Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Боевая фантастика » Taniec z diabłem [When the Devil Dances - pl]
Taniec z diabłem [When the Devil Dances - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Taniec z diabłem [When the Devil Dances - pl]

Электронная книга - «Taniec z diabłem [When the Devil Dances - pl]». Краткое содержание книги:

Po pięciu latach walk z posleeńskim najeźdźcą z ludzkiej cywilizacji pozostała zaledwie garstka wysoko uprzemysłowionych dolin, których mieszkańcy prześcigają się w tworzeniu coraz to potężniejszych wojennych machin, mających stawić czoła znienawidzonemu wrogowi. Po pięciu latach walk z ludźmi Posleeni są zmęczeni. Ludzie nie walczą fair. Posleeni są gotowi na zmianę, dlatego nadchodzi Tulo'stenaloor. Raz pokonany, potrafi wyciągnąć wnioski ze swojej klęski. Teraz nadeszła pora konfrontacji. Dwaj dawni przeciwnicy mają zmierzyć się w bitwie, która rozstrzygnie o przyszłości galaktyki na następne tysiąclecia. A kiedy major Michael O'Neal, dowódca pierwszego batalionu 555 pułku piechoty mobilnej, staje naprzeciw Tulo'stenaloora. Czas zatańczyć z diabłem.
1 ... 55 56 57 58 59 60 61 62 63 ... 134
Перейти на страницу:

— Mnie też nic się nie stało. Opiekowałam się kilkoma chłopcami, którzy widzieli, jak zaczęły się rozruchy — dodała Shari.

— Inni nie mieli tyle szczęścia… Dlatego nie lubimy żołnierzy w Podmieściu i nie mają wstępu na dół.

— Chyba że mają wyraźne rozkazy — zauważył Mueller.

— Chyba że mają skierowanie podpisane przez odpowiednio ważną szychę — przytaknęła Wendy. — Tak więc chłopcy siedzą na górze, dziewczęta na dole, i tylko czasem któraś wychodzi na górę, żeby…

— Zabawić się — dokończył za nią Mueller. — Nie obawiaj się, my jesteśmy całkiem mili.

— Nie boję się — odparł Wendy, bębniąc palcami po kolbie broni. — To dziwne, ale chętnie bym poszła do klubu i potańczyła…

16

Kwatera Główna Sił Naziemnych, Fort Knox, Kentucky, Stany Zjednoczone Ameryki, Sol III
14: 53 czasu wschodnioamerykańskiego letniego, czwartek, 24 września 2009

Generał Homer z kamienną twarzą przeglądał raport wywiadu, z którego wynikało, że Mosovich okazał się doskonałym obserwatorem i że nikt nie widział latających czołgów.

Z westchnieniem wyciągnął przekaźnik i wybrał wykres, który aż za często ostatnio oglądał. Byty to wyliczenia zdolności bojowej sił zbrojnych USA, wyrażonej stosunkiem strat w ludziach do strat obcych oraz tempem rozmnażania się tych ostatnich i szybkością wzrostu ich populacji. Z danych wynikało, że za następne dwanaście miesięcy kolejne pokolenie centauroidów dojrzeje i uzbrojone po zęby zaleje cały świat. Wtedy sytuacja żołnierzy w Appalachach będzie nie do pozazdroszczenia. Nie potrzeba będzie cwanych Posleenów, żeby przełamać linie obrony, wystarczą zwykli.

Fakt, że pojawili się inteligentniejsi przeciwnicy, tylko dodawał sytuacji powagi.

Raport z Georgii rzeczywiście był niewesoły. Rabun uważano za jeden z najsłabiej bronionych ludzkich przyczółków. Fortyfikacje, do tej pory niezbyt potrzebne, były w kiepskim stanie. Był tam co prawda jakiś saper, którego nazwisko wyleciało Homerowi z głowy, ale jedna jaskółka wiosny nie czyni.

Co gorsza, w Rabun był także Bernard, a to dawało Posleenom ogromną przewagę.

Co robić, co robić?

Najpierw wysłał rozkazy do Dziesięciu Tysięcy, nakazując mobilizację. Żołnierze potrzebowali odpoczynku, ale zaznają go na miejscu. Po powrocie z czterogodzinnej przepustki mieli się spakować i znowu ruszyć do walki. Cutprice, na ile Homer go znał, pewnie już siedzi na walizkach, ale nie zawadzi sprawdzić. Przez chwilą generał zastanawiał się nad wezwaniem piechoty mobilnej, ale znając O’Neala, ten popędziłby na złamanie karku do Georgii, Generał musi jakoś utrzymać całą sytuację w tajemnicy przed Mike’em i jednocześnie szybko przerzucić oddziały na południe. To niemożliwe. A może jednak nie? Sprawdził stan ilościowy transportowców banshee, które normalnie przewoziły nie kończące się dostawy pancerzy. Gdyby sytuacja okazała się kiepska, każe im przetransportować oddział O’Neala na zachód. Przy odrobinie szczęścia przyjdzie jakieś ostrzeżenie, zanim nastąpi uderzenie.

