Gwiazdka Z Nieba
- Автор: Куинн Джулия
- Язык: польский
- Жанр: Современные любовные романы
Электронная книга - «Gwiazdka Z Nieba». Краткое содержание книги:
Po siedmiu latach Victoria i Robert spotykają się niespodziewanie w domu pewnej arystokratki, gdzie ona jest guwernantką, on zaś mile widzianym gościem. Czy mimo urazy i gniewu, jaki żywią do siebie, a także dzielącej ich przepaści towarzyskiej, ich miłość może się odrodzić?
Jedna z gwiazd zamrugała ze współczuciem.
– Czasami myślę, że tak wspaniale byłoby mieć kogoś, kto by się o mnie troszczył. Czuć się kochana i bezpieczna. Już od tak dawna brakuje mi takiego poczucia. Brakuje mi przyjaciela. Ale chcę także sama podejmować decyzje, a Robert mi to uniemożliwia. Nie, żeby specjalnie. On po prostu taki już jest. Czuję się słaba i bezradna. Jako guwernantka cały czas byłam zdana na cudzą łaskę. A tego nie znoszę.
Przerwała, żeby otrzeć łzę z policzka.
– A w ogóle to zastanawiam się, czy te sprawy mają jakieś znaczenie. Bo może ja się po prostu boję? Jestem tylko tchórzem, który boi się skorzystać z okazji.
Wiatr musnął jej policzek, odetchnęła głęboko świeżym, chłodnym powietrzem.
– Czy znów mi nie złamie serca, jeżeli pozwolę mu się kochać?
Nocne niebo nie odpowiedziało.
– I jeśli pozwolę mu się kochać, to czy pozostanę sobą?
Tym razem jedna z gwiazd zamigotała, ale Victoria nie wiedziała, jak to zinterpretować. Stała w oknie jeszcze kilka minut, rozkoszując się chłodnym powiewem na skórze. W końcu zmogło ją zmęczenie, weszła w ubraniu do łóżka i zasnęła, nie zdając sobie sprawy, że przytula do siebie jedwabną, niebieską koszulę.
W odległości trzech metrów Robert stał w swoim oknie i zastanawiał się nad tym, co właśnie podsłuchał. Wiatr przyniósł mu słowa Victorii. Wbrew swojej pragmatycznej naturze skłonny był uwierzyć, że to jakiś dobry duszek pokierował wiatrem.
Może duch jego matki? A może matki Victorii? A może obydwa współpracują w niebie, aby dać swoim dzieciom szansę na szczęście?
Był już o włos od utraty nadziei, a nagle otrzymał dar cenniejszy od złota – wgląd w serce Victorii.
Uniósł wzrok do nieba i podziękował księżycowi.
16
Następny dzień przypominał sen.
Victoria obudziła się zmęczona fizycznie i psychicznie, a w sprawie uczuć do Roberta miała tyle samo wątpliwości co zawsze.
Obmyła twarz, wygładziła ubranie i zapukała do jego drzwi. Odpowiedzi nie było, ale mimo to postanowiła wejść. Doskonale pamiętała, w jakim wczoraj był stanie. Zagryzła dolną wargę i otworzyła drzwi.
I przeraziła się na widok MacDougala rozłożonego wygodnie na Roberta łóżku.
Jęknęła zaskoczona, a potem udało jej się wydukać:
– O Boże! Co pan tu robi? Gdzie hrabia Macclesfield? MacDougal uśmiechnął się przyjaźnie i wstał z łóżka.
– Poszedł dojrzyć kuni.
– Czy to nie pana obowiązek? Szkot skinął głową.
– Hrabia bardzo dba o kunie.
– Wiem – powiedziała i przypomniała sobie, jak siedem lat temu bez powodzenia uczył ją jazdy konnej.
– Czasem lubi je sam dojrzyć. Najczęściej jak się zastanawia.
Pewnie nad tym, jak się na mnie zemścić, pomyślała. Nastąpiła chwila ciszy, a potem zapytała:
– Czy pan przyszedł do tego pokoju z jakichś konkretnych powodów?
– Taa, mom paninkę odprowadzić na śniadanie.
– Ach, tak – powiedziała z nutką goryczy. – Więzień cały czas musi być pod strażą.
– Raczej gadał, że ktoś tam wczoraj paninkę nagabywał. Nie chce, coby paninka czuła się nieswojo. Samotna kobieta i te rzeczy.
Uśmiechnęła się powściągliwie.
– Możemy więc iść? Konam z głodu.
– Czy mam coś ponieść dla pani?
Chciała go poprawić i powiedzieć, że nie jest panią, ale nie miała na to siły. Robert już zapewne powiedział służącemu, że są jak małżeństwo.
– Nie – odparła. – Pan hrabia nie dał mi zbyt wiele czasu na spakowanie.
– No dobra. – MacDougal skinął głową.
