Rozbuchana Wyobraźnia Olivii Joules
- Автор: Филдинг Хелен
- Язык: польский
- Жанр: Современные любовные романы
Электронная книга - «Rozbuchana Wyobraźnia Olivii Joules». Краткое содержание книги:
– Muszę napić się wody – wykrztusiła Olivia i czerwona na twarzy jak burak wybiegła na korytarz, gdzie trzęsąc się ze śmiechu, musiała oprzeć się o ścianę, by otrzeć łzy z oczu. Gdy szła do łazienki, komizm sytuacji wciąż nie przestawał jej śmieszyć. Dopiero kiedy spryskała sobie twarz wodą i posiedziała w łazience kilka minut, mogła powiedzieć, że udało jej się zapanować nad ostatnimi atakami śmiechu, zbierającymi jej się w gardle. Mimo to wciąż nie była pewna, czyjej zwycięstwo jest całkowite.
Gdy wracała korytarzem, z sali techniczno-operacyjnej dobiegły ją podniesione głosy.
– Przecież nie możemy zamknąć całej Kalifornii. Mamy C4, mamy rycynę, możliwe powiązania z firmami płetwonurków. Dokąd nas to prowadzi? Kalifornia jest trzy razy większa niż ten wasz mały, ciemny, nieoświecony kraik.
– Dobrze już, dobrze – rozległ się głos Widgetta.
– Gdzie mamy zacząć? W południowej Kalifornii są główne porty morskie, w Bay Area, Ventura, Los Angeles i San Diego. Są cztery elektrownie atomowe i pod każdym większym miastem tysiące mil szerokośrednicowych tuneli wodnych, kanalizacyjnych i melioracyjnych. Mamy akwedukty, mosty, zbiorniki, tamy i bazy wojskowe. Co, według ciebie, powinniśmy zrobić? Ewakuować cały stan? To jak szukanie igły w stogu siana. Naszą jedyną szansą jest rozwalić tę komórkę Takfiri i dowiedzieć się, co zamierzają. Najlepiej od razu.
– Posłuchaj, młodzieńcze, jeżeli rozwalisz komórkę, istnieje niebezpieczeństwo, że plan albo urządzenie – cokolwiek by to było- jest już gotowe i na miejscu. Zorientują się, że już po nich, i odpalą wcześniej. Przeczucie mi mówi, że i tak niczego z nich nie wyciśniesz, ponieważ nikt nie zna całego planu. Jedyną osobą, która może wiedzieć coś więcej, jest Feramo i dlatego pryśnie z Hondurasu, jak tylko wyczuje najmniejsze zagrożenie. Na twoim miejscu kazałbym ludziom natychmiast zakończyć wszystkie podwodne prace konserwatorskie i remontowe i wysłać ekipy, żeby sprawdzali pracowników, szkoły dla nurków, wszystko, co budzi jakiekolwiek podejrzenia.
– Zdajesz sobie sprawę ze skali takiej operacji? Musimy tylko znaleźć Feramo. Gdy go znajdziemy, zajrzymy do tego jego cholernego laptopa. Olivia nie jest nam do tego potrzebna.
– Posłuchaj, Rich, jeżeli istnieje możliwość wykrycia, do czego ten drań zmierza, bez wydawania trzydziestu milionów dolarów i obracania całego wschodniego Sudanu w perzynę, przy pomocy jednej tylko dziewczyny, uważam, że powinniśmy zaryzykować.
Nikt nie słyszał, jak Olivia wślizgnęła się do pokoju.
– Proszę pana, ona jest cywilem. To nieetyczne.
– Jest agentką i chętnie się tego podejmie. Cholernie bystra ta mała. Jak to się skończy, biorę ją do pracy w Służbach, jeżeli…
– Jeżeli jeszcze będzie żyła?
Olivia kaszlnęła dyskretnie. Cztery pary oczu obróciły się, by na niąspojrzeć. Niemal w tej samej chwili zadzwonił telefon.
– Jezu! Jezu! – Technik Dodd jak opętany zaczął miotać się w panice, usiłując znaleźć odpowiednie przyciski. – To on. To Feramo.
45
Scott Rich kucnął przed nią, podsłuchując rozmowę przez słuchawki. Spokojnie, dodając jèj otuchy, wpatrywał się w nią jak wtedy w tunelu, po czym skinął, że może zaczynać.
– Halo?
– Olivia?
– Tak, to ja – powiedziała.
Przy konsoli Scott Rich i technik działali gorączkowo, starając się namierzyć rozmowę. Olivia zamknęła oczy i odwróciła się razem z krzesłem, by znaleźć się do nich plecami. Musi rozmawiać z Feramo tak jak zawsze, inaczej nic z tego nie wyjdzie.
– Gdzie jesteś? – spytała, by zaoszczędzić im kłopotu. – Wciąż jeszcze na wyspie?
