Przejście
- Автор: Уиллис Конни
- Год: 2003
- Язык: польский
- Год: Zysk i S-ka
- ISBN: 83-7298-253-8
- Переводчик: Piotr Budkiewicz
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Przejście». Краткое содержание книги:
— To znaczące potwierdzenie zaangażowania płata skroniowego. — Richard nie potrafił pohamować podniecenia. — Uczucie deja vu zostało definitywnie przypisane płatowi skroniowemu.
Tish odłączyła kroplówkę i odłożyła sprzęt.
— Jestem panu jeszcze do czegoś potrzebna? — spytała.
— Nie sądzę. — Richard błądził myślami gdzie indziej. — zaangażowanie płata skroniowego… Nie miałaś poczucia, że opuszczasz ciało?
— Sugestia — przypomniała mu Joanna. — Nie. Znajdowałam się w laboratorium, a potem w tunelu, między jednym a drugim nie zdarzyło się nic.
— Czułaś może… — Przerwał i zaczął od początku. — Jakich uczuć doświadczałaś?
— Światło nie sprawiło, że czułam się ciepło albo bezpiecznie, nie miałam też poczucia, że jestem kochana. Byłam… spokojna. Chyba tak to można określić. Po prostu nie czułam lęku.
— Ciekawe. Czułaś się oddalona? Miałaś wrażenie separacji od tego, co się dzieje? Że to, co cię otacza, jest nierealne, nierzeczywiste?
— To nie był sen — podkreśliła stanowczo Joanna.
— Skoro nie jestem do niczego potrzebna, to idę — oświadczyła Tish i oboje na nią spojrzeli, zdumieni, że jeszcze nie wyszła. — Będę potrzebna jutro?
— Jeszcze nie wiem — stwierdził Richard. — Myślę, że tak. Zadzwonię do pani. Dzięki. — Odwrócił się niecierpliwie do Joanny. — Czym się to różniło od snu?
— Sny… sprawiają wrażenie realnych, kiedy się je śni, a kiedy się budzisz, uświadamiasz sobie, że wracasz do rzeczywistości. Nawet w tej chwili mam poczucie, że moje doświadczenia graniczne były czymś realnym. Wszystko to powtarzali moi badani, że przeżywali coś rzeczywistego. Nie wiedziałam, o co im chodzi, ale mieli rację. To nie jest tak, jakbym wspominała sen. Raczej mam w pamięci prawdziwe zdarzenia.
— Możesz mówić precyzyjniej?
— Mogłam się poruszać w normalny sposób — uśmiechnęła się Joanna. — Nie odczułam, że płynę lub łagodnie przesuwam się przez tunel, jak to opisywali niektórzy moi badani, a poza tym nie doszło do żadnych typowych dla snu niespójności lub niekonsekwencji. Czułam się tak, jakbym uczestniczyła w prawdziwych zdarzeniach.
— Mówiłaś, że wyczułaś czyjąś obecność w świetle.
— Zgadza się. Miałam wrażenie, że kogoś widzę, ale światło było zbyt jasne.
— Wrażenie czyjejś obecności to również wpływ aktywności płata skroniowego — zadecydował Richard. — Zakładałem, że światło i poczucie spokoju są uwarunkowane działaniem endorfin, ale może to skutek pracy płata skroniowego… Muszę spojrzeć na twoje skany.
Joanna chciała wstać ze stołu do badań.
— Czekaj — powstrzymał ją Richard. — Jeszcze nie skończyliśmy. Wciąż nie odpowiedziałaś na zasadnicze pytanie.
— Zasadnicze pytanie? — zdziwiła się Joanna. — Nie rozumiem, chodzi ci o to, czy to, co widziałam, było rzeczywistością? Trafiłam do nieba? Albo stanęłam w przejściu na Tamtą Stronę?
— Nie. Zasadnicze pytanie. — Uśmiechnął się szeroko. — Mówiłaś, że słyszałaś dźwięk. No i? Dzwonienie czy brzęczenie?
— To było… — Przerwała zdumiona. — Nie mam pojęcia. Wiem, że coś słyszałam. Stałam w tunelu…
— Był głośny czy cichy?
Głośny, pomyślała. Słyszała go wyraźnie. Kiedy jednak próbowała sobie przypomnieć ten dźwięk, stwierdziła, że nie jest w stanie go odtworzyć ani nawet zidentyfikować rodzaju hałasu. Dzwonienie? Brzęczenie? Okropny trzask walącej się sterty puszek, jak to opisał pan Steinhorst?
— Czy ten dźwięk zatarł ci się w pamięci? — spytał Richard.
Zastanowiła się. Na pewno, bo nie potrafiła go sobie przypomnieć, ale reszta doświadczeń granicznych trwała w jej umyśle, jak wtedy, gdy była nieprzytomna. Pamiętała, jak stwierdziła, że coś słyszy, i odwróciła się w stronę hałasu, aby go zidentyfikować. A zatem nawet w stanie śmierci klinicznej nie wiedziała, co to za dźwięk.
— Joanna? — pośpieszył ją Richard.
— Nie, to nie w tym rzecz, że zapomniałam, jaki to hałas. Nie mogę go odtworzyć. Nie, nic z tego. Przykro mi — poddała się. — Tyle ze mnie pożytku, co z pana Sage’a.
— Żartujesz? Jesteś wspaniała. Powinienem był poddać cię badaniu na samym początku i odpuścić sobie pozostałych ochotników. Podałaś mi więcej szczegółów niż wszyscy inni razem wzięci, a przecież to był twój pierwszy raz. Chciałbym przeprowadzić następną sesję najszybciej, jak to będzie możliwe, czyli musimy zaczekać, aż dithetamina zniknie z twojego organizmu. To trwa jakieś dwanaście godzin. Możemy się umówić na jutrzejsze popołudnie?
— Świetnie — zgodziła się Joanna. — Nie mogę się doczekać.
Nie kłamała. Pragnęła tylko znowu być tam, skąd niedawno wróciła, przekonać się, co to za dźwięk i jakie to miejsce. W całej sesji nie dostrzegała niczego niebezpiecznego ani przerażającego, dlaczego więc, kiedy Richard zadawał jej pytania, odczuła niespodziewany lęk?
Czy Amelia Tanaka również doświadczyła podobnego odczucia? Czy dlatego zrezygnowała?
Rozdział 16
„Nawet w dolinie cienia śmierci dwa i dwa nie równa się sześć”.