Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Космическая фантастика » Powersat — satelita energetyczny [Powersat - pl]
Powersat — satelita energetyczny [Powersat - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Powersat — satelita energetyczny [Powersat - pl]

Электронная книга - «Powersat — satelita energetyczny [Powersat - pl]». Краткое содержание книги:

Powieść będąca prequelem do całego cyklu „Droga przez Układ Słoneczny”. Ambicją młodego inżyniera, Dana Randolpha, jest zapewnienie uzależnionej odbliskowschodniej ropy Ameryce alternatywnego źródła energii. Eksploatacjazbudowanego przez Dana satelity energetycznego będzie jednak opłacalnatylko pod warunkiem wykorzystywania taniego środka transportu na orbitę, aprototyp wahadłowca ulega katastrofie podczas lotu próbnego. Wiele poszlakwskazuje, że ktoś dokonał sabotażu. Kto stoi za tą zbrodnią? Międzynarodowekoncerny naftowe czy arabscy fundamentaliści? Firma Dana, AstroCorporation, stoi na skraju przepaści. Skąd może nadejść ratunek? Czy od Saito Yamagaty, którego koncern również inwestuje w energię ze Słońca? Amerykańskich koncernów naftowych, które zastawiają się nad inwestowaniem winne źródła energii?
1 ... 42 43 44 45 46 47 48 49 50 ... 103
Перейти на страницу:

— Może — odparł stanowczo Dan.

— Denny, poszedłbyś do baru i przyniósł mi parę oliwek do drinka? — rzekła Jane.

O’Brien spojrzał na Jane, potem na Dana i znów na Jane, po czym odparł:

— Jasne.

Wytoczył się z boksu i ruszył do baru, który był teraz pełen gości.

Jane pochyliła się nad stołem.

— O co chodzi? — zwróciła się do Dana.

— Nie chcesz wiedzieć — potrząsnął głową. Zacisnęła usta.

— Naprawdę musisz się w tym tygodniu skontaktować z kimś z Wenezueli?

— Tak.

— Dan, nie chciałabym zrobić nic, co mogłoby mieć negatywny wpływ na finanse Morgana.

— Nic takiego się nie stanie — odparł, po czym cicho dodał: — Ja walczę o życie. Scanwell może sam o siebie zadbać.

O’Brien wrócił z dwoma oliwkami na wykałaczce, niesionymi z gracją nad serwetką. Gdy wsuwał się z powrotem do boksu, Jane rzekła:

— Dobrze, Dan. Każę jednemu z moich ludzi skontaktować się z Departamentem Stanu jutro z samego rana.

— Dzięki — odparł Dan.

Nagle skończyły się tematy do rozmowy. Dopili drinki tak szybko, jak tylko się dało. Dan przez chwilę wyjaśniał O’Brienowi, jakie korzyści ekonomiczne wiązały się z masową produkcją wykorzystywanych przez nich rakiet na paliwo stałe; produkowano je seryjnie, nie pojedynczo. Nie wspomniał o tym, że Astro Corporation miało cały magazyn rakiet nośnych, których amerykański Urząd Skarbowy nie pozwalał zdjąć ze stanów magazynowych.

WYSPA MATAGORDA, TEKSAS

Było prawie południe, kiedy April poczuła delikatny zapach jaśminowych perfum i oderwała wzrok od ekranu. Przy jej biurku stała zadziorna ruda piękność o nosie upstrzonym piegami i uśmiechała się. Miała na sobie białą koszulkę i szorty.

— Pana Randolpha nie ma w biurze — rzekła April.

— W czym mogę pomóc?

— Wiem, pan Randolph pojechał do Waszyngtonu, prawda?

— spytała Kelly Eamons.

— Powinien wrócić jutro — odparła ostrożnie April.

— Tak naprawdę przyszłam porozmawiać z panią, nie z panem Randolphem.

Zanim April zdołała odpowiedzieć, ruda wyjęła cienki portfel z kieszeni szortów i otworzyła go.

— Agent specjalny Kelly Eamons, Federalne Biuro Śledcze.

April wstała. Była o kilka centymetrów wyższa od Eamons, długonoga i szczupła. Stojąc po dwóch stronach biurka, wyglądały jak topmodelka i pełna wigoru teksańska pomponiarka. Jeśli ona ma przy sobie broń, pomyślała April, przyglądając się Eamons, nie mam pojęcia, gdzie ją schowała.

— A o czym chce pani ze mną rozmawiać? — spytała April.

— Jestem tylko asystentką pana Randolpha.

Eamons przyjrzała się April jasnymi, błękitnozielonymi oczami.

— Założę się, że wie pani więcej o tym, co się tu dzieje, niż pani szef.

— To stary banał, pani agent specjalny, wszystkowiedząca sekretarka.

— Może będziemy sobie mówić po imieniu? Jestem Kel I nie bądź taka skromna.

April nie odwzajemniła uśmiechu.

— Dobrze. Co chcesz wiedzieć?

— Może porozmawiamy przy lunchu?

— Miałam zjeść tutaj, przy biurku.

— Jedźmy do motelu. Jedzenie tam nie jest rewelacyjne, i mam fundusze na specjalne wydatki. Wuj Sam stawia.

