Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Wielobarwny kraj [The Many-Colored Land - pl]
Wielobarwny kraj [The Many-Colored Land - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Wielobarwny kraj [The Many-Colored Land - pl]

Электронная книга - «Wielobarwny kraj [The Many-Colored Land - pl]». Краткое содержание книги:

Środowisko Galaktyczne XXI wieku, zamieszkiwane przez uporządkowane i pokojowe międzygwiezdne społeczeństwo, nie było stosownym miejscem dla nieuleczalnych awanturników, ukrytych psychotyków czy bezwzględnych oszustów. Tak więc gdy na Ziemi odkryto jednokierunkowy tunel czasowy prowadzący w przeszłość odległą o sześć milionów lat, niedostosowani społecznie — zgłodniali przygód, romantyki nieznanego ludzie — zapragnęli życia wolnego od dławiących praw Środowiska. Każdy z nich poszukiwał szczęścia takiego, jakie sobie wyobrażał. Ale kto mógłby przewidzieć, co ich tam czeka
1 ... 43 44 45 46 47 48 49 50 51 ... 116
Перейти на страницу:

Myśl Elżbiety zabrzmiała mocno: POZA NIEWOLNICTWEM KEPRODUKCII GATUNKOWE!.

— ponieważ nudne i trudne prace, jak górnictwo, rolnictwo czy zapewnianie wygód życiowych należą do ramów we wszystkich osiedlach, z wyjątkiem najbardziej odległych.

— A te ramy — wtrącił się Aiken — jak to się dzieje, że tam na zamku nie było żadnych do brudnej roboty?

— Mają dość wrażliwe psychiki i jeśli działają pod minimalnym tylko nadzorem, wymagają spokojnego otoczenia. W Zamku Przejścia nieuchronnie występują stresy…

Raimo mruknął szyderczo.

— Jak się kieruje tymi stworzeniami? — spytał Bryan.

— Noszą bardzo uproszczoną wersję szarej obręczy. Ale nie wymagajcie, bym wam to teraz wyjaśniał. Poczekajcie, proszę, aż będziemy w Muriah.

Wjechali na słabo zalesiony obszar położony u podstawy krawędzi ciągnącej się wśród ogromnych skał. Wysoko w górze, gdzie grzbiet górski niemal dotykał gwiaździstego nieba, słabo świeciło kolorowe światło.

— Czy tam wysoko jest miasto? — zainteresowała się Sukey.

— Wykluczone — odrzekł pogardliwie Raimo. — Popatrz, jak to się rusza!

— Wstrzymali swe chalika i przyglądali się, jak blask rozpływa się w lekki splot luminiscencji, który wił się z dużą szybkością wśród odległych sylwetek drzew. Światło było mieszaniną wielu barw, głównie złotej, z węzłami strzelającymi błękitem, zielenią, czerwienią, a nawet szkarłatem, skrzących się w ruchu, pośpiesznym i dzikim.

— Ach — odezwał się Creyn — oto Polowanie. Jeśli nadlecą tutaj, ujrzymy wspaniały widok.

— Wygląda jak gigantyczny tęczowy robaczek świętojański pędzący w górze — powiedziała cicho Sukey. — Jakie to piękne!

— Zabawa Tanów? — spytał Bryan.

— Ach!… — krzyknęła rozczarowana Sukey. — Zniknęli za urwiskiem! Jaka szkoda! Powiedz nam, Lordzie Creyn, co to jest Polowanie?

W świetle gwiazd twarz kosmity była pełna powagi.

— Jedna z wielkich tradycji naszego ludu. Ujrzycie to znowu, po wielokroć. Sami odkryjecie, co to jest.

— A jeśli będziemy grzeczni — wtrącił się bezczelnie Aiken — czy będziemy mogli brać w tym udział?

— Być może — odrzekł Creyn. — Nie każdy człowiek w tym gustuje… nawet nie każdy Tanu. Ale ty… tak, sądzę, że zapewne Polowanie będzie odpowiadać twym szczególnym zamiłowaniom do zabawy, Aikenie Drum.

Przez chwilę Elżbieta odbierała z całą jasnością napięcie emocjonalne Creyna: obrzydzenie zmieszane z odwiecznym poczuciem beznadziejności.

9

Ryszard ujrzał płomienie.

Zbliżały się do niego czy on do nich i były jaskrawo-pomarańczowe ze smolistym dymem; wzbijały się wysoko w nieruchomym niemal powietrzu.

Dostrzegł, że był to stos palących się gałęzi, wielkości małej chatki, trzaskający i syczący, lecz nie rzucający iskier. Ryszardowi wydawało się, że płonący stos podchodzi tuż do niego, mija go i cofa się, a na koniec znika za grupą czarnych drzew, które podpełzły tu w nocy niepostrzeżenie, ale teraz stały na tle płonącego ogniska.

