Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Современные любовные романы » Rozbuchana Wyobraźnia Olivii Joules
Rozbuchana Wyobraźnia Olivii Joules - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Rozbuchana Wyobraźnia Olivii Joules

Электронная книга - «Rozbuchana Wyobraźnia Olivii Joules». Краткое содержание книги:

Olivia jest dziennikarką specjalizującą się w tropieniu drobnych potknięć ludzi show-biznesu. Nie może jednak doczekać się, aż trafi na prawdziwą aferę… Bo czyż jej nowy, nieziemsko przystojny znajomy nie ma w sobie czegoś z wojownika Al-Kaidy? Tylko jak o tym przekonać naczelnego?
1 ... 46 47 48 49 50 51 52 53 54 ... 73
Перейти на страницу:

Ledwo jednak przemówił, Olivia uświadomiła sobie, jak myląca może być chęć traktowania z góry ludzi starszych. Widgett w niczym nie przypominał miłego, jowialnego staruszka. Gdy mówił, jego twarz zdradzała, że niegdyś musiał być z niego niezwykle przystojny rozpustnik, o pełnych, zmysłowych ustach i urzekających błękitnych oczach – kpiących, szelmowskich, zimnych. Bez trudu mogła go sobie wyobrazić, jak galopuje na wielbłądzie z twarzą owiniętą chustą, ostrzeliwując dziewiętnastowieczny pustynny fort. Było w nim coś teatralnego – może i miał w sobie cechy kabotyna, ale bez cienia wątpliwości orientacji był heteroseksualnej.

– Herbaty? – spytał, unosząc jedną brew.

Sposób, w jaki profesor Widgett zasiadał do podwieczorku, przywodził na myśl przeprowadzany w klasie eksperyment chemiczny. Było to całe starannie wyreżyserowane przedstawienie: mleko, sitko do herbaty, gorąca woda, masło, śmietanka, dżem. Nagle zrozumiała, dlaczego Anglicy tak sobie cenią swoje podwieczorki. Mieli się czym zająć, podnosząc jednocześnie kwestie, które mogły zejść na grząskie i niebezpieczne obszary, gdzie w grę wchodziły emocje i instynkt.

– Ach… nie za mocna dla pani? Odrobinę gorącej wody?

Profesor Widgett stękając i posapując, przepytywał ją ze znajomości arabskiego świata, co wydało jej się dość dziwne, zważywszy na to, że celem jej podróży było zbieranie materiałów do artykułu o nurkowaniu. Jak dobrze zna świat arabski? Co, w jej przekonaniu, było głównym motywem dżihadu? Czy nigdy nie wydało jej się dziwne, że na Zachodzie w powszechnym użytku nie znajdowało się żadne urządzenie elektroniczne – telewizor, komputer, samochód – wyprodukowane w kraju arabskim? Odrobinę więcej mleka? Pozwoli pani, że doleję wody do imbryka? Czy według niej wynika to z wrodzonej niechęci Arabów do pracy fizycznej, czy też raczej z uprzedzeń zachodniego świata? Czy nie sądzi, że jest to niemożliwym do zwalczenia źródłem niechęci Arabów wobec Zachodu, biorąc pod uwagę, jak bardzo Arabowie pragną posiadać i korzystać z nowych technologii? Dolać mleka? Cukru? Czy miała kiedykolwiek romans z Arabem? O mój Boże, toż to prawdziwe siki. Zawołajmy kelnera, niech nam przyniesie nowy imbryk.

– Panie profesorze – powiedziała Olivia. – Czy to Sally Hawkins skontaktowała się z panem, czy też raczej pan zwrócił się do niej, prosząc, by skontaktowała pana ze mną?

– Aktorka z niej żadna, prawda? – spytał, popijając herbatę. – Koszmarna, rzekłbym.

– Jest pan z MI6?

Ugryzł kawałek bułeczki, mierząc ją chłodnym, bezczelnym spojrzeniem niebieskich oczu.

– Niezbyt to zręczne, moja droga – rzekł przeciągle. – Powinno się raczej zaczekać, aż szpieg sam się zdradzi.

Napił się herbaty, zjadł bułeczkę, wciąż bacznie ją obserwując.

– Cóż – powiedział. Nachylił się ku niej w nieco teatralny sposób, położył swoją wielką kościstą dłoń najej kolanie i rzekł scenicznym szeptem: – Pomoże nam pani?

– Tak – odparła również szeptem.

– Będzie pani musiała teraz pójść.

– Dokąd?

– Do bezpiecznego domu.

– Na jak długo?

– Tego nie wiem.

– Sądziłam, że to wasi ludzie obserwują mój dom.

– Tak. Inni mnie martwią.

– Och, rozumiem – rzekła, opanowując się. – A co z moimi rzeczami?

– Rzeczy, Olivio, rzeczy. Nie wolno nam się przywiązywać do rzeczy.

– Zgadzam się absolutnie. Niemniej jednak, są takie, bez których trudno będzie mi się obejść.

– Zrób listę. Ktoś – tu wykonał tajemniczy gest ręką – przyniesie ci te „rzeczy”.

– Dlaczego nie zabraliście mnie prosto z lotniska, oszczędzając sobie i mnie kłopotu?

