Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Diabelska wygrana». Краткое содержание книги:

Romans, kt?rego nigdy nie zapomnisz! Szukaj?c zemsty za ?mier? brata, Damien Falon zastawia pu?apk? na pi?kn? Alex? Garrick. Wygrywa od niej fortun? przy karcianym stole, nie ??da jednak pieni?dzy, lecz tego, by Alexa sp?dzi?a z nim noc. Wbrew jego oczekiwaniom Alexa okazuje si? delikatn? i mi?? dziewczyn? i Damien wkr?tce przy?apuje si? na tym, ?e pragnie nie tylko jej cia?a. Tymczasem niespodziewane komplikacje powoduj?, ?e musi broni? honoru Alexy, proponuje jej wi?c ma??e?stwo…
1 ... 40 41 42 43 44 45 46 47 48 ... 75
Перейти на страницу:

Teraz jest już bezpieczna w domu.

– Może być pan pewien, że odpowiedzialni za to ludzie zostali odpowiednio ukarani.

– Dziękuję, sir. – Rozmawiali chwilę o zagroże¬niu ze strony Anglii, Moreau opowiedział, co się wydarzyło w Hiszpanii i Portugalii, co miało wpływ na kampanię na Półwyspie, łącznie z nie tak daw¬nym ~cięstwem w majowej bitwie pod Tavalerą, za co dowodzący nią generał Wellesley otrzymał tytuł księcia Wellington.

– To był mało istotny sukces – przypomniał Da¬mien. – Wellington miał szczęście, że wyszedł z te¬go bez szwanku.

Moreau odchrząknął tylko, gdyż nie mógł za¬przeczyć.

– Sam Wellington powiedział: "Gdyby był tam N apoleon, zostalibyśmy pokonani".

– Nie wątpię – zgodził się Damien. Jednakże Wellingtonowi dopisało szczęście. Napoleon za¬ufał swojemu bratu Józefowi, a sam wrócił do Pa¬ryża, by rozwiązać problemy, które pojawiły się w stolicy.

Rozmawiali o pogłoskach, jakie dotarły do Mo¬reau, jakoby Brytyjczycy mieli niebawem powrócić. – Nasze źródła twierdzą, że szykują się do inwa¬zji na kontynent.

– Kiedy? – Damien nachylił się, zaciskając dłoń na kolanie.

– W każdej chwili.

– A gdzie dokładnie oczekiwany jest desant?

Moreau zaśmiał się.

– Gdyby był pan w Anglii, majo,rze, być może właś¬nie od pana uzyskalibyśmy tę informację, n'est ce pas?

Qamien westchnął.

– Cóż, nastąpiło niefortunne zakończenie bezcennej operacji.

– Proszę nie rozpaczać, majorze Falon. Dla tak uzdolnionego człowieka jak pan zawsze znajdzie się stosowne miejsce.

Damien dostrzegł szansę, na którą czekał. Właśnie to było powodem jego wizyty u generała.

– W to nie wątpię. Dlatego tu jestem, panie ge¬nerale.

– To znaczy…?

– Chciałbym poprosić, aby moja żona została przewieziona do swojej ojczyzny.

Grube, ciemne brwi generała uniosły się. Mo¬reau podrapał się po swoich kędzierzawych boko¬brodach.

– Ale pańska żona dopiero co przybyła, nawet jeszcze nie zdążyła zobaczyć naszego pięknego miasta. Poza tym niedawno się pobraliście, sam pan mówił, że nieprędko się panu 4nudzi.

– To prawda, panie generale, lecz…

– Podobno jest piękniejsza od bogini…

Zdławił ogarniającą go emocję, skupił się na tym, by nadać głosowi obojętne brzmienie.

– Moja żona rzeczywiście jest cudowną kobietą.

– Czy to nie jest wystarczający powód, żeby ją tu zatrzymać?

– A co z moim przydziałem? Ona nikogo w Pa¬ryżu nie zna. Kiedy wyjadę, nikt się nią nie zajmie.

