Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Космическая фантастика » Powersat — satelita energetyczny [Powersat - pl]
Powersat — satelita energetyczny [Powersat - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Powersat — satelita energetyczny [Powersat - pl]

Электронная книга - «Powersat — satelita energetyczny [Powersat - pl]». Краткое содержание книги:

Powieść będąca prequelem do całego cyklu „Droga przez Układ Słoneczny”. Ambicją młodego inżyniera, Dana Randolpha, jest zapewnienie uzależnionej odbliskowschodniej ropy Ameryce alternatywnego źródła energii. Eksploatacjazbudowanego przez Dana satelity energetycznego będzie jednak opłacalnatylko pod warunkiem wykorzystywania taniego środka transportu na orbitę, aprototyp wahadłowca ulega katastrofie podczas lotu próbnego. Wiele poszlakwskazuje, że ktoś dokonał sabotażu. Kto stoi za tą zbrodnią? Międzynarodowekoncerny naftowe czy arabscy fundamentaliści? Firma Dana, AstroCorporation, stoi na skraju przepaści. Skąd może nadejść ratunek? Czy od Saito Yamagaty, którego koncern również inwestuje w energię ze Słońca? Amerykańskich koncernów naftowych, które zastawiają się nad inwestowaniem winne źródła energii?
1 ... 49 50 51 52 53 54 55 56 57 ... 103
Перейти на страницу:

— Rakieta stoi na stanowisku, wszystkie systemy sprawdzone, przynajmniej tak wynika z tego, co mi mówiłaś’ — odparł Dan. — Nie powinienem być zadowolony?

— Co teraz? — spytała.

Dan oparł się o solidną stalową poręcz platformy i spojrzał z namysłem na wahadłowiec. Stworzony do lotu. Nie powinien tkwić na ziemi. Powinien tańczyć po niebie, tam jego miejsce.

— Wszystkie testy zakończone? — zwrócił się do Lynn.

— Tak jest. Wszystkie połączenia są poprawne, wszystkie systemy działają. Baterie i ogniwa paliwowe są całkowicie naładowane.

Dan spojrzał w orzechowe oczy Lynn. Wyglądała na rozbawioną i jakby na coś czekała; jakby oboje grali w jakąś grę, a ona wiedziała, jaki będzie jego następny ruch.

— Czy wahadłowiec jest zatankowany? Na ustach Lynn wykwitł lekki uśmieszek.

— Nie, psze pana. Test połączenia wykonuje się przy pustym wahadłowcu.

Dan dostrzegł to na jej twarzy: przecież doskonale o tym wiesz, szefie.

Dan podjął tę grę. Rozejrzał się dookoła platformy, spojrzał na ziemię, gdzie trzech techników zmagało się z generatorem pomocniczym, w stronę schronu, gdzie pracowała ekipa przeprowadzająca testy i starty, i znów na twarz Van Buren, na której malowało się wyczekiwanie.

— Przeprowadźmy pełny test — rzekł. — Pełny zbiornik paliwa w wahadłowcu, jak przed startem.

— Ale nie mamy ciekłego tlenu ani wodoru. Instalacja wyleciała w powietrze, pamiętasz?

Dan zniżył głos.

— Właśnie jedzie do nas konwój ciężarówek z ciekłym tlenem i wodorem, wystarczy na dwa wahadłowce. Przyjadą dziś wieczorem, kiedy większość pracowników pójdzie do domu.

Van Buren nie wyglądała na szczególnie zaskoczoną.

— Więc zatankujemy dziś wieczorem?

— Tak. Przy minimalnej obsadzie. Inżynier pokiwała głową.

— I co wtedy? Uśmiechnął się krzywo.

— Ty i piątka twoich najlepszych ludzi jedziecie do W nezueli.

Otworzyła oczy ze zdziwienia.

— Do Wenezueli?

— Ha, zdziwiona?

Claude Passeau siedział w swoim biurze, którego użycz mu Dan, w budynku zespołu inżynieryjnego, otaczający] hangar A.

Dan wsunął głowę przez otwarte drzwi i spytał radośni:

— Nie chcesz się wybrać na lunch?

Passeau stukał coś zawzięcie na klawiaturze komputer; Nie odrywając wzroku od ekranu, odparł:

— Jeszcze nie ma nawet jedenastej.

— Wiem — odparł Dan, wchodząc do małego, schludnegi biura.

Dan przydzielił przedstawicielowi FML narożne biun z dwoma oknami i Passeau utrzymywał je w takim stanie jakby to było jego stałe miejsce pracy. Pozostali ludzie z FMI i KRBT dostali kłaustrofobiczne przegródki ze ściankami ni wysokość ramienia; ledwo się tam mieściło biurko i kosz m śmieci.

Siadając na twardym plastikowym krześle przed biurkien Passeau, Dan rzekł:

— Pomyślałem, że wyskoczę do Lamar na miejscowe żabie udka.

Passeau oderwał wzrok od klawiatury.

— Żabie udka? Serio?

— Są wielkości kurzych.

