Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Триллеры » Zielona Mila
Zielona Mila - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Zielona Mila

Электронная книга - «Zielona Mila». Краткое содержание книги:

Rok 1932. W USA trwa Wielki Kryzys; panuje głód i bezrobocie. Paul Edgecombe pracuje jako strażnik w więzieniu Cold Mountain, do którego trafiają ci, na których państwo postawiło już krzyżyk. To dla nich przeznaczone jest specjalne pomieszczenie przylegające do bloku E, gdzie na drewnianym podium stoi krzesło elektryczne zwane Starą Iskrówą. Ostatnia droga każdego z więźniów będzie prowadzić po zielonym linoleum.
Nikt nie wydaje się bardziej zasługiwać na śmierć niż John Coffey, czarny olbrzym, skazany za przerażającą zbrodnię, której dopuścił się na dwóch małych dziewczynkach. Nie mogłem nic pomóc, powtarzał, gdy go schwytano. Próbowałem to cofnąć, ale było już za późno… Ten, kto sądzi, że wymierzenie sprawiedliwości okaże się łatwe i proste, jest w wielkim błędzie – o czym przekona się podejmując z Johnem Coffeyem koszmarną podróż przez Zieloną Milę…
1 ... 47 48 49 50 51 52 53 54 55 ... 96
Перейти на страницу:

Pokiwałem głową. Del pokiwał także, z rozjaśnionymi oczyma i lekkim uśmiechem na ustach.

– Ludzie będą płacili dziesięć centów, żeby go obejrzeć. A dzieciaki dwa centy. Dobrze mówię, szefie Howell?

– Zgadza się, Del.

– Jest pan dobrym człowiekiem, szefie Howell – oznajmił Del. – Pan też, szefie Edgecombe. Czasami na mnie krzyczeliście, oui, ale tylko kiedy musieliście. Wszyscy jesteście dobrzy z wyjątkiem Percy’ego. Chciałbym się z wami spotkać w jakimś innym miejscu. Mauvais temps, mauvaise chance.

– Mam ci coś do powiedzenia, Del – oświadczyłem. – Te słowa muszę powiedzieć każdemu, zanim stąd odejdzie. Nic specjalnego, ale na tym polega między innymi moja praca. W porządku?

– Oui, monsieur – odparł i spojrzał po raz ostatni na Pana Dzwoneczka, który przycupnął na szerokim ramieniu Johna Coffeya. – Au revoir, mon ami – szepnął i zaczai płakać. – Je t’aime, mon petit.

Posłał myszy pocałunek. Powinno to się wydać śmieszne albo po prostu groteskowe, lecz żaden z nas nie odniósł takiego wrażenia. Popatrzyłem na Deana, po chwili musiałem jednak odwrócić wzrok. Dean spoglądał w stronę izolatki i dziwnie się uśmiechał. Sądzę, że hamował łzy. Powiedziałem, co miałem do powiedzenia. Zacząłem od tego, że jestem przedstawicielem wymiaru sprawiedliwości, i kiedy skończyłem, Delacroix wyszedł po raz ostatni ze swojej celi.

– Poczekaj sekundę – powiedział Brutal, po czym sprawdził wygolone miejsce na czubku jego głowy, tam gdzie nakłada się hełm. Kiwnął do mnie głową, a potem klepnął go po ramieniu. – Ani jednego włoska. Idziemy.

I tak Eduard Delacroix wybrał się na ostatni spacer Zieloną Milą, z płynącymi po policzkach strużkami potu i łez, słuchając grzmotu huczącego nad naszymi głowami. Brutal szedł po lewej stronie skazańca, ja po prawej, a Dean zamykał orszak.

Schuster czekał już w moim gabinecie, w którym stali, pełniąc wartę, strażnicy Ringgold i Battle. Uśmiechnął się do Delacroix i przemówił w jego ojczystym języku. Francuszczyzna Schustera wydawała się trochę sztywna, ale odniosła wspaniały skutek. Del odwzajemnił uśmiech, po czym podszedł do duchownego, wziął go w ramiona i uściskał. Ringgold i Battle stężeli, ale ja podniosłem uspokajająco rękę i pokręciłem głową.

Schuster słuchał przez chwilę zdławionych przez łzy słów Dela, po czym pokiwał głową, jakby świetnie wszystko rozumiał, i poklepał go po plecach.

– Nie rozumiem nawet jednej czwartej z tego, co on mówi – szepnął.

– Nie sądzę, żeby to miało jakieś znaczenie – mruknął Brutal.

– Ja też, synu – stwierdził z uśmiechem Schuster. Był z nich wszystkich najlepszy i dopiero teraz uświadamiam sobie, że nie wiem, co się z nim stało. Mam nadzieję, że bez względu na to, jak potoczyły się jego losy, nie stracił wiary.

Złożył ręce do modlitwy i dał Delacroix znak, żeby ukląkł. Francuz zrobił to.