– Pańskie przeniesienie może nastąpić dopiero za jakiś czas. Wtedy zorganizujemy jej powrót do domu. – Uśmiechnął się. – A tymczasem sam chętnie bym ją poznał. Może odwiedzicie mnie na koniec tygodnia w moim pałacu? To niedaleko, tylko kilka mil drogi stąd, w St. Germain-en-Laye. Oczywiście będą też inni goście. Moja żona zapla¬nowała wystawne przyjęcie. Byłaby to doskonała sposobność, żeby przedstawił pan nam swoją belle Anglaise.

Damien poczuł narastające napięcie. A więc już rozniosły się plotki o wydarzeniach w Le Monde, o licytacji, o pięknej kobiecie, która oka¬zała się żoną majora Falona, o tym, jak ją uratował. Cała historia wzbudziła szczególne zaintere¬. sowanie generała. Jego zaproszenie było faktycz¬nie rozkazem.

– Bylibyśmy zaszczyceni, panie generale.

– C'est bon! – Gruby mężczyzna wstał. Damien poszedł jego śladem.

– A tymczasem zakładam, że weźmiecie pań¬stwo udział w jutrzejszym balu dla poparcia au¬striackiej kampanii cesarza.

Kolejny zawoalowany rozkaz.

– Oczywiście. – Będzie musiał znaleźć jakieś ubranie dla Aleksy, ale o tym i tak pomyślał już wcześniej.

– Niestety, ja muszę zająć się ważniejszymi spra¬wami. – Westchnął. – Ach, żeby znowu być mło¬dym i wolnym. Byłoby jak w niebie, n'est ce pas?

– Absolument.

Generał odprawił go, przypominając o wizycie w pałacu. Damien zasalutował.

– Miłego wieczoru, panie generale – powiedział i wyszedł.

W tym momencie spostrzegł go stojący w kory¬tarzu Victor Lafon. Przyjrzał się zamkniętym drzwiom gabinetu generała, czując się trochę nieswojo na myśl o spotkaniu, które się tam właśnie odbyło. Ciekawe, o cZYlll rozmawiali w tym poko¬ju i dlaczego on – bezpośredni przełożony majo¬ra Falona – nie został również zaproszony. Bez względu na charakter tego spotkania, cała sytu¬acja bardzo mu się nie spodobała. Falon nie po¬stąpił rozsądnie, szukając generalskiej protekcji.

Odwrócił się do swojego adiutanta, młodego po¬rucznika o nazwisku Colbert o pełnych zapału sza¬rych oczach zdradzających wielką ambicję.

– Trzeba mu się dokładniej przyjrzeć – powie¬dział pułkownik. – Powiedz Pierre' owi, żeby miał oczy szeroko otwarte.

Porucznik uśmiechnął się.

– Pierre Lindet to lojalny sługa cesarza. Po¬za tym ma do napełnienia pięć głodnych brzu¬chów, więc potrzebuje każdego franka. Może pan na niego liczyć.

Polecenie szpiegowania pozostawiło w ustach pułkownika niesmak. Ale w przypadku Falo¬na czuł, że była to forma wymierzenia sprawiedli¬wości. Odrzucił tę myśl jako kolejną wojenną nie¬godziwość, po czym wszedł do gabinetu generała.

* * *

Aleksa spędziła ranek w towarzystwie małego Jeana-Paula i jego pięknego ptaka. Charlemagne był śnieżnobiałą papugą. Chłopiec trzymał ją w po¬wozowni w dużej klatce. Zwierzę było z pewnością jego dumą i radością. Najwyraźniej Damien zna¬komicie nauczył go, jak zajmować się ptakiem.

Zastanawiała się, w jaki sposób doszło do kontu¬zji malca, lecz na razie nie miała możliwości, żeby się dowiedzieć.

Tymczasem pożegnała się i pozostawiła chłopca pod opieką ojca, zaś sama wróciła do domu. Da¬mien wrócił jakiś czas później i zawołał ją, wcho¬dząc do małego salonu, gdzie czytała. Jego głos był mocny i gładki jak najlepsze wino. Zignorowała ciepło, które nagle odczuła w żołądku.

