Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Космическая фантастика » Powersat — satelita energetyczny [Powersat - pl]
Powersat — satelita energetyczny [Powersat - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Powersat — satelita energetyczny [Powersat - pl]

Электронная книга - «Powersat — satelita energetyczny [Powersat - pl]». Краткое содержание книги:

Powieść będąca prequelem do całego cyklu „Droga przez Układ Słoneczny”. Ambicją młodego inżyniera, Dana Randolpha, jest zapewnienie uzależnionej odbliskowschodniej ropy Ameryce alternatywnego źródła energii. Eksploatacjazbudowanego przez Dana satelity energetycznego będzie jednak opłacalnatylko pod warunkiem wykorzystywania taniego środka transportu na orbitę, aprototyp wahadłowca ulega katastrofie podczas lotu próbnego. Wiele poszlakwskazuje, że ktoś dokonał sabotażu. Kto stoi za tą zbrodnią? Międzynarodowekoncerny naftowe czy arabscy fundamentaliści? Firma Dana, AstroCorporation, stoi na skraju przepaści. Skąd może nadejść ratunek? Czy od Saito Yamagaty, którego koncern również inwestuje w energię ze Słońca? Amerykańskich koncernów naftowych, które zastawiają się nad inwestowaniem winne źródła energii?
1 ... 46 47 48 49 50 51 52 53 54 ... 103
Перейти на страницу:

Zadzwoniła do April do biura. Nikt nie odbierał, w systemie zostawiono wiadomość, że biuro jest zamknięte, aż huragan ustanie. Eamons spróbowała zadzwonić do April na komórkę.

— Halo? — głos April, w tle jakieś głosy i muzyka.

— April, tu Kelly. Utknęłam na lądzie. Prom nie chodzi.

— Nic się nie stało. Jestem w motelu. Wygląda na to, że zostaniemy tu, dopóki sztorm nie ucichnie.

Eamons nie zachwycała perspektywa bycia wyeliminowaną z akcji.

— Czy jest jakiś inny sposób dostania się na wyspę? Przez kilka sekund słyszała tylko śmiechy i głosy, głównie męskie, aż znów odezwała się Apriclass="underline"

— Może pan Randołph mógłby coś poradzić.

— Masz jego numer komórki?

— Zadzwonię do niego — rzekła April.

— Nie, ja to zrobię. Daj mi jego numer.

April zawahała się, ale po sekundzie podała Kelly numer.

— Dobrze — odparła Eamons. — Zadzwonię. Jak będę mieć szczęście, dotrę do motelu przed burzą.

— Chyba jednak powinnaś zostać na lądzie — zasugerowała April.

— Pewnie tak — odparła Kelly. — Ale spróbuję.

Dan kroczył po pomoście z płaszczem przeciwdeszczowym przewieszonym przez ramię, słuchając wycia wichru i odgłosu deszczu, który walił po ścianach jak kule z karabinu maszynowego. Ściany trzeszczały i skrzypiały. Spoglądając na dach, Dan zaczął zastanawiać się, czy przekupienie inspektora budowlanego było dobrym pomysłem.

Na dole drzwi dla pracowników stanęły otworem i pojawiła się w nich samotna postać. Ktoś wszedł do hangaru. Miał na sobie ociekający wodą płaszcz i przemokniętą czapkę, która opadała mu na uszy.

Kto to, do licha, może być? Dan ruszył w dół po schodach, a nowo przybyły szedł powoli po podłodze hangaru, zostawiając za sobą kałuże. Zdjął mokrą czapkę i Dan dostrzegł, że to Passeau.

— Co ty tu robisz, u diabła? — zawołał Dan, biegnąc po schodach. — Czemu nie jesteś w motelu? Albo w ogóle na stałym lądzie?

Passeau uśmiechnął się nieśmiało, rozpinając płaszcz przeciwdeszczowy.

— Czekałem za długo. Prom już nie pływa.

— To po co tu wróciłeś? Passeau zrobił zmieszaną minę.

— Tak naprawdę to nie wiem. Ruszyłem w stronę motelu, ale minąłem go i przyjechałem tutaj.

— Doskonałe miejsce na przeczekanie huraganu — mruknął Dan.

— Prawda?

— Szedłem do hangaru B, żeby sprawdzić, jak się miewa wahadłowiec.

— Na zewnątrz jest dość mokro — zauważył Passeau, otrzepując płaszcz.

— Tak, ale wolę to niż siedzieć i obryzać paznokcie. Niles tam jest, możemy trochę mu powspółczuć.

Passeau westchnął ciężko i naciągnął swój ciężki płaszcz, a Dan włożył pelerynę i naciągnął kaptur.

— Gotów? — spytał Dan, podchodząc do drzwi. Passeau wsunął na głowę swoją bezkształtną czapkę i skinął głową ponuro.

Dan musiał mocno popchnąć drzwi, żeby je w ogóle otworzyć. Wiatr był jak ściana, a deszcz oślepiał. Błysnął piorun i natychmiast rozległ się grzmot.

