Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Niebo ze stali. Opowieści z meekhańskiego pogranicza
Niebo ze stali. Opowieści z meekhańskiego pogranicza - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Niebo ze stali. Opowieści z meekhańskiego pogranicza

Электронная книга - «Niebo ze stali. Opowieści z meekhańskiego pogranicza». Краткое содержание книги:

Niebo ze stali. Opowieści z meekhańskiego pogranicza
1 ... 40 41 42 43 44 45 46 47 48 ... 152
Перейти на страницу:

– No i?

– Ten węzeł, panie poruczniku. – Nur wskazał zadzierzgnięty na końcu supełek. – To „dzika ósemka”, na wschód od Czaherden, skąd pochodzę, większość strażników jej używa, bo jest prosta i rzemień da się rozwiązać, nawet gdy napęcznieje wodą.

Chwilę przetrawiali tę informację.

– To nasz? Strażnik?

Młodszy dziesiętnik pokiwał głową, szeroką twarz miał jak z kamienia.

– Tak sądzę, panie poruczniku. Ma... – zawahał się. – Ma kilka blizn, jakich mało który chłop potrafi się dorobić. W tym takie od miecza i chyba zębatego tasaka. Jego dwa żebra były już kiedyś połamane i zrosły się, wspomagane czarami, a to coś, na co ani chłopa, ani zbója za bardzo nie stać. No i ma cięciwowe odciski...

Odciski od cięciwy. Niektórzy żołnierze nie używali ani haków, ani „koźlich nóżek” do napinania kusz, tylko tradycyjnie przydeptywali strzemię i szarpali cięciwę rękami. Po kilku latach pojawiały się na ich palcach bardzo charakterystyczne dla zawodowych żołnierzy zgrubienia.

Kenneth spojrzał jeszcze raz na ciało. Od kilku chwil nie był to już tylko jakiś anonimowy trup, tylko jeden z żołnierzy, którzy zimą zaginęli na szlakach. Z tym że z tego, co wiedział, tej zimy żaden z nich nie zaginął w tej okolicy.

– Jego broń? Płaszcz? Manierka? Cokolwiek?

Cokolwiek, co pozwoli potwierdzić podejrzenia.

– Nic nie znaleźliśmy, panie poruczniku. I raczej nic więcej nie znajdziemy. Moim zdaniem wyrzucono go dokładnie tak, jak go znaleźliśmy, w portkach, kaftanie i butach.

– Wyrzucono?

Fenlo Nur pokiwał głową.

– Sam nie skoczył, prawda? Niby skąd? I jeszcze coś, ale chciałbym, żeby Azger najpierw jeszcze ze mną to sprawdził. Możemy?

– Idźcie.

Kenneth patrzył, jak tropiciele pochylają się nad ciałem i myślał. Jeśli to jeden z zaginionych żołnierzy, trzeba natychmiast pchnąć wiadomość do Kehlorenu. To nie jest informacja, którą mógł przekazać dopiero po powrocie, bo tych strażników szukano w całych górach. Mignęła mu przed oczyma wizja magicznych portali otwierających się tu i tam nad dzikimi zakątkami Olekadów i wypadających z nich, krzyczących ludzi. Otrząsnął się.

Reszta kompanii zorientowała się już najwyraźniej, że to nie jest zwykły trup, bo żołnierze zaczęli szeptać, popatrując na zwłoki. Kenneth uciszył ich kilkoma ruchami. Czekał na Azgera i dowódcę Piątej.

– No i? – zapytał, gdy tylko stanęli przed nim.

Starszy tropiciel miał dziwną minę. Zagubioną i bezradną.

– On... – Westchnął ciężko, jakby słowa nie chciały mu przejść przez gardło. – On jest taki... chudy nie tylko dlatego, że wiatr i zimno go zmumifikowały, panie poruczniku... On... cholera... wygląda na to, że on przez wiele dni nie dojadał... może nawet przez miesiąc. Gdy spadał, był chudy jak szczapa. I... ja też sądzę, że to nasz... Jeden z Bękartów...

Kenneth przymknął oczy, powoli nabrał powietrza i wypuścił je.

– Przekażcie reszcie, co znaleźliśmy – rzucił rozkaz. – Niech ludzie mają oczy dookoła głowy. Młodszy dziesiętniku, znajdziesz znów to miejsce?

– Tak, panie poruczniku.

– Twoja dziesiątka pójdzie z Trzecią z powrotem na skraj lasu. Andan!

Brodaty dziesiętnik przytruchtał pospiesznie.

– Na rozkaz.

– To najpewniej jeden z Bękartów. – Wskazał ciało. – Ty i Piąta wracacie po resztę. My zostaniemy tutaj. Ruszacie biegiem, chcę tu mieć całą kompanię, najszybciej jak się da. I niech Has ruszy swój chudy tyłek, potrzebuję kogoś, kto zna się na czarach. Minęło kilka miesięcy, ale może został choć cień, fragment Mocy, smród aspektu. Chcę to wiedzieć. Powiedz też And’ewersowi, że jeśli zależy im na czasie, mogą zacząć usuwać kamienie od linii lasu aż do tego miejsca, resztę trasy wyznaczę, jak zajmiemy się tym nieszczęśnikiem. I niech wyśle jakoś wiadomość do Czarnego. Ciało odeślemy na tyły później.

