Diabelska wygrana
- Автор: Kat Martin
- Язык: польский
- Жанр: Современная русская и зарубежная проза
Электронная книга - «Diabelska wygrana». Краткое содержание книги:
Skończyli tańczyć, po czym Jules St. Owen od¬prowadził ją do Andre. Czuła się rozkojarzona, nie bardzo wiedziała, co się właściwie stało. Kiedy po¬nownie odwróciła się w stronę St. Owena, ten już wmieszał się w tłum. Zobaczyła tylko jego jasną czuprynę, gdy wychodził z sali.
– Przyjemnie się tańczyło z St. Owenem? – spy¬tał Andre, a ona pomyślała, czy przypadkiem nie domyśla się, co między nimi zaszło.
– Wydaje się dość miły.
– To bogaty handlarz na skalę międzynarodową, były kapitan żeglugi. Nie widziałem go od dłuższe¬go czasu. Kiedyś mocno krytykował politykę cesa¬rza, ale teraz jest inaczej.
A więc Andre nie miał pojęcia o tym, co plano¬wał Jules. Zresztą ona sama również nic na ten te¬mat nie wiedziała.
– Wpadłaś w oko przynajmniej kilkunastu in¬nym młodzieńcom. Jeśli nadal chcesz tańczyć…
– Szczerze mówiąc, wolałabym wrócić do domu.
– Miała zbyt wiele do przemyślenia. A szczególnie teraz, po tym ostatnim zwrocie wydarzeń…
– Być może twój mąż wyrazi zgodę.
Zobaczyła, jak się zbliża, elegancją i urodą prze¬wyższający wszystkich innych mężczyzn. Kilka par niewieścich oczu nie spuszczało wzroku z jego wą¬skich bioder, muskularnych nóg. Aleksa poczuła niemiłe ukłucie zazdrości.
– Jutro rano mam spotkanie z Lafonem – powie¬dział Damien, kiedy stanął u jej boku. – Nie bę¬dziesz miała nic przeciwko temu, jeśli dziś wcze¬śniej wrócimy do domu?
– Będę wręcz wdzięczna. Przyjrzał się jej.;.
– Wobec tego przyniosę ci pelerynę i zawołam powóz.
Wyszli po kilku minutach, przebijając się przez tłum. Na zewnątrz odczekali chwilę, zanim podje¬chała ich kareta. Chociaż po drodze Damien pra¬wie się nie odzywał, a do domu weszli także w mil¬czeniu, to bacznie obserwował każdy jej ruch. Odczuwał wciąż takie samo pożądanie. Było wyczu¬walne w każdym jego dotyku, w każdym spojrzeniu jego niebieskich oczu. Dobrze wiedziała, co myślał – że jest jej mężem, że ma prawo do jej ciała, któ¬rego nie mogła mu odmówić.
Jednak wchodząc po schodach, nie powiedział a ni słowa, podobnie gdy w korytarzu oddaliła się uo swojej sypialni. Z ulgą zamknęła za sobą drzwi i oparła się o nie, spostrzegając czekającą na nią w pokoju Marie Claire.
– Pomogę się pani rozebrać – powiedziała czar¬nowłosa kobieta. Aleksa skinęła głową. Chociaż wciąż myślała o mężczyźnie, którego zostawiła w korytarzu, sprawnie pozbyła się ubrania i wyjęła spinki z włosów. Marie Claire podała jej długą nocną koszulę, lecz zanim zdążyła ją naciągnąć, powstrzymał ją głos od strony drzwi.
– Możesz już iść, Marie Claire – powiedział ła¬godnie Damien.
Aleksa kurczowo przycisnęła koszulę do ciała, żeby się osłonić. W milczeniu zaczekała, aż kobie¬ta opuści sypialnię. Gdyby tylko mogła ją poprosić, żeby została… Lecz doskonale wiedziała, wobec kogo ona jest lojalna.
– Czego chcesz? – rzuciła, gdy zamknęły się drzwi.
Wodził po niej ognistym wzrokiem.
– Dobrze wiesz, czego chcę. – Ruszył od drzwi, a rozchylające się poły jedwabnego szlafroka od¬słaniały jego umięśnione nogi. Kiedy był o krok przed nią, pociągnął za pasek i szlafrok zupełnie się rozchylił. Kiedy Damien zatrzymał się, jedwab ześlizgnął mu się z ramion i wtedy zobaczyła, że pod szlafrokiem jest zupełnie nagi.
Boże, czy ziemia kiedykolwiek nosiła piękniejsze¬go mężczyznę? Miała przed oczami jego długie, smukłe kończyny i muskularny tors.
– Jestem twoim mężem, Alekso – zaczął cicho, podchodząc bliżej, lecz ona odwróciła się.
– Nie, proszę cię. – Odsłaniając przed nim plecy i biodra, zrobiła duży krok w stronę łóżka otoczo¬nego czterema kolumienkami, przytrzymując się jednej z nich, by nie stracić równowagi. Poczuła na skórze jego ciepło i delikatny pocałunek na szyi.
– Potrzebuję cię, Alekso. – Wodził ustami po jej ramionach, przyciskając swoje uda do jej nóg, kro¬czem obejmując jej pośladki.
– Nie mogę – wyszeptała, lecz ogień zdążył już ogarnąć jej ciało. Rozpostarł dłonie na jej brzu¬chu, powiódł po żebrach, by zatrzymać je na na¬brzmiałych piersiach.
