Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Lot nad kukułczym gniazdem». Краткое содержание книги:

Lot nad kukułczym gniazdem to jedna z najgłośniejszych i najszerzej w świecie znanych powieści amerykańskich drugiej połowy XX wieku. Ukazuje brutalne dławienie indywidualności na przykładzie zamkniętego zakładu psychiatrycznego, w którym pacjentów odziera się z resztek wolności i godności osobistej. Powieść stanowi wnikliwą analizę psychologiczną szaleństwa zbiorowości.
Książka Keseya wstrząsnęła opinią amerykańską, a przybyły w tym czasie do USA, zrewoltowany przeciw władzy komunistycznej czeski reżyser Milosz Forman nakręcił na jej podstawie film ze słynną kreacją Jacka Nicholsona. Film ten przydał sławy powieści (podobnie jak jej adaptacja teatralna), uwypuklając metaforyczną, antytotalitarną wymowę. W krajach ówczesnego bloku sowieckiego przyjęto go szczególnie żywo, jako czytelną aluzję do sowieckich psychuszek, w których osadzano i prześladowano opozycjonistów.
1 ... 56 57 58 59 60 61 62 63 64 ... 79
Перейти на страницу:

– McMurphy! Wyłaź, chodź popatrzeć!

– Cholera, Fred, masz moją cholerną rybę!

– McMurphy, pomóż nam!

Usłyszałem śmiech McMurphy’ego i kątem oka dostrzegłem go w drzwiach kajuty; stał bezczynnie i bynajmniej nie spieszył nam na ratunek, a ja byłem zbyt zajęty wciąganiem linki, żeby go o to prosić. Wszyscy go wołali, ale on ani myślał się ruszyć. Nawet lekarz, który trzymał wędę głębinową, wzywał go na pomoc. A McMurphy tylko się śmiał. Do Hardinga w końcu dotarło, że McMurphy nie zamierza nawet kiwnąć palcem, więc sam porwał za osęk i wciągnął moją rybę na pokład tak zręcznym i płynnym ruchem, jakby to robił od dziecka.

Jest grubsza niż moja noga, pomyślałem, grubsza niż pień! Większa od ryb, które łowiliśmy przy wodospadzie. Skacze po dnie łodzi jak oszalała tęcza! Znaczy je krwią i rozsiewa srebrzyste łuski wielkości dziesięciocentówek; boję się, że odbije się od pokładu i wyleci za burtę. McMurphy ani się ruszy, żeby pomóc. Scanlon rzuca się na rybę i przygważdża ją do desek, żeby nie wyskoczyła z łodzi. Z kajuty wybiega dziewczyna, krzyczy, że teraz jej kolej, do diabła, chwyta moją wędkę i kiedy przyczepiam śledzia, ze trzy razy wbija we mnie haczyk.

– Wodzu, niech cię licho, co się tak grzebiesz! O! Palec ci krwawi. Czy ten potwór cię ugryzł? Niech ktoś opatrzy Wodzowi palec! Szybko!

– Znów na nie wpływamy! – wrzeszczy George, więc przerzucam żyłkę przez rufę; widzę szarżę błękitnoszarego łososia, śledź znika, żyłka ze świstem pogrąża się w wodzie. Dziewczyna przytula do siebie wędkę obiema rękami i zaciska zęby.

– Mam cię, niech cię licho! Mam!

Korbka kołowrotka ociera się o nią, obracana przez odwijającą się linkę, a ona stoi z wędką wetkniętą między skrzyżowane uda, obejmuje ją poniżej kołowrotka i wrzeszczy do ryby:

– Mam cię!

Wciąż jest w zielonej kurtce Billy’ego, lecz teraz kołowrotek rozsunął jej poły i wszyscy widzą, że dziewczyna nie ma podkoszulka – gapią się, mocując się ze swoimi rybami i unikając ciosów mojej, która miota się jeszcze po pokładzie, ale korbka kołowrotka obija się o pierś dziewczyny z taką szybkością, że zamiast sutka widzą tylko czerwoną zamazaną plamę.

Billy skacze dziewczynie na pomoc. Jedyne, co mu przychodzi do głowy, to sięgnąć od tyłu i wcisnąć jej wędkę mocniej między piersi, aż w końcu sam napór ciała zatrzymuje kołowrotek. Candy jest tak wyprężona, jej piersi zaś są tak jędrne, że gdyby nawet oboje odjęli ręce od wędki, ta by chyba nie zmieniła pozycji.

Zamieszanie na morzu trwa przez jakiś czas: faceci wrzeszczą, ciągną i klną, starając się jednocześnie pilnować wędek i patrzeć na dziewczynę; pod nogami toczy się krwawa, zażarta walka Scanlona z moją rybą; żyłki plączą się i pędzą we wszystkie strony; binokle lekarza wkręciły się w linkę i dyndają dobre trzy metry za rufą, ryby wyskakują z wody do lśniących szkieł, dziewczyna klnie, na czym świat stoi, i ogląda swoje gołe piersi, jedną białą, drugą czerwoną i piekącą, George nie patrzy, gdzie płynie – łódź wpada na pień, silnik gaśnie.

