Desiderium Intimum
- Автор: Gobuss, Lindt Ariel
- Язык: польский
- Жанр: Фанфик
Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
szybkością, z jaką siłą i natężeniem, w jaki sposób unosić biodra, delikatnie
zmieniając ich położenie w trakcie nabijania się na twardą erekcję mężczyzny.
I uwielbiał obserwować wtedy twarz Severusa... sposób, w jaki otwierał usta,
odchylając głowę do tyłu, w jaki łapczywie łapał powietrze... chwile, w których jego
powieki unosiły się, by nakarmić się widokiem Harry'ego i ponownie opadały, zbyt
ciężkie od doznań, by pozostać otwarte.
Ale najprzyjemniejszy ze wszystkiego był sposób, w jaki ich spocone, śliskie ciała
ocierały się o siebie. Jego penis - uwięziony pomiędzy dwoma rozgrzanymi ciałami,
wciśnięty pomiędzy gładkie podbrzusze Harry'ego i pokryte krótkimi, kłującymi
włoskami podbrzusze Severusa - niemal skamlał z przyjemności, pulsując coraz
silniej i silniej, jakby w każdej chwili mógł eksplodować i tylko krótkie przerwy
ratowały Harry'ego przed wzbierającym w lędźwiach żarem. Pozwalało mu to
przedłużać tę najdoskonalszą chwilę, rozkoszując się każdą minutą zbliżenia, każdą
sekundą...
Ale w końcu nadszedł taki moment, w którym Harry musiał przerwać, w którym jego
uda drżały od wysiłku, a po ciele spływał pot i był zbyt zmęczony, by kontynuować,
nawet jeżeli jego ciało wrzeszczało z potrzeby i pragnęło jeszcze więcej, jeszcze,
jeszcze...
- Chcesz więcej...? - wyszeptał do ucha Severusa, trącając nosem wilgotne kosmyki
hebanowych włosów i próbując złapać urywany oddech. - Czy może masz już dosyć?
Mężczyzna przesunął twarz i wzrok Harry'ego został pochwycony przez rozpalone
spojrzenie ciemnych oczu. Jednak zbyt późno dostrzegł w nich drapieżny błysk.
- A ty? - zapytał cicho Severus, łapiąc niespodziewanie jego pośladki, unosząc je w
górę i wchodząc w Harry'ego z taką siłą, że uderzenie, które nastąpiło w jego
wnętrzu, posłało iskry nawet w koniuszki palców u stóp, wywołując wstrząs tak silny,
że mógł on zakończyć się tylko jednym. Trzęsieniem ziemi.
Harry zacisnął powieki, czując wypływające spod nich łzy. Jego ciało zamieniło się w
reaktor doznań i już sam nie wiedział, gdzie kończy się przyjemność, a zaczyna on,
gdzie następują eksplozje, a gdzie pochłania go ogień. Gdzie się podziały jego
porozrywane na strzępy zmysły, a gdzie utrzymujące go w pionie mięśnie. Wydawało
mu się, że słyszy odległy szept Severusa, ale otaczający go szum bezdźwięcznych
wybuchów i własnego krzyku skutecznie uniemożliwił mu zrozumienie go. Miał
wrażenie, że dochodzi i dochodzi i że ta przyjemność nigdy się nie zakończy, dopóki
ostatnia kropla spermy nie wytrysnęła na ich ciała.
Minęło kilka długich chwil, zanim napięte do granic możliwości mięśnie rozluźniły się,
z jego piersi wyrwało się głębokie westchnienie, a głowa opadła mu bezwładnie na
ramię Severusa. Drżał tak bardzo, jakby jego ciało trawiła wysoka gorączka. Dopiero
po jakimś czasie zorientował się, że dłoń Severusa uspokajająco gładzi go po
plecach i włosach.
Musiał kilka razy przełknąć ślinę, by w końcu udało mu się wydobyć z siebie cichy,
ochrypły szept:
- Chciałbym, żeby jutro nigdy nie nadeszło. Nie chcę cię opuszczać. Moje miejsce
jest tutaj, przy tobie...
- Ci i... - Dłoń Severusa wplotła się w jego włosy, a druga przesunęła na kark,
gładząc go łagodnie koniuszkami palców. - Nie myśl o tym. Wciąż tu jesteśmy.
Jeszcze nigdzie się nie wybierasz. - Szept Severusa był cichy i kojący, ale nie był w
stanie powstrzymać łez, które niepostrzeżenie wymknęły się spod powiek Harry'ego i
spadły na nagie ramię mężczyzny. Na ułamek sekundy w powietrzu zawisła cisza.
