Szachownica Flamandzka [La tabla de Flandes - pl]
- Автор: Перес-Реверте Артуро
- Язык: польский
- Переводчик: Filip Lobodzinski
- Жанр: Исторические детективы
Электронная книга - «Szachownica Flamandzka [La tabla de Flandes - pl]». Краткое содержание книги:
Pérez-Reverte po raz kolejny dowodzi swojej pomysłowości i erudycji. Szachownica flamandzka to powieść detektywistyczna, w której dochodzenie prowadzone jest na kilku płaszczyznach; to jak rozwiązywanie łamigłówki wymagające dobrej znajomości sztuki, szachów i psychologii. Ale tym razem autor chyba przekombinował. Fabuła jest nazbyt wymyślna i skomplikowana, za to bohaterowie nie dość przekonujący, aby uwiarygodnić tę historię. Zainteresowały mnie dzieje obrazu i postaci na nim przedstawionych, ale jakoś nie potrafiłam się przejąć niebezpieczeństwem grożącym Julii i jej przyjaciołom.
– Mogę was wpakować w proces, który na cale miesiące zablokuje jakąkolwiek aukcję obrazu! Nie przyszło wam do głowy?
– Jasne, że mi przyszło. Ale wtedy pani będzie pierwszą ofiarą. – W tym momencie uśmiechnął się z wyższością człowieka, który udzielił najlepszej rady. – Claymore, jak się pani domyśla, dysponuje niezłymi adwokatami… W sumie – zawahał się na chwilę, jakby nie wiedział, czy ma coś jeszcze dodać – może pani wszystko stracić. A to byłaby szkoda.
Menchu gwałtownie obciągnęła spódnicę i wstała.
– Wiesz, co ci powiem? – Przy przejściu na ty jej głos załamał się z wściekłości. – Jesteś najgorszym skurwielem, jakiego w życiu spotkałam!
Montegrifo i Julia też wstali, dziewczyna zakłopotana, dyrektor całkowicie opanowany.
– Bardzo mi przykro za tę scenę – Montegrifo zwrócił się do Julii ze spokojem. – Naprawdę jest mi przykro.
– Mnie też – dziewczyna spojrzała na Menchu, która gestem myśliwego przewieszała sobie torebkę przez ramię niczym strzelbę. – Nie moglibyśmy być trochę bardziej rozsądni?
Menchu spiorunowała ją wzrokiem.
– Sama sobie bądź rozsądna, skoro ten kutas tak cię kręci… Ja się zmywam z tej złodziejskiej meliny.
I wyszła, nie zamykając drzwi. Wściekły stukot obcasów oddalał się szybko razem z nią. Julia została, zawstydzona i niepewna, czy powinna pójść za przyjaciółką, czy nie. Montegrifo wzruszył ramionami.
– Kobieta z charakterem – rzekł, paląc w zamyśleniu.
Julia odwróciła się do niego, ciągle oszołomiona.
– Dużo sobie obiecywała po tym obrazie… Niech pan postara się ją zrozumieć.
– Ależ rozumiem ją – uśmiechnął się pojednawczo.
– Tylko nie mogę przystać na szantaże.
– Pan też spiskował za jej plecami, dogadywał się z bratanicą właściciela… Nie grał pan czysto.
Montegrifo uśmiechnął się jeszcze szerzej, jakby mówił: takie jest życie. Następnie popatrzył w otwarte drzwi, przez które wyszła Menchu.
– Jak pani sądzi, co teraz zrobi?
Julia pokręciła głową.
– Nic. Wie, że przegrała bitwę.
Dyrektor zadumał się.
– Ambicja, Julio, jest jak najbardziej usprawiedliwionym uczuciem – rzekł po chwili. – Gdy w grę wchodzi ambicja, jedyny grzech, jaki można popełnić, to ponieść klęskę, zwycięstwo zaś automatycznie staje się cnotą. – Wyglądał na zadowolonego. – Pani Roch, czy raczej panna Roch, wpakowała się w historię, która ją przerosła. Powiedzmy – puścił kółko z dymu i przyglądał się, jak płynie ku sufitowi – że jej możliwości nie dorównały jej ambicjom. – Kasztanowe oczy patrzyły teraz surowo i Julia doszła do wniosku, że Montegrifo może być niebezpiecznym rywalem, kiedy przestaje zachowywać się uprzejmie. A może jest i niebezpieczny, i uprzejmy jednocześnie. – Ufam, że nie przysporzy nam nowych problemów, bo za taki grzech słono by zapłaciła… Rozumie pani, co mam na myśli? A teraz, jeśli pani pozwoli, porozmawiamy o naszym obrazie.
Belmonte był w domu sam. Przyjął Julię i Muńoza w salonie, siedząc w wózku pod ścianą, gdzie niegdyś wisiała Partia szachów. Samotny, zardzewiały gwóźdź i wyblakły ślad po ramie przywodziły na myśl patetyczny obraz złupionego, opuszczonego domu. Belmonte popatrzył w ślad za ich spojrzeniem i uśmiechnął się smutno.
