Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Samozwaniec. Tom II - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Samozwaniec. Tom II

Электронная книга - «Samozwaniec. Tom II». Краткое содержание книги:

Rok 1605. Polskie wojska wkraczają do Moskwy. Czas układów się skończył.
Szarże skrzydlatych jeźdźców roznoszą armie cara Borysa Godunowa.
Oto historia straceńców, którzy wrogów liczyli dopiero po bitwie. Zabitych…
Oto historia ludzi tak szalonych, że poszli w tany z samą Śmiercią. Tak zuchwałych, że uwiedli Fortunę. Tak dumnych, że diabłu plunęli w twarz. I tak hojnych, że za przyjaciół płacili tylko krwią i życiem.
Oto historia awanturników i husarzy, którzy wstrząsnęli murami Moskwy i sięgnęli po koronę carów.
Drugi tom cyklu „Orły na Kremlu” to pełnokrwista powieść husarska.
1 ... 43 44 45 46 47 48 49 50 51 ... 81
Перейти на страницу:

— Ponadto — ciągnął niezrażony Bełza, a jego dwa długie, błyszczące wąsy zwieszały się niczym lonty od armaty — prosimy starodawnym zwyczajem polskim o jedną darowaną ćwierć, to jest o nagrodę za zwycięską bitwę.

— Płacić zasługi! — darli się ci, co nie widzieli, co działo się w środku.

— Bigosować! — wrzeszczał przepity, warcholski głos, szczęściem inni odciągnęli jego właściciela na bok.

Wojewoda zaczerpnął głębszy haust powietrza, aby rozpocząć dłuższą tyradę, ale kiedy ujrzał nad sobą szczere i nieugięte jak głaz oblicze pana Bełzy, skurczył się o dobre dwa cale.

— Mości panowie bracia — rzekł, siląc się na spokój — ja wiem, że męstwo ma swoją cenę, a waleczność warta jest nagrody. Jednak pragnę przypomnieć, że nikt nie obiecywał wam złotych gór ani kitajskich jedwabi, kiedy zaciągaliście się na tę wyprawę. Dlatego błagam: wytrwajcie! Nie opuszczajcie carewicza, bo cel jego jest wielki, Moskwa. Niezdobyta, niezłamana, pełna złota. Tam. — Wskazał bezkresne zaśnieżone przestrzenie, po których hulał lodowaty wicher. — Tam wasze pieniądze i chwała, jakiej nie doświadczył żaden człowiek.

— Chwałą się nie najemy!

— Czyli, mówiąc krótko, pieniędzy od waści nie dostaniemy — Bełza był twardy jak dąb i biorąc pod uwagę jego postać, równie trudny do przeskoczenia — a może nam waść powiesz, skąd mamy wziąć konie, czeladź i prochy, aby dojść do tej Moskwy?

— Jeśli nie zapłacicie — ryknął Przybyłowski — pójdziemy do związku! Dawajcie zasługi albo sami je sobie odbierzemy!

Podpity szlachcic porwałby się pewnie do szabli, ale Bełza złapał go za rękę i poskromił jak dziecko.

— Stój, panie bracie — rzekł. — Żelazo nieprędko ostygnie, najpierw pogadajmy. I posłuchajmy, co ma do powiedzenia imć pan wojewoda.

— Idźcie do Dymitra — rzekł Mniszech, który najwyraźniej nie mógł znieść ciężkiego wzroku Bełzy. — Poproście carewicza, niechaj was poratuje. On może wycisnąć złoto z Moskali. Do diabła, wybawiliśmy ich z niewoli Borysa Godunowa, najwyższy czas, aby okazali wdzięczność!

— A waść co uczynisz?

— Rozejrzę się za pieniędzmi. Dajcie mi trochę czasu, waszmościowie.

— Nie mamy czasu — warknął Przybyłowski. — Chcemy zasług tu i teraz.

— To co mam zrobić? — zakrzyknął Mniszech. — Sprzedać to krzesło? — Podniósł okryty skórą taboret. — A może zastawić szablę? Proszę — odpiął pas z rapciami i podał Przybyłowskiemu. — Ile waszmość dajesz?

— Pójdziemy do Dymitra — mruknął Bełza. — A waszmość, mości wojewodo, myśl, jak zaspokoić wojsko. Nie przestawaj myśleć. I nie pij, to myśleniu przeszkadza.

Mniszech pokiwał głową, bo czuł się jak oblany ukropem.

