Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Pieprzony Los Kataryniarza
Pieprzony Los Kataryniarza - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Pieprzony Los Kataryniarza

Электронная книга - «Pieprzony Los Kataryniarza». Краткое содержание книги:

Po tamtej stronie komputera trwa wirualny świat.
Dla wielu jest miejscem codziennej pracy i skarbnicą rozrywek.
Dla wtajemniczonych to arena bezwzględnej walki o życie.
Powieść zawiera uderzającą wizję Polski XXI wieku wnoszącą w erę wszechpotężnej informatyki bagaż swych narodowych i historycznych nieszczęść. Czerpiąc z tradycji Małej apokalipsy i amerykańskiego cyberpunku, stanowi na polskim rynku dokonanie nowatorskie.
Te teksty wyrażają nowe bądź na nowo uaktywnione religijne i polityczne konflikty Polski i świata już bez czerwonego knebla, ale z pozostałościami silnej czerwonki. Może to jest dopiero fantastyka stricte polityczna, a nie jedynie antytotalitarna.
Maciej Parowski
Najmniej jest tu fikcji. Owszem, pozostaje sztafaż science fiction, lecz w gruncie rzeczy jest to opowieść o Polsce dnia dzisiejszego.
Marek Arpad Kowalski
1 ... 48 49 50 51 52 53 54 55 56 ... 64
Перейти на страницу:

– Nielojalność?

– Jeśli spróbujesz zdradzić przed kimś istnienie Corbenicu, czeka cię natychmiastowa i bolesna śmierć. Jeśli sprzeciwisz się poleceniu, które otrzymasz od swojego zwierzchnika, musisz być świadomy, że wydałeś na siebie wyrok. Może wyda ci się to okrutne, w takim razie muszę powiedzieć od razu: tak, to jest okrutne. Okrucieństwo jest konieczne i usprawiedliwione stawką, o jaką toczy się gra.

Kręcił z niedowierzaniem głową.

Kątem oka dostrzegł, że pomiędzy palcami jego prawej dłoni tli się papieros. Rzeczywiście; uświadomił sobie, że potwornie chciało mu się palić. Minęło już wiele lat, odkąd to rzucił, ale wciąż jeszcze zdarzało mu się czasami odczuwać tę przemożną chęć zaciągnięcia się głęboko wonnym dymem.

– Powiedziałbym, że to niemożliwe – strzepnął z niechęcią ręką, rzucając papierosa na kamienną posadzkę. -Że to jakiś głupi żart, sam nie wiem. Ale nie wyobrażam sobie mainframu, który w tej chwili prowadzi moją wizualizację, ani zaangażowanego do tego oprogramowania.

Na rynku nie ma software'u, który by umożliwiał tak realistyczną projekcję.

– To nie jest głupi żart – skinął głową Żelazny. – To jest gra o największą stawkę.

– Co jest największą stawką?

– Przyszłość ludzkości. – Żelazny zamilkł, jakby się nad czymś zastanawiał. – Widzisz – podjął po chwili -skoro Bóg umarł, a ludy okazały się do takiego zadania nie dorastać, ktoś musiał się zatroszczyć o przyszłość. Dlatego właśnie powstał Corbenic.

Miał ochotę zaśmiać się szyderczo.

– To jest dobre – oznajmił. – Opowiadasz mi tutaj o jakiejś… pieprzonej mafii, a na koniec słyszę, że to wszystko dla postępu i szczęścia ludzkości.

– Postęp? Szczęście ludzkości? Ludzkość będzie miała wielkie szczęście, jeżeli przetrwa następne stulecie. O to się gra – oznajmił Żelazny swym niewruszonym, szczękliwym głosem. – Musimy robić to, co robimy, po prostu nie mamy wyjścia. Tysiąc, pięćset, trzysta lat temu ludzkość mogła sobie pozwolić na to, by pozostawić wydarzenia przypadkowi. To królestwo lub inne, ta czy inna dynastia… ale poza tym nic się nie zmieniało. Ale potem ludzie nauczyli się, jak zmieniać podstawowe parametry środowiska, w którym żyją, pozmieniali je i od tego czasu nie mogą już machnąć ręką i powiedzieć sobie, że jakoś to będzie. Zaczęli używać nawozów sztucznych i ziemska populacja wzrosła wielokrotnie ponad liczbę, którą mógłby wyżywić naturalny ekosystem. Dopuść do załamania rynku chemicznego, a połowa ludzkości umrze z głodu; dopuść do swobodnego obrotu jego technologiami, a wkrótce rozmaici szaleńcy nasycą powietrze i wodę truciznami bojowymi. Odkryliśmy reakcję jądrową, bez której ludzkość zginie z braku energii, a która wypuszczona z ręki stanie się bronią równie powszechną, jak teraz karabiny. Stworzone zostały międzynarodowe systemy finansowe, które powyradzały się, uległy paraliżowi i penetracji gangów, ale nie można z ich istnienia zrezygnować, bo spowodowany tym krach finansowy pociągnąłby cywilizację do dna.