Ale niemal natychmiast przerwał ją zachrypnięty szept Severusa: - Chodź do mnie.
Harry poczuł dłonie Severusa obejmujące jego twarz i przyciągające ją do własnej...
a po chwili gorące wargi, zamykające jego usta w czułym, delikatnym pocałunku. I
Harry nie wiedział, jak nazwać to uczucie, które w nim wtedy wezbrało... ale było tak
ciepłe, tak... jasne... że nawet największe ciemności nie mogłyby go zgasić.
Westchnął, kiedy wargi Severusa oderwały się na moment od jego warg i mężczyzna
wyszeptał wprost w jego usta:
- Pomimo wszelakich masek, które przyjdzie nam założyć... zawsze będziesz mój.
I Harry ponownie poczuł oplatające go mocno ramiona. I napierające na niego ciało,
kierujące ich obu z powrotem na łóżko. Jego nagie plecy dotknęły chłodnej pościeli, a
Severus opadł na niego, przygniatając go do materaca i wysuwając się z niego tak
powoli, jakby każdy centymetr, którym znajdował się poza gorącym wnętrzem
Harry'ego przynosił mu jedynie cierpienie.
- Mój! - Z tym ostatnim słowem, będącym czymś pomiędzy zwierzęcym warknięciem
a pozbawionym tchu okrzykiem, wszedł w Harry'ego ostrym, gładkim pchnięciem,
zagłębiając się w nim z tak nieposkromioną potrzebą, jakby pragnął na zawsze
pozostawić w nim swój ślad, wypalić go tak głęboko, by nigdy nie wyblaknął i by
Harry nigdy o nim nie zapomniał.
Ciało Severusa spięło się, a z jego ust wyrwał się długi, skamlący jęk, podobny do
wycia rannego zwierzęcia i Harry poczuł rozlewającą się po jego wnętrzu falę gorąca,
jedną i drugą i kolejną... i wydawało się, że Severus nie przestanie dochodzić i że
zgniecie go w swych ramionach, drżąc tak bardzo, jakby miał rozpaść się na kawałki i
tylko uścisk Harry'ego utrzymywał go w całości. Jego biodra podrygiwały
konwulsyjnie, a usta haustami łapały powietrze i dopiero po bardzo długiej chwili jego
ciało rozluźniło się i Severus opadł na Harry'ego, wgniatając go w materac i
przyciskając otwarte usta do jego nagiego ramienia z taką siłą, jakby próbował go
pogryźć.
I nagle powietrze wypełniło się jedynie parującą ciszą. Taką, która powstaje, kiedy
pożar już ucichnie i nagle okazuje się, że jego siła była tak rażąca, że nie pozostało
już nic, co mogłoby się chociaż tlić.
Wszystko spłonęło.
64. What have you done
Let me wake up in your arms
Hear you say it's not alright
Let me never see the sun
Let us be so dead and so gone
So far away from life
Close my eyes
Hold me tight
And bury me deep inside your heart*
Część 1
Harry nieznacznie rozchylił rozgrzane powieki. Otaczała go gęsta cisza,
przypominająca niewidzialną zasłonę odgradzającą go od zewnętrznego świata.
Słyszał jej szelest w oddechu Severusa owiewającym mu czoło i poruszającym
kosmykami włosów, które łaskotały mu skronie.
Widział w oddali drgający leniwie płomień świecy, jednak wszystko było tak rozmyte,
iż miał wrażenie, jakby jej światło zamieniło się we mgłę, snującą się wstęgami w
kierunku sufitu.
Nie. Wzrok nie był mu w tej chwili do niczego potrzebny. Ponownie przymknął
powieki i głęboko wciągnął do płuc intensywnie ziołowy zapach Severusa, wtulając
twarz w jego nagą pierś i oplatając go ramieniem w pasie, tak jakby chciał
przygarnąć go do siebie jeszcze bliżej.
Słyszał powolny rytm serca Severusa, pulsujący pod skórą w regularny, uspokajający
sposób. Przypominał tykanie zegara, które Harry słyszał w dormitorium przed
zaśnięciem.
Nie miał pojęcia, czy Severus śpi, czy nie. Nie wiedział, ile czasu minęło. Bał się
poruszyć. Bał się, że nawet najlżejszy ruch może zburzyć tę chwilę. Chwilę