Światło minionych dni [The Light of Other Days - pl]
- Автор: Бакстер Стивен М., Кларк Артур Чарльз
- Год: 2001
- Язык: польский
- Год: Amber
- ISBN: 83-7245-544-9
- Переводчик: Piotr W. Cholewa
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Światło minionych dni [The Light of Other Days - pl]». Краткое содержание книги:
Odsunęła się od niego.
— Myślisz tylko o sobie. Ale to mnie chcą wyjąć mózg łyżką do lodów.
Wstała, wyszła z pokoju i spokojnie zamknęła za sobą drzwi, zostawiając go samego w ciemności.
Przespał się trochę.
Kiedy się zbudził, poszedł jej szukać. Salon był nadal pogrążony w ciemności, zasłony zaciągnięte i światła wyłączone. Mimo to wiedział, że Kate tam jest.
— Światło.
Zalało pokój, jaskrawe i ostre.
Kate, ubrana, siedziała na sofie. Patrzyła na stół, gdzie stała butelka jakiegoś przezroczystego płynu i druga mniejsza. Barbiturany i alkohol… Obie butelki były zamknięte, ich kapsle nienaruszone. Alkohol wyglądał na dość kosztowny absynt.
— Zawsze miałam dobry gust — oświadczyła. Kate…
Oczy łzawiły jej od światła, a źrenice miała wielkie, przez co wyglądała jak dziecko.
— Zabawne, co? Robiłam w życiu reportaże o kilkunastu samobójstwach, jeszcze więcej o próbach. Wiem, że są szybsze sposoby. Mogłabym podciąć sobie żyły albo nawet gardło. Pewnie mogłabym też rozwalić sobie mózg, zanim zaczną w nim grzebać. To będzie bardziej powolne. Prawdopodobnie bardziej bolesne. Ale łatwiejsze. Widzisz? Po prostu bierzesz do ust i połykasz, bierzesz i połykasz. Roześmiała się. — I nawet zdążysz się przy tym upić.
— Nie chcesz tego robić.
— Nie. Masz rację. Nie chcę tego robić. Dlatego jesteś mi potrzebny: żeby mi pomóc.
Zamiast odpowiedzi chwycił butelkę alkoholu i cisnął nią przez pokój. Rozbiła się o ścianę, tworząc na tynku spektakularny, kosztowny kleks.
Kate westchnęła.
— To nie jest jedyna butelka na świecie. W końcu mi się uda. Wolę umrzeć, niż pozwolić im majstrować w moim mózgu.
— Musi być inny sposób. Pójdę do Hirama i powiem mu…
— Co mu powiesz? Że skończę ze sobą, jeśli się nie przyzna? Wyśmieje cię, Bobby. On chce mnie wykończyć, tak albo inaczej.
Bobby krążył po pokoju, coraz bardziej zrozpaczony.
— W takim razie wyjedźmy stąd. Westchnęła znowu.
— Mogą nas obserwować, jak wychodzimy z pokoju, mogą nas wszędzie śledzić. Choćbyśmy polecieli na Księżyc i tak nie będziemy wolni.
— Jeśli w to wierzysz, od razu możesz się poddać. Głos zdawał się dobiegać z pustej przestrzeni.
Kate syknęła; Bobby podskoczył i odwrócił się. Miał wrażenie, że to głos kobiety, dziewczyny… znajomy głos. Ale pokój był pusty.
— Mary? — zapytał powoli.
Najpierw, gdy zdjęła kaptur, zobaczył w powietrzu jej twarz. Potem, kiedy przesunęła się na tle ściany, perfekcja intkamowego maskowania zaczęła się załamywać, ujawniając kontury ciała: tutaj mgliste ramię, tam niewyraźną bezbarwną plamę, gdzie powinna mieć tors, a wszystko to w zniekształcającym, mylącym wzrok efekcie rybiego oka, jak najwcześniejsze obrazy z WormCamu. Odruchowo zauważył, że jest czysta, zdrowa i chyba dobrze odżywiona.
— Jak się tu dostałaś? Uśmiechnęła się.
— Kate, jeśli ze mną pójdziesz, to ci pokażę.
— Iść z tobą? — zdziwiła się Kate. — Dokąd?
— I dlaczego? — dodał Bobby.
— Dlaczego? To oczywiste, Bobby — odparła Mary tonem przypominającym jej dawną nastoletnią zapalczywość. — Ponieważ, jak twierdzi Kate, jeśli się stąd nie wyniesie, to ktoś zamiesza jej w mózgu łyżką.
— Dokądkolwiek ucieknie, potrafią ją wyśledzić — przypomniał rozsądnie Bobby.
