Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Космическая фантастика » Powersat — satelita energetyczny [Powersat - pl]
Powersat — satelita energetyczny [Powersat - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Powersat — satelita energetyczny [Powersat - pl]

Электронная книга - «Powersat — satelita energetyczny [Powersat - pl]». Краткое содержание книги:

Powieść będąca prequelem do całego cyklu „Droga przez Układ Słoneczny”. Ambicją młodego inżyniera, Dana Randolpha, jest zapewnienie uzależnionej odbliskowschodniej ropy Ameryce alternatywnego źródła energii. Eksploatacjazbudowanego przez Dana satelity energetycznego będzie jednak opłacalnatylko pod warunkiem wykorzystywania taniego środka transportu na orbitę, aprototyp wahadłowca ulega katastrofie podczas lotu próbnego. Wiele poszlakwskazuje, że ktoś dokonał sabotażu. Kto stoi za tą zbrodnią? Międzynarodowekoncerny naftowe czy arabscy fundamentaliści? Firma Dana, AstroCorporation, stoi na skraju przepaści. Skąd może nadejść ratunek? Czy od Saito Yamagaty, którego koncern również inwestuje w energię ze Słońca? Amerykańskich koncernów naftowych, które zastawiają się nad inwestowaniem winne źródła energii?
1 ... 60 61 62 63 64 65 66 67 68 ... 103
Перейти на страницу:

Egipcjanin oblizał grube wargi i rzekł:

— A tymczasem Randolph odbył lot próbny swoim wahadłowcem. Z pełnym sukcesem.

— To nam wyjdzie na dobre — rzekł al-Baszyr.

— Tak sądzisz? Al-Baszyr zarechotał.

— Gdyby Randolph był na tyle sprytny, żeby poprosić o pomoc, mógłbym mu pomóc.

Egipcjanin nie wyglądał na przekonanego.

— Bracie — rzekł al-Baszyr — chcemy, żeby Randolphowi się udało. Musi skończyć budowę satelity i uruchomić go. Dopiero wtedy możemy go wykorzystać do własnych celów.

— Żeby zabić wielu Amerykanów.

— Wielu. Może i prezydenta i cały Kongres.

— Naprawdę?

— Naprawdę. A najlepsze jest to, że oni nigdy się nie dowiedzą, że to my ich zaatakowaliśmy. Będą uważać, że to awaria satelity. I będą chcieli zniszczyć tego satelitę. A już na pewno rozedrą na strzępy Dana Randolpha.

Egipcjanin patrzył na niego z podziwem. Al-Baszyr dodał chłodno:

— Poza tym zniszczymy karierę polityczną jedynego kandydata na prezydenta, który może sprawiać problemy w przyszłości.

— Naprawdę?

— Morgana Scanwella — rzekł al-Baszyr. — Jego wszakże nie zabijemy. Poniżymy go i zrujnujemy.

— A Randolph?

— Tłumy rozniosą na strzępy jego siedzibę w Teksasie. — Zwrócił się w stronę ruin Kartaginy i dodał: — I posypią solą ruiny siedziby Astro Coiporation.

WYSPA MATAGORDA, TEKSAS

Nigdy nie pozwól kobiecie zostawić szczoteczki do zębów w swojej łazience, przypomniał sobie Dan, opierając się o nad-burcie promu i wdychając przesycone solą powietrze. To jak pozwolić piechocie morskiej zająć przyczółek na wybrzeżu.

Słońce stało już nisko; ostatni tego dnia prom sunął po falach w stronę wyspy Matagorda. Dan spędził poprzednią noc i całą sobotę z Vicki Lee, która przyjechała zrobić z nim wy-wiad-rzekę, z powodu uwieńczonego sukcesem lotu próbnego wahadłowca. „Wywiad-rzeka”, pomyślał Dan i uśmiechnął się. Vicki była sympatyczna i bardzo energiczna w łóżku. Kiedy jednak zaproponowała, że zostanie w mieszkaniu Dana zamiast wracać do hotelowego apartamentu, który wynajmowała w Lamar, system nerwowy Dana włączył wszystkie możliwe dzwonki alarmowe.

Odwiózł ją więc do Lamar swoim nowo odrestaurowanym Jaguarem. Hotel nie był o wiele lepszy niż motel Astro, ale Dan był zadowolony, że zdecydowała się wrócić. Spędzili razem noc i większą część ciepłej, wilgotnej soboty, włócząc się po skromnych sklepach w mieście. Zjedli wczesną kolację w jej pokoju — a tak naprawdę w łóżku — po czym Dan pocałował Vicki na pożegnanie i pojechał do domu. Mam nadzieję, że nie spieprzyłem tego wywiadu, pomyślał, patrząc, jak słońce dotyka wierzchołków sosen na wyspie. Ayiation Week to najważniejsze źródło w branży. Cóż, pomyślał, przypominając sobie namiętne dyszenie Vicki, przynajmniej zapewniłem solidne pieprzenie dziennikarce.

Kiedy zaparkował na swoim miejscu, hangar był ciemny i pusty. Jego mieszkanko było wysprzątane i czyste. Toma-sina wykorzystała moją nieobecność, pomyślał Dan. Boże, nawet zapełniła lodówkę, dodał, wyciągając puszkę napoju imbirowego. Usiadł przy komputerze, włączył go i wlał trochę brandy do musującego napoju. Jak Australijczycy nazywają taki napój? Ekran rozjarzył się, a Dan przypomniał sobie: „brandy dry”.

