Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Przejście - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Przejście

Электронная книга - «Przejście». Краткое содержание книги:

Jedna z rzadkich, niezapomnianych powieści, zarówno dramatycznych, jak i głęboko refleksyjnych oraz pełnych napięcia. Zdumiewająca mieszanka suspensu i nauki. Joanna Lander jest psychologiem prowadzącym badania nad śmiercią. Kiedy decyduje się na udział w projekcie polegającym na symulowaniu śmierci klinicznej, okazuje się, iż może rozwiązać największą tajemnicę życia, albo też stać się ofiarą nauki. Poddaje się jednak eksperymentowi młodego, błyskotliwego neurologa, zainteresowanego symulowaniem śmierci klinicznej za pomocą psychoaktywnego leku…
1 ... 57 58 59 60 61 62 63 64 65 ... 225
Перейти на страницу:

I to był na pewno dźwięk, nie głosy. Dźwięk podobny do… zupełnie nie potrafiła odtworzyć go w pamięci. Wydobywał się stąd, uznała i cofnęła się w głąb przejścia. Dobiegał z końca…

Ponownie znalazła się w laboratorium. O nie, pomyślała, obudziłam się, zupełnie jak pani Troudtheim.

— Przepraszam — zaczęła, ale Tish ją zignorowała. Nadal zdejmowała słuchawki i odczepiała elektrody, jakby nie wydarzyło się nic niepokojącego.

— Nie śpi? — spytał zza pulpitu Richard i on również nie sprawiał wrażenia zdenerwowanego.

— Zmieniłeś dawkę? — spytała, usiłując wymacać krawędź stołu do badań, aby usiąść.

— Czemu? — Richard stanął przy niej. — Miałaś inne doświadczenia?

— Nie, ale kiedy wróciłam…

— Zaczekaj — powstrzymał ją i wygrzebał z kieszeni dyktafon. — Od początku.

Wpatrywała się w niego, niczego nie pojmując.

— Nie ocknęłam się przed czasem?

— Przed czasem? Skąd. Nie odczułaś fazy doświadczeń granicznych?

— Tak, znalazłam się w przejściu — potwierdziła, a Richard bliżej przysunął magnetofon. — Odwróciłam się, żeby sprawdzić, skąd dobiega dźwięk. Tym razem naprawdę chciałam się tego dowiedzieć i poszłam w jego stronę, i…

— Udało ci się? — przerwał Richard. — Zidentyfikowałaś go?

— Nie. To dziwne. Wiem, że go słyszałam, ale kiedy próbuję go odtworzyć, nic mi nie wychodzi.

— Może dlatego, że nigdy nie słyszałaś tak dziwnego dźwięku?

— Nie, to nie tak. Wyobraź sobie, że się budzisz w środku nocy i wiesz, że coś cię obudziło, ale już tego nie słyszysz, a tak naprawdę nigdy tego nie słyszałeś, bo spałeś, więc nie masz, pojęcia, czy to gałąź skrobała o okno, czy kot coś zrzucił. To właśnie takie uczucie.

— Więc myślisz, że dźwięk się rozlega, zanim znajdziesz się w fazie doświadczeń granicznych?

— Nie jestem pewna — zastanowiła się Joanna i spojrzała zamyślona na Richarda. — Może. Kiedy trzeba było reanimować pewnego pacjenta, z którym przeprowadzałam wywiad na nagłych wypadkach, pielęgniarka wcisnęła przycisk alarmowy i pomyślałam, że niewykluczone, iż ludzie słyszą właśnie taki hałas. Coś pomiędzy dzwonieniem i brzęczeniem.

— Tutaj nie ma żadnego alarmu — przypomniała Tish. Richard spojrzał na nią ze zdumieniem, jakby zapomniał, że jeszcze sobie nie poszła. — Zresztą nie usłyszałaby pani jakiegokolwiek dźwięku, nawet gdyby się tu rozległ dzwonek. Przecież miała pani słuchawki.

— To prawda — zgodziła się Joanna. — To nie mógł być odgłos z zewnątrz. Raczej…

— Mówiłaś, że żaden z twoich pacjentów nie potrafił go opisać — podjął Richard.

— Nie w wiarygodny i spójny sposób, a teraz mam poczucie winy, że zachowywałam się przy nich tak niecierpliwie.

— Jak tylko skończysz opowiadać, chciałbym rzucić okiem na korowy ośrodek słuchu.

— Właśnie opowiadam — przypomniała Joanna. — Odwróciłam się, żeby sprawdzić, skąd dobiega dźwięk, poszłam w głąb przejścia i znalazłam się z powrotem w laboratorium. Właśnie dlatego spytałam, czy ocknęłam się przed czasem.

Zaskoczony Richard opuścił magnetofon.

— Ile czasu spędziłaś w tunelu?

— Nie wiem. Tyle, żeby się odwrócić i przejść dwa kroki.

