Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Классическая проза » Stawka Większa Niż Życie Tom – I
Stawka Większa Niż Życie Tom – I - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Stawka Większa Niż Życie Tom – I

Электронная книга - «Stawka Większa Niż Życie Tom – I». Краткое содержание книги:

Andrzej Zbych to pseudonim autorskiego duetu, który przeszedł do historii, tworząc „Stawkę większą niż życie”.
1 ... 53 54 55 56 57 58 59 60 61 ... 80
Перейти на страницу:

– Wystarczyłoby Polaków – odpowiedział Kazik.

– W porządku – oświadczył wartownik i chłopak poczuł ogromną ulgę. W tej chwili minął ich wychodzący z zakładów elegancki mężczyzna. Wartownik stanął na baczność, a Rioletto – bo to on był właśnie – przyjrzał się uważnie Kazikowi.

– Jakaś szyszka z Berlina- oświadczył wartownik. Kazik ruszył przed siebie. Szeroka, asfaltowa droga prowadziła wzdłuż hal produkcyjnych, rozrzuconych po całym terenie, do widocznego z daleka pokaźnego budynku, zapewne budynku administracji. Wszędzie panował ruch, przetaczano wagoniki po szynach, terkotały motory, ludzie w kombinezonach robotniczych mijali Kazika obojętnie, nikt nie zwracał na niego uwagi. Chłopak skręcił w boczną alejkę, zamierzał obejść całe zakłady, starając się iść wzdłuż okalającego je muru. Wiedział, że powinna być jeszcze jedna brama, zawsze zamknięta, a otwierana wyłącznie wówczas, gdy do fabryki przychodziły większe transporty. Miał dokładnie ustalić odległości: od hal fabrycznych do tej bramy, następnie zaś określić położenie budynku administracyjnego.

Szedł teraz wąską dróżką wzdłuż chaotycznie porozrzucanych budynków fabrycznych, magazynów i drewnianych bud. W głębi, ukryta między drzewami, widniała ładna willa. Zajmował ją zapewne inżynier Reil, a Edward przypuszczał także, że trzymano w niej doktora Pułkowskiego. Kazik znalazł dobry punkt obserwacyjny i, oparty o ślepą ścianę drewnianego baraku, sięgnął po kartkę papieru i szybkimi, sprawnymi pociągnięciami ołówka wykonywał szkic. Droga od bramy do willi, odległości, usytuowanie hal fabrycznych i budynku administracji. Wzdłuż muru przechadzał się wartownik, ale nie wydawał się groźny, bo nie interesowało go w ogóle wnętrze zakładów. Zaabsorbowany swym szkicem Kazik nie dostrzegł, że od paru chwil obserwuje go młody człowiek w brunatnym mundurze. Podobnie jak Kazik, przywarł do ślepej ściany baraku, a potem skradał się cicho i powoli, aż stanął za Kazikiem; wyszarpnął z kabury pistolet i dotknął lufą pleców chłopca.

Kazik odwrócił się gwałtownie. Miał parę sekund na podjęcie decyzji: rzucić się na hitlerowca? Ale tamten odskoczył kilka kroków i stał na szeroko rozstawionych nogach, z palcem na spuście. Wartownik szedł spokojnie wzdłuż muru. Kazik podniósł ręce do góry.

– Mam cię – powiedział Niemiec. – Nie ruszaj się. Dokumenty i ta kartka. Szybko!

Sytuacja wydawała się beznadziejna. Kazik podał hitlerowcowi przepustkę i szkic.

– Hans Molke – przeczytał tamten. – Daj ausweis! -warknął.

Kazik zawahał się. Czy wartownik ich dostrzegł? Byli ciągle w polu jego widzenia. Chłopak poczuł na twarzy krople potu; nie miał żadnej szansy. Wręczył Niemcowi kenkartę.

– Kazimierz Truchanowicz – roześmiał się hitlerowiec. Ukradłeś przepustkę, co? Pracujesz na dworcu przeładunkowym?

