Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Триллеры » Zielona Mila
Zielona Mila - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Zielona Mila

Электронная книга - «Zielona Mila». Краткое содержание книги:

Rok 1932. W USA trwa Wielki Kryzys; panuje głód i bezrobocie. Paul Edgecombe pracuje jako strażnik w więzieniu Cold Mountain, do którego trafiają ci, na których państwo postawiło już krzyżyk. To dla nich przeznaczone jest specjalne pomieszczenie przylegające do bloku E, gdzie na drewnianym podium stoi krzesło elektryczne zwane Starą Iskrówą. Ostatnia droga każdego z więźniów będzie prowadzić po zielonym linoleum.
Nikt nie wydaje się bardziej zasługiwać na śmierć niż John Coffey, czarny olbrzym, skazany za przerażającą zbrodnię, której dopuścił się na dwóch małych dziewczynkach. Nie mogłem nic pomóc, powtarzał, gdy go schwytano. Próbowałem to cofnąć, ale było już za późno… Ten, kto sądzi, że wymierzenie sprawiedliwości okaże się łatwe i proste, jest w wielkim błędzie – o czym przekona się podejmując z Johnem Coffeyem koszmarną podróż przez Zieloną Milę…
1 ... 49 50 51 52 53 54 55 56 57 ... 96
Перейти на страницу:

Co się stanie, jeśli gąbka będzie sucha?

Percy nałożył kask na głowę Dela. Mały Francuz ponownie podskoczył i zajęczał, tym razem głośniej. Kilku świadków poruszyło się niespokojnie na rozkładanych krzesłach. Dean zrobił krok do przodu, chcąc pomóc Percy’emu zapiąć pasek pod brodą, ale ten dał mu znak, żeby się zatrzymał. Dean pozostał na miejscu, a potem zgarbił się lekko i skrzywił, kiedy ścianami szopy wstrząsnął kolejny grom. Chwilę później o dach zabębniły pierwsze krople deszczu; brzmiało to, jakby ktoś rzucał pełne garście orzeszków na tarę do prania.

Słyszeliście na pewno, jak ludzie opowiadają, że “zastygła im krew w żyłach”? Jasne. Wszyscy to słyszeliśmy, ale ja poczułem, że dzieje się ze mną coś podobnego tylko raz, mniej więcej dziesięć sekund po godzinie dwunastej tamtej burzliwej nocy w październiku tysiąc dziewięćset trzydziestego drugiego roku. Nie sprawił tego wyraz jadowitego triumfu na twarzy Percy’ego, kiedy odsunął się od zakapturzonej skrępowanej postaci, która siedziała na Starej Iskrówie; sprawiło to coś, co powinienem był zobaczyć, a czego nie zobaczyłem. Po policzkach Dela nie ściekała płynąca spod kasku woda. Wtedy dopiero się zorientowałem.

– Eduardzie Delacroix – powiedział Percy – zgodnie z prawem tego stanu przez twoje ciało popłynie teraz prąd elektryczny, co spowoduje zgon.

Popatrzyłem na Brutala w udręce, przy której moja infekcja dróg moczowych wydawała się błaha jak stłuczony palec. “Gąbka jest sucha”, szepnąłem bezgłośnie, ale on potrząsnął głową, nie rozumiejąc, o co mi chodzi, i dalej patrzył na czarną jedwabną maskę, która zapadała się i podnosiła w rytmie ostatnich oddechów Francuza.

Chciałem wziąć Percy’ego pod łokieć, ale on się odsunął, posyłając mi jednocześnie spłoszone spojrzenie. Trwało tylko sekundę, lecz powiedziało mi wszystko. Powtarzał później swoje kłamstwa i półprawdy i różni ważni ludzie na ogół mu wierzyli, ale ja wiedziałem swoje. Percy był zdolnym uczniem, gdy robił coś, na czym mu zależało – odkryliśmy to podczas prób. Uważnie słuchał Jacka Van Haya, kiedy ten wyjaśniał mu, jak zmoczona w słonej wodzie gąbka przewodzi prąd, ukierunkowując go i zmieniając ładunek w rodzaj wycelowanego w mózg elektrycznego pocisku. O tak, Percy dokładnie wiedział, co robi. Uwierzyłem mu chyba, gdy twierdził później, że nie zdawał sobie sprawy, do czego to doprowadzi, lecz to nie kwalifikuje się nawet do umieszczenia w rubryce dobrych intencji, nieprawdaż? Nie sądzę. Jedyne, co mogłem w tym momencie zrobić, to wrzasnąć w obecności zastępcy dyrektora i wszystkich świadków do Jacka Van Haya, żeby nie włączał prądu. Gdybym miał pięć sekund, być może tak właśnie bym postąpił, ale Percy nie dał mi nawet pięciu sekund.

– Niech Bóg zmiłuje się nad twoją duszą – zwrócił się do przerażonej, zdyszanej postaci na krześle elektrycznym, a potem spojrzał w stronę prostokątnej drucianej siatki, za którą stali Harry i Jack, ten ostatni z ręką na przełączniku oznaczonym napisem: SUSZARKA MABEL. Po prawej stronie siatki stał doktor, wbijając oczy w czarną torbę stojącą między stopami, tak samo cichy i skromny jak zawsze. – Wrzuć na dwójkę!