– Błąd operacyjny, moja droga – odparł, wstając z fotela.

42

Widgett zachowywał się i wyglądał jak – nie przymierzając – sułtan. Kroczył krętymi uliczkami St James's, niezmiernie elegancki w długim kaszmirowym płaszczu, każdego, kto stanął mu na drodze, mierząc spojrzeniem ostrym bądź łagodnym, w zależności od tego, kim był ów śmiałek. Olivia pomyślała, że jako czterdziestolatek musiał prezentować się doprawdy oszałamiająco. Bez trudu wyobraziła sobie, jak wsparta na jego ramieniu, w wieczorowej sukni przemierza te same uliczki, udając się na kolację i dancing do Café de Paris.

– Dokąd idziemy? – spytała, coraz bardziej obawiając się, że Widgett wcale nie pracuje w MI6, ale jest po prostu szaleńcem.

– Nad rzekę, moja droga.

Poprowadził ją labiryntem bocznych uliczek Whitehall, aż w końcu dotarli na Embankment. Czekała tam policyjna barka. Na widok Widgetta policjanci, nie zdradzając najmniejszej nawet ochoty na wpakowanie go do ambulansu w kaftanie bezpieczeństwa, stanęli na baczność. Dodało jej to nieco otuchy.

– Przystojniaki, nie sądzisz? – spytał, pomagając jej wejść na pokład.

– Gdzie jest bezpieczny dom?

– Nie musisz tego wiedzieć – odparł. – Zjedz coś i dobrze się wyśpij. Rano do ciebie przyjdę.

Skinął im z gracją i zniknął w tłumie.

Barka natychmiast odbiła od brzegu i skierowała się na środek Tamizy, nabierając prędkości i podskakując na falach. Gdy płynęli w górę rzeki, na tle rozświetlonego księżycem nieba pojawiły się sylwetki Big Bena i budynków Parlamentu. Olivia stała na dziobie, z mocno bijącym z podniecenia sercem i tematem przewodnim z Jamesa Bonda rozbrzmiewającym w głowie. Ułożyła palce w kształt pistoletu i wyszeptała:

– Pif-paf!

W tej samej chwili łódź gwałtownie podskoczyła na fali i strumień gęstej brązowej wody uderzył Olivię w twarz. Postanowiła resztę podróży odbyć w kabinie.

Wewnątrz siedział policjant po cywilnemu.

– Paul McKeown – przedstawił się. – Jestem łącznikiem Scotland Yardu ze służbami specjalnymi. Jak się pani podoba Widgett?

– Sama nie wiem – odparła. – Kim on jest?

– Też coś. Przecież doskonale pani wie.

– Wiem, że pracuje dla MI6 i że jest powszechnie znanym arabista – powiedziała. – Nic poza tym.

– Absalom Widgett? To prawdziwy szpieg starej daty – James Bond swoich czasów. Chyba wszystkim uwiódł żony i córki. Pracował na całym Środkowym Wschodzie i w Arabii. Zwykle udawał pedała, specjalistę od wschodnich dywanów. Przez lata miał sklep na Portobello Road i kierował katedrą w Oksfordzie. Był absolutnie wybitny. Żywa legenda.

– Teraz też czymś kieruje?

– Kierował. Był naprawdę wysoko postawiony. Ale w latach siedemdziesiątych przestało mu się podobać. W zasadzie nie wiadomo, o co dokładnie poszło – o czyjąś żonę, alkohol, opium czy ideologiczną kłótnię. Wywodził się ze starej szkoły: kolesie w terenie, miejscowi agenci, wiara w instynkt. Według niego nowa technologia to najgorsze, co mogło się przytrafić Wywiadowi. Obojętnie, co się stało, ktoś popełnił błąd. Sekcja arabska nigdy już nie była taka sama, a jego odwołali z emerytury 12 września 2001 roku.

Olivia przytaknęła w zamyśleniu.

– Mógłby mi pan powiedzieć, dokąd mnie wieziecie?

– Nie wolno mi. Proszę się nie martwić. Myślę, że będzie tam pani całkiem wygodnie.

W Hampton Court z barki przesiadła się do helikoptera, który po krótkim locie zmieniła na samochód z przyciemnionymi szybami. Ten powiózł ją wiejskimi drogami Berkshire i Chilterns. Przecięli autostradę M40 i rozpoznała obwodnicę oksfordzką, po czym wjechali w wiejską okolicę Cotswold, gdzie w oknach mijanych pubów i domów widzieli migoczące w kominku płomienie i przytulnie wyglądające wnętrza. Po pewnym czasie droga zaczęła biec wzdłuż wysokich murów wiejskiej posiadłości. Gdy ogromna brama z kutego żelaza powoli się przed nimi rozwarła, Olivia usłyszała chrzęszczący pod kołami żwir, a w światłach samochodu ujrzała długi podjazd. Wyobrażała sobie, że na końcu takiej podróży powita ją w drzwiach lokaj w liberii, ze srebrną tacą pełną Krwawych Mary, lub łysy karzeł w fotelu na kółkach, metalowym pazurem głaszczący hołubionego na kolanach tłustego kocura.

1 ... 46 47 48 49 50 51 52 53 54 ... 73
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)