Passeau o mało się nie roześmiał, kiedy wyszli na parking i zobaczył na miejscu Dana zardzewiałego, pogiętego Chevro-leta, dwudrzwiowy hatchback.

— To własność faceta, który naprawia mój dach — wyjaśnił Dan z kwaśną miną. — Twierdzi, że nie ma innego pożyczaka.

Passeau potrząsnął głową.

— Cóż za upadek możnych.

Dan wzruszył przepraszająco ramionami.

— Tłumik też by mu się przydał.

Jadąc rozpadającym się rzęchem w stronę promu, Dan zwrócił się do Passeau:

— Wiesz, Claude, wyglądasz jakoś niewyraźnie.

— Niewyraźnie?

— Zmęczony. Przepracowany. Musiałeś przeżyć niezły stres podczas tego całego huraganu.

— Mówisz, że to dobry moment na wakacje? Dan wjechał rzęchem na prom.

— Tak sądzę. A na Riwierze o tej porze roku jest cudownie.

Passeau uśmiechnął się ze zrozumieniem.

— Dan, przyjacielu, nie sądzisz, że byłoby trochę podejrzane, gdyby kiepsko opłacany pracownik rządowy robił sobie wakacje na Riwierze?

— Może — przyznał mu rację Dan.

Passeau milczał, gdy prom ożył i zaczął oddalać się od nabrzeża. Dan poczuł, jak zaczynają się kołysać na falach zatoki. Na Passeau kołysanie chyba nie robiło wrażenia.

— Wiesz — odezwał się w końcu Passeau — tak sobie pomyślałem, że powinienem wrócić do mojego biura w Nowym Orleanie. Dochodzenie można skończyć tam.

— Nie jedziesz na urlop?

— Jeszcze nie — odparł gładko Passeau. — Może później, jak napiszę raport końcowy.

— Rozumiem.

— Jeśli do tego czasu nie wypadniesz z gry. Dan spojrzał na niego spode łba.

Tego wieczora April i Kelly Eamons planowały strate-gie.

— To może nic nie oznaczać — powtórzyła April po raz dwudziesty, ubierając się na randkę z kolacją.

— Powiedziałaś, że szastał pieniędzmi — rzekła Eamons, siedząca na łóżku April.

— Mówił o dużych pieniądzach — sprostowała April, wkładając wyszywany cekinami top do ciemnoszarych spodni. — Był pijany.

— In vino veritas — odparła Eamons.

— Tylko że on nie tylko chwalił się pieniędzmi — rzekła April, wracając myślą do rozmowy z Kinskym. — Powtarzał w kółko, że trzeba się troszczyć o własny interes, wymościć sobie gniazdko, coś takiego.

Eamons oparła podbródek na pięściach i rzekła ponuro:

— Nie mamy innego punktu zaczepienia.

April zapięła naszyjnik ze sztucznych pereł i rzuciła okiem na całą swoją sylwetkę w dużym lustrze na drzwiach szafy. Błyszczący top bez rękawów miał golf, ale pomyślała, że i tak wygląda w nim seksownie. Wąskie spodnie podkreślały kształt jej nóg, ale nie wyglądała w nich wyzywająco. Przypomniawszy sobie, jakiego wzrostu jest Kinsky, włożyła buty na niskim obcasie.

Zwracając się do Eamons, spytała:

— Naprawdę sądzisz, że Len mógł być zamieszany w śmierć Joego Tenny’ego? I Pete’a?

Na twarzy Eamons malowało się skupienie.

— Z tego, co mi opowiadałaś o Kinskym — nie sądzę. W najgorszym wypadku bierze pieniądze od kogoś za informowanie o tym, co się dzieje w Astro.

— Szpieg?

— Szpiegostwo przemysłowe. Dość częsta sprawa. Jeśli Tricontinental i ta japońska firma chcą przejąć Astro, posiadanie informatora w firmie ma dla nich sens. Pewnie obie tak robią.

April potrząsnęła głową i poszła do łazienki dokonać ostatnich poprawek w makijażu.

— W takim razie ja jestem kontrszpiegiem? — zawołała przez otwarte drzwi łazienki.

— Tylko uważaj na siebie — rzekła Eamons, wstając i podchodząc do drzwi. — Może on jest tylko informatorem, ale ludzie, z którymi się kontaktuje, są diabelnie niebezpieczni.

— Wiem — odparła April, nie odwracając wzroku od swojego oblicza w lustrze nad umywalką.

— Bądź czarująco naturalna. Dużo słuchaj, mało mów. Będę nad tobą dyskretnie czuwać z pewnej odległości.

Rozprowadzając równomiernie szminkę po ustach, Apn! spytała:

— Dobrze wyglądam?

— Wyglądasz bosko — odparła Eamons z chytrym uśmieszkiem. — Sama chętnie zabrałabym cię do Nowego Jorku.

April poczuła, że się czerwieni.

HOUSTON, TEKSAS

Połączenie było kiepskie i słychać było trzaski na linii, ale Roberto i tak wyłapał niepokój w głosie al-Baszyra.

1 ... 49 50 51 52 53 54 55 56 57 ... 103
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)