Dziesiętnik zasalutował.

– Rozkaz!

Kenneth podniósł głos:

– Uwaga. Zostajemy tu na jakiś czas. Oczy dookoła głowy. Skończyła się wycieczka, od teraz jesteśmy na terenie wroga.

Tam, gdzie giną strażnicy, zawsze jest teren wroga.

* * *

Has spokojnie obejrzał ciało, wymienił kilka szeptanych zdań z Azgerem i wrócił do porucznika.

– Leży tu dwa do czterech miesięcy – potwierdził przypuszczenia tropiciela. – To znaczy, że zginął, zanim wyruszyliśmy ze Stepów. Po co mi go pokazujesz?

– Zabito go przy użyciu czarów. Czujesz coś?

– Po tylu dniach? Nie. Poza tym nie użyto przeciw niemu czarów bezpośrednio. Padł ich ofiarą, ale go nie dotknęły, rozumiesz?

– Mniej więcej. A miejsce, z którego go zrzucono? Czarownik wykonał jakiś wozacki gest, a potem, najwyraźniej przypominając sobie, z kim rozmawia, pokręcił głową.

– Już go nie ma. Portal otworzył się na chwilę i zaraz zamknął. A powietrze nie trzyma zbyt długo takich śladów.

Kenneth zacisnął szczęki, właściwie czego się spodziewał po tylu miesiącach?

– Nic nie znalazłeś?

– Niewiele. Wygląda na to, że jego śmierć nie ma z naszym marszem nic wspólnego...

– A ja mam wrażenie, że nawet popierdywanie świstaków ma z nim coś wspólnego. Odkąd przybyłem w te góry, wszyscy gadają tylko o Verdanno i ich karawanach. Nie mydl mi oczu.

– Masz swoje rozkazy, poruczniku, i po prostu je wykonuj.

– Oczywiście. A więc rozłóżcie się tu obozem na dziesięć albo dwadzieścia dni. Nie wiadomo, kiedy znajdziemy resztę szlaku.

Zderzyli się wzrokiem. Zdawało się, że na dnie czarnych oczu Hasa pełgają małe płomyki. Nagłe czarownik skrzywił się i parsknął krótkim śmiechem.

– Teraz rozumiem, czemu Meekhańczycy mówią, że lepiej nie zadzierać z czerwonowłosymi. Jesteś uparty jak pijany muł, przyjacielu. – Pokiwał głową. – Mógłbym stwierdzić, że nie potrzebujemy was, wystarczą wasze mapy.

Kenneth pstryknął palcami.

– Bland! Do mnie.

Strażnik pojawił się w kilka uderzeń serca. Na plecach, oprócz worka z prowiantem, miał przytroczoną skórzaną tubę.

Porucznik wyjął pergaminową płachtę i podał ją Hasowi.

– Czytaj.

Mapa była normalną mapą Górskiej Straży, zaznaczono na niej najważniejsze szczyty, doliny, przełęcze i lasy – oraz szlak, który miał ich zaprowadzić do skalnej ostrogi, wiodącej na wyżynę. Lecz znaczyło to również, że oprócz zwykłych, łatwo rozpoznawalnych symboli znajdowały się na niej dziesiątki ideogramów, dziwnych znaków, tajemniczych bohomazów.

– To mapa Górskiej Straży, a jeśli chcesz wywołać furię meekhańskiego kartografa, rzuć mu te trzy słowa w twarz. A te dopiski, to informacje umożliwiające orientację w terenie. Powiem ci, jak to działa, o tu – Kenneth wskazał na mapie punkt upstrzony serią znaków – to wąwóz i miejsce, w którym zbudowaliście most. Na wąwóz z pewnością byście natrafili, ale stawiając most w najlepszym na pierwszy rzut oka miejscu, milę za nim trafilibyście na skalny kocioł bez wyjścia. Trzeba byłoby się wrócić i budować most gdzie indziej, mając nadzieję, że to właściwa droga. Te znaczki to informacja, gdzie dokładnie należy przebyć wąwóz, by nie wpakować się w ślepą uliczkę.

Przejechał palcem do kolejnego punktu.

– Jesteśmy tu, na Hewen. A tutaj, w tej skalnej ścianie, ma być szczelina, długa na pół mili, prowadząca na drugą stronę góry. Podobno jest wąska i dobrze ukryta między głazami. Chcesz jej sam szukać? Myślę, że za cztery, góra pięć dni znajdziesz. Więc właściwie nie jestem ci potrzebny, podpisz mi tylko dokument, że zrzekacie się przewodnictwa, i wracam do Kehlorenu. Musimy pochować jednego z naszych, który zginął w sprawie niemającej nic wspólnego z Verdanno.

Czarownik przyglądał mu się spokojnie, lekko przekrzywiając głowę.

1 ... 40 41 42 43 44 45 46 47 48 ... 152
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)