Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Samozwaniec. Tom II - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Samozwaniec. Tom II

Электронная книга - «Samozwaniec. Tom II». Краткое содержание книги:

Rok 1605. Polskie wojska wkraczają do Moskwy. Czas układów się skończył.
Szarże skrzydlatych jeźdźców roznoszą armie cara Borysa Godunowa.
Oto historia straceńców, którzy wrogów liczyli dopiero po bitwie. Zabitych…
Oto historia ludzi tak szalonych, że poszli w tany z samą Śmiercią. Tak zuchwałych, że uwiedli Fortunę. Tak dumnych, że diabłu plunęli w twarz. I tak hojnych, że za przyjaciół płacili tylko krwią i życiem.
Oto historia awanturników i husarzy, którzy wstrząsnęli murami Moskwy i sięgnęli po koronę carów.
Drugi tom cyklu „Orły na Kremlu” to pełnokrwista powieść husarska.
1 ... 40 41 42 43 44 45 46 47 48 ... 81
Перейти на страницу:

Kiedy zsiadał z konia, rzucił dziewce wodze z taką furią, że skórzany pasek niemal uderzył ją w twarz.

— Jacku… Mości panie… Mój miły… — Nie bacząc na złość szlachcica, Anastazja przysunęła się bliżej, trzymając wodze w ręku, objęła go lekko.

— Dość. Daj mi spokój!

— Dobrze, że żyjesz. Bałam się.

— Nie tak prosto zabić stolnikowica. Wstaw konia do stajni.

Odszedł, jakby była powietrzem.

Potulnie wprowadziła konia do chruścianej stajni. Wyszła przed kwaterę, stanęła pod namiotem towarzyskim.

— Anastazja! Anastazja!

To wołał Damian. Jeszcze w kulbace, kiwał na nią ręką.

— Czego chcesz?

— Dostałem, jestem ranny.

— Gdzie!?

— Pomóż — prawie jęknął. — Przytrzymaj konia. Chwyciła wodze pod czankami, a wtedy przerzucił prawą nogę nad grzbietem i z jękiem opadł na ziemię.

— Borek, weź podjezdka!

Wezwany ciura odprowadził konia, a Damian ruszył do namiotu, kuśtykając.

— Co się patrzysz?! — zapytał z wyrzutem. — Pomóż.

Nie miała ochoty, ale podparła go z lewej. Weszli do namiotu, gdzie Nieborski opadł z wysiłkiem na krzesło i zaraz zabrał się do rozpinania pasków zbroi.

— Pomóż — zajęczał. — Boli.

Pomogła mu rozpiąć naramienniki, obojczyk i płyty napierśnika i naplecznika. Wyzwolony z blach pocztowy pomacał się po lewej nodze, nad kolanem. Sukno szarawarów nasiąkło krwią. Przez chwilę szamotał się z butem.

Pokręciła głową, chwyciła i pomogła zsunąć go z nogi.

— Pokaż.

Podwinął nogawkę, ukazując bladą goleń, kolano i nacięcie.

Anastazja spojrzała uważniej, przygryzła wargi, widząc wąską szramę.

— Ledwie draśnięcie! Nie trzeba zszywać. Co…

Pochwycił ją w ramiona, szarpnął, ale była zwinniejsza. Wyrwała się z objęć, zatoczyła, potrącając lichtarz, który wywalił się z brzękiem.

Nie mogła umknąć, bo Damian okazał się szybszy. Skoczył na nogi — śmiesznie wyglądał w husarskim szyszaku i z jedną bosą stopą — i zagrodził jej przejście.

— Oj, puszczaj!

— Zaraz, pomału, pogadajmy.

— A mamy o czym, mospan Polak?

— Chcę cię prosić o wybaczenie. Za tamto.

Drgnęła, bo nie spodziewała się takich słów.

— Poniosło mnie, miła moja. Nie chciałem. Tu wojna, krew… Jestem sam.

— Co było, spłyło. Nie wróci. Puskaj.

— Jestem ranny, nie zrobię kroku. — Uśmiechnął się blado.

— Nic ci nie jest. Nie udawaj!

— Żeby ja był Dydyński, tobyś mnie hołubiła jak jawnogrzesznica Jezusa Chrystusa.

— On twój pan. Czego chcesz?

— Jemu się wszystko udaje. Dlatego brat go nienawidzi. Dydyński to kochanek Fortuny, więc niepotrzebna mu inna niewiasta.

