Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Ludzie [Humans - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Ludzie [Humans - pl]

Электронная книга - «Ludzie [Humans - pl]». Краткое содержание книги:

W poprzednim tomie — „Hominidach” — neandertalski fizyk Ponter Boddit, podczas eksperymentu z komputerem kwantowym przekroczył przypadkiem barierę pomiędzy alternatywną Ziemią, na której jego gatunek jest dominujący, a ludzie wymarli przed tysiącami lat. Po wielu przygodach, przy pomocy ziemskich naukowców, udało mu się wrócić do swojego świata.
W drugim tomie Ponter Boddit doprowadza do ponownego otwarcia portalu między światami. Wraca na Ziemię zamieszkałą przez Homo sapiens i znowu spotyka profesor Mary Vaughan. Podczas pierwszej oficjalnej wizyty delegacji ze świata Neandertalczyków dochodzi do incydentu, który stawia pod znakiem zapytania dalsze kontakty między gatunkami. Na szczęście, udaje się pokonać pierwsze trudności i rozpoczyna się wymiana kulturowa między obiema Ziemiami.
1 ... 43 44 45 46 47 48 49 50 51 ... 82
Перейти на страницу:

Złote oczy Pontera zrobiły się okrągłe ze zdumienia.

— Ale to przecież… potworne marnotrawstwo. Nawet wasze ogromne populacje na pewno nie mogły zużyć całego mięsa. Poza tym taki rodzaj zabijania to tchórzostwo.

— No… ja bym tego tak nie nazwała — powiedziała Ange — la, czerwieniejąc. — Według nas niepotrzebne wystawianie się na ryzyko jest lekkomyślne, więc…

— Wyskakujecie z samolotów — zauważył Ponter. — Skaczecie z klifów. Okładanie się pięściami zmieniliście w sport. Widziałem to wszystko w telewizji.

— Nie wszyscy to robimy — wtrąciła Mary taktownie.

— No tak — przyznał Ponter. — Ale oprócz niebezpiecznych sportów zaobserwowałem też dość powszechne nierozważne zachowania. — Wskazał bar. — Palenie tytoniu i picie alkoholu. Z tego, co mi mówiono, obie te czynności są niebezpieczne i obie — skinął głową w stronę Henryego — są pochodnymi uprawy roli. Takie działania na pewno kwalifikują się jako „niepotrzebne wystawianie się na ryzyko”. Jak możecie zabijać zwierzęta w tak tchórzliwy sposób, a jednocześnie decydować się na tak ryzykowne zajęcia jak… och, chwileczkę. Już rozumiem. Chyba rozumiem.

— Co takiego? — spytała Mary.

— No właśnie, co? — zawtórował jej Henry.

— Jedną chwilę. — Ponter wyraźnie próbował pochwycić jakąś wymykającą się myśl. Po kilku sekundach kiwnął głową, gdy sprecyzował to, o co mu chodziło. — Wy, Glik — sini, pijecie alkohol, palicie tytoń i uprawiacie ryzykowne sporty, aby zademonstrować swoją rezerwę potencjału. Sygnalizujecie wszystkim dookoła: hej, patrzcie, w czasach dobrobytu wcale nie oszczędzam sił, a mimo to znakomicie funkcjonuję. W ten sposób dajecie do zrozumienia potencjalnym partnerom, że obecne działanie nie jest szczytem waszych możliwości. Sugerujecie tym samym, że w trudnym okresie starczy wam siły i wytrwałości, aby zadbać o rodzinę.

— Co za fascynujący pogląd! — przyznała Mary.

— Rozumiem to zjawisko, ponieważ mój gatunek postępuje podobnie, tylko w inny sposób to manifestuje. Kiedy polujemy…

Mary w lot zrozumiała, co Ponter ma na myśli.

— Kiedy polujecie, nie wybieracie łatwych sposobów. Nie spychacie zwierząt z urwiska ani nie rzucacie w nie oszczepami z bezpiecznej odległości. Tak postępowali moi przodkowie, ale nie twoi, przynajmniej nie na naszej wersji Ziemi. Tutaj twoi ludzie atakowali zwierzęta bezpośrednio, walcząc jeden na jednego i próbując z bliska wbić w nie oszczep. W pewnym sensie to rzeczywiście odpowiednik naszego palenia i picia: zobacz, kochanie, potrafię przynieść do domu kolację, którą upolowałem gołymi rękami, więc jeśli przyjdą trudne czasy i będę musiał polować w bezpieczniejszy sposób, to i tak nas wyżywię.

— Właśnie — przytaknął Ponter.

Mary skinęła głową.

— To ma sens. — Wskazała chudego mężczyznę siedzącego w przeciwległym końcu sali. — Tamten człowiek, Erik Trin — kaus, zauważył u wielu kopalnych okazów neandertalczyków ślady urazów, które można porównać z tymi, jakie odnoszą współcześni jeźdźcy rodeo, tak jakby zwierzę ich zrzuciło, a to oznacza bezpośrednie starcie.

— Rzeczywiście tak jest — potwierdził Ponter. — Mnie samego kilka razy zrzucił mamut i…

— Co takiego??! — zdumiał się Henry.

