Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Wyspa zaginionych okrętów [Остров погибших кораблей - pl]
Wyspa zaginionych okrętów [Остров погибших кораблей - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Wyspa zaginionych okrętów [Остров погибших кораблей - pl]

Электронная книга - «Wyspa zaginionych okrętów [Остров погибших кораблей - pl]». Краткое содержание книги:

Nic na świecie nie mogło stanowić smutniejszego widoku od tego ogromnego cmentarza. Morze grzebie zatopione okręty, ziemia — ludzi. Lecz na tym cmentarzu umarli leżeli nadzy, oświetlani palącymi promieniami słońca. Trzeba było ostrożnie stawiać każdy krok. Na pół zgniłe deski uginały się pod nogami. Podróżnicy mogli w każdej chwili zapaść się i znaleźć w ładowni. Przewidując to zabrali ze sobą sznury, by w razie potrzeby pomóc sobie nawzajem. Balustrady łamały się. Strzępy żagli po dotknięciu rozsypywały się w proch. Wszystko dookoła było pokryte grubą warstwą pyłu, rozkładu i zielenią zgnilizny… Na wielu pokładach walały się szkielety błyszczące w słońcu białymi koścmi lub ciemniejące resztkami skóry i strzępami odzieży. Z pozycji szkieletów, porąbanych czaszek można było wywnioskować, że ludzie, którz stracili zmysły w obliczu śmierci, kłócili się, buntowali, bezsesownie i okrutnie mordowali się nawzajem, biorąc na kimś pomstę za swe cierpienia i zmarnowane życie. Każdy statek był światkiem wielkiej tragedii, która rozegrała śię na nim przed piędziesięciu, stu lub dwustu laty…
1 ... 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49
Перейти на страницу:

Teczka znikła… Lecz Maramballe nie tracił jeszcze nadziei, iż została przypadkowo przesunięta i w dalszym ciągu wiercił się na łóżku.

— Dlaczego pan natychmiast nie złoży w sądzie tych zdjęć?

— Mam ku temu pewne powody.

Layle zwrócił się gwałtownie w stronę Maramballe’a i patrząc mu prosto w oczy powiedział:

— Niech pan nie szuka, teczki tam nie ma.

Maramballe’owi wydało się, że szybkość światła zmniejszyła się nagle do zera. Pociemniało mu w oczach.

— Co? Tecz?… Jakiej teczki?… — wybełkotał jąkając się.

— Oczywiście tej, którą pan położył pod materacem.

— Nie kładłem żadnej teczki!

— Tym lepiej — odparł spokojnie Layle. — To znaczy, że teczka sama przyszła do mnie i że mogę nią dysponować.

— Panie Layle — zaczął go błagać Maramballe — drogi przyjacielu, niech mi pan ją zwróci! Porwałem ją z domu Leera z narażeniem życia.

— Niech pan posłucha, panie Maramballe — rzekł Layle — jest pan moim przyjacielem i postąpił pan zdradziecko, podrzucając mi skradzione dokumenty…

— Znajdowałem się w sytuacji bez wyjścia… ścigano mnie i nie wiedziałem, czy udało mi się zatrzeć ślady… Pańskie mieszkanie… eksterytorialność.

— Pan mógł skompromitować nie tylko mnie, lecz również ambasadę angielską. Dlaczego pan nie skorzystał z eksterytorialności waszej ambasady, która znajduje się o parę kroków dalej? Nie ma na to usprawiedliwienia! Skoro akta numer sto siedemdziesiąt sześć znalazły się w moich rękach, to trudno, przepadło.

— Akta numer sto siedemdziesiąt sześć? — zapytał Maramballe. — Przepraszam, pan się myli! Akta numer sto siedemdziesiąt cztery.

— Nie mam żadnych akt numer sto siedemdziesiąt cztery — odparł Layle.

— Pan kłamie!

— Cooo? — Layle zacisnął suchą, żylastą pięść pokrytą piegami. — Ja kłamię? Jeśli nie cofnie pan swoich słów, to przeleci pan natychmiast z terytorium ambasady angielskiej na terytorium ambasady francuskiej — powiedział tonem groźby.

Ich przyjaźń nie wytrzymała poważnej próby.

Maramballe’a tak rozzłościło zachowanie się „przyjaciela”, że gotów był bić się z nim: rozsunął łokcie, zacisnął pięści i stanął w pozycji bojowej.

Lecz w tej samej chwili rozległy się w odbiorniku radiowym słowa, które pohamowały przyjaciół — wrogów. Oto usłyszeli:

— Halo! Halo! Komunikat specjalny! Słuchajcie! Słuchajcie! „Koniec świata” skończył się, lecz może się powtórzyć!

„Tego jeszcze brakowało!” — pomyślał Maramballe, usiadł w fotelu i zaczął słuchać komunikatu.

— By zrozumieć, co spowodowało zmniejszenie się szybkości światła, należy sobie przede wszystkim uprzytomnić istotę światła.

Maramballe’owi nie chciało się wcale słuchać wykładu naukowego w rozstrzygającym momencie walki o teczkę numer 174… Ale… „koniec świata” może się powtórzyć!

A jeśli się powtórzy, to wszystkie dokumenty dyplomatyczne tracą swą wartość. Na wszelki wypadek trzeba się jednak dowiedzieć, jakie są szanse na nowy „koniec świata”… I Maramballe zaczął słuchać nudnych informacji, które dotyczyły najistotniejszych spraw życiowych. Layle oparł się w milczeniu o biurko i również słuchał.

