Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Современные любовные романы » Rozbuchana Wyobraźnia Olivii Joules
Rozbuchana Wyobraźnia Olivii Joules - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Rozbuchana Wyobraźnia Olivii Joules

Электронная книга - «Rozbuchana Wyobraźnia Olivii Joules». Краткое содержание книги:

Olivia jest dziennikarką specjalizującą się w tropieniu drobnych potknięć ludzi show-biznesu. Nie może jednak doczekać się, aż trafi na prawdziwą aferę… Bo czyż jej nowy, nieziemsko przystojny znajomy nie ma w sobie czegoś z wojownika Al-Kaidy? Tylko jak o tym przekonać naczelnego?
1 ... 47 48 49 50 51 52 53 54 55 ... 73
Перейти на страницу:

W rzeczy samej powitał ją lokaj, niezwykle dworny mężczyzna w uniformie, który poinformował, że jej bagaże już dotarły, po czym powiódł po kamiennych schodach do imponującego korytarza. Wykładane boazerią ściany zdobiły olejne obrazy, a na piętro prowadziła szeroka klatka schodowa z ciemnego drewna.

Zapytał, czy życzy sobie, aby do pokoju podano jej kolację czy raczej „gorący półmisek”. Nie bardzo wiedziała, co też to może być takiego ten „gorący półmisek”, ale propozycja wydała jej się niezwykle kusząca – wyobraziła sobie pastę z krewetek, grzanki z serem, Gentleman's Relish* i nasączany sherry biszkopt z owocami i śmietaną – powiedziała więc, że i owszem, chętnie się skusi.

* Gentleman's Relish (ang.) – dodatek do potraw, przygotowywany według starej, trzymanej w tajemnicy receptury, w skład której wchodzą sardela, egzotyczne zioła i przyprawy.

Kiedy ujrzała łóżko, cała reszta przestała ją interesować. Wyczerpana, z uczuciem prawdziwej rozkoszy wsunęła się pomiędzy świeżuteńkie białe prześcieradła, z niekłamaną radością odkrywając, iż termofor i pikowana kołdra są ułożone jakby specjalnie dla niej.

Olivii nigdy nie było dane dowiedzieć się, co wchodziło w skład gorącego półmiska. Kiedy otworzyła oczy, okazało się, że nastał ranek, a ona cierpiała na typowy syndrom podróżnika, to znaczy nie miała pojęcia, gdzie się znajduje. Po omacku sięgnęła do nocnej lampki. W pokoju było ciemno, lecz przez szczeliny w grubych zasłonach prześwitywało jasne słońce. Olivia leżała na wielkim łożu z kolumnami i grubymi draperiami z perkalu. Gdzieś w oddali słychać było beczenie owiec. W Hondurasie nie była z całą pewnością.

Spuściła nogi z posłania i usiadła na skraju łóżka. Bolało ją całe ciało. Była odwodniona i czuła się paskudnie. Podeszła do okna, rozsunęła zasłony i roztoczył się przed nią widok na wspaniały ogród w angielskiej wiejskiej posiadłości: trawniki, idealnie przycięte żywopłoty i kamienny taras w kolorze miodu tuż pod jej oknami. Pokryte mchem stopnie, z udającymi greckie wazami po obydwu stronach prowadziły na trawnik, na którym rozstawione były bramki do krokieta. Za trawnikiem rosły kasztany, teraz pozbawione liści, a jeszcze dalej ciągnęły się zielonoszare wzgórza poprzecinane kamiennymi murkami i widać było dym unoszący się z kominów na szarych dachach, skupionych wokół kościelnej wieży.

Odwróciła się i spojrzała na pokój. Jakimś cudem znalazła się w nim jej brązowooliwkowa torba, a w niej wszystkie rzeczy, do których dostarczenia z jej mieszkania zobowiązał się profesor Widgett. Pod drzwiami dostrzegła kopertę. Zawierała mapkę posiadłości, numer, pod który powinna zadzwonić, gdy będzie gotowa na śniadanie, i notatkę o treści: „Zaraz po śniadaniu zgłosić się do pokoju techniczno-operacyjnego”.

43

BEZPIECZNY DOM MI6, COTSWOLD

Olivia mrużąc oczy, wpatrywała się w ekran komputera. Siedziała w kabinie pełnej komputerów i operatorów. Technik przerzucał zdjęcia, które ona zrobiła swoim miniaturowym cyfrowym aparatem.

– A co to jest dokładnie? – spytał.

– Eee… – wyjąkała.

Na zdjęciu widniał czarny umięśniony męski tors i uda, wyłaniające się z czerwonych kąpielówek z imponującym wybrzuszeniem.

– Moglibyśmy przejść dalej? – spytała dziarsko.

– Wspaniałe ujęcie – odezwał się męski głos. Obróciła się.

