Pieprzony Los Kataryniarza
- Автор: Ziemkiewicz Rafał A.
- Язык: польский
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Pieprzony Los Kataryniarza». Краткое содержание книги:
Dla wielu jest miejscem codziennej pracy i skarbnicą rozrywek.
Dla wtajemniczonych to arena bezwzględnej walki o życie.
Powieść zawiera uderzającą wizję Polski XXI wieku wnoszącą w erę wszechpotężnej informatyki bagaż swych narodowych i historycznych nieszczęść. Czerpiąc z tradycji Małej apokalipsy i amerykańskiego cyberpunku, stanowi na polskim rynku dokonanie nowatorskie.
Te teksty wyrażają nowe bądź na nowo uaktywnione religijne i polityczne konflikty Polski i świata już bez czerwonego knebla, ale z pozostałościami silnej czerwonki. Może to jest dopiero fantastyka stricte polityczna, a nie jedynie antytotalitarna.
Maciej Parowski
Najmniej jest tu fikcji. Owszem, pozostaje sztafaż science fiction, lecz w gruncie rzeczy jest to opowieść o Polsce dnia dzisiejszego.
Marek Arpad Kowalski
W miejscu, które teraz znajdowało się nie wiadomo gdzie, serce spoczywającego bezwładnie na fotelu ciała przyspieszyło w spazmie przerażenia; w zwężających się gwałtownie żyłach wzrosło uderzeniowo ciśnienie krwi.
Jego Studnia przestała istnieć. Oprogramowanie, wiążące go z Tamtym Światem, oprogramowanie, nad którym potrafił panować, znalazło się poza jego zasięgiem.
Rzucił ze złością o ziemię sztyletem, który potoczył się z brzękiem po posadzce. W takiej sytuacji, gdy coś działo się z Nicią, sterownik powinien automatycznie wylogować go z sieci, w jakimkolwiek jej miejscu akurat przebywał, i uruchomić program powrotny, który łagodnie ściągnie go do punktu wyjścia.
Przez przygnębiająco długi czas nic się nie działo.
– Tak. Straciłeś Nić i nie odzyskasz jej, dopóki nie zakończy się twoja próba – odezwał się wewnątrz jego głowy szczękliwy, metaliczny głos.
Rozejrzał się. Powietrze nad pobłyskującym sztyletem zgęstniało, wydęło się jak soczewka, potem zaczęło formować w kształt ludzki i nasycać się barwą, aż wystąpiła z niego postać, sprawiająca wrażenie, jakby ulano ją z płynnego, ciemnego żelaza.
– Wolno ci teraz pytać, ale na niektóre pytania nie otrzymasz odpowiedzi. Będą one przedmiotem oceny, tak jak wszystko, co zrobiłeś i powiedziałeś od chwili, kiedy po raz pierwszy zostałeś wprowadzony w rzeczywistość wirtualną i skorupę Netu. Decyzji, jaka na tej podstawie zapadnie, nie poznasz, ale jej skutki określą twoje dalsze życie.
Żelazny nie poruszał ustami, głos nadal rozlegał się bezpośrednio w głowie Roberta. Przewodnik skończył i złożył ręce na piersi, skinieniem głowy zaznaczając, iż teraz kolej na pytania.
– Gdzie jestem?
– W miejscu sieci, które nazywamy Corbenicem.
– Co to za miejsce?
– Corbenic jest lokalną siecią sieci wirtualnych, opartą na stacjach istniejących w różnych krajach, których lokalizacja, ilość oraz architektura połączeń znana jest tylko najgłębiej wtajemniczonym użytkownikom Corbenicu.
Przełknął z trudem ślinę, ale nie był już w stanie zgadnąć, czy jego pozostawione nie wiadomo gdzie ciało powtórzyło ten gest, czy też symulacja komputerowa w Corbenicu sięgała nawet tak drobnych szczegółów.
– Po co – zapytał – istnieje Corbenic?
– Aby udzielać pomocy kataryniarzom, którzy jej potrzebują. A także by umożliwić im wspólne działanie i wywieranie na świat wpływu odpowiedniego do naszego znaczenia.
Robert cofnął się kilka kroków. Miejsce, które wyławiał z ciemności krąg świecy, sprawiało wrażenie jakiejś królewskiej garderoby, może przedsionka sypialni. Podszedł do stojącego o kilka kroków empirowego krzesła i przysiadł na nim, wciąż bezskutecznie starając się znaleźć jakąś skazę na doskonałości symulowanego świata.
– Więc znalazłem się tutaj, bo potrzebuję pomocy?
– Znalazłeś się tutaj z innej przyczyny, ale to fakt, że jej potrzebujesz – głos wydawał się pozbawiony intonacji. Żelazna głowa poruszyła się kilkakrotnie powoli w górę i w dół. – Nawet nie zdajesz sobie sprawy jak bardzo. Podczas ostatnich stu dziewięciu minut popełniłeś wiele błędów, w tym co najmniej trzy dużego kalibru. Wydostałem cię z Piramidy na sekundę przed wzbudzeniem jej systemu antywłamaniowego. Zapomniałeś zupełnie o bekapowaniu przebić sieciowych. Nie wiedziałeś o kontrodzewie dezaktywującym program ścigający, który należy wprowadzić w ciągu pierwszych czterdziestu sekund po wlogowaniu się do Piramidy; system nie podaje otwartego wezwania właśnie po to, by w ten najprostszy z możliwych sposobów wyłapać od razu na wejściu próbujących włamania żółtodziobów. No i w końcu, złamałeś wewnętrzną instrukcję pracy z bazą danych Piramidy. Od użytkowników o tak niskim przywileju sieciowym jak ten, którym się posłużyłeś, wymaga ona przeszukiwania zasobów poprzez wejście z menu do jednego z istniejących indeksów, a nie poprzez samodzielne ich tworzenie, jak to zazwyczaj robią w obcych sieciach researcherzy. Każdy z tych trzech błędów, wzięty z osobna, wystarczałby do ściągnięcia debbugerów. Gdybym odesłał cię teraz dokładnie w to samo miejsce, z którego zostałeś zabrany, Piramida natychmiast zamrozi ci połączenie, a za kilkanaście minut przed twoim domem pojawi się samochód Firmy.
