Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Gwiazdka Z Nieba». Краткое содержание книги:

Hrabia Robert Kemble i Victoria Lyndon, córka pastora, zakochali się w sobie od pierwszego wejrzenia. Jak było do przewidzenia, ich ojcowie nie zaakceptowali planów dwójki młodych na wspólną przyszłość. Victoria i Robert zdecydowali się na ucieczkę z domu, bo tylko w ten sposób mogli się połączyć na zawsze. Zamiar ten jednak spalił na panewce.
Po siedmiu latach Victoria i Robert spotykają się niespodziewanie w domu pewnej arystokratki, gdzie ona jest guwernantką, on zaś mile widzianym gościem. Czy mimo urazy i gniewu, jaki żywią do siebie, a także dzielącej ich przepaści towarzyskiej, ich miłość może się odrodzić?
1 ... 40 41 42 43 44 45 46 47 48 ... 60
Перейти на страницу:

Wiatr przybierał na sile, słone powiewy smagały jej policzki. Włosy zaczęły się kleić od wilgoci, nogi jej marzły. Gdzie u licha ten Robert? Czy pływanie przy takiej pogodzie jest bezpieczne? Wstała, rozejrzała się i jeszcze raz go zawołała. W końcu, gdy już myślała, że gorzej być nie może, poczuła na policzku zimną kroplę deszczu.

Zauważyła, że trzęsą jej się ręce, ale zdała sobie sprawę, że to wcale nie z zimna. Ogarniało ją przerażenie. Jeżeli Robert utonął…

Nawet nie była w stanie dokończyć myśli. Była na niego zła za cały poprzedni tydzień i wcale nie miała pewności, czy chce za niego wyjść, ale nie dopuszczała myśli, że mógłby na zawsze zniknąć z jej życia.

Padało coraz bardziej. Cały czas wołała Roberta, ale wiatr nie niósł jej słów w stronę morza. Czuła się bezradna. Nie było najmniejszego sensu wchodzić do wody Robertowi na ratunek, bo po pierwsze, Victoria słabo pływała, a po drugie, nie miała pojęcia, gdzie go szukać. Jeszcze raz wykrzyknęła jego imię. Nie liczyła, że Robert ją usłyszy, ale nic innego nie mogła zrobić.

A bezczynność nie wchodziła w grę.

Niebo złowrogo ciemniało, a Victoria z przerażeniem słuchała coraz groźniejszych zawodzeń wiatru. Starała się równo oddychać, chociaż serce jej biło w obłędnym tempie. I nagle, gdy już myślała, że bezradność ją rozsadzi, ujrzała w oddali różową plamkę. Podbiegła bliżej wody.

– Robert!!! – krzyczała. Minęła minuta, zanim się upewniła, że poruszający się w wodzie obiekt to rzeczywiście człowiek.

– O, Robert! Dzięki Bogu! – odetchnęła i wbiegła po kolana do wody. Była zbyt daleko, aby mu pomóc, ale nie mogła się powstrzymać, żeby nie ruszyć w jego stronę.

Weszła dalej, poczuła wodę na udach. Wysokie fale zasłaniały horyzont, napawając ją strachem. Robert musiał zmagać się z tymi falami. Widziała go teraz z bliższej odległości. Nadal nie sprawiał wrażenia osłabionego, ale zaczynał płynąć chaotycznie. Był zmęczony.

Znów zawołała go po imieniu. Tym razem na moment znieruchomiał i spojrzał przed siebie. Poruszył ustami. Victoria była pewna, że wykrzyczał jej imię.

Z powrotem zanurzył głowę i zaczął płynąć. Być może tylko tak jej się wydawało, ale miała wrażenie, że przyspieszył tempo. Uniosła ręce do góry i zrobiła jeszcze krok do przodu. Dzieliło ich teraz około dziesięciu metrów.

– Robert, już prawie jesteś! – krzyknęła. – Uda ci się!

W jednej chwili woda sięgała jej do pasa, a w następnej nagła, wielka fala przykryła jej głowę. Przewróciła się, przekoziołkowała i przez moment nie wiedziała, gdzie jest. Nagle w cudowny sposób złapała grunt pod nogami i wynurzyła głowę na powierzchnię. Zobaczyła, że stoi przodem do brzegu, więc odwróciła się i zobaczyła brnącego w jej stronę Roberta. Był nagi do pasa, bryczesy oklejały mu uda. Niemal upadł na nią.

– Mój Boże, Victoria – zipnął. – Gdy zobaczyłem, że znikasz pod wodą… – Nie dokończył zdania, pochylił się tylko i wciągał powietrze.

Victoria złapała go za rękę i pociągnęła za sobą.

– Musimy wyjść na brzeg.

– Nic… Nic ci się nie stało?

Patrzyła na niego przez rzęsisty deszcz.

– To ty mnie o to pytasz? Odpłynąłeś tak daleko od brzegu. Nawet cię nie widziałam. Byłam przerażona. Ja… – Przerwała. – Musimy o tym teraz rozmawiać?

Ruszyli powoli. Zmarznięta i osłabiona Victoria z trudem stawiała kroki, a wyczerpany Robert opierał się o nią.

