Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Gwiazdka Z Nieba». Краткое содержание книги:

Hrabia Robert Kemble i Victoria Lyndon, córka pastora, zakochali się w sobie od pierwszego wejrzenia. Jak było do przewidzenia, ich ojcowie nie zaakceptowali planów dwójki młodych na wspólną przyszłość. Victoria i Robert zdecydowali się na ucieczkę z domu, bo tylko w ten sposób mogli się połączyć na zawsze. Zamiar ten jednak spalił na panewce.
Po siedmiu latach Victoria i Robert spotykają się niespodziewanie w domu pewnej arystokratki, gdzie ona jest guwernantką, on zaś mile widzianym gościem. Czy mimo urazy i gniewu, jaki żywią do siebie, a także dzielącej ich przepaści towarzyskiej, ich miłość może się odrodzić?
1 ... 42 43 44 45 46 47 48 49 50 ... 60
Перейти на страницу:

– Nie miałem zamiaru cię głodzić.

– Tak, za najważniejszy cel obrałeś porwanie.

– Jak wiesz, moim najważniejszym celem było skłonienie cię do małżeństwa.

– Hm.

– Co oznacza to „hm”? Chyba nie wątpisz w moje intencje?

Westchnęła.

– Nie, nie wątpię. Za dużo w tobie entuzjazmu.

Dłuższą chwilę panowała cisza. Obserwował, jak odstawia kubek na nocnym stoliku i zaciera ręce.

– Jeszcze ci zimno, prawda?

Skinęła głową i przyciągnęła nogi do tułowia, żeby tracić jak najmniej ciepła.

– Wejdź do łóżka – zaproponował. Powoli odwróciła głowę w jego stronę.

– To oczywiście dowcip.

– Jeżeli połączymy twoje ciepło z moim, to obojgu nam zrobi się cieplej.

Ku jego zdumieniu roześmiała się.

– Nie podejrzewałam cię o tyle inwencji.

– Ja nie zmyślam. Wiesz, że na uniwersytecie studiowałem nauki przyrodnicze. Do moich ulubionych przedmiotów należała dynamika ciepła.

– Robert, odmawiam dalszych kompromisów.

– Och, Torie, daj spokój. Dalej już nie możesz się posunąć. – Po urażonej minie poznał, że dotknął ją tymi słowami. – Chciałem tylko powiedzieć – kontynuował – że jeśli ktoś się dowie, że spędziłaś ze mną noc, to będzie podejrzewał najgorsze. Nasze postępowanie nie ma teraz znaczenia. Ono nikogo nie będzie obchodzić.

– Mnie będzie.

– Victoria, ja cię nie uwodzę. Nawet gdybym chciał, to nie mogę. Cały jestem zimny jak lód. Uwierz mi, że… Że nie jestem w swej szczytowej formie.

– Jeszcze ci zimno? – zapytała.

Ledwie powstrzymał się od uśmiechu. Ależ oczywiście! Ona nie będzie chciała wejść do łóżka, żeby rozgrzać siebie. Ale wielkodusznie postąpi tak dla jego dobra.

– Jak w lodówce – powiedział i dla lepszego efektu kilka razy szczęknął zębami.

– A jak wejdę do łóżka, zrobi ci się cieplej? – Spojrzała niepewnie.

Skinął głową ze szczerą miną, ponieważ właściwie wcale nie kłamał. Ciepło drugiego ciała w łóżku naprawdę go rozgrzeje.

– I mnie też będzie cieplej?

Spojrzał przenikliwie.

– Okłamałaś mnie, prawda? Nadal jest ci zimno. Biegasz po domu, żeby mną się zaopiekować, a o sobie wcale nie pomyślałaś. – Przesunął się kawałek na łóżku i wyciągnął do niej rękę. Spod koca wyłonił się jego umięśniony tors.

– Robert!

Złapał ją za bosą stopę.

– O mój Boże! – zawołał. – Przecież ty jesteś zimniejsza ode mnie.

– To tylko stopa. Od podłogi…

– Ale już!

Wsunęła się pod koc. Robert objął ją ręką i pociągnął na swoją stronę łóżka.

– To na pewno nie jest konieczne! – zaprotestowała.

– Owszem, jest.

Wstrzymała oddech, gdy ją do siebie przytulał. Przylgnęła plecami do jego ciała, dzieliła ich tylko jedwabna tkanina. Nie miała pojęcia, że wyląduje z nim w łóżku. Tak nią pokierował, że nawet nie wiedziała, jak to się stało.

– I tak mi zimno – oznajmiła złośliwie.

Gdy odpowiedział, poczuła w uchu gorąco jego słów.

– Nie szkodzi. Cała noc przed nami. Ugodziła go łokciem między żebra. Mocno.

– Au! – Cofnął się i rozmasował sobie mostek. – Za co?

– „Cała noc przed nami” – papugowała. – Doprawdy jesteś niewdzięczny, Robert. Ja ci wyświadczam przysługę i…

– Wiem.

– … i kładę się koło ciebie i… – Uniosła głowę. – Co mówiłeś?

– Powiedziałem: „wiem”. Wyświadczasz mi wspaniałą przysługę. Już mi cieplej.

