Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Классическая проза » Stawka Większa Niż Życie Tom – I
Stawka Większa Niż Życie Tom – I - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Stawka Większa Niż Życie Tom – I

Электронная книга - «Stawka Większa Niż Życie Tom – I». Краткое содержание книги:

Andrzej Zbych to pseudonim autorskiego duetu, który przeszedł do historii, tworząc „Stawkę większą niż życie”.
1 ... 56 57 58 59 60 61 62 63 64 ... 80
Перейти на страницу:

– Proszę wyraźniej! – rozkazał. Puschke wstał.

– Panie oberleutnant – powiedział niemal patetycznie – przychodzę tutaj jako uczciwy Niemiec…

– Konkrety!

– Chciałem zameldować – wykrztusił wreszcie Puschke, że sztukmistrz Rioletto jest angielskim szpiegiem, pracuje od dawna przeciwko Rzeszy. – Odetchnął z ulgą i usiadł na krześle. Zaciągnął się cygarem.

Nastąpiła teraz cisza, twarz Klossa nawet nie drgnęła. Puschke nie domyśli się nigdy, jak bardzo zaskoczył ober-leutnanta. Kloss obserwował swego gościa i myślał jednocześnie intensywnie:

Prowokacja? Najpierw zatelefonował Brunner, potem przyszedł Puschke… Nieprawdopodobne! Po co mieliby to robić? Chcieli sprawdzić raz jeszcze Klossa? Po dwóch latach?

Puschke niecierpliwie kręcił się na krześle; oczekiwał pytań? A może sądził, że powiedzą „Dziękuję" i puszczą go do domu?

– Dlaczego nie poszedł pan z tym do Brunnera? – zapytał Kloss. – A może pan już był u Brunnera?

– Myślałem, że w tych sprawach to wszystko jedno: Abwehra czy gestapo.

– A jednak wybrał pan Abwehrę. Przecież pan zna Brunnera. A w waszych zakładach działa także Glaubel.

– Powiem wszystko – westchnął Puschke.

– O to właśnie chodzi.

– Z Brunnerem rozmawiałem wczoraj i przedwczoraj. Nie odważyłem się. Myślałem, że z panem będzie mi łatwiej…

Kłamie – pomyślał Kloss. – A jeśli mówi prawdę? Sprawdzimy.

– Puschke! – ryknął.

Wicedyrektor zerwał się natychmiast z krzesła i stanął na baczność. Wyglądało to niemal komicznie, ale Klossa dawno już nie bawiły typowo niemieckie reakcje. Znał je i wykorzystywał.

– Ze mną nie będzie łatwiej – mówił. – Jasne?

– Tak jest! – wykrzyknął Puschke.

– Byłeś agentem Rioletta? – zapytał Kloss.

Puschke w jednej chwili sflaczał, zachwiał się, ale Kloss nie pozwolił mu usiąść.

Nagle Puschke zaczął płakać. Był to widok wręcz nieznośny: płaczący, gruby Niemiec… Jego historyjka była zresztą prosta i banalna. W trzydziestym dziewiątym roku pewien berliński sklepikarz zaczął mu pożyczać pieniądze. Najpierw drobne sumy, potem coraz większe, a gdy Puschke podpisał weksel opiewający już na kilka tysięcy marek, zjawił się Rioletto.

– Ja nic nie zrobiłem przeciwko Rzeszy – płakał Puschke. -Miałem przyjaciela w SS, on zajął się tym sklepikarzem, ale weksel został, zabrał go Rioletto i Rioletto zażądał…

– Czego? – zapytał sucho Kloss.

– Dałem mu tylko nazwiska inżynierów pracujących u Lubbicha w Hamburgu… Potem wybuchła wojna, stracił mnie z oczu, bo pojechałem do Francji… i teraz znowu… On mnie zabije, panie oberleutnant – szepnął nagle.-Ja się boję.