Spróbował się obejrzeć, ale zabolała go od tego szyja. Głowa opadła mu na piersi. Przed nim było coś dużego, co miało długie włosy i poruszało się rytmicznie. Było bardzo dziwne! On sam kołysał się, podtrzymywany na jakimś siedzisku przez coś, co twardo utrzymywało go w pozycji pionowej. Nogi miał wysunięte pod kątem do przodu, łydki spoczywały na niewidocznych oparciach, stopy były przytwierdzone do szerokich strzemion. Ręce, tkwiące w dobrze znanych rękawach płaszcza pilota kosmicznego, miał złożone na łonie.

Zabawny statek kosmiczny, zadumał się, z włochatą konsolą sterowniczą. A klimatyzacja musiała nawalić, bo temperatura zbliża się do trzydziestu stopni, a w powietrzu jest pył i szczególny zapach.

Drzewa? I ognisko? Rozejrzał się i zobaczył gwiazdy. Nie w tych prawdziwych kolorach, jakie widać w kosmosie, ale małe, mrugające punkciki. W oddali w ciemnościach, poniżej gwiaździstego sklepienia, był jeszcze jeden mały wykrzyknik ognia.

— Ryszardzie? Jesteś przytomny? Chcesz trochę wody?

Ano! Popatrz tylko, kto siedzi w prawym fotelu pilota tej łajby! Nikt inny tylko ten łowca starych kości!

Można by sądzić, że za stare z niego próchno, żeby przejść egzamin. Ale z drugiej strony nie trzeba wielkiej chytrości, by latać po ziemi…

— Ryszardzie, czy utrzymasz menażkę, jeśli ci podam?

Zapachy zwierząt, kłująca roślinność, skóra. Szmery skrzypiącej uprzęży, szybko tupiących nóg, gniewnego dyszenia, dalekie poszczekiwanie i natarczywy głos starego człowieka obok.

— Nie chcę wody — odparł Ryszard.

— Amerie powiedziała, że woda będzie ci potrzebna po obudzeniu. Jesteś odwodniony. Dalej, synu!

W ciemności przyjrzał się dokładniej Klaudiuszowi. Sylwetkę starca oświetlały gwiazdy; siedział wierzchem na wielkim, podobnym do konia stworzeniu kłusującym obok swobodnie. Jasna cholera! On sam też jechał na takim. Na przednim łęku jego siodła wisiały wodze pod włochatą konsolą sterowniczą… szyją.. zwierzaka, który biegł prosto i równo bez żadnego kierowania.

Ryszard spróbował podciągnąć nogi i stwierdził, że nie ma na nich butów żeglarskich, że jego kostki są przymocowane do strzemion, a kostium operowy zamieniony na strój kosmonauty z czterema paskami na mankietach, który wepchnął na samo dno bagażu i że ma niebotycznego kaca.

— Klaudiuszu — jęknął — czy masz coś mocniejszego?

— Nie dostaniesz żadnego alkoholu, chłopcze, póki nie miną skutki leku wstrzykniętego ci przez Amerie. Napij się wody.

Ryszard musiał się daleko wychylić, by wziąć menażkę, i gwiaździste niebo zawirowało. Gdyby nie był przykuty za kostki, wypadłby z siodła.

— Jezu, ktoś mnie pożuł i wypluł, Klaudiuszu? Gdzie, u diabła, jesteśmy? I na czym ja jadę?

— Jesteśmy o jakieś cztery godziny drogi od zamku i zmierzamy prosto na północ i równolegle do Saony. O ile mi wiadomo, jedziesz wierzchem na wielkim i pięknym okazie Chalikotherium goldfussi, które miejscowi nazywają chaliko, nie kaliko. Tu na wyżynie zwierzęta idą dość szybko, może piętnaście lub szesnaście kilometrów na godzinę. Ale straciliśmy trochę czasu, kiedy się przeprawialiśmy przez małe bagienko, więc, jak sądzę, możemy już być trzydzieści kilometrów na północ od Lyonu. O ile Lyon już istnieje.

Ryszard zaklął i zapytał:

— I dokąd, na litość boską?

— Do plioceńskiej metropolii zwanej Finiah. Według tego, co nam powiedziano, leży nad ProtoRenem, mniej więcej w miejscu Fryburga. Mamy tam dotrzeć w ciągu sześciu dni.

— Ryszard wypił trochę wody i odkrył, że ma wielkie pragnienie. Nie mógł sobie przypomnieć nic, prócz zachęcającego uśmiechu na twarzy Epone, gdy szedł za nią do olśniewającej wewnętrznej komnaty zamku. Próbował zebrać zmysły, ale wszystko, co osiągnął, to strzępy snów, w których jego brat i siostra jakby go popędzali, żeby wstawał, bo się spóźni do szkoły. A karą za to miało być krążenie przez wieki wieków w szarej otchłani w poszukiwaniu zaginionej planety, na której miała czekać Epone.

Po chwili zapytał:

— Co się ze mną stało?

1 ... 43 44 45 46 47 48 49 50 51 ... 116
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)