Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Światło minionych dni [The Light of Other Days - pl]
Światło minionych dni [The Light of Other Days - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Światło minionych dni [The Light of Other Days - pl]

Электронная книга - «Światło minionych dni [The Light of Other Days - pl]». Краткое содержание книги:

Szef wielkiej stacji telewizyjnej dokonuje epokowego odkrycia — znajduje metodę tworzenia mikrotuneli podprzestrzennych, które pozwalają zajrzeć kamerze w każde miejsce w teraźniejszości i przeszłości... W przezroczystym świcie nic nie ukryje się przed kamerą. Ludzie zaczynają szukać sposobów na ukrycie swojej prywatności i swoich zbrodni…
1 ... 55 56 57 58 59 60 61 62 63 ... 83
Перейти на страницу:

Odsunęła się od niego.

— Myślisz tylko o sobie. Ale to mnie chcą wyjąć mózg łyżką do lodów.

Wstała, wyszła z pokoju i spokojnie zamknęła za sobą drzwi, zostawiając go samego w ciemności.

Przespał się trochę.

Kiedy się zbudził, poszedł jej szukać. Salon był nadal pogrążony w ciemności, zasłony zaciągnięte i światła wyłączone. Mimo to wiedział, że Kate tam jest.

— Światło.

Zalało pokój, jaskrawe i ostre.

Kate, ubrana, siedziała na sofie. Patrzyła na stół, gdzie stała butelka jakiegoś przezroczystego płynu i druga mniejsza. Barbiturany i alkohol… Obie butelki były zamknięte, ich kapsle nienaruszone. Alkohol wyglądał na dość kosztowny absynt.

— Zawsze miałam dobry gust — oświadczyła. Kate…

Oczy łzawiły jej od światła, a źrenice miała wielkie, przez co wyglądała jak dziecko.

— Zabawne, co? Robiłam w życiu reportaże o kilkunastu samobójstwach, jeszcze więcej o próbach. Wiem, że są szybsze sposoby. Mogłabym podciąć sobie żyły albo nawet gardło. Pewnie mogłabym też rozwalić sobie mózg, zanim zaczną w nim grzebać. To będzie bardziej powolne. Prawdopodobnie bardziej bolesne. Ale łatwiejsze. Widzisz? Po prostu bierzesz do ust i połykasz, bierzesz i połykasz. Roześmiała się. — I nawet zdążysz się przy tym upić.

— Nie chcesz tego robić.

— Nie. Masz rację. Nie chcę tego robić. Dlatego jesteś mi potrzebny: żeby mi pomóc.

Zamiast odpowiedzi chwycił butelkę alkoholu i cisnął nią przez pokój. Rozbiła się o ścianę, tworząc na tynku spektakularny, kosztowny kleks.

Kate westchnęła.

— To nie jest jedyna butelka na świecie. W końcu mi się uda. Wolę umrzeć, niż pozwolić im majstrować w moim mózgu.

— Musi być inny sposób. Pójdę do Hirama i powiem mu…

— Co mu powiesz? Że skończę ze sobą, jeśli się nie przyzna? Wyśmieje cię, Bobby. On chce mnie wykończyć, tak albo inaczej.

Bobby krążył po pokoju, coraz bardziej zrozpaczony.

— W takim razie wyjedźmy stąd. Westchnęła znowu.

— Mogą nas obserwować, jak wychodzimy z pokoju, mogą nas wszędzie śledzić. Choćbyśmy polecieli na Księżyc i tak nie będziemy wolni.

— Jeśli w to wierzysz, od razu możesz się poddać. Głos zdawał się dobiegać z pustej przestrzeni.

Kate syknęła; Bobby podskoczył i odwrócił się. Miał wrażenie, że to głos kobiety, dziewczyny… znajomy głos. Ale pokój był pusty.

— Mary? — zapytał powoli.

Najpierw, gdy zdjęła kaptur, zobaczył w powietrzu jej twarz. Potem, kiedy przesunęła się na tle ściany, perfekcja intkamowego maskowania zaczęła się załamywać, ujawniając kontury ciała: tutaj mgliste ramię, tam niewyraźną bezbarwną plamę, gdzie powinna mieć tors, a wszystko to w zniekształcającym, mylącym wzrok efekcie rybiego oka, jak najwcześniejsze obrazy z WormCamu. Odruchowo zauważył, że jest czysta, zdrowa i chyba dobrze odżywiona.

— Jak się tu dostałaś? Uśmiechnęła się.

— Kate, jeśli ze mną pójdziesz, to ci pokażę.

— Iść z tobą? — zdziwiła się Kate. — Dokąd?

— I dlaczego? — dodał Bobby.

— Dlaczego? To oczywiste, Bobby — odparła Mary tonem przypominającym jej dawną nastoletnią zapalczywość. — Ponieważ, jak twierdzi Kate, jeśli się stąd nie wyniesie, to ktoś zamiesza jej w mózgu łyżką.

— Dokądkolwiek ucieknie, potrafią ją wyśledzić — przypomniał rozsądnie Bobby.