Zastanawiałeś się kiedyś nad tym? Jako ludzkość zbudowaliśmy sobie wielki samochód, rozpędziliśmy go do obłędu i poniewczasie stwierdzamy, że nie ma w nim hamulców. I co teraz? Nie sądzisz, że ktoś powinien chwycić kierownicę?

– Ktoś ją przecież chyba trzyma?

– Kto? Politycy? Chyba już się zdążyłeś dowiedzieć, kim są. Zakochanymi w sobie głupcami, których jedynym talentem jest motanie personalnych intryg i podlizywanie się tłumom. I zresztą muszą tacy być, tylko będąc takimi, są zdolni wygrywać wybory. Czy ktoś jeszcze wierzy, że przypadkowe decyzje miliarda kretynów, żyjących tylko dla jedzenia, seksu i wydalania, poprowadzą ludzkość dokądś? Więc kto? Ludzie biznesu? Oni gonią za maksymalizacją swojego własnego zysku, bez oglądania się na jakikolwiek rachunek, który zapłaci ktoś inny… nawet, po przekroczeniu pewnego etapu, na straty przysporzone ich macierzystej firmie, jeśli stanowią one koszt uzyskania osobistego zysku. Czy też, może, ktoś rezerwuje rolę przewodników dla nauki? Ale naukowcy to przecież taka sama gromada nadętych, małych karierowiczów, podstawiających sobie nogi i wieszających się u klamki polityków i biznesmenów. Proszę, powiedz mi, kto trzyma kierownicę? Kto wie, dokąd jedziemy? Kto utrzyma pod kontrolą badania genetyczne i dziesiątki innych, zabójczych zabawek, które rodzą się każdego dnia? Czy myślałeś kiedyś o tym? Czy myślałeś, jak daleko zaszła cywilizacja, jak potężne moce wyzwoliła, a nie stworzyła żadnego systemu dobierania ludzi, którzy nią kierują poza głosowaniem masy, niezdolnej zrozumieć, na kogo i dlaczego głosuje?

– Tak – przyznał niechętnie. – Kiedyś mi się zdarzało o tym myśleć.

– I co?

– Przestałem. Miałem swoje własne zmartwienia. Wydawało mu się, że Żelazny westchnął.

*

– No, punktualny jesteś jak Luftwaffe – oznajmiła Ilona, oglądając się przez ramię na wchodzącego do wozu Andrzeja.

– A co? – obrzucił leniwym spojrzeniem zawieszony nad ścianą monitorów zegar. – Jeszcze od metra czasu.

Wóz transmisyjny, ozdobiony wielkimi znakami telewizji, stał obok kilku podobnych na otoczonym policją parkingu pod sejmem.

Wzrok Andrzeja ześlizgnął się na usiane pokrętłami, przyciskami i wskaźnikami pulpity, przy których siedział montażysta. Przywitał się z nim skinieniem głowy. Krzesło kierownika produkcji było w tej chwili puste.

Odłożył pod ścianę torbę i zapadł w jednym z foteli. Po rozmowie w prokuraturze przekonał się ostatecznie, że z InterDaty nie wyjdzie nic, co mógłby pokazać. Może kiedyś tam zrobi jakiś ogon z notatek o bezpieczeństwie sieci – ale tak czy owak, miał uczucie kompletnie zmarnowanego dnia. Ogarniała go melancholia i zwykłe po każdym niepowodzeniu poczucie, że nic się nigdy nie zmieni i że tak się już zestarzeje, zapychając informacyjnym kitem ludzi, którym każda kolejna pseudosensacja wyganiała z mózgów poprzednią. Na myśl, że musi jeszcze tego dnia pracować, z jakiegoś powodu było mu mdło.

– To co, główki mamy już wszystkie? – zapytał po chwili.

– Wiesz, możesz chwilę poczekać? Nie było cię i zaczęliśmy montować taki kawałek. Moment, dobrze?

Siedziała nachylona nad ramieniem montażysty, wpatrzona w ekrany, jakby można było na nich dostrzec coś nie wiadomo jak ważnego. Zerknął leniwie nad ich głowami.

– Z tego przejścia zostaw mi jakieś siedem, osiem sekund – poprosiła. Uniósł wzrok. Na ekranie Ilona stała z mikrofonem w ręku gdzieś na warszawskiej ulicy, z nowym, reklamowym bilbordem Mixa w tle. Mówiła coś, zbyt cicho, żeby dosłyszał.

– O, i tutaj – obraz zadrżał i znieruchomiał, pochwycony opartą na trackballu dłonią montażysty. – I tutaj mi włóż to zbliżenie na kołnierzyk, jakieś, ja wiem, dwie, trzy sekundy.

Na chwilę jego uwagę przykuli chłopcy wyobrażeni na bilbordzie – wychudzeni, jak na zdjęciach z kaukaskich obozów. Wątłe rączki, w których prezentowali publiczne

– O coś pytałeś?

– Główki – przypomniał.

– Tak, są. Tam masz listę.

Wskazała podbródkiem walającą się po pulpicie kartkę i znów odwróciła się do montażysty. Przebiegł wzrokiem listę autorytetów moralnych, nagranych od rana na okoliczność Gwarancji, z podanymi po prawej stronie nazwisk czasami.

1 ... 48 49 50 51 52 53 54 55 56 ... 64
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)