Te słowa trochę ją uspokoiły, nie wiedziała, co powiedzieć, więc tylko chrząknęła. Zdawała sobie sprawę, że to nie najbłyskotliwsza odpowiedź.

– Ale stopy nadal masz zimne jak lody. Skrzywiła się.

– Promieniują zimnem, co?

– Zimno nie promieniuje – rzekł, przybierając nagle akademicki ton. – Zimne przedmioty odbierają ciepło od otaczającego je powietrza, co sprawia wrażenie, jakby promieniowały zimnem. Ale w rzeczywistości promieniuje tylko ciepło.

– Aha – odpowiedziała głównie po to, aby wiedział, że słuchała.

– To dość powszechna pomyłka.

Wydawało się, że na tym wygaśnie ich rozmowa, a Victoria pozostanie w pozycji wyjściowej, czyli obok kompletnie nagusieńkiego mężczyzny. Sama ubrana w skandalicznie krótką koszulę nocną. Szczyt wszystkiego. Spróbowała odsunąć się chociaż o kilka centymetrów, ale rękę, choć zmarzniętą, miał bardzo silną. Najwyraźniej nie zamierzał wypuścić jej na drugą stronę łóżka.

– Idę spać – powiedziała stanowczo i zamknęła oczy.

– Naprawdę? – zapytał, a z tonu jego głosu wynikało, że jej to się nie uda.

– Naprawdę – odparła z nadal zamkniętymi oczami. Nie liczyła, że zaśnie w najbliższym czasie, ale zamierzała udawać. – Dobranoc.

Dwadzieścia minut później Robert popatrzył na nią zaskoczony. Miała zamknięte oczy, a jej pierś unosiła się i opadała w spokojnym rytmie.

– Ona naprawdę zasnęła – mruknął pod nosem. Nie chciał jej wypuszczać z uścisku, ale zdrętwiała mu ręka, więc zabrał ją, westchnął, odwrócił się i zamknął oczy.

Leżąca Victoria otworzyła oczy i pozwoliła sobie na przebiegły uśmieszek.

18

Gdy obudziła się nazajutrz rano, na jej ramieniu spoczywała naga ręka, a na biodrze równie naga noga. Na myśl, że obydwie kończyny należą do nagiego mężczyzny, serce mocniej jej zabiło.

Ostrożnie wyswobodziła się i wstała z łóżka. Gołe ciało wystające spod nocnej koszuli okryła kocem. Właśnie zbliżała się do drzwi, gdy usłyszała chrapnięcie Roberta.

Chwyciła klamkę w nadziei, że zdąży się wyrwać, zanim on otworzy oczy, ale natychmiast usłyszała zaspane:

– Dzień dobry.

Nie miała wyjścia, musiała się odwrócić.

– Dzień dobry, Robercie.

– Mam nadzieję, że dobrze spałaś.

– Jak suseł – skłamała. – A teraz przepraszam, bo idę się przebrać.

Przeciągnął się, ziewnął i powiedział:

– Przypuszczam, że z twojego wczorajszego stroju zostały strzępy.

Przypomniała sobie, jakie przejścia miało wczoraj jej ubranie. Pod wpływem deszczu, wiatru, skał i słonej wody stało się niezdatne do noszenia. Mimo to uznała, że jest lepsze i stosowniejsze niż to, w czym teraz chodzi. Powiedziała o tym Robertowi.

– Szkoda – uznał. – Ta niebieska koszula na tobie przyprawia mnie o zawrót głowy.

Pociągnęła nosem i szczelniej okryła się kocem.

– Wiem, że jest nieskromna. Na pewno właśnie dlatego ją kupiłeś.

– Właściwie – powiedział zamyślony – wyglądasz w niej znacznie rozkoszniej, niż przypuszczałem.

Uznała słowo „rozkoszniej” za eufemizm innego określenia i szybko wyszła z pokoju. Nie chciała być przedmiotem dwuznacznych uwag Roberta. A co gorsza, bała się, że znów zaczyna ją uwodzić. Przerażała ją myśl, jak by się zachowała, gdyby ponownie spróbował ją pocałować.

Zapewne odwzajemniłaby się pocałunkiem. Co za koszmar!

Weszła do swojego pokoju. Na łóżku leżała jej zrujnowana sukienka. Zesztywniała od słonej wody i Victoria musiała ją długo naciągać i rozprostowywać, zanim nadała się do założenia. Koszulę nocną zostawiła jako halkę. Jej własna zrobiła się szorstka, a w ramiączko zaplątał się wodorost.

Gdy w końcu stanęła przed lustrem, mimowolnie jęknęła. Wyglądała okropnie. Szopa z włosów. Aby je jako tako ułożyć, musiałaby zmyć słoną wodę, a podczas pobieżnych oględzin domku nie znalazła ani kawałka mydła. Sukienka niemiłosiernie pognieciona, w czterech miejscach rozerwana – nawet w pięciu, jak się okazało po dokładniejszych oględzinach rąbka. Mimo to Victoria wyglądała lepiej niż przedtem.

1 ... 42 43 44 45 46 47 48 49 50 ... 60
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)