwie to mam jeszcze jeden pomysł – powiedziałam po chwili obojętnego milczenia. – Seks – dodałam, na co Richard zastrzygł uszami. (Mam nadzieję, że tylko uszami).
– No? Podzielisz się nim z nami czy zachowasz go dla swoich kumpli z brygady antynarkotykowej?
– Celibat – powiedziałam. Zapadła pełna uznania cisza. Richard Finch wytrzeszczył na mnie oczy, jakby nie wierzył własnym uszom.
– Celibat?
– Celibat – kiwnęłam głową zadowolona z siebie. – Nowy Celibat.
– To znaczy, że co – mnisi i zakonnice? – spytał Richard Finch.
– Nie. Celibat.
– Zwyczajni ludzie, którzy nie uprawiają seksu – wtrąciła Patchouli, spoglądając na niego wyniośle. Atmosfera przy stole bardzo się zmieniła. Może Richard zaczynał już tak bardzo przeginać, że ludzie przestali go trawić.
– Z powodu tych jakichś tantrycznych, buddyjskich bzdur? – zachichotał Richard, żując gumę i podrygując jedną nogą.
– Nie – odparł seksowny Matt, wbijając wzrok w swój notes. – Zwyczajni ludzie, tacy jak my, którzy przez długi czas nie uprawiają seksu.
Strzeliłam oczami w stronę Matta, on zaś zrobił to samo w moim kierunku.
– Co? Wy wszyscy? – spytał Richard, spoglądając na nas z niedowierzaniem. – Przecież wciąż jesteście w kwiecie wieku… no, może poza Bridget.
– Dzięki – wymamrotałam.
– Co noc robicie to jak króliki! Nie? In, out, in, outandshake it all about – zaśpiewał. – You do the Okeekokee andyou tum her round, and do it to herfrom – behind Nie?
Odpowiedział mu tylko szelest papierów.
– Nie?
Nieprzerwane milczenie.
– Kto z tu obecnych nie uprawiał seksu w zeszłym tygodniu?
Wszyscy zaczęli się wgapiać w swoje notesy.
– OK. Kto uprawiał seks w zeszłym tygodniu?
Nikt nie podniósł ręki.
– Nie do wiary. Dobra. Kto z was uprawiał seks w zeszłym miesiącu?
Patchouli podniosła rękę. I Harold, który promiennie uśmiechnął się do nas zza okularów. Pewnie kłamał. Albo może tylko trochę się poprzytulał.
– A więc reszta z was… Jezu. Banda oszołomów. Przyczyną na pewno nie jest zbyt ciężka praca. Celibat. Ba! Z powodu Diany zeszliśmy z wizji, więc wymyślcie coś lepszego na resztę sezonu. W przyszłym tygodniu wracamy z wielkim hukiem.
4 września, czwartek
53,5 kg (to się musi skończyć, gdyż inaczej mój pobyt w więzieniu pójdzie na marne), liczba fantazji o mordowaniu Richarda Fincha 32 (to też musi się skończyć, gdyż inaczej zapobiegawcza rola mojego pobytu w więzieniu zostanie zniweczona), liczba czarnych żakietów, nad kupnem których się zastanawiałam 23, liczba sekund, odkąd ostatnio uprawiałam seks 14 688 000.
18.00.
B. mnie cieszy ta atmosfera jesiennego początku roku szkolnego. W drodze do domu wybiorę się na późne zakupy: z powodu kryzysu finansowego nie po coś konkretnego, tylko żeby przymierzyć nową jesienną garderobę w kolorze „brązu, który jest czernią”. Jestem b. podniecona i zdecydowana, żeby w tym roku umiejętnie) robić zakupy, tzn. a) nie panikować i nie kupować kolejnego czarnego żakietu, bo ile czarnych żakietów dziewczyna może potrzebować? i b) zdobyć skądś pieniądze. Może od Buddy?
20.00.
Angus Steak House, Oxford Street. Nie kontrolowany atak paniki. Wygląda na to, że we wszystkich sklepach znajdują się zaledwie odrobinę różniące się między sobą wersje tych samych ciuchów. Kompletnie zaćmiło mi umysł i nie potrafiłam zebrać myśli, dopóki nie objęłam rozumem i nie skatalogowałam na przykład wszystkich czarnych nylonowych żakietów: jeden z French Connection za 129 funtów czy taki wysokiej klasy od Michaela Korsa (malutki, kwadratowy i pikowany) za 400 funtów. U Hennesa czarne nylonowe żakiety można kupić za jedyne 39,99 funtów. Mogłabym na przykład kupić dziesięć czarnych nylonowych żakietów od Hennesa za cenę jednego od Korsa, ale wtedy miałabym szafę pełną czarnych nylonowych żakietów, a i tak nie stać mnie na ani jeden. A może to jedna wielka pomyłka. Może powinnam zacząć nosić jaskrawe stroje rodem z pantomimy, jak Zandra Rhodes albo Su Pollard. Albo trzymać całą garderobę w jednej walizce, kupić sobie tylko trzy bardzo klasyczne kostiumy i nosić je na zmianę. (A gdybym wylała na nie wino albo je obrzygała, to co wtedy?) Dobra. Spokojnie, spokojnie. Muszę kupić: Czarny nylonowy żakiet (tylko 1). Naszyjnik. A może wisiorek albo łańcuszek? W każdym razie jakąś uprząż na szyję. Brązowe spodnie cygaretki (ale co to właściwie znaczy „cygaretki”?). Brązowy kostium do pracy (albo coś w tym rodzaju). Buty. W sklepie obuwniczym przeżyłam prawdziwy koszmar. Właśnie przymierzałam brązowe czółenka z kwadratowymi noskami w stylu lat siedemdziesiątych, co mi przypomniało czasy, kiedy przed początkiem roku szkolnego kupowałam sobie nowe buty i walczyłam z tą przeklętą mamą o to, jakie mają być, i wtedy nagle mnie olśniło: to wcale nie żadne deja vu – buty wyglądały identycznie tak samo jak te, które przed pójściem do szóstej klasy kupiłam sobie u Freemana Hardy’ego Willisa. Nagle poczułam się jak niewinna ofiara oszustwa, pośmiewisko dla projektantów mody, którzy nie potrafią wymyślić niczego nowego. A nawet gorzej – jestem już taka stara, że nowe pokolenie nie pamięta, co się nosiło w tych czasach, kiedy to ja byłam nastolatką. Osiągnęłam w końcu ten punkt, w którym panie zaczynają chodzić do Jaegera po garsonki – bo nie chcą, by uliczna moda im przypominała o utraconej młodości. Zrezygnuję z Kookal, Agnes B., Whistles itd. na rzecz Country Casuals i duchowości. Co mnie zresztą taniej wyniesie. Wracam do domu.