Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Planeta śmierci 2 - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Planeta śmierci 2

Электронная книга - «Planeta śmierci 2». Краткое содержание книги:

Ścigany listem gończym międzyplanetarny szuler Jason dinAlt zostaje schwytany przez szalonego fanatyka. Mikah Samon zamierza dostarczyć swojego jeńca na Cassylię, gdzie czeka go sąd i pewna śmierć. W czasie podróży Jasonowi udaje się doprowadzić do awarii pokładowego komputera nawigacji. Pozbawiony systemów sterowania statek rozbija się na tajemniczej planecie…
The Ethical Engineer also known as Deathworld II finds our hero Jason dinAlt captured to face justice for his crimes, but the ever-wily gambler crashes his transport on a primitive planet populated by clans that hoard knowledge. It’s a difficult situation for a guy who just wants to get back to Pyrrus.
1 ... 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46
Перейти на страницу:

— Kapłani uciekli — wyjęczała — wszyscy się ukryli. Wielki, dyszący ogniem stwór zniża się, by zniszczyć nas wszystkich! — Nagle, gdy ryk na zewnętrznym dziedzińcu ucichł, okazało się, że krzyczy.

— Wylądował szczęśliwie — odetchnął Jason, a następnie wskazał swe materiały piśmienne leżące na stoliku. — Papier i ołówek, Ijale. Podaj mi je. Napiszę kilka słów i chciałbym, żebyś je zaniosła na statek, który właśnie wylądował.

Cofnęła się gwałtownie, drżąc cała.

— Nie bój się, Ijale, to jedynie statek, podobny do tego, którym płynęłaś. Tylko, że ten żegluje w powietrzu, a nie po wodzie. Są w nim ludzie, którzy nie zrobią ci nic złego. Idź i zanieś im ten list, a potem przyprowadź ich tutaj.

— Boję się…

— Bez obaw, nie stanie się nic złego. Ludzie ze statku pomogą mi i sądzę, że mogą mnie wyleczyć.

— Więc pójdę — powiedziała po prostu. Wstała i wciąż dygocąc, walcząc z lękiem, wyszła.

Jason spojrzał w ślad za nią. — Są takie chwile, Mikah — rzekł — kiedy nie patrzę na ciebie, w których jestem dumny z ludzkiej rasy.

Minuty ciągnęły się nieznośnie i Jason spostrzegł, że myśląc wciąż o tym, co może dziać się na dziedzińcu, szarpie koce, zwijając je palcami. Drgnął gwałtownie, słysząc łoskot metalu, po którym nastąpiła raptowna seria eksplozji. Czyżby ci idioci zaatakowali statek? Wił się, próbując wstać z łóżka i przeklinał swoją słabość. Mógł jedynie leżeć i czekać, podczas gdy jego los leżał w czyichś rękach.

Rozległy się nowe eksplozje — tym razem wewnątrz budynku. Towarzyszyły im jakieś okrzyki i głośny wrzask. W korytarzu rozległ się odgłos szybkich kroków i do komnaty wbiegła Ijale, a jej śladem, z dymiącym pistoletem w dłoni weszła Meta.

— To kawał drogi z Pyrrusa — rzekł Jason, patrząc na jej zatroskaną, piękną twarzyczkę, tak dobrze znane kobiece kształty opięte twardym, metalowym materiałem kombinezonu. — Ale nie jestem w stanie wyobrazić sobie, by czyjkolwiek widok mógł mi sprawić większą radość, niż twój…

— Jesteś ranny! — podbiegła do niego i klęknęła przy łóżku tak, by nie stracić z pola widzenia otwartych drzwi. Jej oczy rozszerzyły się gwałtownie, gdy ujęła dłoń Jasona i poczuła jak gorąca i sucha jest jego skóra. Nic nie powiedziała, jedynie odczepiła od paska medpakiet i przycisnęła mu do przedramienia. Wysunął się czujnik analizatora, zatrzeszczał zaaferowany, zrobił mu jeden zastrzyk, a potem jeszcze trzy, raz za razem. Pomruczał jeszcze przez chwilę, po czym szybko zaszczepił go i wreszcie zapaliło się na nim światełko oznaczające “koniec leczenia”.

Twarz Mety znajdowała się tuż przy jego twarzy. Pochyliła się jeszcze trochę i pocałowała go w popękane wargi. Złoty kosmyk włosów opadł z jej czoła, a Meta znowu pocałowała Jasona. Oczy miała wciąż otwarte i nie odrywając się od warg Jasona rozwaliła wystrzałem narożnik framugi drzwi i odpędziła żołnierzy w głąb korytarza.

— Nie zastrzel ich — powiedział Jason, gdy wreszcie odsunęła się niechętnie. — Podobno to przyjaciele.

— Ale nie moi. Kiedy tylko wyszłam z ładownika, ostrzelali mnie z jakiejś prymitywnej broni miotającej, ale zajęłam się nimi. Strzelali nawet do dziewczyny, która przyniosła twój list i w końcu musiałam rozwalić jedną ze ścian. Czy lepiej się już czujesz?

