Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Космическая фантастика » Powersat — satelita energetyczny [Powersat - pl]
Powersat — satelita energetyczny [Powersat - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Powersat — satelita energetyczny [Powersat - pl]

Электронная книга - «Powersat — satelita energetyczny [Powersat - pl]». Краткое содержание книги:

Powieść będąca prequelem do całego cyklu „Droga przez Układ Słoneczny”. Ambicją młodego inżyniera, Dana Randolpha, jest zapewnienie uzależnionej odbliskowschodniej ropy Ameryce alternatywnego źródła energii. Eksploatacjazbudowanego przez Dana satelity energetycznego będzie jednak opłacalnatylko pod warunkiem wykorzystywania taniego środka transportu na orbitę, aprototyp wahadłowca ulega katastrofie podczas lotu próbnego. Wiele poszlakwskazuje, że ktoś dokonał sabotażu. Kto stoi za tą zbrodnią? Międzynarodowekoncerny naftowe czy arabscy fundamentaliści? Firma Dana, AstroCorporation, stoi na skraju przepaści. Skąd może nadejść ratunek? Czy od Saito Yamagaty, którego koncern również inwestuje w energię ze Słońca? Amerykańskich koncernów naftowych, które zastawiają się nad inwestowaniem winne źródła energii?
1 ... 52 53 54 55 56 57 58 59 60 ... 103
Перейти на страницу:

Wyszedł, gdy ktoś z zespołu zawołał:

— Włączono zasilanie wewnętrzne.

— Potwierdzam, zasilanie wewnętrzne.

— T minus dwie minuty. Odłączam przewody.

Od rakiety nośnej i wahadłowca odpadły przewody.

Dobrze, pomyślał Dan. Od tej chwili wszystko odbywa się automatycznie. Założył ręce na plecach i trzymał kciuki.

Komputer odliczał teraz sekundy. Dan wstrzymał oddech. Pięć, cztery…

— Wszystkie systemy gotowe. Dwa, jeden…

— Zapłon.

U podstawy rakiety wykwitła kula ognia i przez przerażająco długą chwile potężna rakieta stała nieruchomo na ogniu. Potem zaczęła się wznosić, powoli, jak stateczny monarcha powstający z tronu.

— Leć, mała! — krzyknął ktoś.

— Do góry, do góry, jazda!

Dźwięk przetoczył się nad nimi; potężne fale czystej energii przeszyły bunkier, aż odczuli to w kościach. Dan poczuł, jakby miał w środku jakiś instrument muzyczny z grającymi pełną parą strunami basowymi.

Na ekranie ściennym pojawiła się kłębiąca się chmura szarego dymu.

— Lot nurkowy potwierdzono — usłyszał Dan.

— Jest w drodze.

Dyrektor operacji startowej odsunął swój fotel na kółkach, zdjął słuchawki i wstał.

— Dalej, szefie, chodźmy rzucić okiem.

Dan poszedł za otyłym dyrektorem; wyszli na rozświetloną porannym słońcem przestrzeń i zobaczyli smugę gazów spalinowych, która zaczynała się już rozmywać. Błysk światła zaskoczył Dana; dopiero po sekundzie zrozumiał, że to właśnie uruchomiły się silniki wahadłowca.

Usłyszeli głos ze środka bunkra:

— Rozdzielenie potwierdzono. Zapłon silników wahadłowca, potwierdzono.

Dyrektor posłał Danowi krzywy uśmiech.

— Świetnie. Ja na dziś kończę pracę. Zabieram moich ludzi i jedziemy do motelu na piwo.

Dan nigdy nie widział Kinsky’ego tak wkurzonego.

Rozlatującym się Chevroletem pojechał ze stanowiska startowego z powrotem do hangaru A i pobiegł po schodach z zamiarem zadzwonienia do Lynn Van Buren, na lotnisko w Caracas. Z wyrazu twarzy April wywnioskował jednak, że szykują się kłopoty.

Zanim zapytał, szepnęła z naciskiem:

— Len jest w gabinecie.

— Dobrze — odparł Dan, przypominając sobie, że sam kazał swojemu dyrektorowi PR tam czekać. — Załatwię to.

April rzuciła mu spojrzenie, które miało znaczyć: „Mam nadzieję”. Dan otworzył drzwi i wkroczył do swojego biura.

Kinsky stał przy oknie, w pomiętej koszuli, rozczochrany, z twarzą poczerwieniałą ze złości. Odwrócił się i stanął twarzą w twarz z Danem.

— Wystrzeliłeś go! I nic mi nie powiedziałeś! Dan podszedł do biurka, ale nie usiadł.

— Nikomu nie powiedziałem, poza zespołem startowym.

— Najgłupsza rzecz, o jakiej w życiu słyszałem!

— Len, nie bierz tego do siebie. Chciałem utrzymać to w tajemnicy, żeby nikt z władz się nie wtrącił i nie próbował mi przeszkodzić.

— I tak się teraz wtrącą, ty porąbany debilu.

— Może i jestem porąbany — odparł Dan, próbując rozładować sytuację — ale w dzieciństwie nie wykryto u mnie żadnego upośledzenia.

Kinsky’ego nie dało się tak ugłaskać.