Bał się naprawdę. Kloss kazał mu nareszcie usiąść i dał szklankę wody. Potem polecił powtórzyć sobie wszystko raz jeszcze; nie słuchał już, musiał podjąć decyzję, sytuacja komplikowała się coraz bardziej i każdy ruch stwarzał nowe niebezpieczeństwa. Jeśli Puschke mówił prawdę, nie mógł przekazać go Brunnerowi; nie mógł nim zagrać, bo narażał życie Włocha. Jeśli Puschke kłamał…

Należało przede wszystkim sprawdzić, kim był naprawdę Rioletto. Jeśli człowiekiem sojuszniczego wywiadu, skierowanyni tutaj w związku z doświadczeniami Reila, mogli tę akcję przeprowadzić wspólnie. Zgoda centrali? Nie było czasu na uzyskiwanie zgody, należało działać na własną rękę.

Ale jak zdobyć pewność?

Puschke podpisał wszystko, co mu kazano. Kloss schował papiery do kieszeni i kazał wicedyrektorowi iść do domu. Niech milczy. Jeśli zależy mu na własnej skórze, będzie milczał. Puschke był nieco zaskoczony, ale wiedział przecież, że Abwehra ma swoje metody.

– Niech się pan nie spodziewa – powiedział mu Kloss na pożegnanie – że Rioletto zostanie aresztowany jeszcze tej nocy. My mamy czas. A jeśli chodzi o pana… trzeba będzie oczywiście odpokutować za grzechy. A pokutę uzależnimy od pańskiego zachowania: milczenie i sam pan rozumie…

– Rozumiem – odpowiedział Puschke.

Kloss odprowadził go do drzwi. Gruby Niemiec stanął na progu i podniósł rękę w hitlerowskim pozdrowieniu. Oberleutnant uśmiechnął się ironicznie; ten człowiek wierzył jeszcze, że przeżyje wojnę… Kloss wiedział, że Puschke nie ma żadnych szans. I nie czuł litości.

8

Dzień zaczął się dla Reila źle. Z samego rana Danka oświadczyła, że chce mieć wolny wieczór. Stanęła na progu gabinetu i powiedziała to od razu; wyglądała ślicznie, miała na sobie zieloną sukienkę, którą Reil szczególnie lubił. Chciał krzyknąć: „Z kim się umówiłaś?", ale popatrzył tylko na nią i milczał.

Zatrzasnął drzwi; w gabinecie pozostał zapach jej perfum. Kazał wezwać Puschkego i wysłuchał meldunku o stanie przygotowań na poligonie. Oczywiście wszystko było jeszcze w proszku. Puschke powiedział: „Prawie gotowy" i Reil wyładował na nim wściekłość.

– Za niedokładność wysyłam na front wschodni! – krzyczał. – Dziesiątego maja rano poligon musi być przygotowany. Rozmawiał pan z Pułkowskim?

– Tak. Chyba się zgadza…

– Żadnych chyba! – wrzasnął znowu Reil, ale ruganie zastępcy nie przyniosło mu wcale ulgi. Puschke nie bronił się zresztą. Tkwił w fotelu, oczy miał podpuchnięte i wydawało się Reilowi, że za chwilę wybuchnie płaczem.

– Co się z panem dzieje, Puschke.

– Nic, panie dyrektorze.

– Wygląda pan jak stara baba.

Puschke zaczął mówić coś o przemęczeniu, a potem, że ten kraj źle na niego działa; człowiek żyje tutaj jak w klatce, boi się wyjść na miasto.

– To niech pan się przestanie bać – uciął Reil – i weźmie do roboty. Może pan już sobie iść. – Zatrzymał go jednak jeszcze na progu i zapytał, co robił na terenie zakładów prestidigitator Rioletto. Widział tego pana w sekretariacie.

Puschke poczerwieniał, potem zbladł i oświadczył, że Rioletto wstąpił na chwilę, by go przeprosić za ten dowcip z cygarem.

Potem szepnął, że Włoch przyglądał się Fräulein Dance z ogromnym, ale to naprawdę ogromnym zainteresowaniem. To wyprowadziło już Reila ostatecznie z równowagi.

– Wynoś się pan! – wrzasnął. -I nie opowiadaj mi plotek!

A jeśli jeszcze raz zjawi się ten sztukmistrz, każę go Glaubelowi zamknąć na dwadzieścia cztery godziny.