— Musi być dokładnie nad nami! — wrzasnął Dan, przekrzykując wicher.

Passeau milczał. Gdy tylko Dan puścił drzwi, wiatr zatrzasną! je. Dwaj mężczyźni zaczęli brnąć do hangaru B, walcząc z wichurą. Dan miał wrażenie, że jest cały mokry, mimo peleryny. Pot, pomy siał. Przeklęta peleryna nie przepuszcza wiatru i człowiek się poci. Wiedział, że ze strachu też można się spocić.

Kiedy dotarli do hangaru, sam budynek osłonił ich przed najsilniej szym wichrem. Dan otworzył drzwi i obaj wpadli do hangaru, jak para ofiar katastrofy morskiej, wyrzuconych na brzeg.

Próbując złapać powietrze, całkowicie przemoczony Dan zdjął kaptur peleryny i zaczął rozpinać rzepy.

— Dobry Boże! — usłyszeli niski głos Nilesa Muhameda. — Patrzcie, co kot przyniósł!

Ocierając wodę z twarzy, Dan dostrzegł, że pod ścianami hangaru ułożono na wysokość człowieka worki z piaskiem. Kolejny podwójny rząd worków otaczał wahadłowiec jakjakieś umocnienia wojskowe.

— Kiedy to zdążyłeś zrobić, na litość boską? — spytał Dan, machając ręką w kierunku fortyfikacji.

Muhamed uśmiechnął się ponuro.

— Gdybyś się nie włóczył po Waszyngtonie, Austin czj innej Wenezueli i siedział tu na tyłku, wiedziałbyś chociaż co się dzieje.

— Gdybym siedział tutaj, zagoniłbyś mnie do układanie worków z piaskiem.

Muhamed znów posłał mu kwaśny uśmiech.

— To byłaby sensacja, Dan z łopatą.

Passeau podszedł wolnym krokiem do wahadłowca, z ociekającą wodą czapką w dłoni.

— Wygląda na to, że jest tu bezpieczny.

— Na orbicie byłby jeszcze bezpieczniejszy — zauważył Dan. — Żadnych zagrożeń poza mikrometeorami.

— I radiacją — dodał Niles. Dan pokiwał głową.

— Hej, biali chłopcy, chcecie kawy? — spytał Muhamed, wskazując palcem na stół ustawiony w oddalonym kącie hangaru, koło jego biurka i warsztatu.

Dan dostrzegł wielki termos stojący na stole i ruszył w jego stronę.

— Sam tu siedzisz, Niles?

— Tak. Odesłałem ludzi, jak tylko zobaczyłem satelitarne zdjęcia huraganu.

— Może włączmy telewizor i zobaczmy na kanale z pogodą, co się dzieje — zaproponował Dan.

— A nie sądzicie, że powinniśmy jechać do motelu? — podsunął Passeau.

— Możecie jechać — rzekł Muhamed z zawziętością. — Ja tu zostaję.

— Nie zostaniesz, jeśli ja… — telefon Dana zaczął wygrywać Take Me Out to the Bali Gamę.

Dan otworzył telefon i przyłożył go sobie do ucha. Mu-hamed nalał trochę parującej kawy do styropianowego kubka i podsunął go Danowi.

Dan wykonał gest, który miał oznaczać podziękowanie.

— Panie Randolph, tu Kelly Eamons.

Muhamed podawał kawę Passeau, a Dan słuchał, jak Eamons wyjaśnia, że utknęła na stałym lądzie.

— Na miłość Neptuna, to huragan — rzekł. — Nikt nie zamierza przeprawiać się przez zatokę. To zbyt niebezpieczne. Proszę zostać tam, gdzie pani jest.

— Wcale nie jest jeszcze tak źle — upierała się Eamons. Dan zastanowił się przez chwilę.

— Czy jest jakiś szczególny powód, dla którego chce się pani dostać na wyspę?

— Nie — odparła Eamons z wahaniem. — Po prostu chciałam być tam, gdzie powinnam być.

— To proszę dać sobie spokój i zrobić sobie dzień wolnego. Jak wszyscy inni. — Dostrzegł Nilesa Muhameda pochylonego nad komputerem; jego długie palce biegały po klawiaturze jak u pianisty podczas koncertu. — No, prawie wszyscy robią sobie dziś wolne — dodał.

MOTEL ASTRO

April nigdy nie widziała Kinsky’ego w tak dobrym nastroju. Musi być nieźle zalany, pomyślała, gdy dyrektor PR zaprowadził ją do pustego kąta w barze i zaczął tańczyć do melodii Tennessee Waltz. Minutę czy dwie później kilka innych par dołączyło do nich na zaimprowizowanym parkiecie.

— Nie wiedziałam, że tak dobrze tańczysz — rzekła do Kinsky’ego, zdziwiona, że ten strach na wróble potrafi się tak wdzięcznie poruszać.

Kinsky uśmiechnął się leniwie.

— Jeszcze wielu rzeczy o mnie nie wiesz.

1 ... 46 47 48 49 50 51 52 53 54 ... 103
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)