— Ile czasu przebywałaś tam poprzednio?

— Trudno powiedzieć, kilka minut. Dłużej niż za pierwszym razem.

Richard stał już przy pulpicie i wyświetlał skany.

— Czas w normie? — spytał, a kiedy spojrzała pytająco, wyjaśnił: — Czy miałaś poczucie, że czas zwolnił albo przyśpieszył?

— Nie. Dlaczego chcesz wiedzieć?

— Bo za pierwszym i drugim razem znajdowałaś się w stanie śmierci klinicznej przez nieco ponad dwie minuty — wyświetlił na ekranie kolumnę cyfr — a teraz prawie pięć. — Podniósł na nią wzrok. — Czy kiedykolwiek pytałaś pacjentów, ile trwały ich doświadczenia graniczne?

— Nie. Nigdy się nad tym nie zastanawiałam. — Zawsze zakładała, że doświadczenia graniczne dzieją się w czasie rzeczywistym. Część ludzi wspominała o szybkim przemieszczaniu się tunelem, a ona usiłowała się dowiedzieć, co to znaczy „szybkim”, żeby sprawdzić, czy opisują szybki upływ czasu, lecz nigdy nie spytała, jak długo wpatrywali się w światło lub ile trwała retrospekcja życia. Po prostu zakładała, że tempo upływu czasu w doświadczeniach granicznych odpowiadało długości opisywanych zdarzeń. Nie pomyślała o porównaniu subiektywnych wrażeń z długością czasu spędzonego przez pacjentów w stanie śmierci klinicznej.

— A jak wyglądał sam koniec twoich doświadczeń? Odczułaś spowolnienie czasu, wracając tunelem?

— Nie wracałam tunelem — przypomniała. — Ruszyłam z miejsca i nagle trafiłam z powrotem do laboratorium. To w niczym nie przypominało moich wcześniejszych powrotów. Wszystko stało się tak… nagle. — Zastanawiała się, jakiego użyć słowa, lecz Richard powrócił do spowolnienia czasu.

— Podczas poprzednich eksperymentów również nie odczułaś rozciągnięcia czasu.

— Nie. — Joanna pomyślała, że musi spytać panią Woollam, czy podczas jej doświadczeń granicznych tempo upływu czasu ulega zmianie. Postanowiła też porozmawiać z Maisie. Mówiła, ze widziała wyłącznie mgłę, a Joanna założyła, że jej doświadczenia graniczne musiały trwać zaledwie kilka sekund. Teraz nabrała wątpliwości.

— Spójrz — odezwał się Richard, zatapiając wzrok w monitorze. — Różnica w czasie trwania doświadczeń granicznych Amelii Tanaki sięga aż czterech minut.

Tish stanęła obok niego i z ciekawością zapatrzyła się w ekran.

— Może to przypomina upływ czasu we śnie — zasugerowała. — Czasami człowiekowi się wydaje, że między dzwonkiem budzika i przebudzeniem parę chwil później mija kilka dni. Kilka dni temu śniło mi się, że poszłam na imprezę w Rio Grande, a potem na narty w Breckenridge, a wszystko to stało się w ciągu dwóch sekund między wypowiedzianymi przez faceta z radia słowami: „Już szósta” a: „W rejonie Gór Skalistych spodziewane opady śniegu”.

Richard nie słuchał wywodów Tish. Pisał coś na komputerze, nie zwracając uwagi na to, co się wokół niego dzieje.

— Mogę się ubrać? — spytała Joanna, lecz jej również nie usłyszał. — Idę się ubrać — oświadczyła, zsunęła się ze stołu i poszła do przebieralni.

Gdy wychodziła, Richard cały czas siedział przy pulpicie i intensywnie wpatrywał się w zdjęcia. Tish sięgnęła po płaszcz.

— Wychodzę — oznajmiła z goryczą. — Oczywiście, nic nie zauważy. Jeśli uda się pani do niego dotrzeć, proszę mu przekazać, żeby do mnie zadzwonił, jeśli będzie mnie potrzebował jutro przed drugą. — Spojrzała na niego tęsknie. — Przynajmniej wiem, że to nie o mnie chodzi. Pani istnienia również nie zauważa. „Więcej jest rzeczy w niebie i na ziemi…”

„…Horacjo, niż się ich śniło waszej filozofii”, dokończyła w myślach Joanna.

— …warto pamiętać, oprócz pracy — ciągnęła Tish. Wsunęła rękawiczki. — Dzisiaj wieczorem jest impreza u Rimaldiego, jeśli chce pani oderwać się od naszego zapracowanego po uszy pana doktora.

— Dzięki — uśmiechnęła się Joanna — ale muszę nagrać swoje doświadczenia, póki mam je świeżo w pamięci.

1 ... 57 58 59 60 61 62 63 64 65 ... 225
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)