5

U Reila pracowało się cały dzień: od ósmej do trzeciej i od piątej do późnego wieczora. Danka miała tylko dwie godziny w ciągu dnia wolne, ale rzadko udawało jej się opuszczać zakłady. Reil chciał, żeby przebywała cały czas w fabryce, siedziała w sekretariacie, kiedy on jest w gabinecie, jadła z nim obiad i szła z nim na kolację. Był nieustępliwy i wymagający, musiała mu składać sprawozdania z każdej godziny spędzonej w mieście, a najdrobniejsze spóźnienie wywoływało ataki furii.

Danka miała tego dosyć, marzyła o powrocie do oddziału, obiecano jej przecież powrót do oddziału, gdy wykona to zadanie, ale zadanie z każdym dniem wydawało się trudniejsze. Przepisywała sporo dokumentów; rozmawiała z ludźmi, którzy czekali na Reila, ale ani razu nie udało się jej zobaczyć Pułkowskiego. Nie wiedziała nawet, czy jest w gestapo, czy Reil trzyma go ciągle na terenie zakładów…

Tego samego dnia, kiedy to Kazik spotkał Glaubla, Danka wracała do zakładów przed piątą; udało jej się wyjść o trzeciej, bo Reila wezwano na jakąś konferencję. Wstąpiła do Edwarda; zawsze trwało to dość długo, bo zanim poszła na Wałową, kluczyła trochę po mieście, przesiadała się z rikszy do rikszy, musiała mieć pewność, że nie jest śledzona. Nauczyciel polecił jej dowiedzieć się czegoś o zastępcy Reila i kazał przyjść następnego dnia o pierwszej. Miała się spotkać z Jankiem.

Biegnąc teraz ulicą, myślała już, co powiedzieć Reilo-wi, żeby pozwolił jej wyjść przed południem. Najlepiej oczywiście fryzjer. Reil chciał, żeby wyglądała ładnie, napisał nawet do przyjaciela przebywającego w Paryżu, żeby przysłał francuskie kosmetyki i materiały na suknie. Spojrzała na zegarek; na pewno się spóźni, zbliżała się już piąta, a do fabryki miała jeszcze spory kawałek drogi. Rozejrzała się; ani jednej rikszy. W tej chwili zobaczyła otwarty samochód hamujący przy chodniku. Elegancki mężczyzna, którego twarz wydała jej się od razu znajoma, uśmiechał się do niej.

– Podwieźć do fabryki? – zapytał. Mówił po niemiecku z lekkim obcym akcentem.

– Skąd pan wie? – zawołała zdziwiona.

– Nazywam się Rioletto – powiedział – byłem dzisiaj u pana Puschkego i widziałem panią w sekretariacie. Zajęła miejsce obok niego.

– Muszę się przyznać – mówił, zręcznie wyprzedzając furmankę – że to spotkanie nie było zupełnie przypadkowe…

Danka spojrzała na niego z niepokojem.

– Śledził mnie pan? – Od razu zrozumiała, że to było niepotrzebne pytanie. Rioletto roześmiał się.

– Ach, mój Boże, widziałem panią minutę, może nawet trzydzieści sekund… ale wywarła pani na mnie kolosalne wrażenie… Kolosalne – powtórzył.

– Pan wybaczy, panie Rioletto.

– Nie, nie, proszę się nie gniewać – terkotał – może mój sposób mówienia wydaje się pani nieco przesadny, ale to taki styl, w końcu jestem Włochem… Wie pani, czytam w myślach ludzkich, to mój zawód…

– Piękny zawód – powiedziała Danka i poczuła, że ma suche wargi.

– Panno Danko…

– Skąd pan zna moje imię?

– Czytam w myślach… Nie, przepraszam, zapytałem woźnego. Wiem już, że pani jest nową sekretarką Reila i nie jest pani Niemką. Czy ma pani dziś wolny wieczór?

– Niech pan sam odpowie sobie na to pytanie. Podjeżdżali do bramy zakładów. Rioletto zahamował gwałtownie i uśmiechnął się smutno.

– Nie mam szczęścia w tym kraju – powiedział. – Czy mogę mieć przynajmniej nadzieję?

Danka uśmiechnęła się. Ten Włoch nie był jednak zupełnie pozbawiony wdzięku.

Gdy weszła do sekretariatu, było już trzy minuty po piątej, Reil stał w drzwiach gabinetu, czekał na nią.