– Nie, nie. Jestem w drodze do Sudanu.
Olivia zamrugała zaskoczona. Czemu mówił jej to przez telefon? Czyżby był aż takim idiotą? Powróciły dawne wątpliwości. Może on jednak wcale nie jest żadnym terrorystą.
– Nie możemy długo rozmawiać, bo mój samolot wkrótce odlatuje.
– Do Chartumu?
– Nie, do Kairu.
– Fantastycznie. Będziesz podziwiał piramidy?
– Nie będę miał czasu. Odwiedzę tylko kilku wspólników i zaraz lecę do Port Sudan. Olivio, przyjedziesz tu do mnie, tak jak się umówiliśmy?
Niemal wyczuła, jak za jej plecami narasta pełna napięcia uwaga. „Taaaaak!”, miała ochotę wrzasnąć z wzniesioną triumfalnie pięścią. „Taaaaaaak!”
– Cóż, sama nie wiem – powiedziała. – Bardzo bym chciała. Rozmawiałam z Sally Hawkins i ona także jest jak najbardziej za tym, ale muszą mi dać trochę wyższą prowizję, żebym mogła…
– Olivio, przecież to nie ma znaczenia. Będziesz moim gościem. Wszystko zorganizuję.
– Nie, nie, na to nie mogę się zgodzić, przecież już ci tłumaczyłam. Och, i bardzo ci dziękuję, że tak gościnnie przyjąłeś mnie w Hondurasie.
– Mimo że musiałem cię porwać, aby móc to zrobić?
– No…
– Olivio, zaraz mam samolot. Muszę kończyć, ale zadzwonię do ciebie z Kairu. Czy jutro mniej więcej o tej samej porze złapię cię pod tym samym numerem?
– Tak.
– Poczekaj chwilę. Podam ci numer do moich agentów w Niemczech, którzy zajmują się moimi podwodnymi operacjami. Zorganizują ci przelot do Sudanu i załatwią wizy. Masz czym pisać?
W jej stronę wystrzeliły cztery różne przybory do pisania. Olivia wybrała zabytkowego złotego parkera profesora Widgetta.
– Muszę już kończyć. Do widzenia, saqr.
Scott Rich na migi pokazał jej, żeby jeszcze nie kończyła rozmowy.
– Poczekaj. Kiedy będziesz w Sudanie? Nie chciałabym przyjechać i cię nie zastać.
– Będę w Port Sudan pojutrze. We wtorek jest lot z Londynu przez Kair. Polecisz nim?
– Zastanowię się – roześmiała się Olivia. – Jesteś taki dramatyczny.
– Do widzenia, saqr.
Rozłączył się.
Obróciła się do reszty, starając się ukryć uśmieszek, który cisnął się jej na twarz.
Scott i technik wciąż jeszcze przyciskali różne guziczki. Widgett posłał jej przelotny, pełen aprobaty i nieco lubieżny uśmiech.
– Rich?! – wrzasnął. – Przepraszaj.
– Przepraszam – powiedział Scott Rich, nie podnosząc wzroku.
Kiedy skończył to, czym się zajmował, obrócił się razem z krzesłem i spojrzał na nią poważnie.
– Przepraszam, Olivio.
– Dziękuję – powiedziała. Po czym czując, jak opada w niej napięcie, w nagłym przypływie życzliwości, dodała: – Lubię ludzi, którzy potrafią przeprosić wprost, nie owijają w bawełnę i nie plotą głodnych kawałków w stylu: „Wybacz, jeśli przeze mnie poczułaś się…”, a jednocześnie za plecami krzyżują palce, żeby przeprosiny, które tak naprawdę mnie obarczają winą za błędną ocenę sytuacji, nie były ważne.
– Doskonale – powiedział Widgett. – A teraz pytanie, które od zawsze prześladuje każdego szpiega, Olivio – czy on mówił prawdę? Prawdę?
– Wiem – odparła Olivia. – Po co dzwonił z telefonu komórkowego i mówił, że jedzie do Sudanu, jeżeli jest terrorystą? Prawdziwym terrorystą?
– Zawsze twierdziłam, że nim nie jest – odezwała się Suraya. – To playboy, który bawi się w szmugiel, ale nie terrorysta.
– Znalazłeś coś jeszcze na tych zdjęciach? – Widgett spytał Scotta.
– Nie. Nic. Żadnych powiązań z Al-Kaidą.
– Jest coś, czego wam nie powiedziałam – rzekła Olivia.
Spojrzały na nią chłodne szare oczy.
– Mianowicie?
– No właśnie. Chyba powinniście sprawdzić jego matkę. Wydaje mi się, że może być Europejką, może w jakiś sposób powiązaną z Hollywood. No wiecie, ojciec Sudańczyk albo Egipcjanin, matka Europejka, która być może nawet zmarła, kiedy był jeszcze dzieckiem.