Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Космическая фантастика » Powersat — satelita energetyczny [Powersat - pl]
Powersat — satelita energetyczny [Powersat - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Powersat — satelita energetyczny [Powersat - pl]

Электронная книга - «Powersat — satelita energetyczny [Powersat - pl]». Краткое содержание книги:

Powieść będąca prequelem do całego cyklu „Droga przez Układ Słoneczny”. Ambicją młodego inżyniera, Dana Randolpha, jest zapewnienie uzależnionej odbliskowschodniej ropy Ameryce alternatywnego źródła energii. Eksploatacjazbudowanego przez Dana satelity energetycznego będzie jednak opłacalnatylko pod warunkiem wykorzystywania taniego środka transportu na orbitę, aprototyp wahadłowca ulega katastrofie podczas lotu próbnego. Wiele poszlakwskazuje, że ktoś dokonał sabotażu. Kto stoi za tą zbrodnią? Międzynarodowekoncerny naftowe czy arabscy fundamentaliści? Firma Dana, AstroCorporation, stoi na skraju przepaści. Skąd może nadejść ratunek? Czy od Saito Yamagaty, którego koncern również inwestuje w energię ze Słońca? Amerykańskich koncernów naftowych, które zastawiają się nad inwestowaniem winne źródła energii?
1 ... 56 57 58 59 60 61 62 63 64 ... 103
Перейти на страницу:

Pociągnął łyk piwa prosto z butelki, po czym postawił ją obok nietkniętej pizzy.

— Lepiej jedź do domu, mała, albo do biura, czy gdzie tam chcesz. Byle nie tu.

— Len, chciałam ci pomóc — powtórzyła. Kinsky zerwał się na równe nogi.

— Idź stąd! Idź stąd, póki jeszcze możesz!

— Ależ, Len…

Drzwi mieszkania otworzyły się z hukiem; łańcuch został wyrwany ze ściany. Roberto wpadł do salonu; potężny, wściekły, groźny. April zerwała się, przerażona, przerażona.

Kinsky był zaskoczony.

— Miałeś tu być dopiero o ósmej! — krzyknął drżącym, łamiącym się głosem, który nawet w jego uszach brzmiał strasznie.

— Ale przyjechałem wcześniej — wycedził Roberto, zamykając za sobą drzwi kopnięciem. Spojrzał w stronę otwartych drzwi sypialni i dostrzegł torby podróżne Kinsky’ego na łóżku. — I chyba dobrze zrobiłem.

Próbując opanować drżenie, Kinsky zwrócił się do Apriclass="underline"

— Lepiej już idź. Muszę z nim porozmawiać w cztery oczy.

Zanim April zdołała się poruszyć, Roberto rzekł:

— Nigdzie nie pójdziesz, ślicznotko. Siadaj. April spojrzała na Kinsky’ego.

— Siadaj albo rozwalę was oboje. Oboje!

April usiadła. Kinsky też, zawstydzony, przerażony, skamieniały ze strachu.

WYSPA MATAGORDA, TEKSAS

Wszyscy obecni w bunkrze wstali i zaczęli wiwatować, gdy Van Buren ogłosiła przez radio:

— Wahadłowiec wylądował. Misja zakończona. Wszyscy z wyjątkiem Passeau i jego dwóch przełożonych w szarych garniturach, choć Dan dostrzegł na twarzy Passeau cień uśmiechu.

Ekran zgasł, a Dan odwrócił się w kierunku trójki mężczyzn z FML z wielkim, przepełnionym zadowoleniem uśmiechem.

— Widzą panowie? Żadnych problemów.

— Jeden zero dla globalizacji — rzekł Passeau. — Ale jak ma pan zamiar ściągnąć tu wahadłowiec z Caracas?

— Statkiem — odparł radośnie Dan. — Mam już wyczarterowany frachtowiec. Ptaszek powinien tu być za tydzień, no, może dziesięć dni.

Ekipa z kontroli misji wyłączała konsole i wychodziła z bunkra, prosto w teksańskie słońce.

— Więc sądzi pan, że udało mu się nas wykiwać, prawda? — mruknął Pat zza mijających go techników.

Dan uniósł w górę brwi z niewinną miną.

— Ależ skąd. Sądzę, że udało mi się wykonać próbny lot, nie złamawszy żadnego z waszych przepisów.

— Powiedziałbym raczej, że udało się panu j e obej ść — rzekł oskarżycielskim tonem Pataszon.

— Udowodniłem prawdziwość mojej teorii — rzekł Dan, już poważnie.

— Pańskiej teorii?

— Katastrofa lotu zero jeden to nie był wypadek. To sabotaż.

— Sabotaż? Kto to zrobił?

— Mam nadzieję, że FBI to ustali — rzekł Dan, ruszając w stronę drzwi bunkra. — A tymczasem chcę złożyć wniosek o pozwolenie na lot załogowy.

— Nie dostanie go pan, mogę to panu zagwarantować — warknął Pat, wychodząc z Danem z bunkra prosto w ciepłe światło słońca.

— Z wahadłowcem wszystko jest w porządku — upierał się Dan. — Nie ma żadnego błędu w konstrukcji ani usterek produkcyjnych. W przypadku wahadłowca zero jeden dokonano sabotażu, to proste jak drut.

