Gwiazdka Z Nieba
- Автор: Куинн Джулия
- Язык: польский
- Жанр: Современные любовные романы
Электронная книга - «Gwiazdka Z Nieba». Краткое содержание книги:
Po siedmiu latach Victoria i Robert spotykają się niespodziewanie w domu pewnej arystokratki, gdzie ona jest guwernantką, on zaś mile widzianym gościem. Czy mimo urazy i gniewu, jaki żywią do siebie, a także dzielącej ich przepaści towarzyskiej, ich miłość może się odrodzić?
– Zabrałam go ze sobą na plażę. Chyba zgubiłam w wodzie. – Zamknęła drzwi do szafy i odwróciła się. – Co ty robisz? – niemal krzyknęła. Leżał na łóżku, ale nie przykrył się kocem. Kurczył się i trzymał ręce na piersi.
Popatrzył na nią.
– Chyba jeszcze nigdy tak nie zmarzłem.
Przykryła go pod samą brodę.
– Musisz się przykryć, bo inaczej się nie rozgrzejesz. Skinął głową, nadal drżał.
– Ręce ci się trzęsą – powiedział.
– Mniej niż twoje.
– Idź się przebrać – polecił.
– Muszę się upewnić, że…
– Idź. – Mówił cicho, ale słyszała w jego głosie stanowczość.
Zawahała się, a po chwili skinęła głową.
– Nie ruszaj się.
– Jak mam się nie…
– Dosyć.
– Victoria – mówił zmęczonym głosem. – Nie mógłbym się ruszyć, nawet gdybym chciał. A akurat nie chcę.
– To dobrze.
– Idź już! Uniosła ręce.
– Idę, już idę.
Gdy odeszła, poprawił się pod kocem. Boże, jak zimno. Kiedy szedł popływać, nawet do głowy mu nie przyszło, że rozpęta się taka burza. Zacisnął zęby, ale i tak szczękały. Nie podobało mu się, że jest zależny od Victorii, zwłaszcza gdy ona sama zmarzła. Najlepiej czuł się w roli jej rycerza – silnego, dzielnego, ofiarnego i odzianego w lśniącą zbroję. Teraz był mokry, zmarznięty i wyglądał żałośnie. Na domiar złego, gdy w końcu zobaczyła go nagiego, nie miał się czym pochwalić.
– Nie odkryłeś się? – zawołała z drugiego pokoju. – Jeśli wyjdziesz z łóżka…
– Leżę na miejscu!
Usłyszał burknięcie przypominające „to dobrze”. Uśmiechnął się. Uzależnienie od Victorii ma swoje dobre strony.
Mocniej opatulił się kocem w nadziei, że w końcu się rozgrzeje. Z zimna prawie nie czuł rąk, więc wsunął je pod pośladki, ale nic to nie pomogło, bo tam miał równie zimno. W końcu przykrył się na głowę i zaczął chuchać w dłonie. Poczuł chwilową ulgę.
Najpierw rozległy się kroki, a potem usłyszał:
– Co ty tam robisz?
Wychylił głowę tylko tyle, żeby widzieć Victorię.
– Tak jest cieplej. – Nagle spojrzał na dziewczynę. – Co ty masz na sobie?
Zrobiła zdziwioną minę.
– Przypominam ci, że nie pozwoliłeś mi zabrać żadnych zapasowych ubrań.
Żałował, że zmarznięte usta nie chcą ułożyć się w uśmiech.
– Mam tylko tę koszulę od ciebie. A kocem okryłam się dla przyzwoitości. – Z surową miną poprawiła nieforemną pelerynę.
Wyglądał na wniebowziętego, gdy jęknął:
– Chyba jestem bardziej chory, niż przypuszczam.
– Jak to? – Podeszła do łóżka, usiadła na brzegu i odgarnęła mu włosy z czoła. – Masz gorączkę?
Pokręcił głową, nie wyglądał na chorego.
– Więc o co chodzi?
– O ciebie – wyksztusił.
Wytrzeszczyła oczy.
– O mnie?
Tak. O twoją koszulę nocną. Zmarszczyła brwi.
Nic innego nie mam.
– Wiem. Ziściło się moje najśmielsze marzenie. A ja jestem tak cholernie słaby, że nawet nie mogę cię pożądać.
Odchyliła się do tylu i złożyła ręce na piersiach.
– Dobrze ci to zrobi.
– To tylko twoje przekonanie.
– Rozgrzałeś się trochę? – zapytała bez współczucia. Pokręcił głową.
Wstała.
– Idę na dół zrobić ci bulion. Mam nadzieję, że w kuchni jest coś do jedzenia.
Spojrzał na nią bezrozumnie.
– Coś do jedzenia – powtórzyła. – W kuchni.
– Chyba tak – odparł bez przekonania.
Popatrzyła z niedowierzaniem.