– Na razie nie chciałem tu niczego wieszać – wyjaśnił. – Jeszcze nie – uniósł wychudzoną rękę i machnął z rezygnacją. – Ciężko się przyzwyczaić.
– Rozumiem pana – odrzekła Julia ze szczerą sympatią.
Starzec powoli pochylił głowę.
– Tak. Wiem, że pani rozumie – spojrzał na Muńoza, spodziewając się naturalnie podobnego odruchu współczucia z jego strony, ale szachista milczał i tylko obserwował beznamiętnie puste miejsce na ścianie. – Od pierwszego spotkania wydała mi się pani inteligentną młodą osobą. – Zwrócił się do szachisty: – Pan też jest tego zdania, kawalerze?
Muńoz wolno przeniósł wzrok ze ściany na starego gospodarza i lekko skinął głową, nie otwierając ust. Wyraźnie pochłonięty był własnymi, odległymi myślami.
Belmonte zerknął na Julię.
– Jeśli chodzi o pani przyjaciółkę… – nachmurzył się zakłopotany. – Życzyłbym sobie, żeby jej pani wytłumaczyła… Zapewniam panią, że nie miałem wyboru.
– Rozumiem to doskonale, proszę się nie martwić. A Menchu też zrozumie.
Twarz inwalidy pojaśniała, a jego mina wyrażała uznanie.
– Cieszę się, że pani się tym zajmie, bo strasznie mnie naciskali… Nawiasem mówiąc, pan Montegrifo uczynił nam korzystną propozycję. Do tego obiecał, że nagłośni historię obrazu… – pogłaskał się po niedogolonym podbródku. – Przyznam, że to mnie trochę oszołomiło. No i pieniądze.
Julia pokazała na grający w kącie gramofon.
– Zawsze nastawia pan Bacha, czy to przypadek? Zeszłym razem też była włączona ta płyta…
– Musikalisches Offert – Belmonte wyraźnie się ucieszył. – Często tego słucham. To dzieło tak skomplikowane i genialne, że do dziś zdarza mi się odkryć w nim jakąś niespodziankę – przerwał, jakby coś sobie przypomniał.
– Wiedzą państwo, że niektóre tematy muzyczne można interpretować jako streszczenia całego życia…? Coś w rodzaju luster, w których można się przejrzeć… Weźmy na przykład tę kompozycję: temat pojawia się rozpisany na różne głosy i w różnych tonacjach. Czasem nawet w różnych tempach, przy odwróconych interwałach albo od końca do początku… – Przechylił się przez podłokietnik wózka w stronę gramofonu. – Proszę posłuchać. Dostrzegają to państwo? Najpierw pojedynczy głos śpiewa swój temat, potem drugi rozpoczyna cztery tony wyżej albo niżej od pierwszego, ten zaś podejmuje motyw drugoplanowy… Każdy głos wchodzi we właściwym momencie, tak jak różne wydarzenia w życiu… A kiedy wszystkie głosy wchodzą do gry, następuje koniec reguł – posłał Julii i Muńozowi szeroki, smutny uśmiech. – Sami państwo widzą, to idealna metafora starości. Muńoz wskazał na pustą ścianę.
– Ten goły gwóźdź – powiedział nieco szorstko – też może symbolizować mnóstwo rzeczy.
Belmonte spojrzał z uwagą na szachistę i powoli przytaknął.
– Bardzo trafna uwaga – westchnął. – Wiedzą państwo? Czasem łapię się na tym, że wpatruję się w to miejsce po obrazie i wydaje mi się, że nadal go widzę. Już go tam nie ma, a ja go widzę. Po tylu latach – dotknął palcem własnego czoła – mam go tutaj: postacie, precyzyjnie oddane szczegóły… Moimi ulubionymi fragmentami były zawsze krajobraz widoczny za oknem i wypukłe lustro po lewej, w którym ukośnie odbijają się gracze.
– I szachownica – dodał Muńoz.
– I szachownica, naturalnie. Czasami, szczególnie na początku, kiedy moja biedna Ana go odziedziczyła, odtwarzałem na swojej szachownicy sytuację z obrazu…
– Grywa pan? – zapytał Muńoz z głupia frant.
– Kiedyś grywałem. Teraz właściwie już nie… Ale po prawdzie nigdy nie przyszło mi do głowy, że tę partię można rozegrać wstecz… – zamyślił się, bębniąc palcami w kolana. – Gra do tyłu… Zabawne! Wiedzą państwo, że Bach uwielbiał odwrotne układy muzyczne? W niektórych kanonach odwraca temat i tworzy melodię, która cofa się w tym samym czasie, gdy oryginalny motyw posuwa się naprzód… Efekt może się wydać dziwny, ale jak się przyzwyczaić, to nawet sprawia wrażenie bardzo naturalne. Nawet w Musikalisches Opfer jest jeden kanon, który należy grać wstecz wobec partytury. – Spojrzał na Julię. – Chyba już pani wspominałem, że Johann Sebastian lubił przewrotne pułapki. W jego twórczości dosłownie roi się od zagadek. Tak, jakby niektóre nuty, warianty czy pauzy mówiły: “Ukrywam przesłanie. Odkryj je”.