– Not’ Pére, qui êtes aux cieux – zaczął Schuster i Delacroix zawtórował mu. Odmówili razem Modlitwę Pańską w tej płynnie brzmiącej luizjańskiej odmianie francuszczyzny, aż do słów mais déliverez-nous du mal, ainsi soit-il. W tym momencie Del przestał płakać i zupełnie się uspokoił. Następnie wysłuchaliśmy (po angielsku) kilku wersetów z Biblii, w tym obowiązkowego fragmentu o cichej wodzie. Wygłosiwszy go, Schuster chciał wstać, ale Del złapał go za rękaw koszuli i zaczął mówić coś po francusku. Schuster wysłuchał go uważnie i odpowiedział na jego pytanie. Del znowu się odezwał i spojrzał na niego z nadzieją.

– On ma jeszcze pewną prośbę, panie Edgecombe – stwierdził Schuster, zwracając się do mnie. – Chce odmówić modlitwę, przy której nie mogę mu asystować z powodu mojej wiary. Pozwolić mu?

Spojrzałem na zegar na ścianie. Była za siedemnaście minut dwunasta.

– Tak – zgodziłem się – ale niech się pośpieszy. Musimy trzymać się rozkładu, rozumie pan.

– Rozumiem.

Schuster odwrócił się do Delacroix i kiwnął głową.

Del zamknął oczy, jakby miał zamiar się modlić, ale przez moment w ogóle się nie odzywał. Zmarszczył czoło i miałem wrażenie, że sięga gdzieś głęboko do zakamarków umysłu niczym człowiek, który zagląda na strych, szukając przedmiotu od bardzo, bardzo dawna nie używanego (ani potrzebnego). Zerknąłem ponownie na zegar i już chciałem coś powiedzieć – właściwie zrobiłbym to, gdyby Brutal nie pociągnął mnie za rękaw i nie pokręcił głową.

A potem Del zaczął się cicho, lecz szybko modlić w tym swoim francuskim żargonie, który był zaokrąglony, miękki i zmysłowy niczym piersi młodej dziewczyny.

– Marie! Je vous salue, Marie, oui, pleine de grâce; le Seigneur est avec vous; vous êtes bénie entre toutes les femmes, et mon cher Jésus, le fruit de vos entrailles, est béni. – Znowu płakał, ale nie sądzę, żeby zdawał sobie z tego sprawę. – Sainte Marie, Ô, ma mère, Mère de Dieu, priez pour moi, priez pour nous, pauv’ pécheurs, maint’ant et à l’heure… l’heure de notre mort. L’heure. – Dygocząc cały, wziął głęboki oddech. – Ainsi soit-il.

Kiedy Delacroix podniósł się z klęczek, w jedynym oknie mojego gabinetu pojawiło się niebieskobiałe światło błyskawicy. Wszyscy oprócz Dela podskoczyli w miejscu, on jednak wciąż wydawał się zatopiony w starej modlitwie. Wyciągnął w bok jedną rękę, w ogóle na nas nie patrząc. Brutal wziął ją i szybko uścisnął. Delacroix spojrzał na niego i lekko się uśmiechnął.

– Nous voyons… – zaczął i urwał. A potem z widocznym wysiłkiem przerzucił się z powrotem na angielski. – Możemy już iść, szefie Howell i szefie Edgecombe. Pogodziłem się z Bogiem.

– To dobrze – powiedziałem, zastanawiając się, czy pogodzi się z Bogiem za dwadzieścia minut, po drugiej stronie… Miałem nadzieję, że jego ostatnia modlitwa została wysłuchana i że Matka Boska będzie modlić się za niego z całego serca i duszy, ponieważ Eduard Delacroix, gwałciciel i morderca, potrzebował teraz wszystkich modlitw, jakie mógł zebrać. Na dworze zagrzmiał kolejny piorun.

– Chodź, Del. Już niedaleko.

– To świetnie, szefie, naprawdę świetnie. Bo już się nie boję.

Mimo tych słów widziałem w jego oczach, że – Ojcze Nasz czy nie Nasz, Zdrowaś Mario czy nie Zdrowaś – nie mówi prawdy. Przemierzając ostatnie jardy zielonego dywanu i pochylając głowę w drzwiach prawie wszyscy się boją.

– Stań na dole, Delacroix – mruknąłem cicho, kiedy wszedł do szopy, ale było to polecenie, którego wcale nie musiałem mu dawać. Rzeczywiście zatrzymał się na dole, stanął jak wryty, a spowodował to widok Percy’ego Wetmore’a, który czekał na niego na podwyższeniu, mając przy lewej nodze wiadro z gąbką, a tuż za prawym biodrem telefon łączący z gubernatorem.

– Non – szepnął Del niskim strwożonym głosem. – Nie, tylko nie on!

– Ruszaj – zareagował Brutal. – Nie spuszczaj po prostu z oczu mnie i Paula. Zapomnij, że on tutaj jest.

– Ale…

Ludzie odwrócili się w naszą stronę, lecz ja przesunąłem się trochę do przodu i zdołałem złapać Delacroix pod lewy łokieć, tak że nikt tego nie zauważył.

– Spokojnie – wymamrotałem tak cicho, że usłyszeć mnie mógł tylko Del… i być może Brutal. – Większość tych ludzi będzie pamiętała sposób, w jaki odszedłeś, więc pokaż im, na co cię stać.

1 ... 47 48 49 50 51 52 53 54 55 ... 96
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)