– Możesz – powiedział, drażniąc palcami sutek, który natychmiast stwardniał i urósł. Przywarł płas¬kim brzuchem do jej pośladków i pochyliwszy się, zaczął wodzić językiem wzdłuż jej kręgosłupa. Wsunął dłoń w wilgotne miejsce między nogami Aleksy. Pieścił ją, doprowadzając do drżenia, do szumu rozedrganej krwi w jej uszach. Poczuła suchość w ustach, wiotkość kończyn, pustkę w żo¬łądku. Fala gorąca spłynęła na jej wyczekujące ko¬lejnych doznań ciało.
– Rozsuń nogi, ma chirie. – W sunął w nią palec, gdy bez zastanowienia wykonała polecenie, chwy¬tając ze wszystkich sił kolumienkę przy łóżku. Od¬rzuciła głowę do tyłu, aż włosy opadły poniżej linii bioder.
Fallus Damiena ocierał się o jego brzuch, czuła go na swoich pośladkach, co jeszcze bardziej ją podnie¬ciło. Krew krążyła ze zdwojoną szybkością niczym roztopiona lawa, niosąc żar do każdej cząstki jej cia¬la. Rozchylił płatki między jej udami i po chwili wszedł w nią jednym zdecydowanym pchnięciem.
– Pragnę cię – szepnął w taki sposób, że mimo wszystko uwierzyła mu.
Delikatnie odwrócił jej głowę i pocałował dziko w usta, cały czas trzymając dłonie na jej piersiach, ugniatając je, masując, pobudzając, jeszcze bar¬dziej wzmagając pożądanie. Chwycił ją za biodra i przytrzymał nieruchomo, podczas gdy sam wcho¬dził w nią głęboko, wiodąc do granicy, poza którą traciła wszelki rozsądek.
– Powiedz to – wyszeptał. – Powiedz, że mnie pragmesz.
Usiłowała z tym walczyć, przygryźć drżącą war¬gę, jeszcze mocniej złapała kolumienkę. Damien wycofał się z niej niemalże do końca, by po chwili znowu wniknąć w jej wnętrze.
– Powiedz to! – rozkazał. Trzymał ją za biodra i bez litości wdzierał się do środka.
– Pragnę cię, Damien! Pragnę aż do bólu.
– Chryste… – aż jęknął. Poruszał się coraz szybciej i coraz mocniej, pracując zawzięcie biodrami. Miał gorące dłonie, wilgotne, głodne usta.
– Damien! – krzyknęła, dochodząc do kulmina¬cji i nagle wstrząsnęła nią potężna eksplozja żaru, po której nastąpiła kolejna i jeszcze jedna.
Nawet nie zauważyła, kiedy zalał ją swoim nasie¬niem, nie poczuła, jak ugięły się pod nią kola¬na, i nie wiedziała, że to on ją podtrzymał, by nie upadła. Trzęsła się od przenikających ją na wskroś emocji i nagle ogarnął ją strach. Po chwili poczuła na twarzy jego delikatne pocałunki, a gdy opiekuń¬czo otoczył ją ramionami, usłyszała jego uspokaja¬jący szept.
– Wszystko dobrze, cherie. Nie musisz się bać. Lecz ona wiedziała, że jest mnóstwo powodów, by się obawiała, a ta myśl uderzyła ją nagle z ogromną siłą. Wyprostowała się i odsunęła, by po chwili stanąć z nim twarzą w twarz jak z naj¬większym wrogiem.
– Nie powinieneś był tu przychodzić.
– Aleksa…
– Przestań. Nic już nie mów. – Widząc tak bolesną minę żony, podniósł długą białą koszulę nocną i podał jej bez słowa. Złapała ją trzęsącymi się rę¬kami i szybko nałożyła, cały czas cofając się małymi krokami..
– Chcę, żebyś sobie poszedł – powiedziała wysokim i dziwnie szarpanym głosem.
Pokręcił głową.
– Nie chcę cię zostawiać. Nie w taki sposób.
– Proszę cię.
Lecz jego mina była nieprzejednana. Natych¬miast znalazł się przy niej, wziął ją w ramiona i za¬niósł na szerokie, miękkie łóżko.
– Zostanę tylko chwilę. – Odsunąwszy pościel, położył ją delikatnie, poprawił poduszkę, po czym sam ułożył się tuż obok. – Dopóki nie zaśniesz.
To była dziwna propozycja, a jednak przyniosła jej pewne ukojenie. Okrył ich ioboje kocem, przy¬tulił się do niej i objął czule ramionami. Na pewno znowu zechce się kochać, pomyślała. Napięła cia¬ło, oczekując, że lada chwila przystąpi do działa¬nia. Lecz on głaskał ją delikatnie palcami po wło¬sach, całował w skroń.
W końcu odprężyła się. Wciąż miotały nią nie¬spokojne emocje, lecz po pewnym czasie zapadła w sen.
Damiena zbudził dźwięk głośno tykającego ze¬gara. Przez chwilę skupiał myśli, żeby zorientować się, gdzie jest, gdzie podział się niebieski balda¬chim znad łóżka. Przypomniał sobie, że zasnął w swoim własnym łóżku… z kobietą, która była je¬go żoną. Napiął mięśnie na myśl o ich namiętnym, dzikim zbliżeniu, o tym, jak niesamowicie zareago¬wała. Wyciągnął rękę, żeby znowu ją posiąść, ogar¬nięty kolejną falą żądzy, i… nie odnalazł jej obok siebie.,
Usiadł. Nie było jej w pokoju, zaś z sąsiedniej sypialni również nie dobiegały żadne dźwięki. W ko¬minku płonął mały ogień, rzucając złowieszcze cie¬nie na ściany, w kącie cicho chrobotała jakaś mysz¬ka. Zeskoczył na podłogę, nałożył swój czarny, je¬dwabny szlafrok i wyszedł na korytarz. Może była głodna i zeszła na dół do kuchni, żeby znaleźć coś do jedzenia?