– Victoria – sapnął.

– Nic nie mów. – Za wszelką cenę starała się dotrzeć do brzegu, a potem do ścieżki.

Ale on stanął i zmusił ją do zatrzymania. Ignorując deszcz i wiatr, wziął jej twarz w dłonie i spojrzał prosto w oczy.

– Nic ci się nie stało? – zapytał.

Victoria patrzyła, nie dowierzając, że zatrzymuje się w środku burzy i zadaje takie pytanie. Dotknęła jego dłoni i powiedziała:

– Robert, nic mi nie jest. Tylko zmarzłam. Musimy iść do domu.

Victoria nigdy później nie mogła zrozumieć, jakim cudem udało im się pokonać ścieżkę. Ziemia namokła od deszczu i co chwila jedno z nich ślizgało się i upadało, a drugie je podnosiło. W końcu Victoria z poranionymi dłońmi wspięła się na wzgórze i upadła na zielony trawnik przed domkiem. Kilka sekund później dołączył do niej Robert.

Deszcz zamienił się w ulewę, a wiatr wył, jakby się ktoś powiesił. Wspólnie dowlekli się do wejścia. On chwycił za klamkę, szarpnął drzwiami i otworzył przed nią przytulne wnętrze. Gdy już obydwoje znaleźli się w środku, przez chwilę stali sparaliżowani nagłą ulgą.

Pierwszy doszedł do siebie Robert. Przytulił Victorię i ściskał ją mocno, chociaż nie mógł opanować drżenia rąk.

– Myślałem, że cię stracę – szepnął, przykładając usta do jej skroni. – Myślałem, że cię stracę.

– Nie bądź niemądry. Ja…

– Myślałem, że cię stracę – powtarzał, nie osłabiając uścisku. – Najpierw myślałem, że już… Że nie uda mi się wrócić… Boże… Ja nie chciałem umierać… Zwłaszcza teraz, gdy byliśmy już tak blisko… – Położył dłonie na jej twarzy, ścisnął mocno i starał się zapamiętać każdy szczegół, każdy pieg i każdy kształt. – A gdy zniknęłaś pod wodą…

– Robert, tylko na chwilę.

– Nie wiedziałem, czy umiesz pływać. Nigdy mi nie mówiłaś.

– Umiem. Nie tak dobrze jak ty, ale umiem… Co za różnica? Nic mi się nie stało. – Zdjęła jego dłonie ze swej twarzy i chciała go pociągnąć w stronę schodów. – Trzeba kłaść się do łóżek. Musisz się rozgrzać, bo się przeziębisz.

– Ty też – bąknął, puszczając ją przodem.

– Bóg wie, od jak dawna nie topiłam się w cieśninie Dover. Najpierw zajmiemy się tobą, a potem obiecuję, że się przebiorę w suche ubranie.

Niemal zaciągnęła go na schody. Co chwila się potykał, jakby nie udawało mu się podnieść nogi wystarczająco wysoko, aby trafić na schodek. Na piętrze pchnęła go do przodu.

– To na pewno twój pokój – powiedziała, wpuszczając go do środka.

Skinął głową.

– Rozbierz się – zakomenderowała.

Miał jeszcze dość siły, aby się uśmiechnąć.

– Ach, gdybyś wiedziała, ile razy marzyłem, że tak do mnie powiesz… – Spojrzał na swoje trzęsące się z zimna ręce. Paznokcie miał sine.

– Nie wygłupiaj się – skarciła go surowo, przeszła przez pokój i zapaliła świecę. Był dopiero wczesny wieczór, ale burzowe chmury niemal całkowicie zasłoniły słońce. Od – wróciła się i zobaczyła, że Robert stoi ubrany. – No, co jest? Mówiłam, żebyś się rozebrał. Bezradnie wzruszył ramionami.

– Nie mogę. Palce mi…

Spojrzała na ręce, którymi próbował sforsować zapięcie bryczesów. Palce tak mu się trzęsły, że nie mógł objąć guzików. Z troskliwością wyniesioną jeszcze z czasów, gdy pracowała jako guwernantka, odpięła mu bryczesy i ściągnęła, odwracając głowę.

– Zwykle robię lepsze wrażenie – zażartował. Po takiej uwadze nie mogła dalej odwracać wzroku.

– O – powiedziała zdumiona. – Tego się zupełnie nie spodziewałam.

– Ja też wolałbym wyglądać inaczej – burknął.

Zaczerwieniła się i odwróciła głowę.

– Do łóżka, ale już. – Nieudolnie starała się, aby jej glos zabrzmiał stanowczo.

On starał się tłumaczyć, gdy prowadziła go do łóżka:

– Gdy mężczyzna zmarznie, wtedy…

– Wystarczy. Dziękuję. Nie muszę już nic więcej wiedzieć.

Uśmiechnął się, ale szczękanie zębów zepsuło efekt.

– Zawstydziłaś się.

– Coś takiego! – Podeszła do szafy. – Masz dodatkowe koce?

– Tak. Jeden w twoim pokoju.

1 ... 40 41 42 43 44 45 46 47 48 ... 60
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)