— No tak — mruknęła Mary. — WormCam. Ale mnie jakoś nie potrafiliście wyśledzić, odkąd parę miesięcy temu uciekłam z domu. Nie widzieliście, że tu wchodzę. Nie mieliście pojęcia, że jestem w mieszkaniu, dopóki się nie ujawniłam. Owszem, WormCam to znakomite narzędzie. Ale przecież nie jest czarodziejską różdżką. Mimo to paraliżuje ludzi. Przestali myśleć. A nawet jeśli święty Mikołaj was zobaczy, co może zrobić? Zanim tu dotrze, wy będziecie daleko.

Bobby zmarszczył brwi.

— Święty Mikołaj?

— Święty Mikołaj widzi cię cały czas — domyśliła się Kate. — W wigilię Bożego Narodzenia ogląda cały miniony rok i sprawdza, czy byłeś grzeczny.

— Mikołaj musiał dostać pierwszy na świecie WormCam. — Mary uśmiechnęła się szeroko. — Prawda? Wesołych świąt.

— Zawsze sądziłam, że to ponura legenda — oświadczyła Kate. — Ale przecież przed Mikołajem możesz uciec tylko, jeśli widzisz, kiedy nadchodzi.

— To proste.

Mary podniosła rękę, podciągnęła intkamowy rękaw i pokazała im coś, co przypominało zegarek — kwadratowy, porysowany i wyglądający, jakby zrobiono go w domowym warsztacie. Tarcza była miniaturowym ekranem; pokazywał obraz korytarza przed drzwiami, ulicy, wind i chyba sąsiednich mieszkań.

— Wszędzie pusto — stwierdziła Mary. — Możliwe, że jakiś czubek słucha każdego naszego słowa. Ale kogo to obchodzi? Zanim się tu dostanie, nas już nie będzie.

— To jest WormCam — stwierdziła z niedowierzaniem Kate. — Noszony na ręku. Jakiś piracki projekt.

— Nie mogę uwierzyć — oznajmił Bobby. — W porównaniu z gigantycznymi akceleratorami w Wormworks…

— Alexander Graham Bell — odparła Mary — też pewnie by nie pomyślał, że można zrobić telefon bez kabla i taki mały, że daje się wszczepić w nadgarstek.

Kate zmrużyła oczy.

— Iniektor Casimira nie da się tak zminiaturyzować. To musi być technologia ściskanej próżni. To, nad czym pracował David.

— Jeśli tak… — Bobby westchnął ciężko — …to w jaki sposób ta technika wyciekła z Wormworks? — Zerknął na Mary. — Czy twoja matka wie, gdzie jesteś?

— Typowe — burknęła dziewczyna. — Parę minut temu Kate chciała popełnić samobójstwo, a ty oskarżasz mnie o szpiegostwo przemysłowe i martwisz się o moje stosunki z matką.

— Mój Boże… — szepnęła Kate. — Co to będzie za świat, jeśli każdy dzieciak zacznie nosić na ręku WormCam?

— Zdradzę ci tajemnicę — odpowiedziała Mary. — My już nosimy. W Internecie są szczegóły. Warsztaty w garażach produkują je na całej planecie. — Wyszczerzyła zęby. — Dżinn wydostał się z butelki. — Spoważniała. — Posłuchaj, przyszłam tu, żeby ci pomóc. Bez żadnych gwarancji. Święty Mikołaj nie jest wszechmocny, ale trudno się przed nim schować. Proponuję ci szansę. — Spojrzała na Kate z naciskiem. — To chyba lepsze niż to, co cię czeka. Prawda?

— Dlaczego chcesz mi pomóc? — spytała zaintrygowana Kate. Mary była wyraźnie zakłopotana.

— Bo jesteś rodziną. Mniej więcej.

— Twoja matka też jest rodziną — przypomniał Bobby. Mary spojrzała na niego niechętnie.

— Jeśli masz się od tego poczuć lepiej, to zawrzemy umowę. Pozwól mi wyciągnąć was stąd. Pozwól mi uratować Kate przed grzebaniem w mózgu. W zamian obiecuję, że zadzwonię do mamy. Zgoda?

Kate i Bobby porozumieli się wzrokiem.

— Zgoda.

Mary sięgnęła pod tunikę i wyjęła zwój tkaniny, który przed nimi rozwinęła.

— Intkamo.

— Zmieszczą się tam dwie osoby? — zainteresował się nagle Bobby.

Mary uśmiechnęła się radośnie.

— Miałam nadzieję, że zapytasz. Chodźcie, pora się stąd wynosić.

Strażnicy z ochrony Hirama, zaalarmowani przez rutynową kontrolę wormcamową, zjawili się dziesięć minut później. Jasno oświetlony pokój był pusty. Zaczęli się kłócić, kto powie o tym Hiramowi i weźmie na siebie jego gniew. Umilkli, kiedy uświadomili sobie, że i tak ich teraz ogląda — albo będzie oglądał.

1 ... 55 56 57 58 59 60 61 62 63 ... 83
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)