– Spóźniłaś się – powiedział. I ostrzejszym tonem:

– Gdzie byłaś?

– Jadłam obiad z Krysią – odpowiedziała bez wahania.

– Krysia to moja najlepsza przyjaciółka. W końcu muszę ją widywać od czasu do czasu.

– Tak się zawsze mówi – warknął.

Usiadła przy swoim biurku i wyjęła z torebki puderniczkę. Poprawiła wargi. Reil przyglądał się jej w milczeniu.

– Za chwilę przyprowadzą tu starego człowieka – powiedział. – To polski uczony. Niech poczeka w moim gabinecie. Zaparz kawę, ja zaraz wrócę.

Danka z trudem ukrywała radość; żeby tylko nie wrócił zbyt szybko, żeby tylko zdążyła powiedzieć Pułkow-skiemu parę słów.

Pułkowskiego wprowadził SS-man; został w sekretariacie, a Danka weszła z uczonym do gabinetu. Miała liczone sekundy, wiedziała, że dosłownie liczone sekundy. Drzwi prowadzące do sekretariatu zostawiła zresztą półotwarte, nie mogła ich zamykać, nie chcąc budzić podejrzeń SS-mana.

– Inżynier Reil zaraz wróci – powiedziała głośno po niemiecku. – Napije się pan kawy?

– Tak – odrzekł Pułkowski.

Podała mu filiżankę i pochyliła się nad nim.

– Panie doktorze – szepnęła po polsku – uwolnimy pana, jeszcze parę dni, proszę się trzymać. Gdzie pan jest więziony?

Patrzył na nią z ogromnym zdziwieniem.

– Kim pani jest? – zapytał.

– To nieważne.

– W piwnicy, w sąsiednim gmachu – szeptał. – Ale nic nie należy robić. Muszę się zgodzić, bo moja żona, rozumie pani – głos mu się załamał – moja żona…

Usłyszała energiczne kroki w sekretariacie.

– Kawa jest mocna, panie doktorze – powiedziała po niemiecku. – Czy lubi pan bardzo słodką? Na progu gabinetu stał inżynier Reil.

6

Edward kazał mu przyjść na godzinę dwunastą. Kazik stanął przed bramą pod numerem piętnastym i spojrzał w górę. Na parapecie okna na drugim piętrze dostrzegł doniczkę z kwiatami. Zasłona była lekko uchylona. Oznaczało to: wszystko w porządku. Kazik rozejrzał się jeszcze, ale nie zobaczył nic podejrzanego. O tej porze na ulicy Wałowej ruch był niewielki, przyjechała jakaś riksza, parę kobiet stało przed sklepem, dzieci bawiły się na jezdni. Jak zwykle.

Kazik był w dobrym nastroju i po wczorajszych wydarzeniach w fabryce Reila uwierzył w swoje szczęście. Miał naprawdę szczęście, bo przecież na dobrą sprawę powinien być w gestapo, pozbawiony wszelkich szans. Tymczasem był wolny i mógł zanieść Edwardowi interesujący meldunek.

Może gdyby rozejrzał się nieco uważniej, dostrzegłby dwóch mężczyzn, stojących w sąsiedniej bramie i jednego na rogu Polnej przy kiosku z gazetami. Wszystko jednak wyglądało tak zwyczajnie, że Kazik wszedł energicznie do bramy i zniknął w klatce schodowej.

Edward powitał go na progu.

– Spóźniłeś się o osiem minut – powiedział – mamy mało czasu.

Radosny nastrój Kazika prysnął momentalnie; zawsze tak było podczas spotkań z Edwardem.

Weszli do pokoju.

– Siadaj – powiedział Edward. – Masz szkic?

– Mam, ale mam też coś znacznie lepszego – dodał natychmiast.

– Poczekaj. – Edward zachowywał się właśnie tak, jak nauczyciel w klasie, gdy egzaminuje niezbyt dobrze przygotowanego ucznia. -To jest brama… – studiował uważnie szkic. – Co ile minut przechodzi obok niej wartownik?

1 ... 53 54 55 56 57 58 59 60 61 ... 80
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)