— To jest jakaś pieprzona katastrofa! Nie możesz sobie ot, tak, wystrzeliwać rakiet, kiedy tylko zechcesz!

Dan usiadł przy biurku i odchylił się lekko.

— Len, jesteś moim dyrektorem PR, nie moim szefem.

— A co będzie, jeśli wahadłowiec się rozbije? Będziesz skończony. Skończony!

— Nie rozbije się. A w wahadłowcu nie ma nikogo. To lot bezzałogowy.

— To jak zamierzasz wylądować?

— Na autopilocie. Jeśli będzie trzeba, przełączymy na zdalne sterowanie.

Kinsky przechadzał się po gabinecie, potrząsając głową.

— Nie będzie tu lądować — wyjaśnił Dan. — Nie będziemy mieli żadnych problemów z FML, oczyszczeniem przestrzeni powietrznej, jeśli to cię martwi.

— Powinieneś był mi powiedzieć, Dan. Powinienem wiedzieć o takich rzeczach.

— Nie powiedziałem nikomu poza zespołem startowym — powtórzył Dan. — Do licha, nawet zespół serwisowy nie wiedział, że to będzie start. Powiedziałem im, że to test statyczny.

— Powinienem był wiedzieć — mruknął Lenny, nadal spacerując. — Jak to wygląda, dyrektor PR nie wie, co się dzieje. Nikt w to nie uwierzy. Oni nie uwierzą, że nie wiedziałem.

— Len, to mój problem, nie twój.

— Akurat! Wszystko się skupi na mnie. Ludzie uważają, że powinienem wiedzieć, Dan! Dostaję forsę za to, że wiem!

— Dostajesz forsę za zajmowanie się PR Astro Corporation. — Dan próbował się uśmiechnąć. — Przecież właśnie podsunąłem ci najlepszy temat w twojej karierze, Len. Za parę godzin rzucą się na ciebie wszyscy dziennikarze.

— Akurat — mruknął Kinsky. Zatrzymał się i spojrzał na Dana. — Odchodzę! Mam dość.

Własne słowa zaskoczyły Dana.

— Len, nie możesz odejść. Jesteś mi potrzebny…

— Odchodzę! — krzyknął Kinsky. — Już mnie nie ma.

— Wracasz do Nowego Jorku?

— Nie! Nie twój interes, gdzie jadę!

Trzasnął drzwiami i prawie wybiegł z biura Dana, mijając April. Siedząc z otwartymi ustami, Dan słuchał tupotu jego stóp odbijającego się echem od ścian hangaru.

W drzwiach pojawiła się zatrwożona April.

— Na dziewięć miliardów imion Boga, co w niego wstąpiło?

— spytał zdumiony Dan.

April wzruszyła ramionami.

— Wszystko w porządku?

— Tak, jasne — odparł Dan, nadal zdumiony napadem Kinsky’ego. Potrząsnął głową i pomyślał, że Len pewnie wróci, jak ochłonie.

— Muszę porozmawiać z Lynn Van Buren — zwrócił się do April, odzyskując panowanie nad sobą. — 1 niech nikt mi nie przeszkadza podczas tej rozmowy.

April skinęła głową i wróciła do swojego biurka. Dostrzegła, że zapala się lampka prywatnej linii telefonicznej Dana. Sięgnęła po własny telefon i wybrała domowy numer, mając nadzieję, że Kelly jeszcze nie wyszła.

Kelly Eamons siedziała na niepościelonej sofie w salonie mieszkania April i kłóciła się przez telefon z Chavezem.

— Masz wracać, Kelly. Szefostwo życzy sobie, żebyś wróciła do biura, i to natychmiast.

— Nacho, zbliżamy się do rozwiązania. Czuję to.

Na malutkim ekranie telefonu komórkowego Chavez wyglądał jak ciemna chmura, ale jego głos brzmiał donośnie. — A wiesz, co ja czuję? Czuję, jakby ktoś dyszał mi w kark, kiedy idę po schodach.

— Powstrzymaj ich jeszcze na parę dni.

— Nie mamy jeszcze paru dni. Góra chce, żebyś wróciła do biura. Mówią, że dla tej sprawy nie ma budżetu na pracę w terenie.

— Nacho, ale tu się coś dzieje. Naprawdę.

— Wracaj, Kelly. I bez głupich numerów.

— Daj mi jeszcze dwa dni.

— Nie ma mowy.

— No to czas do jutra.

— Dziś. Chcę zobaczyć twoją uśmiechniętą twarzyczkę w biurze dziś przed końcem pracy. Comprende?

W mieszkaniu zadzwonił telefon. O mały włos, pomyślała Kelly.

— Muszę lecieć, Nacho.

— Partnerko, masz wracać. Przez ciebie jestem w kłopotliwej sytuacji.

— Jasne. Do zobaczenia.

Eamons wyłączyła komórkę i podniosła słuchawkę telefonu stojącego na stoliku przy sofie.

— Kelly? — to April. Szybko opowiedziała agentce o tym, jak to Kinsky histerycznie nawrzeszczał na Dana.

— Powiedział, że odchodzi. Zwalnia się.

1 ... 52 53 54 55 56 57 58 59 60 ... 103
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)