To da się zrobić natychmiast, a resztą niech się martwi sztab. Może oni znajdą jakieś ukryte rezerwy. Homer zauważył, że jedno z dział SheVa jest osiągalne. Choć pojazdy nie poruszają się szybko, mogłyby być przydatne w obronie. Z informacji wynikało, że działo jedzie do Chattanooga.

Już nie.

* * *

Mosovich spojrzał na fasadę budynku. Chyba kiedyś już jadł w tej restauracji.

Teraz knajpka zamieniła się w zwykły bar, którego głównym celem działalności było wyciąganie od żołnierzy całego żołdu.

We wnętrzu panował okropny tłok. Żołnierze, w większości uzbrojeni, mieli już zdrowo w czubach. Pomiędzy nimi przeciskały się obsługujące ich kelnerki.

Kiedy podeszli do drzwi, wytoczył się z nich nie ogolony żołdak z dystynkcjami sierżanta. Wspierał się na ramieniu młodej dziewczyny, która ledwie była w stanie go podtrzymać. Kiedy promienie słońca poraziły go w oczy, skrzywił się, a potem chwycił towarzyszkę za biust i zaczął się do niej przymilać.

— Kiepski pomysł — powiedział Mosovich.

— Racja — przytaknęła Wendy. — Znacie jakieś inne miejsce?

— Jedno — odparł sierżant. — Nie wiem tylko, czy wam się spodoba. — Przyjechali tutaj upchnięci w humvee jak śledzie w puszce. Podróż gdzieś dalej nie wchodziła w grę, zwłaszcza że powoli zapadał jesienny zmrok, a dzieci nie były odpowiednio ubrane na taką eskapadę. — Jak pani się czuje, pani kapitan?

— Chyba dobrze… — odparła Elgars, rozglądając się niepewnie wokół. — Liczba ludzi… uzbrojonych ludzi jest… zatrważająca.

— To nic dziwnego, że czujesz się zaniepokojona — rzekł Jake. — W takich miejscach jak to nieraz dochodzi do strzelaniny. Franklin na szczęście jest wyjątkiem i panuje tutaj spokój. Możemy poszukać jakiegoś cichego miejsca, gdzie można coś zjeść. Tylko nie wiem, Czy to ma sens.

Zapatrzył się na słońce, ciesząc się jego ciepłymi promieniami na twarzy.

— Ufa mi pani, Wendy?

Obdarzyła go spokojnym spojrzeniem i odparła:

— Tak, chociaż to dość dziwne pytanie. Zadał je pan z jakiegoś konkretnego powodu?

— W okolicy jest farma, na której mieszka mój znajomy. Ma wnuczkę w wieku Billy’ego. Będzie szczęśliwy, jeśli choć na kilka godzin wyrwiemy go z samotności. Pomyślałem sobie, że możemy tam pojechać i przenocować.

— To dobry pomysł — odparła Wendy, spoglądając na Shari.

— Racja, musimy znaleźć jakiś ciepły i suchy kąt, zanim się ściemni.

— To nie problem. Jedyny kłopot to powrót do Podmieścia. Myślę, że staruszek będzie miał trochę ubranek dla dzieci, którymi chętnie się podzieli, bo wasze maluchy są najgorzej ubranymi dzieciakami na świecie.

— Mamy tylko to, co przywieźliśmy ze sobą — powiedziała cicho Shari. — Billy chodzi ubrany w kurtkę, którą dla niego pożyczyłam kilka lat temu. Większość dzieci nie miała niczego, zanim trafiła do żłobka.

Jak na komendę Kelly wyciągnęła ręce do Shari i powiedziała płaczliwym tonem:

— Mamusiu, jestem głodna.

— Czas na decyzję: albo jedziemy na farmę, albo wracamy pod ziemię.

— Nie mam ochoty znowu kryć się w tej norze — powiedziała nagle Elgars. — Lubię świeże powietrze.

— Ja też — przyznała Shari. — Tęskniłam za niebem i wiatrem. Jeśli jesteś pewien, że twój przyjaciel nie przegoni pięciorga dorosłych i ósemki dzieciaków, spróbujmy u niego przenocować.

— Mogę za niego ręczyć. Ten człowiek wszystko potrafi.

* * *

Michael O’Neal Senior wyciągnął papierosa z paczki i zmarszczył brwi. Minęło już kilka lat od pewnych bardzo ciekawych wydarzeń, które skłoniły go do ulepszenia systemu bezpieczeństwa na farmie. Jednym z owych usprawnień był system kamer podłączonych do serwera komputerowego, który transmitował na monitor obraz okolicznego terenu. Widok wojskowego humvee, za którego kierownicą siedział Mosovich, bardzo starszego pana zdziwił. Niby nic dziwnego, w sumie Jake często go odwiedzał w ciągu ostatnich kilku lat, jednak uważna obserwacja pozwoliła stwierdzić, iż we wnętrzu pojazdu znajduje się więcej osób.

O’Neal zasępił się. Był człowiekiem średniej postury, jednak roztaczał wokół siebie aurę pewności i siły. Zdawać się mogło, że nawet buldożer nie byłby w stanie go wywrócić. Ramiona miał silne, choć nieco za długie w stosunku do ciała, a nogi krzywe, przez co wyglądał jak goryl.

1 ... 55 56 57 58 59 60 61 62 63 ... 134
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)