Został sam w gabinecie, powiedział Dance, że nikogo nie przyjmie i nie będzie rozmawiał przez telefon, ale nie mógł pracować. Osaczyły go wszystkie możliwe niepokoje. Jeśli doświadczenia się nie udadzą, straci zaufanie fuehrera i mogą go nawet wysłać na front.

Pomyślał, że nie boi się frontu, ale stanął mu przed oczyma obraz widziany chyba w kinie: biała, równa płaszczyzna, żołnierze na nartach i w głębi palące się chałupy. Ile jest kilometrów od Berlina do Wołgi? Nie, nie stoją już przecież na Wołdze, czytał znowu o skracaniu frontu, ale nie interesowały go właściwie nigdy komunikaty wojskowe. Ojciec Reila miał mapę, w którą wbijał kolorowe chorągiewki, jego to nie bawiło.

Zadzwonił i gdy Danka stanęła w drzwiach, kazał sobie przynieść ostatni numer „Völkischer Beobachter". Rozłożył gazetę i zobaczył na pierwszej sronie zdjęcie fuehrera. Fuehrer spoglądał poważnie, ale też z charakterystyczną dla oficjalnych portretów wielkiego wodza łaskawością; Reil zaczął czytać artykuł, ale dojechał tylko do końca pierwszego akapitu. W drzwiach stanął Brunner.

Brunner wchodził bez meldowania, wydawało się, że nie dostrzegał obecności Danki w sekretariacie, nie akceptował jej istnienia. Reil podnosząc się zza biurka wiedział, że rozmowa nie będzie przyjemna. Dzień, który tak się zaczął, nie mógł mu przynieść nic radosnego. Wyciągnął koniak z szafy, a Brunner bez wstępów przystąpił do rzeczy. Chodziło najpierw o Pułkowskiego. Sturmbannfuehrer chciał wiedzieć, jak długo ten Polak będzie Reilowi potrzebny. Dyrektor odpowiedział, że nie wie. Nie wiedział naprawdę, wszystko zależało od wyników doświadczeń; chodziło zresztą, do diabła, o robotę, która się nigdy nie kończy.

– Natomiast wiedza tego Polaka jest ograniczona -oświadczył Brunner sucho. – Musi pan z niego wycisnąć wszystko, co trzeba, i koniec. Daję panu, powiedzmy, trzy miesiące.

Reil pomyślał, że ten gestapowiec jest bezczelny. Chciał powołać się na swoje szczególne pełnomocnictwa, ale zrezygnował. Zapytał tylko, co mają zamiar zrobić z Pułkowskim. Brunner uśmiechnął się chłodno i oświadczył bez ogródek: zlikwidować. Zbyt dużo wie.

– A jego żona? – zapytał jeszcze Rełl. Czuł suchość w gardle, napełnił swój kieliszek.

– Mnie pan też może nalać – odpowiedział Brunner. -Jego żona nie żyje od paru tygodni.

Reil spojrzał na Brunnera, nie ukrywając obrzydzenia. Wolałby o tym nie wiedzieć. Uświadomił sobie nagle, że jest sporo rzeczy, o których wolałby nie wiedzieć. Zresztą, to jego nie dotyczy. Ma swoją robotę, którą wykonuje znakomicie. Na świecie istnieje podział zadań, nie należy pchać nosa w cudze sprawy. Taki jest porządek rzeczy.

Myślał, że rozmowa jest skończona, ale okazało się, że najgorsze Brunner zachował sobie na deser.

– Gdzie pan poznał swoją sekretarkę? – zapytał.

– Proszę ją zostawić w spokoju! – wrzasnął Reil. Teraz wyprowadzono go z równowagi; nie zamierzał bronić Pułkowskiego, ale Dankę uważał już za swoją własność.

– Spokojnie, dyrektorze – Brunner ciągle się uśmiechał. – Proszę odpowiedzieć na pytanie.

– Skierowana przez Arbeitsamt – odpowiedział. On, który nawet w gabinecie fuehrera nie stracił pewności siebie, nie wyrzucił za drzwi tego gestapowca. Poczuł, że się boi i gdy to zrozumiał, strach opanował go naprawdę.

1 ... 56 57 58 59 60 61 62 63 64 ... 80
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)