Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Gwiazdka Z Nieba». Краткое содержание книги:

Hrabia Robert Kemble i Victoria Lyndon, córka pastora, zakochali się w sobie od pierwszego wejrzenia. Jak było do przewidzenia, ich ojcowie nie zaakceptowali planów dwójki młodych na wspólną przyszłość. Victoria i Robert zdecydowali się na ucieczkę z domu, bo tylko w ten sposób mogli się połączyć na zawsze. Zamiar ten jednak spalił na panewce.
Po siedmiu latach Victoria i Robert spotykają się niespodziewanie w domu pewnej arystokratki, gdzie ona jest guwernantką, on zaś mile widzianym gościem. Czy mimo urazy i gniewu, jaki żywią do siebie, a także dzielącej ich przepaści towarzyskiej, ich miłość może się odrodzić?
1 ... 41 42 43 44 45 46 47 48 49 ... 60
Перейти на страницу:

– Zabrałam go ze sobą na plażę. Chyba zgubiłam w wodzie. – Zamknęła drzwi do szafy i odwróciła się. – Co ty robisz? – niemal krzyknęła. Leżał na łóżku, ale nie przykrył się kocem. Kurczył się i trzymał ręce na piersi.

Popatrzył na nią.

– Chyba jeszcze nigdy tak nie zmarzłem.

Przykryła go pod samą brodę.

– Musisz się przykryć, bo inaczej się nie rozgrzejesz. Skinął głową, nadal drżał.

– Ręce ci się trzęsą – powiedział.

– Mniej niż twoje.

– Idź się przebrać – polecił.

– Muszę się upewnić, że…

– Idź. – Mówił cicho, ale słyszała w jego głosie stanowczość.

Zawahała się, a po chwili skinęła głową.

– Nie ruszaj się.

– Jak mam się nie…

– Dosyć.

– Victoria – mówił zmęczonym głosem. – Nie mógłbym się ruszyć, nawet gdybym chciał. A akurat nie chcę.

– To dobrze.

– Idź już! Uniosła ręce.

– Idę, już idę.

Gdy odeszła, poprawił się pod kocem. Boże, jak zimno. Kiedy szedł popływać, nawet do głowy mu nie przyszło, że rozpęta się taka burza. Zacisnął zęby, ale i tak szczękały. Nie podobało mu się, że jest zależny od Victorii, zwłaszcza gdy ona sama zmarzła. Najlepiej czuł się w roli jej rycerza – silnego, dzielnego, ofiarnego i odzianego w lśniącą zbroję. Teraz był mokry, zmarznięty i wyglądał żałośnie. Na domiar złego, gdy w końcu zobaczyła go nagiego, nie miał się czym pochwalić.

– Nie odkryłeś się? – zawołała z drugiego pokoju. – Jeśli wyjdziesz z łóżka…

– Leżę na miejscu!

Usłyszał burknięcie przypominające „to dobrze”. Uśmiechnął się. Uzależnienie od Victorii ma swoje dobre strony.

Mocniej opatulił się kocem w nadziei, że w końcu się rozgrzeje. Z zimna prawie nie czuł rąk, więc wsunął je pod pośladki, ale nic to nie pomogło, bo tam miał równie zimno. W końcu przykrył się na głowę i zaczął chuchać w dłonie. Poczuł chwilową ulgę.

Najpierw rozległy się kroki, a potem usłyszał:

– Co ty tam robisz?

Wychylił głowę tylko tyle, żeby widzieć Victorię.

– Tak jest cieplej. – Nagle spojrzał na dziewczynę. – Co ty masz na sobie?

Zrobiła zdziwioną minę.

– Przypominam ci, że nie pozwoliłeś mi zabrać żadnych zapasowych ubrań.

Żałował, że zmarznięte usta nie chcą ułożyć się w uśmiech.

– Mam tylko tę koszulę od ciebie. A kocem okryłam się dla przyzwoitości. – Z surową miną poprawiła nieforemną pelerynę.

Wyglądał na wniebowziętego, gdy jęknął:

– Chyba jestem bardziej chory, niż przypuszczam.

– Jak to? – Podeszła do łóżka, usiadła na brzegu i odgarnęła mu włosy z czoła. – Masz gorączkę?

Pokręcił głową, nie wyglądał na chorego.

– Więc o co chodzi?

– O ciebie – wyksztusił.

Wytrzeszczyła oczy.

– O mnie?

Tak. O twoją koszulę nocną. Zmarszczyła brwi.

Nic innego nie mam.

– Wiem. Ziściło się moje najśmielsze marzenie. A ja jestem tak cholernie słaby, że nawet nie mogę cię pożądać.

Odchyliła się do tylu i złożyła ręce na piersiach.

– Dobrze ci to zrobi.

– To tylko twoje przekonanie.

– Rozgrzałeś się trochę? – zapytała bez współczucia. Pokręcił głową.

Wstała.

– Idę na dół zrobić ci bulion. Mam nadzieję, że w kuchni jest coś do jedzenia.

Spojrzał na nią bezrozumnie.

– Coś do jedzenia – powtórzyła. – W kuchni.

