Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Diabelska wygrana». Краткое содержание книги:

Romans, kt?rego nigdy nie zapomnisz! Szukaj?c zemsty za ?mier? brata, Damien Falon zastawia pu?apk? na pi?kn? Alex? Garrick. Wygrywa od niej fortun? przy karcianym stole, nie ??da jednak pieni?dzy, lecz tego, by Alexa sp?dzi?a z nim noc. Wbrew jego oczekiwaniom Alexa okazuje si? delikatn? i mi?? dziewczyn? i Damien wkr?tce przy?apuje si? na tym, ?e pragnie nie tylko jej cia?a. Tymczasem niespodziewane komplikacje powoduj?, ?e musi broni? honoru Alexy, proponuje jej wi?c ma??e?stwo…
1 ... 38 39 40 41 42 43 44 45 46 ... 75
Перейти на страницу:

– Damien, tak strasznie za tobą tęskniłam… J ego pocałunek był delikatny i głęboki.

– Gdybym wiedział… gdyby istniała najmniej sza nawet szansa, że żyjesz… – Całował jej oczy, nos, usta, potem rozchylił pelerynę i całował jej piersi. Ogarniały go coraz gorętsze płomienie żądzy, wy¬mykającej się spod kontroli.

Ssał i drażnił, zataczał językiem kółka wokół sutka, ciągnąc go lekko, jeszcze bardziej podsyca¬jąc ogień. Czuła jego dłonie na pośladkach, które delikatnie ugniatał, wywołując nawrót podniece¬nia w wilgotnym miejscu między nogami.

– Damien… – wyszeptała, rozpinając mu koszu¬lę, aby móc go dotykać. Przesunęła dłonią po na¬piętych, twardych mięśniach jego piersi, które poddawały się, by po chwili zesztywnieć. Powiodła palcem po płaskim, miedzianym sutku, muskając czarne kręcone włoski na piersi. Po chwili posadził ją na kanapie, przycisnął do obitego skórą oparcia. Czuła na swoim rozgrzanym ciele chłodną i gładką satynową podszewkę jego peleryny.

Całował ją głęboko, dziko, po chwili rozchylił jej nogi i zająwszy pozycję między nimi, rozpiął spodnie. Sięgnęła po jego członek drżącą dłonią, chciała go dotknąć, poczuć w sobie, zupełnie opę¬tana pożądaniem i czymś jeszcze, co wstydziła się nazwać po imieniu.

– Pomalutku, ma cherie – powiedział, wsuwając czubek do środka. Lecz ona nie chciała pomalut¬ku, i on również nie spełnił obietnicy. Pchnął moc¬no do przodu, wypełniając ją do końca. Każdy cal jego męskości pulsował zwierzęcym ogniem. Na chwilę znieruchomiał, jakby sycił się jej zwarto¬ścią, by zaraz wysunąć się i znowu uderzyć z pełną mocą Wychodził i wchodził, gorączkowo wbijał się w nią jak szaleniec, chłonąc rozkosz, lecz zara¬zem odwzajemniając się tym samym, gdyż oboje byli ogarnięci dziką żądzą.

– Damien! – krzyknęła, gdy wnikał w nią mocno, głęboko, rozgrzewając jej krew, pobudzając serce do jeszcze szybszego bicia, wywołując ból niezaspo¬kojenia w lędźwiach. Chwyciła go mocno, zbliżając się do spełnienia. Kareta kołysała się, dudniąc głośpo na kamiennych ulicach, kó'rlskie kopyta uderzały o bruk, tak jak on co chwila uderzał w nią.

Za kilka sekund wzleciała, wzbiła się przez pło¬mienie niczym feniks, pokonując ostatnią granicę. Oślepiły ją przepełnione słodyczą wirujące koła. Przepełniły ją radość i rozkosz tak ogromna, że mo¬gła od nich umrzeć w każdej następnej sekundzie.