— Istnieją obecnie — mówił spiker — dwie teorie światła: atomowa i falowa. Teoria atomowa utrzymuje, że każde źródło światła stanowi coś w rodzaju baterii, ostrzeliwującej otaczające ją ciała huraganowym ogniem, przy czym pociski wysyłane są równomiernie we wszystkich kierunkach i biegną po liniach prostych. Ich szybkość jest wielkością stałą i równa się w próżni trzystu tysiącom kilometrów na sekundę. W wypadku zaś, gdy światło przechodzi przez inne środowisko — powietrze, szkło — szybkość jego, aczkolwiek bardzo duża, jest trochę inna.

Kiedy atomy światła trafiają w jakiś cel materialny, nie wybuchają jak pociski artyleryjskie, lecz albo zatrzymują się w nim (absorpcja światła), albo odbijają się od niego rykoszetem (odbicie światła), albo wreszcie przedostają się do wnętrza i rozchodzą się dalej, lecz w nieco odmiennym niż pierwotny kierunku (załamanie światła). Tak, ogólnie biorąc, zapatrywał się na istotę światła Newton. Te poglądy dominowały w ciągu wieku, lecz zostały wyparte przez teorię falową, o której powiemy później, a która obecnie odrodziła się w tak zwanej kwantowej teorii światła (od łacińskiego „quantum” — ilość).

Zgodnie z teorią kwantową „atomy światła” są cząstkami materialnymi i różnią się od zwykłej materii tylko tym, że nie posiadają jej wytrzymałości, „wieczności”, która jest cechą wszystkich atomów materialnych. Atomy światła „rodzą się” kosztem nadmiaru energii tego atomu, który je wyrzuca. „Żyją”, czyli istnieją w czasie swego lotu od atomu, który je wyrzucił, do innego atomu i wreszcie „umierają”, czyli znikają, przekształcając się w energię tego ostatniego.

Zastanówmy się teraz, jakie przyczyny mogły wywołać zmniejszenie się szybkości światła, biorąc za podstawę atomową teorię światła. Przypuśćmy, że między słońcem a ziemią zjawiła się w przestrzeni kosmicznej jakaś przeszkoda w postaci gazu lub jakiegoś innego nieznanego nam stanu silnie rozrzedzonej substancji materialnej. Gdyby ta substancja absorbowała atomy światła, nasza ziemia znalazłaby się w ciemnościach. Światło tak samo nie dotarłoby do naszej planety, gdyby zostało odbite przez ową przeszkodę. Wreszcie, w wypadku załamania światła, jego promienie mogłyby zmienić kierunek, ale nie szybkość. Pozostaje jedna hipoteza, którą wskazywaliśmy: zmniejszenie szybkości światła podczas przechodzenia przez nieznaną nam przeszkodę. Jakiego rodzaju jest ta przeszkoda, nie zdołaliśmy wyjaśnić. Być może, jest to jakaś mgławica szczególnego rodzaju. I jeśli przypomina ona swym kształtem mgławice, które obserwujemy przez teleskop, to jest rzeczą prawdopodobną, że również ta nieznana mgławica ma wygląd spirali. W takim razie nasza ziemia może w swym ruchu wraz z całym systemem słonecznym przeciąć jeszcze niejeden „zwój” tej mgławicy, a wówczas efekt zmniejszenia szybkości światła może się ponowić.

Dlatego rząd zaleca usilnie mieć w pogotowiu sygnalizacyjne aparaty dźwiękowe i wszelkie urządzenia, powstałe w czasie „końca świata”, dla regulacji ruchu ulicznego i procesów produkcyjnych.

Tak się przedstawia sprawa, jeśli wyjdziemy z założeń atomowej, czyli kwantowej teorii światła.

Co się tyczy teorii falowej, to uważa ona wahania świetlne za energetyczne; polegają one na szybkich periodycznych zmianach w każdym punkcie przestrzeni sił elektrycznych i magnetycznych, płynących ze źródła światła. Według teorii falowej, fale widzialnego światła nie różnią się niczym od powszechnie znanych fal radiowych. Szybkość fal radiowych równa się szybkości światła. Zwolnienia szybkości fal radiowych jak dotąd w praktyce nie zaobserwowano. Obserwowaliśmy jednak pewne bardzo dziwne i niezrozumiałe zjawisko. Jak wiadomo, fala radiowa obiega kulę ziemską w bardzo krótkim czasie (1/7 część sekundy) i wraca na miejsce, z którego wyruszyła, jako „echo”. W ten sposób możemy wielokrotnie odebrać falę, wysłaną przez nas dokoła kuli ziemskiej. Lecz stwierdzone zostały wypadki, kiedy wysłana przez stację fala radiowa gdzieś „znikała” i nie powracała w ciągu dziesięciu, dwunastu minut! Gdzie się błąkała? Oczywiście gdzieś w przestrzeniach wszechświata i wróciła być może dopiero po odbiciu się od jakiegoś ciała niebieskiego. Co zmieniło jej kierunek? Nie wiemy. Lecz wiemy, że fala wróciła z dwunastominutowym opóźnieniem, aczkolwiek szybkość jej „lotu” zapewne nie była mniejsza od normalnej. Jeśli zaś światło jest w swej istocie taką samą falą elektromagnetyczną, to czy nie zaszło z nim takie samo zjawisko, jakie zaszło z błądzącą falą radiową?

1 ... 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)