— Zrzucił mnie mamut…

— Mamut? — powtórzyła Angela, rozdziawiając usta.

Mary uśmiechnęła się szeroko.

— Widzę, że chwilę tu pobędziemy W takim razie pozwólcie, że postawię wszystkim następną kolejkę…

Rozdział Dwudziesty Piąty

— Przepraszam, pani ambasador. — Młody asystent wszedł do holu w budynku ONZ. — Właśnie dostarczono dla pani przesyłkę dyplomatyczną z Sudbury.

Tukana zerknęła na dziesięcioro poważanych w jej świecie neandertalczyków. Siedzieli w różnych pozach na fotelach i wyglądali przez wielkie okna albo leżeli na plecach na podłodze. Westchnęła.

— Spodziewałam się tego — powiedziała w swoim języku do towarzyszącej jej grupy. Potem, pozwalając Kompanowi tłumaczyć, podziękowała asystentowi i wzięła sakwę z wytłoczonym w niej herbem Kanady.

W środku znajdował się koral pamięci. Tukana otworzyła zewnętrzny panel Kompana i włożyła koralik do środka. Poleciła implantowi odtworzyć wiadomość przez zewnętrzny głośnik, tak aby pozostali również mogli jej wysłuchać.

— Ambasadorko Prat — rozległ się gniewny głos Radnego Bedrosa — to, co zrobiłaś, jest niewybaczalne. Ja — my — cała Najwyższa Rada Siwych żąda, abyś wraz z osobami, które wmanewrowałaś w tę podróż, niezwłocznie wróciła. Bardzo…

— Bedros przerwał i Tukanie wydawało się, że przełknął ślinę. Być może próbował nad sobą zapanować. — …bardzo obawiamy się o bezpieczeństwo ich wszystkich. Ich wkład w nasze społeczeństwo jest bezcenny. Musicie wrócić do Saldak natychmiast po otrzymaniu tej wiadomości. Lonwis Trob pokręcił sędziwą głową.

— Młody pętak — powiedział.

— Nie ma mowy, aby zdecydowali się zamknąć portal, zostawiając nas po drugiej stronie — stwierdziła Derba Jonk, specjalistka od komórek macierzystych.

— Przynajmniej to jest pewne — zgodził się poeta Dor Far — rer, uśmiechając się szeroko.

Tukana przytaknęła.

— Chcę wam wszystkim podziękować za to, że zgodziliście się przybyć tutaj ze mną. Domyślam się, że nikt nie chce brać żądania Radnego Bedrosa pod rozwagę?

— Chyba żartujesz — stwierdził Lonwis Trob, wpatrując się w Tukanę niebieskimi, metalowymi oczami. — Od wielu deka — miesięcy nie bawiłem się tak dobrze.

Tukana się uśmiechnęła.

— W takim razie — powiedziała — zobaczmy, co mamy zaplanowane na jutro. Krik, ty zagrasz w porannym programie wideo o nazwie Good Morning America. Oni pokrywają wszystkie koszty związane z transportem lodorogu od portalu. Oczywiście wiedzą, że instrument musi pozostać zamrożony. Jalsk, amerykańska drużyna lekkoatletyczna przygotowująca się do czegoś, co nazywają „Olimpiadą”, przyjeżdża do Nowego Jorku, żeby się z tobą zobaczyć. Spotkanie odbędzie się w ośrodku sportowym New York University. Dor, Gliksin Ralph Vicinanza, który pełni tu funkcję o nazwie „agent literacki”, chce cię zaprosić na posiłek w środku dnia. Sędzia Harbron i Uczony Klimilk, was czeka wykład w Columbia Law School jutro po południu. Borl, ty i przedstawiciel ONZ macie wystąpić w programie niejakiego Davi — da Lettermana, nagranie będzie miało miejsce w godzinach popołudniowych. Lonwis, my mamy przemawiać jutro wieczorem w Rosę Center for Earth and Space. Do tego dochodzi masa spotkań zaplanowanych tutaj, w siedzibie Narodów Zjednoczonych.

Kobast Gant, ekspert od sztucznej inteligencji, uśmiechnął się szeroko.

— Założę się, że mój kumpel Ponter Boddit cieszy się z naszej obecności. Przynajmniej nie wszystko skupia się na nim. Wiem, że nie cierpi być w centrum uwagi.

Tukana skinęła głową.

— Tak. Na pewno przyda mu się trochę odpoczynku po tym, co go spotkało…

Ponter, Mary i nieodstępujący ich agent FBI w końcu opuścili hotelowy bar i ruszyli do wind. Prócz nich nikt nie czekał na przyjazd kabiny. Recepcjonista z nocnej zmiany siedział za kontuarem kilkadziesiąt metrów dalej i czytał egzemplarz „USA Today”, wcinając jedno z jabłek, które stały w misach.

— Moja zmiana już minęła, proszę pani — poinformował Carlos. — Agent Burstein czeka na państwa na górze. Będzie tam miał na wszystko oko.

— Dziękuję, Carlos — powiedziała Mary.

Skinął głową i odezwał się do niewielkiego komunikatora:

1 ... 43 44 45 46 47 48 49 50 51 ... 82
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)