A McMurphy pokłada się ze śmiechu. Zatacza się coraz bardziej do tyłu i osuwa na dach kajuty, zanosząc się gromkim śmiechem, który się toczy daleko po wodzie. Śmieje się z dziewczyny, z chłopaków, z George’a, ze mnie ssącego zakrwawiony palec, z kapitana na pomoście, z faceta na rowerze, z mechaników, z pięciu tysięcy domów, z Wielkiej Oddziałowej i ze wszystkiego. Bo wie, że trzeba się śmiać ze wszystkiego, co boli, aby zachować równowagę i nie dać się zwariować. Wie, że nie ma nic bez bólu; wie, że mnie piecze kciuk, dziewczyna ma obtartą pierś, a lekarz stracił binokle, lecz nie pozwala, by zawarty w tym komizm został przysłonięty przez ból, tak samo jak nigdy by nie pozwolił, żeby ból został przysłonięty przez komizm.

Widzę, że Harding osunął się obok McMurphy’ego i też się śmieje. I Scanlon z dna łodzi. Śmieją się z siebie i z nas. Dziewczyna z wilgotnymi z bólu oczyma patrzy to na białą pierś, to na czerwoną i też wybucha śmiechem. A za nią Sefelt, lekarz i wszyscy.

Śmiech rósł i przybierał na sile, a mężczyźni stawali się coraz więksi i więksi. Przyglądałem się im; byłem pośród nich i śmiałem się z nimi, lecz także nie z nimi. Nie byłem już na łodzi, ale wysoko nad wodą; ślizgałem się z wiatrem wśród czarnych ptaków hen nad sobą, patrzyłem w dół na siebie i resztę załogi, na łódź rozkołysaną między nurkującymi ptakami, na McMurphy’ego w otoczeniu swojej dwunastki, i obserwowałem ich, nas; widziałem, jak wzmaga się nasz śmiech i niesie się po wodzie, zataczając coraz szersze kręgi, dochodzi coraz dalej i dalej, aż w końcu wali się na plaże wzdłuż brzegu, na plaże wzdłuż wszystkich brzegów, fala za falą, fala za falą.

Lekarz złapał coś na wędę głębinową, lecz wszyscy z wyjątkiem George’a mieli już na swoim koncie po rybie, zanim na tyle wywindował łup, że można go było dostrzec – przez sekundę widzieliśmy białawy kształt, zaraz jednak zanurzył się znów mimo szalonych wysiłków medyka, który nie pozwalał sobie pomóc. Ile razy podciągał ją do góry, pomagając sobie krótkimi, upartymi chrząknięciami, szarpiąc wędkę i wybierając linkę, ryba na widok światła rzucała się z powrotem w głąb morza.

George nie zapalał już silnika, tylko zszedł z mostku pokazać nam, jak się patroszy ryby za burtą i wyrywa skrzela, żeby mięso było słodkie. McMurphy przywiązał dwa kawałki mięsa do końców metrowej linki i cisnął ją do góry, żeniąc dwa skrzeczące ptaki “na śmierć i życie”.

Cała rufa i większość załogi była upstrzona na czerwono i srebrno. Niektórzy pościągali koszule i moczyli za burtą usiłując je wyprać. Wałkoniliśmy się tak przez całe popołudnie, trochę łowiąc, pijąc piwo z drugiej skrzynki i karmiąc ptaki. Łódź kołysała się leniwie na falach, a lekarz siłował się z głębinowym potworem. Zerwał się wiatr i porozbijał taflę morza na zielone i srebrne odłamki, upodabniając je do mozaiki z metalu i szkła, a łódź zaczęła się mocniej bujać i chybotać. George oznajmił lekarzowi, że musi albo wciągnąć rybę, albo ją odciąć, bo idzie sztorm. Lekarz nic nie odpowiedział, tylko mocniej targnął wędziskiem, po czym zgiął się do przodu, wybrał linkę i znów nim targnął.

Billy i dziewczyna przeszli na dziób i rozmawiali, spoglądając w fale. Nagle Billy wrzasnął, że coś widzi; rzuciliśmy się wszyscy w jego stronę i zobaczyliśmy jakiś szeroki, biały przedmiot nabierający kształtów cztery czy pięć metrów pod wodą. Patrzyliśmy – było to niesamowite uczucie: najpierw widzieliśmy tylko niewyraźne zarysy, potem biały obłok, jakby podwodną mgłę, która gęstniała, nabierała życia…

– Jezu! – krzyknął Scanlon. – To ryba doktora!

Była co prawda po przeciwnej stronie łodzi niż lekarz, ale widzieliśmy, że jego żyłka prowadzi prosto do tej podwodnej bryły.

– Nie damy rady wciągnąć jej do łodzi – oświadczył Sefelt. -Wiatr jest coraz silniejszy.

– To ogromny halibut – powiedział George. – Czasami ważą sto albo i sto pięćdziesiąt kilo. Trzeba je wciągać dźwigiem.

– Musimy ją odciąć. – Sefelt położył dłoń na ramieniu lekarza, ale ten milczał. Marynarkę miał przepoconą na plecach, a oczy zaczerwienione od patrzenia bez binokli. Nie przestawał zwijać żyłki i wreszcie ryba ukazała się po jego stronie łodzi. Jeszcze przez kilka minut obserwowaliśmy ją tuż pod powierzchnią, a potem zaczęliśmy szykować osęk i linę.

Nawet po wbiciu osęka męczyliśmy się dalszą godzinę, zanimśmy ją wciągnęli. Zaczepiliśmy o nią pozostałe wędki, a McMurphy wychyliwszy się za burtę chwycił ją ręką za skrzela, i w końcu udało się nam ją unieść – biała, niemal przezroczysta i płaska, wślizgnęła się do łodzi i klapnęła na pokład razem z lekarzem.

1 ... 56 57 58 59 60 61 62 63 64 ... 79
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)