— No tak — mruknęła Mary. — WormCam. Ale mnie jakoś nie potrafiliście wyśledzić, odkąd parę miesięcy temu uciekłam z domu. Nie widzieliście, że tu wchodzę. Nie mieliście pojęcia, że jestem w mieszkaniu, dopóki się nie ujawniłam. Owszem, WormCam to znakomite narzędzie. Ale przecież nie jest czarodziejską różdżką. Mimo to paraliżuje ludzi. Przestali myśleć. A nawet jeśli święty Mikołaj was zobaczy, co może zrobić? Zanim tu dotrze, wy będziecie daleko.
Bobby zmarszczył brwi.
— Święty Mikołaj?
— Święty Mikołaj widzi cię cały czas — domyśliła się Kate. — W wigilię Bożego Narodzenia ogląda cały miniony rok i sprawdza, czy byłeś grzeczny.
— Mikołaj musiał dostać pierwszy na świecie WormCam. — Mary uśmiechnęła się szeroko. — Prawda? Wesołych świąt.
— Zawsze sądziłam, że to ponura legenda — oświadczyła Kate. — Ale przecież przed Mikołajem możesz uciec tylko, jeśli widzisz, kiedy nadchodzi.
— To proste.
Mary podniosła rękę, podciągnęła intkamowy rękaw i pokazała im coś, co przypominało zegarek — kwadratowy, porysowany i wyglądający, jakby zrobiono go w domowym warsztacie. Tarcza była miniaturowym ekranem; pokazywał obraz korytarza przed drzwiami, ulicy, wind i chyba sąsiednich mieszkań.
— Wszędzie pusto — stwierdziła Mary. — Możliwe, że jakiś czubek słucha każdego naszego słowa. Ale kogo to obchodzi? Zanim się tu dostanie, nas już nie będzie.
— To jest WormCam — stwierdziła z niedowierzaniem Kate. — Noszony na ręku. Jakiś piracki projekt.
— Nie mogę uwierzyć — oznajmił Bobby. — W porównaniu z gigantycznymi akceleratorami w Wormworks…
— Alexander Graham Bell — odparła Mary — też pewnie by nie pomyślał, że można zrobić telefon bez kabla i taki mały, że daje się wszczepić w nadgarstek.
Kate zmrużyła oczy.
— Iniektor Casimira nie da się tak zminiaturyzować. To musi być technologia ściskanej próżni. To, nad czym pracował David.
— Jeśli tak… — Bobby westchnął ciężko — …to w jaki sposób ta technika wyciekła z Wormworks? — Zerknął na Mary. — Czy twoja matka wie, gdzie jesteś?
— Typowe — burknęła dziewczyna. — Parę minut temu Kate chciała popełnić samobójstwo, a ty oskarżasz mnie o szpiegostwo przemysłowe i martwisz się o moje stosunki z matką.
— Mój Boże… — szepnęła Kate. — Co to będzie za świat, jeśli każdy dzieciak zacznie nosić na ręku WormCam?
— Zdradzę ci tajemnicę — odpowiedziała Mary. — My już nosimy. W Internecie są szczegóły. Warsztaty w garażach produkują je na całej planecie. — Wyszczerzyła zęby. — Dżinn wydostał się z butelki. — Spoważniała. — Posłuchaj, przyszłam tu, żeby ci pomóc. Bez żadnych gwarancji. Święty Mikołaj nie jest wszechmocny, ale trudno się przed nim schować. Proponuję ci szansę. — Spojrzała na Kate z naciskiem. — To chyba lepsze niż to, co cię czeka. Prawda?
— Dlaczego chcesz mi pomóc? — spytała zaintrygowana Kate. Mary była wyraźnie zakłopotana.
— Bo jesteś rodziną. Mniej więcej.
— Twoja matka też jest rodziną — przypomniał Bobby. Mary spojrzała na niego niechętnie.
— Jeśli masz się od tego poczuć lepiej, to zawrzemy umowę. Pozwól mi wyciągnąć was stąd. Pozwól mi uratować Kate przed grzebaniem w mózgu. W zamian obiecuję, że zadzwonię do mamy. Zgoda?
Kate i Bobby porozumieli się wzrokiem.
— Zgoda.
Mary sięgnęła pod tunikę i wyjęła zwój tkaniny, który przed nimi rozwinęła.
— Intkamo.
— Zmieszczą się tam dwie osoby? — zainteresował się nagle Bobby.
Mary uśmiechnęła się radośnie.
— Miałam nadzieję, że zapytasz. Chodźcie, pora się stąd wynosić.
Strażnicy z ochrony Hirama, zaalarmowani przez rutynową kontrolę wormcamową, zjawili się dziesięć minut później. Jasno oświetlony pokój był pusty. Zaczęli się kłócić, kto powie o tym Hiramowi i weźmie na siebie jego gniew. Umilkli, kiedy uświadomili sobie, że i tak ich teraz ogląda — albo będzie oglądał.