Odwróciła głowę i z podziwem popatrzyła na je¬go wysoką, szczupłą sylwetkę i znakomicie leżące na nim ubranie, chociaż była zła na siebie za takie myśli. Od tamtej porannej kłótni niewiele ze sobą rozmawiali, zaś noce Damien spędzał samotnie w pokoju przylegającym do jej sypialni.

Ciekawe, czego może chcieć od niej teraz?

– A, tu jesteś. – Nie miał już na sobie munduru, lecz frak w kolorze ciemnej śliwki, szarą pikowaną kamizelkę i jasnoszare spodnie. Wyglądał mniej nieprzystępnie, więc trochę się uspokoiła i zrelak¬sowała. Nachylił się i delikatnie musnął ustami jej dłoń, zupełnie jakby nic między nimi nie zaszło.

– Jak zwykle wyglądasz pięknie. – Wyprostował się, nie puszczając jej ręki. – Ale chyba nadszedł czas, żebyś sprawiła sobie trochę własnych ubrań.

Zesztywniała, cofając dłoń.

– Wydawało mi się, że nie zabawię tu długo.

– Ja także. Niestety, generał Moreau ma inne plany wobec ciebie.

– To znaczy, że nie wracam do domu? Obojętnie wzruszył ramionami.

– Generał bardzo chce cię poznać. Zresztą gdy teraz sam się nad tym zastanawiam, to nie widzę powodu, abyś miała tak szybko wyjeżdżać.

– Nie widzisz powodu? Przecież jestem Angiel¬ką, a między naszymi krajami toczy się wojna.

– Jesteś także moją żoną – odparł ostrzegawczo.

– Twoim obowiązkiem jest być przy mężu tak długo, jak długo on sobie tego życzy. -Ale…

– Bądź dobrą dziewczynką, Alekso. Biegnij na górę i narzuć coś na siebie. Musimy wziąć udział w kilku przyjęciach, więc chciałbym, abyś była stosownie ubrana.

Bądź dobrą dziewczynką, Alekso? Co on sobie wyobraża? Jednak poszła po szal, gdyż potrzebo¬wała czasu na zastanowienie. Nie wysyłał jej do do¬mu, przynajmniej na razie. Mogła spróbować wrócić na własną rękę, lecz po doświadczeniach z Le Monde ten pomysł zbytnio jej nie pociągał. Może lepiej zostać w Paryżu do czasu, aż upewni się, że może bezpiecznie dostać się do Anglii.

Wierzyła, że taki moment prędzej czy później nadejdzie. Rayne wróci z Jamajki, a Brytyjczycy zaczną wysuwać żądania. Chociaż szalała wojna, takie sprawy załatwiało się kanałami dyplomatycz¬nymi. Kobieta z jej majątkiem i pozycją nie zosta¬nie uznana za zwykłą ofiarę wojennej zawieruchy.

A Damien uszanował jej życzenie i zostawił ją w spokoju. Z pewnością umiałaby utrzymać go na dystans jeszcze trochę dłużej. Być może w końcu zmęczy się tym, że ona jednak nie zgadza się dzielić z nim łoża, i zgodzi się, żeby wróciła do Anglii.

Wciąż nie mogąc zebrać myśli, wzięła pożyczony kaszmirowy szal i zeszła na dół, gdzie u podnóża schodów czekał na nią Damien.

– Gotowa? – spytał.

– Chyba tak.

– To dobrze. – Z wrodzoną gracją, która zawsze działała na nią jak magnes, a którą teraz próbowa¬ła zbagatelizować, ujął ją pod rękę i zaprowadził do karety. Uśmiechał się przy tym i w ogóle był rozluźniony, jednak odniosła wrażenie, że to za¬chowanie jest udawane.

1 ... 40 41 42 43 44 45 46 47 48 ... 75
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)