— Do Dymitra — rozległy się wrzaski.

— Idziemy do carewicza! — rzekł Bełza. — Odsuńcie się, waszmościowie.

Mniszech nadął policzki i z ulgą wypuścił powietrze. Obrócił się do pachołków, którzy stali obok, a właściwie za nim, przy piecu.

— Pakuj skrzynie, Kacperek!

— Wasza miłość, wyjeżdżamy? — Sługa wpatrywał się weń jak oniemiały. — A dokąd?

— A gdzieżby indziej jak do Polski!

— A Dymitr?

— O, do diabła! Biegnij do niego i powiedz… powiedz…

Die 3 ianuarii/24 decembris

Namiot carewicza Dymitra, kilka chwil później

— …I kazał przekazać — wydyszał Kacperek — że idą! I że konfederacja będzie w obozie!

— Wiem o tym — uciął Dymitr. — Też mam uszy i wszystko słyszę. Co teraz, mości panowie? Co poradzicie?

— Caru gosudaru, Wasze Carskie Błagorodie — rzekł Rubec-Massalski — mam kazać zawołać moich bojarzynków? Jestem ich pewien jak własnej prawicy!

— Nie ma czasu — rzekł z powątpiewaniem Buczyński. — Posłuchajcie!

Cały obóz rozbrzmiewał okrzykami. Głosy zbliżały się, a wraz z nimi chrzęst śniegu pod wieloma — zbyt wieloma nogami, aby mogła to być grupa kilku zuchwalców.

— Bunt trzeba stłumić siłą — rzekł Chruszczew, zginając głowę w ukłonie. — Wezwijmy Kozaków i naszych Dońców.

— Lepiej ich wysłuchać — zaoponował Dworycki. — Tych kilka setek zafajdanych Kozaków prędzej narobi w hajdawery, niż pójdzie bić się z polską husarią we własnym obozie. Musimy kupić czas układami. Nasze roty to na razie jedyny argument w walce z Godunowem!

— Dy-mitr! Dy-mitr! — skandowali buntownicy za cienką ścianą namiotu. — Do carewicza!

— Dawajcie zasługi!

— Dy-mitr! Dy-mitr!

— Wyjdę do nich sam — rzekł blady Samozwaniec. — Co dalej? Co mam robić? Jak ich uładzić?

— Powiesić kilku dla przykładu! — warknął Chruszczew. — Albo to nie przysięgali naszemu carewiczowi jak ojcu Hospodynowi?

— Sam to spróbuj, mości wojewodo! Wyjdź teraz na majdan. Droga wolna!

Chruszczew nie poruszył się nawet, siedział na ławie, łypiąc oczyma spod splątanej czarnej brody.

— Spróbuj, panie, mówić tylko z kilkoma, bo nie przekrzyczysz całego tłumu — rzucił pośpiesznie Buczyński. — Najlepiej sam ich wskaż na początku, aby pokazać, kto tu rządzi. I zaproś do namiotu.

— A potem postrasz, carewiczu nasz najmilszy, okaż majestat i grozę swego imienia — dorzucił Rubec-Massalski. — Niech Lachy wiedzą, że car to nie malowany król z Krakowa!

Dymitr wstał blady, przygryzał i oblizywał wargi. Był cały w strachu.

— Nic wasza miłość nie wskórasz groźbami i krzykiem! — rzucił Buczyński. — Nie z Polakami. Zagrozisz im, to cię rozsiekają szablami. Bierz ich na litość i miłosierdzie! Okaż się słabym i proś pomocy! Pamiętaj, że za pochlebstwo każdy z naszego narodu odda własną duszę!

— Wasza Carska Mość każe zamilknąć temu człowiekowi! — zagrzmiał Chruszczew, żegnając się, jakby odganiał złego ducha. — To grzech, aby hosudar, wybraniec i namiestnik Boży, kajał się przed łacinnikami!

— Milcz, ścierwo! — krzyknął Dworycki i omal nie złapał za szablę. — Dymitrze, wyjdź do nich! Zanim oni tu wejdą! A ty, Chruszczew, siedź na rzyci, boś zwierzę niepolityczne! Chcesz wisieć, to sam dymaj przed namiot.

— A niechże was… wszyscy diabli! — jęknął Dymitr.

I wyszedł. Buczyński postąpił za nim.

1 ... 43 44 45 46 47 48 49 50 51 ... 81
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)