– Chyba tak – odparł bez przekonania.

Popatrzyła z niedowierzaniem.

– Porywasz mnie i zapominasz zaopatrzyć dom w jedzenie?

Jego usta ułożyły się w niemrawy uśmieszek.

– Tak jakby.

– Robert, to kompletnie wbrew twoim zasadom. Nie wiem, co o tym myśleć. Nigdy w życiu nie zapomniałeś o najmniejszym drobiazgu.

– Wysłałem do administratora wiadomość, że przyjeżdżam i że ma przygotować domek. Na pewno kupił coś do jedzenia. – Zawahał się i przełknął ślinę. – W każdym razie mam taką nadzieję.

Victoria wstała z surową miną guwernantki.

– Umiesz gotować? – zapytał.

– Tylko ciekawe co.

– Coś znajdziesz.

Bez słowa wyszła z pokoju.

Robert leżał w łóżku, drżał i czuł, że dopada go choroba. Przy Victorii poprawiało mu się samopoczucie. Ubrana w jedwabną koszulę – a już zaczynał żałować tego zakupu – odwracała myśli od zimnych sopli, które kiedyś nazywał palcami u nóg.

Kilka minut później Victoria znów pojawiła się w drzwiach. W obydwu dłoniach trzymała parujące kubki. Robert pokraśniał na twarzy.

– Bulion? – zapytał. Nawet nie pamiętał, kiedy ostatnio miał taką ochotę na bulion.

Uśmiechnęła się słodziutko. Trochę za słodko.

– Masz szczęście, Robert.

Pociągnął nosem w nadziei na przyjemny zapach.

– Dziękuję ci, Victorio, za… – Przerwał, gdy wręczyła mu kubek. – Co to jest?

– Wrzątek.

– Ugotowałaś mi wodę? Czy tylko na tyle może liczyć chory człowiek?

– Nie jesteś chory, tylko zmarznięty. A wrzątek to rzeczywiście gotowana woda. Na pewno cię rozgrzeje.

Westchnął.

– Nie ma na dole nic do jedzenia?

– Nic a nic.

Napił się wody i rozkoszował ciepłem rozchodzącym po wnętrzu. Nagle, nie odrywając ust od kupka, podniósł wzrok.

– A herbata?

– Ani krztyny.

Znów napił się wody.

– Nie sądziłem, że doczekam dnia, w którym w angielskim domu zabraknie herbaty.

Uśmiechnęła się.

– A teraz ci cieplej? Skinął głową i oddał kubek.

– Mam nadzieję, że jest jeszcze trochę.

Odebrała kubek, wstała i podeszła do okna. Lało jak z cebra.

– Nie sądzę, aby zabrakło nam wody. Trochę gotuje się na piecu, a na zewnątrz stoi wiadro.

Spojrzał na nią karcąco.

– Chyba nie masz zamiaru wychodzić z domu w taką pogodę? Zmokniesz.

Uśmiechnęła się i machnęła ręką.

– O mnie się nie martw. Stanę pod daszkiem i tylko wyciągnę rękę. – Ruszyła do wyjścia.

– Zaczekaj.

Odwróciła się.

– A tobie nie zimno? – zapytał. – Cały czas troszczysz się tylko o mnie. Nie chcę, żebyś się przeziębiła.

– Woda mi pomogła.

– Ale ręce jeszcze ci się trzęsą. – Zabrzmiało to niemal jak oskarżenie.

– Nie, nic mi nie jest. Naprawdę. Jeszcze chwila i całkiem się rozgrzeję.

Zrobił groźną minę, ale zanim zdążył coś powiedzieć, wyszła z pokoju. Wróciła po kilku minutach. Koc zsunął jej się z ramion i Robert starał się ignorować kształty opięte niebieską koszulą. Nie umiał sobie wyobrazić nic piękniejszego. W myślach snuł najśmielsze fantazje erotyczne, ale ciało odmawiało reakcji.

Siarczyście przeklął przemarznięcie.

– Mówiłeś coś? – zapytała, podając mu swój kubek z wodą.

– Nic, co by nadawało się dla twoich uszu.

Uniosła ze zdziwieniem brwi, ale nie wypytywała dalej. Przez kilka minut panowało milczenie. Victoria usiadła w nogach łóżka Roberta.

Nagle wstała tak gwałtownie, że Robert prawie upuścił kubek.

– A gdzie MacDougal? – zapytała, poprawiając koc na ramionach.

– Odesłałem go do Londynu.

Wyraźnie jej ulżyło.

– Uff. Nie chciałabym, aby ktoś mnie zobaczył w takim stanie.

– No tak. Ale gdyby tu był, moglibyśmy posłać go po jedzenie.

W reakcji na te słowa zaburczało jej w brzuchu. Spojrzał na nią z ukosa.

– Jesteś głodna?

– O, troszeczkę – skłamała.

– Jeszcze się na mnie gniewasz?

– O, troszeczkę – powiedziała tym samym tonem. Roześmiał się.

1 ... 41 42 43 44 45 46 47 48 49 ... 60
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)