Gdy zobaczył listę czekających na niego wiadomości, zapomniał o drinku. Na trzecim miejscu było nazwisko Jane Thoraton. Jej wiadomość sprawdził w pierwszej kolejności.

Była na swoim ranczu w Oklahomie, a przynajmniej tak przypuszczał, patrząc na jej luźną dżinsową koszulę i spięte na karku włosy.

— Dan, muszę z tobą porozmawiać na osobności. Przylecę zrancza jutro, startujemy o siódmej. Mógłbyś poinformować wasze lotnisko, że będziemy lądować? Nie oddzwaniaj, chyba że byłby jakiś problem. Do zobaczenia, jak jutro wyląduję.

To wszystko. Równie ciepłe jak list z towarzystwa ubezpieczeniowego, pomyślał Dan. Ale co z tego? Jane tu przylatuje! Jutro! W niedzielę!

Zerwał się na równe nogi i ruszył w stronę łazienki. Lepiej będzie, jak wezmę długi prysznic, powiedział sobie.

Dan czuł się jak nastolatek czekający na ukochaną na pierwszej randce. Spacerował wzdłuż muru miniaturowej wieży kontrolnej lotniska Astro i patrzył, jak jednosilnikowy samolocik Jane wykonuje ostatni zwrot, a słońce odbija się w jego czaszy. Chłopcy z wieży powiedzieli mu, że samolot to turbośmigłowiec TBM 700: szybki, hermetyczny, z możliwością lotu na dużych wysokościach, ale o prędkości lądowania na tyle małej, że mógł lądować na małych lotniskach.

Silnik zawył, a samolot o nisko osadzonych skrzydłach wylądował lekko na betonowym lądowisku i podkołował do wieży. Dan wyłamywał niecierpliwie palce, czekając, aż klapa się otworzy i pojawi się w niej Jane. Nie bądź głupi, powiedział sobie w duchu. Przyleciała tu w interesach, nic innego. Między nami wszystko skończone, przynajmniej z jej strony.

Kiedy Jane wyłoniła się z samolotu i stanęła na skrzydle samolotu, zapomniał o wszystkim. Miała na sobie kwiecistą koszulę i dopasowane dżinsy. Dan podbiegł, by pomóc jej zejść.

— Cześć! Jak miło cię widzieć! Jane uśmiechnęła się do niego.

— Możesz mnie już puścić, Dan.

— Ach, tak. — Zdjął ręce z jej talii.

Pilot przecisnął się przez klapę i zeskoczył lekko na ziemię. Dan rzucił mu kluczyki od samochodu i machnął w stronę firmowej furgonetki zaparkowanej przy wieży kontrolnej, obok jego własnego Jaguara.

— Jakieś pięć kilometrów stąd jest motel — rzekł Dan pilotowi. — Zarezerwowałem panu miejsce. Oczywiście, wszystko na koszt firmy.

Pilot podziękował mu, skinął głową Jane i ruszył w stronę furgonetki. Dan zaprowadził Jane do Jaguara i zawiózł ją, samochodem z nowym dachem, do hangaru A.

— Nigdy tu nie byłam — powiedziała, przekrzykując wiatr.

— Wiem.

— Jak tu cicho.

— To niedziela. Większość firmy odpoczywa.

— Rozumiem.

Zbliżali się do hangaru. Dan spojrzał na Jane.

— Powinnaś zobaczyć jakiś start. Wtedy roi się tu od ludzi. — I o tym właśnie chciałam z tobą porozmawiać — rzekła nagle, poważniejąc.

Dan poprowadził ją w półmrok hangaru, a następnie schodami na górę, do swojego biura.

— Nikogo tu nie ma? — upewniła się Jane, krocząc po podeście.

— Nikogo.

Dan wiedział, że Niles Muhamed jest w hangarze B, przygotowując swój zespół do odbioru wahadłowca numer dwa, który miał przypłynąć frachtowcem do GaWeston. W okolicach jego biura cały kompleks wyglądał jednak na opuszczony.

— Ty i ja, Jane, praktycznie sami, na tropikalnej wyspie.

Jane przysiadła na krześle przy jego biurku.

— W najlepszym razie półtropikalnej.

Dan przysiadł na krześle naprzeciwko niej.

— Dokładnie tego mi trzeba, lekcji geografii.

— Dan, proszę, bądź poważny.

Dan nie miał ochoty być poważny. Chciał wziąć ją w ramiona i zatańczyć z nią walca w biurze. Ale odparł:

— Dobrze. O czym chcesz rozmawiać?

— Po Waszyngtonie krążą plotki, że przyczyną katastrofy pierwszego wahadłowca był sabotaż.

A więc o to chodzi, pomyślał Dan. Wyłącznie interesy.

— Jestem absolutnie pewien, że tak było — odparł. — Mój główny inżynier został zamordowany parę dni później i wtedy też zaaranżowali wszystko tak, żeby wyglądało na wypadek.

1 ... 60 61 62 63 64 65 66 67 68 ... 103
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)