– Nie jestem… nigdy nie sądziłem, że będę próbował włamywać się do systemów – powiedział. – To było głupie.
– To było głupie – potwierdził Żelazny. – Przypuszczam, że zdawałeś sobie z tego sprawę. Atak na notebook, obsługiwany przez człowieka, który z największym trudem opanował kilka podstawowcyh komend, nie był złym pomysłem. Ale próba wejścia do Piramidy, bez elementarnej wiedzy o jej procedurach, to rzeczywiście kretyńskie zagranie.
– Powiedzmy: rozpaczliwe – poprawił rozmówcę.
– Powiedzmy jednak: kretyńskie. Jak każda decyzja, którą podejmuje się pod wrażeniem chwili.
– Szczerze mówiąc, nie wiem, dlaczego ją podjąłem. Musiałbym się zastanowić.
– To akurat mogę ci powiedzieć: tak ładnie ci poszło, że straciłeś rozwagę. Poważny minus. Przede wszystkim, za bardzo ci się spodobał CypherStalker w działaniu. Bardzo chciałeś uwierzyć, że on może tego dokonać. Poprowadzi cię przez ubeckie archiwa jak po sznurku do twojej teczki, ty nachachmęcisz śledczemu w papierach i wszystko zakończy się pięknie jak na filmie. Chyba naprawdę tak myślałeś. Jestem zdumiony. Takie zachowanie nie pasuje do twojego profilu psychologicznego, jakim dysponujemy w Corbenicu.
– Miewam dni, kiedy zaskakuję nawet samego siebie. – Czuł się zmęczony i obity. – Ale rzeczywiście, Stalker zrobił na mnie duże wrażenie. Rozumiem, że mogę go już skreślić?
Żelazny tylko na pierwszy rzut oka stał wciąż nieruchomo jak posąg, z rękami założonymi na piersi. W istocie ledwie dostrzegalnie kołysał się w przód i w tył. Człowiek nie jest w stanie wytrzymać długo w absolutnym bezruchu. Nawyk przemaga nawet wtedy, gdy steruje się wirtualnym odwzorowaniem swego ciała, którego ruchy nie mają żadnego wpływu na drętwienie mięśni.
– Nie masz powodu o nim myśleć. Jeżeli zostaniesz zakceptowany przez Corbenic, będziesz mógł używać do swoich zadań programów zupełnie niepowtarzalnych, istniejących tylko tutaj i dystansujących wszystko, co kiedykolwiek widziałeś. W przeciwnym razie żadne oprogramowanie sieciowe nie będzie ci już potrzebne.
Zapadła długa chwila ciszy.
– W pierwszej chwili myślałem… Nie jesteś Przewodnikiem – powiedział wreszcie Robert. – To on-line. Ilu jest takich, jak ty? Ilu z nich znam?
– Tego nie dowiesz się nigdy. Będziesz spotykał ich tylko tutaj, tylko wtedy, gdy zostanie to uznane za konieczne, zawsze zwizualizowanych w takie same, żelazne postaci jak ta, w której oglądasz teraz mnie. Otrzymasz swoją stałą ścieżkę dostępu do Corbenicu i będziesz zajmował się przydzieloną ci dziedziną. Nigdy nie będziesz wiedział, kto śledzi i sprawdza twoje zachowanie. Jeśli jednak zostanie ono oceniono dobrze, z czasem możesz zostać uznanym za godnego, by dostąpić kolejnego wtajemniczenia. Z czasem być może ty będziesz kontrolował i opiniował pracę innych. Być może w którymś momencie zostaniesz dokooptowany do Kolorowych, tych, którzy zbierają informacje od Żelaznych, ogarniają całość sytuacji, podejmują decyzje i przekazują je do realizacji. Wszystko będzie zależeć od tego, jak zostaniesz oceniony przez swoich śledzących.
– A jeśli źle?
– Jeśli nie wyróżnisz się na plus, po prostu zostaniesz na zawsze wśród Żelaznych. Tak się zapewne stanie z większością kataryniarzy. To wcale nie jest zły wariant. Corbenic dostarczy ci pomocy w dalszej karierze zawodowej. Jeśli tak zdecydujemy, możesz zostać wycofany z sieci, ale nie przestaniesz przez to należeć do układu. Będziesz pozyskiwać nowych ludzi dla Corbenicu i sprawować pieczę nad wskazanymi osobami, nigdy nie wiedząc, czy masz do czynienia z wtajemniczonymi, a jeśli tak, to na którym stopniu wtajemniczenia. Być może zapadnie decyzja, by umieścić cię na jakimś potrzebnym Corbenicowi stanowisku. Być może dostaniesz polecenie, by pomóc w zajęciu stanowiska komuś innemu. A może przeciwnie, może dostaniesz polecenie, aby kogoś usunąć. Jakiekolwiek by to polecenie było, musisz wykonać je z całym oddaniem i pomysłowością, na jakie cię stać. Nieudolność grozi przeniesieniem w hierarchii; nielojalność jest karana.