Zastanawiając się, czy takie słowa w ustach agenta FBI propozycja, czy rozkaz, April wzruszyła ramionami.

— Dobrze. Czemu nie?

Eamons pozwoliła, by April zawiozła ją do motelu swoi Sebringiem, z opuszczonym dachem; ciepłe, gorące powietr; znad Zatoki rozwiewało im włosy. Sala jadalna była praw pusta, choć najbliższa konkurencyjna restauracja była w Larrc gdzie trzeba było płynąć promem. Zajęły boks na końcu sal tylko w jednym siedzieli goście.

— Sum? — spytała Eamons, unosząc wzrok znad jednostn nicowego menu. — Jak myślisz, jest świeży?

— Posłuchaj, Kelly — odparła April — przy mnie nie musi! odgrywać komedii. Powiem ci wszystko, co wiem. Niepotrzeł ne mi te rustykalne rytuały.

Eamons wyglądała na szczerze zaskoczoną.

— Ale ja uwielbiam suma! Praktycznie się na nim wychc walam.

— Gdzie?

— W małym miasteczku Kildare Junction, w hrabstwi Cass. Niedaleko Texarkany.

— A, jesteś z Teksasu?

— Urodziłam się tu i wychowałam. Studiowałam na Un wersytecie Longhorn w Austin.

April odprężyła się trochę. Ale tylko trochę. Podeszł barmanka, Eamons zamówiła suma, a April sałatkę.

— Coś do picia?

— Cherry Coke poproszę — rzekła Eamons.

— Mrożoną herbatę — poprosiła April — Niesłodzoną.

— Więc jesteś dziewczyną z południa — rzekła Eamons, gdy kelnerka odeszła. — Wirginia?

— Czytałaś moje akta osobowe.

— Jeszcze nie. To ten akcent. Uwielbiam identyfikować ludzi po akcencie. Południowo-zachodnia Wirginia? Hill Country?

April musiała przyznać jej rację.

— Czy panie pozwolą zaprosić się na drinka?

April uniosła wzrok i zobaczyła znanego jej technika, uśmiechającego się do nich nieśmiało z piwem w dłoni. Wal-ly Berardino, przypomniała sobie. Z zespołu elektroników. Informatyk.

— Już zamówiłyśmy, Wally — rzekła łagodnym tonem.

— Och — rzekł, po czym zwrócił się do Eamons — czy my się znamy? Chyba cię tu nigdy nie widziałem.

Zanim April zdołała się zastanowić, co odpowiedzieć, Eamons uśmiechnęła się uroczo i odparła:

— Jestem tu nowa. Szukam pracy. Berardino potrząsnął ze smutkiem głową.

— Dziewczyno, źle trafiłaś. Wszyscy się zastanawiamy, kiedy to wszystko się rozleci.

Uśmiech Eamons nie zbladł ani o miliwat.

— No cóż, ale przynajmniej próbowałam, nie?

— Pewnie.

Berardino najwyraźniej nie miał już nic do powiedzenia. Uśmiechnął się do Eamons i wrócił do baru wolnym krokiem.

— Nie lubię mówić wszystkim, że pracuję w FBI — rzekła Eamons prawie szeptem. — To onieśmiela ludzi. Zwłaszcza facetów.

April milczała. Na stole pojawiło się jedzenie i zaczęły jeść, rozmawiając. Mówiła głównie April, czasem zachęcana jakimś pytaniem Eamons. Kiedy skończyły jeść, April ogarnął smutek.

— Więc doktor Tenny został zabity, a potem znaleźli Pete’a Larsena…

— Powieszonego.

— Miejscowa policja mówi, że to samobójstwo.

— Ja tak nie uważam.

— Nie wiem, co robić — wyrzuciła nagle z siebie Apn zaskoczona tym, jak okropnie się czuje. — Chcę pomóc Rai dolphowi, ale nie wiem jak.

Eamons pokiwała głową ze współczuciem.

— Masz rację. Ale to nie twój problem, tylko mój.

— Ale ja chcę mu pomóc!

Eamons milczała przez dłuższą chwilę, przyglądają się April tymi swoimi błękitnozielonymi oczami. W końc spytała:

— Naprawdę chcesz mu pomóc?

— Tak!

— Dlaczego?

April zawahała się przez chwilę.

— Lubiłam doktora Tenny’ego. Był dla mnie jak wielki szorstko się zachowujący wujek. I chodziłam z Pete’em Lar senem. Nie był jakimś” szczególnie atrakcyjnym facetem, ale ktoś go zabił, zamordował; chcę, żeby ten ktoś został złapany i ukarany.

— A Dan Randolph?

Przez ciało April przeszedł dreszcz. Przejrzała mnie. pomyślała.

— To Randolph potrzebuje pomocy, prawda? — podsunęła łagodnie Kelly.

April skinęła głową, bojąc się odezwać, żeby nie powiedzieć, że kocha Dana.

— Dobrze — rzekła cicho Eamons. — Sądzę, że możesz mu pomóc. Ale to może być niebezpieczne.

1 ... 42 43 44 45 46 47 48 49 50 ... 103
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)