Szepcząc imię żony, dołączył do niej, mocno pra¬cując biodrami, aż zalał ją swoim nasieniem. Była od niego mokra, klejąca, rozgrzana, lecz to nie mia¬ło znaczenia. Przyszedł po nią, uratował od losu gorszego niż śmierć! Jutro pomyśli o tym wieczorze i wszystkim, co się wydarzyło. Jutro zmierzy się z wyrzutami sumienia, lojalnością, przygotuje się na ten nowy zakręt zmiennej fortuny.

Jutro… pomyślała, wtulając się w jego szeroki, twardy tors, po raz pierwszy od wielu tygodni nie odczuwając już lęku, wdzięczna Bogu, że przysłał go na ratunek. Poczuła się zlpełnie wyczerpana. Nie wypuszczając go z objęć, zamknęła oczy i po¬grążyła się we śnie.

* * *

Damien zaniósł swoją śpiącą żonę do sypialni na piętrze. Delikatnie położył ją na łóżku pod bal¬dachimem, rozsupłał i zdjął z niej gorset i pończo¬chy. Kiedy dotknął jej ramienia, zauważył na dłoni smugę pudru. Zrozumiał, że w ten sposób zama¬skowano blizny po ranie. Obejrzał ją ostrożnie, a uznając, że wygoiła się dobrze, złożył na niej de¬likatny pocałunek.

Starannie okrył Aleksę, po raz pierwszy zauwa¬żając, że ma podkrążone oczy i woskową cerę. By¬ła wyczerpana, osłabiona ciągłym napięciem i lę¬kiem o przyszłość, wymęczona walką.

Pozwolił jej spać, chociaż najbardziej chciałby teraz położyć się przy niej, wejść w nią tak jak przed chwilą w karecie, posiąść jako przynależną tylko do niego. Jednak zostawił ją w spokoju i zszedł na dół, gdzie w gabinecie czekał Claude-Louis. Wysłał gońca do opery z przeprosinami za swoją nieobecność, po czym nalał sobie koniaku i usiadł w fotelu naprzeciwko przyjaciela.

– Spi? – spytał Claude-Louis.

Damien przytaknął.

– Nigdy nie znajdę dość słów, żeby ci podzięko¬wać.

– Między prawdziwymi przyjaciółmi podzięko¬wania nie są potrzebne.

To była prawda, więc Damien nie powiedział nic więcej, tylko dopił trunek i wrócił na górę.

Lecz nadal nie położył się obok żony. Wiedział, że to by ją obudziło, a ona potrzebowała odpo¬czynku. Usiadł.przy łóżku i patrzył tylko, jak spokojnie oddycha, bardziej wdzięczny za jej powrót, niż kiedykolwiek był wdzięczny za jakikolwiek podarunek.

Rozdział 14

Aleksa poruszyła się, stwierdziła, że jest naga i gwałtownie otworzyła oczy. Boże, gdzie ja jestem? Pokój, w którym się znajdowała, wcale nie był spłowiały i obskurny, lecz urządzony z wielkim przepychem. Leżała w złocisto-zielonym, okrytym jedwabiem łożu z baldachimem, na grubym pucho¬wym materacu. Ciężkie, obite brokatem jedwabne zasłony w tych samych barwach wisiały w oknach o podłużnych szybach, na lśniącej drewnianej pod¬łodze leżał gruby, ciepły perski dywan.

Usiadła na łóżku, podciągając pościel pod bro¬dę. Powoli wracała jej pamięć. Bewicke i Anglicy, strzał z muszkietu i okropny ból w piersi, straszne dni spędzone w Le Monde, Celeste Dumaine i li¬cytacja, Damien…

Jej serce zabiło gwałtownie. Rozejrzała się po pokoju w nadziei, a zarazem z pewnym niepo¬kojem, że zobaczy męża. Jednak Damiena nie by¬ło, w powietrzu unosił się tylko jego delikatny mę¬ski zapach piżma. Przypomniała sobie, jak wkro¬czył zamaszystym krokiem do pokoju, wyglądając niczym wcielony diabeł. Przypomniała sobie dzi¬kość jego wzroku, spojrzenie niebieskich oczu, którym przekazał jej część swojej siły. Widziała w nich czułość połączoną z ulgą oraz zwierzęcą de¬terminację

Ze wstydem wspomniała, jak ją całował, pieścił jej półnagie ciało w obecności madame Dumaine. Było to grzeszne, lecz zareagowała na niego tak jak zawsze, bo jak zawsze rozpalił w niej płomień namiętności. Pragnęła go tak jak wysuszony słoń¬cem kwiat pragnie deszczu.

