Ludzie [Humans - pl]
- Автор: Сойер Роберт Джеймс
- Серия: Neandertalska Paralaksa #2
- Год: 2007
- Язык: польский
- Год: Solaris
- ISBN: 978-83-89951-81-6
- Переводчик: Agnieszka Jacewicz
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Ludzie [Humans - pl]». Краткое содержание книги:
W drugim tomie Ponter Boddit doprowadza do ponownego otwarcia portalu między światami. Wraca na Ziemię zamieszkałą przez Homo sapiens i znowu spotyka profesor Mary Vaughan. Podczas pierwszej oficjalnej wizyty delegacji ze świata Neandertalczyków dochodzi do incydentu, który stawia pod znakiem zapytania dalsze kontakty między gatunkami. Na szczęście, udaje się pokonać pierwsze trudności i rozpoczyna się wymiana kulturowa między obiema Ziemiami.
— Nie mam pojęcia — powiedziała Mary.
— Przecież coś trzeba robić.
— Ja się modlę.
Spojrzał na nią, potem na ludzi pod ścianą i znowu na Mary, a potem spuścił głowę, wlepiając wzrok w ziemię. Nie był w stanie patrzeć dłużej na nią i na tysiące nazwisk.
— Gdybym wierzył, że istnieje choćby najmniejsza szansa, że to zadziała — powiedział cicho — przyłączyłbym się do ciebie.
Rozdział Dwudziesty Trzeci
— Fascynujące — przyznał Jurard Selgan. — Fascynujące.
— Co takiego? — W głosie Pontera pojawiła się nuta irytacji.
— Twoje zachowanie przy ścianie upamiętniającej Gliksinów, którzy zginęli w południowowschodnim Galasoy — W jakim sensie? — spytał Ponter. Jego głos zabrzmiał ostro, jak głos człowieka, któremu ktoś zrywa strup.
— No cóż, nie po raz pierwszy twoje przekonania — nasze przekonania, jako Barastów — okazały się sprzeczne z poglądami Gliksinów, mam rację?
— Tak, oczywiście, że tak.
— Przypuszczam, że takie sprzeczności musiały się pojawić już podczas twojej pierwszej wizyty na tamtym świecie, tak?
— Chyba.
— Potrafisz mi podać jakiś przykład?
Ponter usiadł z założonymi rękami.
— Jasne — oznajmił takim tonem, jakby chciał powiedzieć „ zaraz się przekonasz”. — Wspominałem o tym na samym początku: Gliksini wyznają niemądry pogląd, że świat ma określony wiek. Zupełnie błędnie zinterpretowali przesunięcie widma ku czerwieni, uznając to za dowód rozszerzania się wszechświata; nie rozumieją tego, że masa zmienia się w czasie. Co więcej, uważają, że kosmiczne promieniowanie mikrofalowe tła jest echem tego, co nazywają „wielkim wybuchem” — ogromnej eksplozji, która według ich przekonań, dała początek światu.
— Widać lubią, jak coś wybucha — stwierdził Selgan.
— To na pewno. Rzecz w tym, że jednorodność promieniowania tła w rzeczywistości wynika z powtarzającego się zjawiska absorpcji i emisji elektronów uwięzionych w ściskających plazmę wirach magnetycznych.
— Na pewno masz rację — powiedział Selgan, przyznając tym samym, iż nie jest to dziedzina nauki, na której się zna.
— Mam — stwierdził Ponter stanowczo. — Ale nie spierałem się z nimi w tej sprawie. Podczas mojej pierwszej wizyty Mare powiedziała do mnie: „Chyba nie uda ci się przekonać tutaj wielu osób, że wielkiego wybuchu nie było”. A ja odparłem, że to nie problem; powiedziałem: „Potrzeba przekonywania innych co do słuszności własnych przekonań jest czymś, co wypływa z religii. Mnie wystarczy świadomość, że mam rację, nawet jeśli inni o tym nie wiedzą”.
— Ach tak. I naprawdę tak uważasz?
— Tak. Dla Gliksinów wiedza jest polem bitwy! Wojną terytorialną! Aby uzyskać odpowiednik naszego tytułu „Uczonego”, muszą obronić pracę naukową. Właśnie takiego słowa używają: „obronić”! A przecież nauka nie polega na bronieniu własnej pozycji przed innymi; liczą się elastyczność, otwarty umysł i umiejętność dostrzeżenia prawdy bez względu na to, kto ją odkrył.