Zrobiła kilka kroków do drzwi i nagle przypomniała sobie o leżącej na łóżku niebieskiej koszuli nocnej. Powinnam ją tam zostawić, pomyślała mściwie. Powinnam ją podrzeć na strzępki. Ale ten pięknie uszyty kawałek jedwabiu bardzo ją w nocy pocieszył i nie chciała się z nim rozstawać.
A poza tym gdyby ją zostawiła, usprawiedliwiała się, Robert przed wyjazdem i tak wszedłby po nią na górę.
– Chwileczkę – powiedziała i cofnęła się do swego pokoju. Zwinęła koszulę w kłębek i schowała pod pachę.
Razem z MacDougalem zeszła na dół. Szkot skierował ją do osobnej jadalni, gdzie Robert zje z nią śniadanie. O dziwo, Victoria była głodna, Przyłożyła dłoń do brzucha, bezskutecznie powstrzymując burczenie w żołądku. Dobre maniery nakazywały poczekać na Roberta, ale powątpiewała, czy powstał jakiś przepis etykiety dotyczący zachowania w tak nietypowej sytuacji.
Odczekała dwie minuty, a gdy kiszki mocniej zagrały marsza, zrezygnowała z dobrych manier i sięgnęła do talerza z grzankami.
Po kilku minutach, dwóch jajach i pysznym kawałku pasztetu z cynaderek usłyszała, jak Robert otwiera drzwi i mówi:
– Smakuje ci?
Spojrzała na niego. Był uprzejmy, przyjaźnie nastawiony i nad podziw pogodny. Natychmiast ogarnęły ją podejrzenia. Czy to ten sam człowiek, który wczoraj wypchnął ją z pokoju?
– Umieram z głodu – oznajmił. – Jak jedzenie? Jest to, co lubisz?
Ugryzła grzankę umoczoną w herbacie.
– Dlaczego jesteś dzisiaj taki miły?
– Bo cię lubię.
– W nocy nie lubiłeś – mruknęła.
– W nocy byłem, że tak powiem, niedoinformowany.
– Niedoinformowany? A przez ostatnie dziesięć godzin zebrałeś tak dużo informacji?
Uśmiechnął się szelmowsko.
– Tak, zebrałem.
Wolno i dokładnie odstawiła filiżankę herbaty na talerzyk.
– I chciałbyś teraz podzielić się ze mną nową wiedzą?
Spojrzał na nią uważnie i po ułamku sekundy powiedział:
– Podaj mi, proszę, kawałek tego pasztetu z cynaderek.
Victoria chwyciła tacę z pasztetem i przysunęła do siebie, aby nie mógł dosięgnąć.
– Za chwilę.
Roześmiał się.
– Grasz nieczysto, moja pani.
– Nie jestem twoją panią. I chcę wiedzieć, czemu ci dzisiaj tak wesoło. Jak wytłumaczysz wczorajsze zachowanie?
– Chcesz powiedzieć, że mój wczorajszy gniew był uzasadniony?
– Nie! – Słowo to zabrzmiało nieco dobitniej, niż zamierzała.
Wzruszył ramionami.
– Nieważne. Dzisiaj już się nie gniewam.
Przyglądała mu się osłupiała.
Sięgnął po tacę z pasztetem.
– Już mogę?
Z ledwie dosłyszalnym fuknięciem podsunęła mu pasztet, a przez następne dziesięć minut obserwowała, jak Robert zajada śniadanie.
Droga z Faversham do Ramsgate powinna zająć im cztery godziny, ale ledwie wyruszyli, Robert wpadł na jakiś znakomity pomysł i zapukał w ścianę, dając MacDougalowi znak do zatrzymania.
Kareta powoli wyhamowała i Robert wyskoczył na zewnątrz z energią i wesołością, które niepokoiły Victorię. Zamienił kilka słów z woźnicą i wrócił do powozu.
– Co się stało? – zapytała.
– Mam dla ciebie niespodziankę.
– Trochę za dużo niespodzianek jak na jeden tydzień.
– Nie przesadzaj. Ale musisz przyznać, że dzięki mnie twoje życie stało się atrakcyjniejsze.
Prychnęła.
– Tylko wtedy, drogi panie, gdy porwanie nazwać atrakcją.
– Wolę, gdy mówisz do mnie „Robercie”.
– Twój pech. Nie urodziłam się po to, żeby spełniać czyjeś zachcianki.
Tylko się uśmiechnął.
– Uwielbiam sprzeczać się z tobą.
Zacisnęła pięści. Świetnie bawi się jej kosztem. Wyjrzała przez okno i zauważyła, że MacDougal zboczył z drogi do Canterbury. Odwróciła się do Roberta.
– Dokąd my skręciliśmy? Mówiłeś, że jedziemy do Ramsgate.
– Zgadza się. Tylko zrobimy sobie mały wypad do Whitsable.
– Do Whitsable? A po co? Pochylił się z figlarnym uśmieszkiem.