Pomyślała o podróży karetą, o tym, jak końskie kopyta rytmicznie postukiwały o wybrukowane uli¬ce, a on w tym samym szaleńczym tempie wbijał się w nią. Zaczerwieniła się na wspomnienie swojego rozpustnego zachowania – oddała mu się bez resz¬ty, zupełnie zapominając o przeszłości.

Zapomniała o jego bezwzględności, nikczemnej grze i kłamstwach.

I w najmniejszym stopniu nie przejmowała się tym, że jej mąż jest zdrajcą!

Poczuła ucisk w żołądku. Zawdzięczała mu ży¬cie, lecz do tego doprowadziła jego podła zdrada. To on był temu winny, lecz ostatniej nocy puściła to w niepamięć.

Rozległo się ciche pukanie w drzwi. Gdy powie¬działa "proszę", do pokoju weszła ładna, ciemno¬włosa, niewysoka kobieta o obfitym biuście. Chyba nie jest to jedna z kochanek Damiena, pomyślała w panice Aleksa, po raz pierwszy przypominając sobie żołnierzy w łodzi i ich okrutne, drwiące sło¬wa. Ogarnęła ją fala zazdrości.

– Bonjour, madame – powiedziała kobieta. – J estem Marie Claire, tutejsza gospodyni, a zarazem żona Claude' a-Louisa, pokojowego pani męża.

Aleksa poczuła tak ogromną ulgę, że aż lekko zaszumiało jej w głowie.

– Dzień dobry. – Zarumieniła się delikatnie. Było jej głupio z powodu swojego wybuchu zazdrości. Niemile dotknęła ją świadomość, że niewierność męża potrafi tak bardzo wyprowadzić ją z równo¬wagI.

– Nie wiedzieliśmy, że pani przyjedzie, więc nie mamy dla pani służby. Pomyślałam, że może ze¬chce pani skorzystać z moich usług, dopóki pani mąż nie załatwi innej osoby.

– D'accord. Dziękuję ci, Marie Claire. – Aleksa wstała z łóżka i pozwoliła, by czarnowłosa kobieta jej pomogła, zamówiła jej do pokoju kąpiel, umyła i wysuszyła włosy, wreszcie ubrała ją w pożyczoną dzienną suknię z muślinu. Miała dość stylowy fa¬son, podniesioną talię i lamówki z wyhaftowanymi różyczkami. Była nieco zbyt krótka, przyciasna w biuście, lecz i tak o niebo elegantsza niż wszystko to, co nosiła przez ostatnie tygodnie. Gdy wreszcie skończyła toaletę, poczuła się znacznie lepiej.

– Pani mąż będzie zadowolony – powiedziała Marie Claire z miłym uśmiechem, spoglądając na jej ubranie i rozpuszczone kasztanowe włosy. Obie odwróciły się jednocześnie na dźwięk otwie¬rających się gwałtownie drzwi. Marie Claire unio¬sła brwi, lecz Aleksa jedynie uśmiechnęła się na widok małego, ciemnowłosego chłopca, który z szeroko otwartymi oczami wpadł do pokoju.

– Jean-Paul, na Boga, co ty wyprawiasz? Prze¬cież wiesz, że nie wolno wchodzić do pokoju damy bez pukania.

– Przepraszam, mamo. Nie wiedziałem, że tu jest dama.

1 ... 38 39 40 41 42 43 44 45 46 ... 75
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)