– Porywasz mnie i zapominasz zaopatrzyć dom w jedzenie?
Jego usta ułożyły się w niemrawy uśmieszek.
– Tak jakby.
– Robert, to kompletnie wbrew twoim zasadom. Nie wiem, co o tym myśleć. Nigdy w życiu nie zapomniałeś o najmniejszym drobiazgu.
– Wysłałem do administratora wiadomość, że przyjeżdżam i że ma przygotować domek. Na pewno kupił coś do jedzenia. – Zawahał się i przełknął ślinę. – W każdym razie mam taką nadzieję.
Victoria wstała z surową miną guwernantki.
– Umiesz gotować? – zapytał.
– Tylko ciekawe co.
– Coś znajdziesz.
Bez słowa wyszła z pokoju.
Robert leżał w łóżku, drżał i czuł, że dopada go choroba. Przy Victorii poprawiało mu się samopoczucie. Ubrana w jedwabną koszulę – a już zaczynał żałować tego zakupu – odwracała myśli od zimnych sopli, które kiedyś nazywał palcami u nóg.
Kilka minut później Victoria znów pojawiła się w drzwiach. W obydwu dłoniach trzymała parujące kubki. Robert pokraśniał na twarzy.
– Bulion? – zapytał. Nawet nie pamiętał, kiedy ostatnio miał taką ochotę na bulion.
Uśmiechnęła się słodziutko. Trochę za słodko.
– Masz szczęście, Robert.
Pociągnął nosem w nadziei na przyjemny zapach.
– Dziękuję ci, Victorio, za… – Przerwał, gdy wręczyła mu kubek. – Co to jest?
– Wrzątek.
– Ugotowałaś mi wodę? Czy tylko na tyle może liczyć chory człowiek?
– Nie jesteś chory, tylko zmarznięty. A wrzątek to rzeczywiście gotowana woda. Na pewno cię rozgrzeje.
Westchnął.
– Nie ma na dole nic do jedzenia?
– Nic a nic.
Napił się wody i rozkoszował ciepłem rozchodzącym po wnętrzu. Nagle, nie odrywając ust od kupka, podniósł wzrok.
– A herbata?
– Ani krztyny.
Znów napił się wody.
– Nie sądziłem, że doczekam dnia, w którym w angielskim domu zabraknie herbaty.
Uśmiechnęła się.
– A teraz ci cieplej? Skinął głową i oddał kubek.
– Mam nadzieję, że jest jeszcze trochę.
Odebrała kubek, wstała i podeszła do okna. Lało jak z cebra.
– Nie sądzę, aby zabrakło nam wody. Trochę gotuje się na piecu, a na zewnątrz stoi wiadro.
Spojrzał na nią karcąco.
– Chyba nie masz zamiaru wychodzić z domu w taką pogodę? Zmokniesz.
Uśmiechnęła się i machnęła ręką.
– O mnie się nie martw. Stanę pod daszkiem i tylko wyciągnę rękę. – Ruszyła do wyjścia.
– Zaczekaj.
Odwróciła się.
– A tobie nie zimno? – zapytał. – Cały czas troszczysz się tylko o mnie. Nie chcę, żebyś się przeziębiła.
– Woda mi pomogła.
– Ale ręce jeszcze ci się trzęsą. – Zabrzmiało to niemal jak oskarżenie.
– Nie, nic mi nie jest. Naprawdę. Jeszcze chwila i całkiem się rozgrzeję.
Zrobił groźną minę, ale zanim zdążył coś powiedzieć, wyszła z pokoju. Wróciła po kilku minutach. Koc zsunął jej się z ramion i Robert starał się ignorować kształty opięte niebieską koszulą. Nie umiał sobie wyobrazić nic piękniejszego. W myślach snuł najśmielsze fantazje erotyczne, ale ciało odmawiało reakcji.
Siarczyście przeklął przemarznięcie.
– Mówiłeś coś? – zapytała, podając mu swój kubek z wodą.
– Nic, co by nadawało się dla twoich uszu.
Uniosła ze zdziwieniem brwi, ale nie wypytywała dalej. Przez kilka minut panowało milczenie. Victoria usiadła w nogach łóżka Roberta.
Nagle wstała tak gwałtownie, że Robert prawie upuścił kubek.
– A gdzie MacDougal? – zapytała, poprawiając koc na ramionach.
– Odesłałem go do Londynu.
Wyraźnie jej ulżyło.
– Uff. Nie chciałabym, aby ktoś mnie zobaczył w takim stanie.
– No tak. Ale gdyby tu był, moglibyśmy posłać go po jedzenie.
W reakcji na te słowa zaburczało jej w brzuchu. Spojrzał na nią z ukosa.
– Jesteś głodna?
– O, troszeczkę – skłamała.
– Jeszcze się na mnie gniewasz?
– O, troszeczkę – powiedziała tym samym tonem. Roześmiał się.