— Ani lepiej, ani gorzej. Po prostu kręci mi się w głowie od tych zastrzyków. Ale będzie lepiej, jeżeli pójdziemy na statek. Zobaczę, czy mogę chodzić.

Przełożył nogi ponad boczną krawędzią łóżka i natychmiast runął twarzą na podłogę. Meta ponownie wciągnęła go na łóżko i troskliwie otuliła kocami.

— Musisz leżeć, dopóki nie wydobrzejesz. Jesteś jeszcze zbyt chory, by cię stąd zabierać.

— Będę o wiele bardziej chory, jeżeli tu zostanę. Gdy tylko Hertug — to facet, który rządzi tą całością, zorientuje się, że mogę go chcieć opuścić, zrobi wszystko, żeby mnie zatrzymać — bez względu na to, ilu ludzi przy tym utraci. Musimy się stąd wynieść, dopóki w jego wrednym móżdżku nie powstanie takie podejrzenie.

Meta rozglądała się po pokoju. Jej wzrok prześlizgnął się po skulonej i wpatrzonej w nią Ijale, jakby była ona częścią umeblowania i wreszcie zatrzymał się na Mikahu.

— Czy ten typ przykuty do ściany jest niebezpieczny? — zapytała.

— Czasami. Musisz na niego dobrze uważać. To on właśnie porwał mnie z Pyrrusa. Dłoń Mety wśliznęła się do pojemnika przywieszonego u pasa, wydobyła dodatkowy pistolet i włożyła go do ręki Jasona. Weź to. Pewnie zechcesz sam go zabić.

— Widzisz, Mikah — rzekł Jason czując znajomy ciężar broni. — Wszyscy chcą, żebym cię zabił. Powiedz, co takiego siedzi w tobie, że wszyscy tak cię nienawidzą?

— Nie obawiam się śmierci — odparł Mikah unosząc głowę i prostując ramiona. Mimo to jednak, jego rzadka siwa broda i łańcuchy, w które był zakuty, sprawiły, że nie wyglądał zbyt imponująco.

— A powinieneś — Jason opuścił lufę. — Zadziwiające, jakim cudem, przy twej namiętności do robienia wszystkiego na opak, zdołałeś przeżyć tak długo.

— Na razie mam dość zabijania — powiedział odwracając się do Mety. — Tutaj wszyscy mają świra na tym punkcie. A poza tym, będzie nam potrzebny, żeby pomóc znieść mnie na dół. Nie sądzę, bym mógł dokonać tego o własnych siłach, a w jego osobie mamy najlepszego noszowego, jakiego moglibyśmy tu znaleźć.

Meta odwróciła się w stronę Mikaha. Pistolet wyskoczył z kabury prosto do jej dłoni. Strzeliła. Mikah szarpnął się do tyłu, osłaniając oczy ramieniem i zamarł, uświadamiając sobie ze zdziwieniem, że jeszcze żyje. Meta uwolniła go, odstrzeliwując łańcuchy, którymi był przykuty. Podeszła do niego z niewymuszonym wdziękiem skradającej się tygrysicy i wbiła dymiącą wciąż lufę pistoletu w jego pępek.

— Jason nie chce, żebym cię zabiła — wymruczała i wcisnęła lufę nieco głębiej — aleja nie zawsze robię to, o co mnie prosi. Jeżeli chcesz pożyć jeszcze trochę, musisz robić, co j a ci rozka'żę. Zdejmij blat ze stołu — posłuży jako nosze. Pomożesz znieść Jasona do rakiety. Jeżeli spowodujesz choć cień komplikacji, zginiesz. Rozumiesz?

Mikah otworzył usta, by zaprotestować lub wygłosić jedno ze swych kazań, ale coś w lodowatym głosie dziewczyny powstrzymało go. Skinął jedynie głową i odwrócił się w stronę stołu.

Ijale siedziała teraz w kucki tuż przy łóżku Jasona i z całej siły trzymała go za rękę. Nie zrozumiała ani słowa z rozmowy prowadzonej w nieznanych jej językach.

— Co się dzieje, Jasonie? — zapytała błagalnie. — Co to za błyszcząca rzecz, która ugryzła cię w ramię. Ta nowa cię pocałowała, musi więc być twoją kobietą, ale jesteś przecież silny i możesz mieć dwie kobiety. Nie opuszczaj mnie.

— Co to za dziewczyna? — spytał Meta zimno. Jej automatyczna kabura zamruczała i pistolet zaczai wysuwać się i chować.

— To jedna z miejscowych, niewolnica, która mi pomagała — odparł Jason ze swobodą, której wcale nie czuł. — Jeżeli ją tu zostawimy, tamci prawdopodobnie ją zabiją. Poleci z nami…

— Nie sądzę, by to było dobre rozwiązanie — oczy Mety były przymrużone, a pistolet wyglądał tak, jakby za sekundę miał skoczyć do jej dłoni. Zakochana Pyrrusanka była mimo wszystko kobietą — i Pyrrusan-ką, co stanowiło cholernie niebezpieczne połączenie. Na szczęście jakiś ruch przy drzwiach odwrócił jej uwagę i natychmiast palnęła w tym kierunku dwukrotnie, zanim Jason zdołał ją powstrzymać.

1 ... 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)