Za nią stał profesor Widgett, z zainteresowaniem wpatrujący się w obficie wypełnione kąpielówki.

– Robiłam zdjęcie z biodra – niezbyt przekonująco próbowała się tłumaczyć.

– Najwyraźniej. Czy on się jakoś nazywa, czy też ma tylko kod kreskowy? – spytał Widgett.

– Winston.

– Ach, Winston.

– Czy możemy już obejrzeć następne zdjęcie?

– Nie. Więc to wszystko są przyszłe-niedoszłe gwiazdki, zgromadzone wokół basenu Feramo? Co oni tam robili? Obsługiwali go?

– Nie wiem.

– Nie. – Spojrzał na ekran, po czym westchnął jakby znudzony i popatrzył na nią z głową przekrzywioną na bok. – Nie. Rzadko coś wiemy. Ale jak myślisz? Co ci węch podpowiadał? – Patrzył na nią, szeroko wybałuszając oczy. Przez chwilę wyglądał naprawdę przerażająco. – Co ci mówi przeczucie?

– Myślę, że ich rekrutował. Wykorzystywał do czegoś.

– A oni? Mieli tego świadomość? Wiedzieli, do czego? Zastanowiła się przez chwilę.

– Nie – powiedziała.

– A ty?

– Myślę, że ma to coś wspólnego z Hollywood. – Spojrzała na wybrzuszone kąpielówki. – Feramo nienawidzi Hollywood i wszystkich, którzy się tam kręcą. Czy moglibyśmy przejść do następnego zdjęcia?

– Doskonale. Jak mus, to mus. Następne, Dodd. A niech mnie, cóż my tu mamy?

Olivia miała ochotę trzasnąć głową w znajdujące się przed nią biurko. Co ona sobie wyobrażała? Następne zdjęcie ukazywało zbliżenie czarnego gumowego V z zamkami błyskawicznymi po obu stronach. Wyłaniał się z niego opalony na brąz, płaski i twardy jak skała brzuch.

– Ojej. Chyba nie najlepsze te zdjęcia – jęknęła Olivia, zdając sobie sprawę, że tym razem ma przed sobą zbliżenie krocza Mortona C.

– Nie ująłbym tego w ten sposób, moja droga – mruknął Widgett.

– Spróbuj następne. Może wtedy uda mi się ustalić, kto to jest.

Z ciężkim westchnieniem technik przeszedł do kolejnego zdjęcia. Ono również przedstawiało Mortona C, tym razem od tyłu, z pianką do nurkowania naciągniętą tylko do pasa, przez co każdy mógł podziwiać jego idealny tors i bary. Morton C spoglądał przez ramię, w pozie panienek z plakatów z lat pięćdziesiątych.

– Nad wyraz ponętny – zauważył Widgett.

– On wcale nie jest ponętny – zezłościła się upokorzona. – To ten facet, o którym panu mówiłam. Ten, który celował do mnie z pistoletu. Prawdziwa menda.

Widgett wykrzywił usta, wyraźnie rozbawiony.

– Ooch! Menda? To ten, który według nas pracuje dla Monsieur Feramo, czy tak? Tylko jako kto? Alfons? Kochanek?

– Według mnie Feramo przyjął go stosunkowo niedawno jako instruktora nurkowania dla gwiazdek. Jeśli mam być szczera, uważam, że grał na wszystkich frontach. Najpierw udawał, że jest jednym z nurków. W barze i na łodzi gadał ze wszystkimi. Po prostu wszystkich wykorzystywał.

Widgett nachylił się do przodu i z uniesionymi po szelmowsku brwiami wyszeptał:

– Miałaś go?

– Nie, nie miałam – wysyczała Olivia, z wściekłością wpatrując się w ekran. Najbardziej denerwowało ją, że Morton C prezentował się naprawdę niezwykle atrakcyjnie. Miał ten niebezpieczny, skupiony wyraz twarzy, który od razu przykuł jej uwagę, jeszcze w Hondurasie.

– Szkoda. Wygląda na interesującego faceta.

– To płytka, podstępna menda. Niewiele lepszy od zwykłej prostytutki.

Z tyłu pokoju dobiegło lekkie kaszlnięcie. Profesor Widgett ostentacyjnie przyglądał się swoim paznokciom, gdy z jednej z komputerowych kabinek wyłoniła się postać. Postać znajoma, choć w nieznajomych ubraniach – w ciemnym garniturze, koszuli i z poluzowanym pod szyją krawatem. Krótko ścięte włosy nie były już utlenione. Widgett obejrzał się.

– Mówi, że jesteś „niewiele lepszy od zwykłej prostytutki”.

– Tak jest, proszę pana – powiedział Morton C.

1 ... 47 48 49 50 51 52 53 54 55 ... 73
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)