Zacisnęła wargi i chciała wyminąć Nieborskiego, ale rozłożył szeroko ramiona. Wolała już cofnąć się, niż poczuć jego uściski.

— Mam dla ciebie gościńca. Na przeprosiny.

Sięgnął do pasa, wydobył sznur korali, podał jej na otwartej dłoni, przytrzymał drugą, kiedy zsunęły się z palców.

— Zebrałem trochę kamuszków na służbie — rzekł. — Może i mógłbym sam zostać towarzyszem. Gdybyś chciała rzucić pana stolnikowica i jechać ze mną do Polski, miałabyś jak na bojarskim dworze.

— Schowaj to dla kozackich bladzi, mospanie. Ja, choćbym chciała, nie jestem twoja, ale Jacka Aleksandrowicza.

— To kiń go i chodź ze mną z wolnej woli.

— Wysoko się cenisz. Za wysoko. Bo… kto ty jesteś?

— Obsypię cię całą takimi kamuszkami. Z bojarskich kołpaków je zerwę. Będziesz jak carska córka. Jak kniahini! Bylebyś rzekła mi dobre słowo.

Przymknęła oczy i postąpiła krok do przodu. Myślał, że nagle stał się cud i doczeka się z jej strony uległości.

Pomylił się tak samo jak ci, co brali Nowogród za parszywy kurnik, który rozleci się od jednego wystrzału. Zamiast uścisków doczekał się kopniaka wymierzonego wprost w kostkę lewej nogi, na której nie miał buta.

Jęknął i padł na kolana. Przemknęła wtedy obok — chwycił ją, ale wydarła się z rąk, uciekła z namiotu.

Chciał za nią biec, ale nie uśmiechała mu się gonitwa po błocie w jednym bucie i robienie z siebie jeszcze większego pośmiewiska.

Wrócił do krzesła, obuł się i dopiero wtedy wyszedł przed namiot. O dziwo, Anastazja stała przed chatą. Czekała.

— Złościsz się jeszcze?

— Nie. I nie chcę o tym gadać.

— Szkoda… — brakło mu słów. — Nie gniewaj się.

— Nie gniewam.

Z boku, zza namiotu, nadszedł Dydyński. Już bez zbroi, bez szyszaka, w delii i wilczej czapie. Bez słowa ujął Anastazję za rękę, pociągnął na kwaterę. Dziewka opierała się przez chwilę, ale potem ruszyła za stolnikowicem. Weszli do środka; Damian odruchowo poszedł za nimi. Narażał się na gniew, ale chciał jak gdyby nigdy nic wejść do środka i zająć miejsce przy ogniu. Przeszkodzić w tym, co chcieli uczynić.

Dydyński zatrzasnął mu drzwi przed nosem. Nieborski usłyszał tylko łoskot zamykanego skobla.

Uśmiechnął się zimno. Splunął i odszedł powoli.

Nowe Lato, die 1 ianuarii/22 decembris

Anno Domini 1605 Roku 7114 od stworzenia świata

Obóz wojsk carewicza Dymitra

Późne popołudnie

Trupy zwożono z pola bitwy przez dwa dni. Polskich nie było dużo, armia Dymitra wykpiła się stratą dwudziestu towarzyszy oraz nieco ponad stu koni i pachołków, w porównaniu z czterema czy jak twierdzili niektórzy — sześcioma tysiącami Moskali i rozwalonym łbem kniazia Mścisławskiego. Jednak ogromna liczba wierzchowców została okaleczona — zwłaszcza w chorągwiach, które starły się z piechotą uzbrojoną w berdysze. W namiotach i chatach obozowych naliczono ponad dwustu rannych — postrzelanych, porąbanych lub stratowanych w czasie boju.

Tak czy owak, zwycięstwo było zupełne, czego dowodem stały się plotki, iż Dymitr Szujski i kniaź Mścisławski, obawiając się gniewu cara, rozpuszczali wieści, że bitwa skończyła się klęską dlatego, iż Lachy przestraszyli ich konie, ubierając się w skóry niedźwiedzi. A przy okazji pomawiali Dymitra o czarnoksięstwo. Jednak nieliczni wzięci do niewoli Niemcy obśmiewali się z tych wieści do rozpuku. Moskowici wszak — jak powiadał Herman Szwarcoch, który był trębaczem w cudzoziemskiej rocie Mścisławskiego — zdawali się w czasie bitwy nie używać rąk, ale wyłącznie nóg.

1 ... 40 41 42 43 44 45 46 47 48 ... 81
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)