— Zgadzam się — przyznał Selgan, po czym umilkł i dopiero po chwili dodał: — Ale nie poświęciłeś wiele czasu na znalezienie jakichkolwiek dowodów w kwestii tego, czy Gliksini słusznie wierzą w życie po śmierci.
— Nieprawda. Dałem Mare wiele okazji, aby mogła udowodnić zasadność tego twierdzenia.
— Zanim znaleźliście się przed ścianąpomnikiem?
— Tak. Ale nic nie powiedziała!
— I podobnie jak w przypadku ich przekonań dotyczących kosmologii, dałeś spokój sprawie, zadowalając się przekonaniem o własnej racji?
— Tak. To znaczy…
Selgan zmarszczył brew.
— Co takiego?
— Chciałem powiedzieć, że owszem, spierałem się z nią w kwestii wiary w życie po śmierci. Ale to nie to samo.
— Nie to samo co rozważania kosmologiczne? Dlaczego?
— Dlatego, że chodziło o coś ważniejszego.
— Czy aby kosmologia nie dotyczy ostatecznych losów całego wszechświata?
— Rzecz w tym, że w naszym sporze nie chodziło o abstrakcyjne rozważania, tylko o coś, co było — jest — sercem wszystkiego.
— Dlaczego?
— Dlatego że… dlatego — na chrząstkę! Nie wiem dlaczego. Po prostu wydaje się to ogromnie ważne. Właśnie to pozwala im walczyć na tych wszystkich wojnach.
— Rozumiem. Ale jednocześnie pojmuję też, że jest to fundamentalna kwestia w ich wierzeniach. Na pewno zdawałeś sobie sprawę z tego, że nie przyznają ci racji tak łatwo.
— Chyba tak.
— A mimo to wciąż do tej kwestii wracałeś.
— No tak.
— Dlaczego?
Ponter wzruszył ramionami.
— Chcesz poznać moją opinię? — spytał Selgan.
Ponter ponownie wzruszył ramionami.
— Wracałeś do tego, bo chciałeś się przekonać, czy mają jakieś dowody na istnienie tego życia po śmierci. Może Mare i inni Gliksini coś przed tobą ukrywali? Może istniały fakty, które ona w końcu by wyjawiła gdybyś wystarczająco długo drążył temat.
— Nie mogą istnieć dowody na coś, czego nie ma — stwierdził Ponter.
— To prawda — przyznał Selgan. — Jednak próbowałeś przekonać ich do swojej racji bądź zmusić ich, aby to oni przekonali ciebie, że się nie mylili.
Ponter pokręcił głową.
— To nie miało sensu. Wiara w te ich dusze jest zupełnie absurdalna.
— W dusze?
— W niematerialną część istoty człowieka, którą oni uważają za nieśmiertelną.
— Ach tak. I ty uważasz taki pogląd za absurdalny?
— Oczywiście.
— Ale oni mają prawo w to wierzyć, prawda?
— Chyba.
— Tak jak mają prawo do wiary w swój dziwaczny model kosmologiczny, tak?
— No tak.
— A mimo to nie potrafiłeś zostawić kwestii życia po śmierci, mam rację? Nawet gdy opuściliście miejsce, gdzie znajdował się pomnik, ty nadal próbowałeś drążyć ten temat, tak?
Ponter odwrócił wzrok.
Skoro ryzyko zamknięcia portalu zostało przynajmniej tymczasowo zażegnane — neandertalczycy nie mogli zlikwidować przejścia, gdy po drugiej stronie znajdował się tuzin ich najznakomitszych obywateli — Jock Krieger postanowił wrócić do przerwanej pracy.
Opuścił Seabreeze i czarnym bmw pojechał na University of Rochester, którego campus znajdował się nad rzeką Genesee. Kiedy zakładał grupę Synergia, wystarczyły dwa telefony odpowiednich osób, aby cały jego personel uzyskał priorytetowy dostęp do księgozbiorów UR. Jock zostawił wóz na parkingu i ruszył do budynku biblioteki wydziału nauk i inżynierii, nazwanej imieniem Chestera F. Carlsona, wynalazcy kserografii. Wiedział, że czasopisma znajdują się na pierwszym piętrze. Bibliotekarce, pulchnej, czarnej kobiecie w czerwonej chustce na włosach, pokazał swoją VIPowską przepustkę uniwersytecką. Wyjaśnił jej, czego szuka, a ona podreptała na zaplecze. Jock nie lubił tracić czasu, więc wyciągnął elektroniczny notes i zajął się przeglądaniem artykułów z bieżących wydań „New York Timesa” i „Washington Post”.