Pat i Pataszon potrząsnęli głowami jak na komendę.

Passeau wkroczył między nich.

— To prawda, że nie znaleźliśmy żadnych błędów w konstrukcji pojazdu. Z wyjątkiem zaworu silnika sterującego…

— Który można było otworzyć, wysyłając fałszywy rożkaz — przerwał mu Dan. — A to był sabotaż, nic innego.

Na twarzach ludzi z FML po raz pierwszy pojawiło się zwątpienie.

— Czy nie uważasz… — zwrócił się Pat do Pataszona.

— Trudno to udowodnić — odparł Pataszon. — A raczej: nie da się tego udowodnić.

Dan dał sobie spokój, zadowolony, że przynajmniej udale mu się zasiać w ich umysłach ziarenko zwątpienia. Wątpliwość to zaczątek mądrości, powiedział sobie.

Dan wrócił do hangaru A, zaś Passeau i jego przełożeni udali się do budynku inżynierów. Wchodząc do biura, Dan dostrzegł z rozdrażnieniem, że April nie ma przy biurku. Gdzie ona jest, u licha, zżymał się w duchu. Powinna być w pracy, a przynajmniej dać mi znać, że jej nie będzie.

Wchodząc do swojego gabinetu, zobaczył inną kobietę siedzącą obok jego biurka, z uprzejmym uśmiechem.

— Pamiętasz mnie? — spytała. — Pracuję teraz w Aviation Week. Dzięki tobie.

April spędziła przerażającą noc bez chwili snu. Siedziała na sofie w salonie Kinsky’ego, obserwując Roberta, jak schwytane w pułapkę zwierzę obserwuje drapieżnika. Drżała za każdym razem, gdy Roberto na nią spojrzał. Oczy miał zaczerwienione i April miała wrażenie, że dostrzega złość, jaka się w nim gotuje. Był jak beczka z prochem, w której zaraz ktoś podpali lont; czuła, jak z każdego ruchu jego potężnego, muskularnego ciała emanuje niebezpieczeństwo. Kinsky siedział na sofie obok nit skamieniały, milczący, nieruchomy, a Roberto wyjął telefon komórkowy i bezskutecznie próbował się z kimś połączyć.

W końcu udało mu się, ale po chwili na jego twarzy pojawił się wyraz rozdrażnienia.

— Co to znaczy, że jest niedostępny? To niech będzie. Mam lu problem z dwoma osobami i zastanawiam się, co z nimi zrobić.

Słuchał, złoszcząc się coraz bardziej, aż zaczął krzyczeć.

— Hej. powoli. I mów po angielsku, co? Nic nie rozumiem, gdy tak gęgasz.

Kolejna chwila ciszy. Przełożył telefon do drugiego ucha i niecierpliwił się coraz bardziej.

— To mu powiedz, żeby to mnie zadzwonił, i to migiem. Muszę wiedzieć, co mam z nimi zrobić.

Zatrzasnął telefon, mrucząc coś po hiszpańsku. April przyszedł go głowy pewien pomysł.

— Muszę iść do toalety — rzekła, wstając. Roberto wyszczerzył zęby.

— To ja pójdę z tobą. Pomogę ci, co?

— Nie — odparła April chłodnym tonem i ruszyła w stronę łazienki, zostawiając Kinsky’ego, który siedział na kanapie jak sparaliżowany.

Roberto poszedł za nią. Czując, jak bije jej serce, April zamknęła drzwi zdecydowanym ruchem i przekręciła gałkę zamknięcia.

— Dobrze — dobiegł głos przez cienkie drzwi. — Pozwolę ci na chwilę w samotności. Poczekam tu.

Do licha, pomyślała April, wyjmując z torebki telefon. Jeśli spróbuję zadzwonić do Kelly, usłyszy, wpadnie tu i mnie powstrzyma. Dawanie temu osiłkowi pretekstu do użycia przemocy było ostatnią rzeczą, której by chciała. Wiedziała, jak by się to skończyło.

Spuściła wodę w toalecie, po czym odkręciła kurek nad umywalką. Nic zakręcając go,-wybrała numer Kelly i wstrzymała oddech.

Jeden dzwonek. Drugi. Bądź tam, modliła się w duchu April. Odbierz telefon, Kelly.

— Eamons, słucham — rozległ się głos Kelly.

April o mało nie zemdlała z radości.

— Słuchaj, nie odzywaj się.

Po czym wyłączyła ekran telefonu i nie przerywając połączenia schowała go do torebki. Nie wiedziała, czy agentka będzie w stanie zrozumieć coś, co usłyszy, ani jak daleko od Lamar mogła odjechać, ale nie miała lepszego pomysłu.

Zakręciła wodę i odblokowała drzwi łazienki. Roberto otworzył je szarpnięciem, co zaskoczyło ją tak bardzo, że cofnęła się i mało nie przewróciła, wpadając na toaletę.

— Umyłaś ręce? — spytał z uśmieszkiem. — W restauracjach zawsze piszą, żeby myć ręce.

April przecisnęła się obok niego i poszła do salonu. Kinsky nadal siedział na swoim miejscu; chyba się nawet nie poruszył, prawie nie oddychał.

1 ... 56 57 58 59 60 61 62 63 64 ... 103
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)