Z początku nic nie odbiegało od normy – buczenie stało się tylko nieco głośniejsze niż przedtem, a ciało Delacroix skoczyło do przodu, kiedy prąd poraził jego mięśnie.

Później sprawy przybrały zły obrót.

Buczenie przestało być jednostajne; jego ton zaczął się podnosić i opadać. Towarzyszył mu teraz głośny trzask, jakby ktoś zgniatał w dłoni celofan. Poczułem jakiś potworny odór, ale dopiero widząc wydobywające się spod kasku niebieskie smugi dymu, uprzytomniłem sobie, że to palą się włosy i koralowa gąbka. Dym smużył się także z otworu na szczycie kasku, przez który przechodził kabel.

Delacroix zaczai dygotać i kręcić się na krześle. Jego zakapturzona głowa latała na wszystkie strony, jakby chciała wyrazić stanowczy protest. Unieruchomione klamrami nogi podrygiwały w górę i w dół. Na dworze znowu zagrzmiało i zaczęło mocniej padać.

Popatrzyłem na Deana Stantona, który odpowiedział mi przerażonym spojrzeniem. Spod kasku Dela dobiegł stłumiony trzask, zupełnie jakby szyszka eksplodowała w ognisku. Widziałem, że dym uchodzi teraz także przez kaptur, sącząc się małymi strużkami.

Skoczyłem w stronę nastawni, ale nim zdążyłem otworzyć usta, Brutus Howell złapał mnie za rękę tak mocno, aż zamrowiło mnie pod łokciem. Był blady jak kreda, ale całkowicie opanowany.

– Nie każ Jackowi wyłączać – powiedział półgłosem. – Cokolwiek chcesz zrobić, nie każ mu wyłączać. Jest już za późno.

Świadkowie nie słyszeli z początku krzyków Dela. Deszcz bębnił w blaszany dach, a huk piorunów zlewał się ze sobą. Lecz ci z nas, którzy stali na podwyższeniu, słyszeli je całkiem wyraźnie – dobiegający spod dymiącego kaptura zdławiony skowyt bólu, odgłos, jaki może wydawać zwierzę kaleczone przez snopowiązałkę.

Buczenie elektryczności było teraz nierówne i głośne; co jakiś czas przerywały je trzaski podobne do tych, które słychać w radiu podczas zakłóceń atmosferycznych. Delacroix kołysał się na krześle niczym dzieciak urządzający dziką awanturę. Podwyższenie zadygotało nagle, a on skoczył do przodu z taką siłą, że o mało nie zerwał krępujących go pasów. Prąd również wykręcał go na wszystkie strony i usłyszałem głośne chrupnięcie, kiedy kość prawego ramienia złamała się lub wypadła z panewki. Zabrzmiało to, jakby ktoś rozbijał wielkim młotem drewnianą skrzynię. Spodnie pociemniały mu w kroczu, a potem zaczął wydawać z siebie straszliwe, podobne do szczurzych pisków dźwięki, które słychać było wyraźnie mimo padającej ulewy.

– Co się z nim, do diabła, dzieje? – zawołał ktoś.

– Czy te klamry go utrzymają?

– Chryste Panie, co za smród! Fuj!

– Czy to normalne? – zapytała jedna z kobiet.

Delacroix kolebał się w przód i w tył, w przód i w tył. Percy gapił się na niego z rozdziawioną szeroko gębą. Spodziewał się czegoś ciekawego, to jasne, jednak z całą pewnością nie tego.

Jedwabny materiał na twarzy Delacroix zajął się ogniem. Do odoru palących się włosów i gąbki doszedł smród pieczonego mięsa. Brutal złapał wiadro, w którym była gąbka – teraz oczywiście puste – i ruszył szybkim krokiem w stronę zlewu zamontowanego w rogu szopy.

– Czy nie powinienem wyłączyć prądu, Paul? – zawołał przez siatkę Van Hay. Był zupełnie zdezorientowany. – Czy nie powinienem…

– Nie! Nie wyłączaj, na litość boską, nie wyłączaj! – wrzasnąłem. Brutal zrozumiał to pierwszy, ale mnie też nie zajęło to dużo czasu: musieliśmy doprowadzić wszystko do końca. Bez względu na to, co zamierzaliśmy robić dalej w życiu, jedno nie ulegało kwestii: musieliśmy skończyć z Delacroix. – Zostaw to wiadro! – krzyknąłem do Brutala, nie zwracając uwagi na ludzi, którzy rozmawiali teraz głośno za naszymi plecami. Kilka osób wstało z krzeseł, a jedna czy dwie zaczęły krzyczeć. – Nie lej wody! Nie lej wody! Zwariowałeś?

Brutal odwrócił się w moją stronę i dotarło do niego, co mówię. Chciał oblać wodą człowieka, przez którego płynął prąd. No tak. Świetny pomysł. Rozejrzał się dookoła, zobaczył chemiczną gaśnicę i złapał ją zamiast wiadra. Mądry chłopak.

1 ... 49 50 51 52 53 54 55 56 57 ... 96
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)