Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Mistrz Zagadek z Hed [The Riddle-Master of Hed - pl]
Mistrz Zagadek z Hed [The Riddle-Master of Hed - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Mistrz Zagadek z Hed [The Riddle-Master of Hed - pl]

Электронная книга - «Mistrz Zagadek z Hed [The Riddle-Master of Hed - pl]». Краткое содержание книги:

Dawno, dawno temu z powierzchni ziemi zniknęli czarodzieje, pozostawiając po sobie wiedzę, ukrytą w zagadkach. Morgon, książę prostych kmieci z wyspy Hed, okazał się mistrzem w ich rozwiązywaniu, kiedy to, rzucając na szalę własne życie, wyzwał na pojedynek Pevena, zmarłego lorda Aum, i wygrał od niego koronę.
Ale oto przeciwko Morgonowi sprzysięgły się starożytne siły zła. Zmiennokształtni zajęli miejsce przyjaciół i nikomu już nie można było ufać. Tak więc Morgon ucieka z wrogich mu królestw i wyrusza w drogę do tajemniczej Góry Erlenstar, w której rządy sprawuje Najwyższy.
Podczas wyprawy towarzyszy mu Deth — Harfista Najwyższego. Przed nimi mrożące krew w żyłach przygody i osobliwe spotkania. Nie odstępuje ich też największa z nierozwiązanych zagadek — zagadka znamienia w postaci trzech gwiazdek na czole Morgona, w których, jak wszystko wskazuje, zapisane jest jego przeznaczenie.
1 ... 38 39 40 41 42 43 44 45 46 ... 58
Перейти на страницу:

Morgon poczuł lekkie muśnięcie czegoś, co jęło sortować jego myśli. Budziły się wspomnienia oderwanych chwil, dawnych zdarzeń: oto on i Rood uczący się późno w noc, między nimi ogarek świeczki; oto lady Eriel, przemawiająca do niego cicho w mrocznej sali, i jego palce sunące ku ostatniej, najniższej strunie harfy; oto Tristan z ubłoconymi stopami, podlewająca krzewy róż; oto Lyra schylająca się po miecz, który ożywa jej w dłoniach, zmienia kształt. Pozwalał ulegle obcej wiedzy innego umysłu, temu poczuciu obecności nie rozszyfrowanych myśli kogoś innego, pozostawać w swoim umyśle, dopóki nie ujrzał niespodziewanie mężczyzny z włócznią w piersi, którego ciało koloru morza zachowywało płynne, falujące kształty i którego twarz na moment przed upadkiem nabrała wyrazistości. Wtedy drgnął i wymruczał coś pod nosem. Har wpatrywał się w niego poprzez płomienie, nawet mu przy tym nie drgnęła powieka.

— Nie ma niczego takiego, czemu nie można by stawić czoła, niczego, na co nie można by spojrzeć. Jeszcze raz.

Wspomnienia z całego życia przesuwały się Morgonowi przed oczyma duszy powolnym korowodem następujących po sobie scenek. Niektórym z nich Har przypatrywał się dłużej i uważniej. Mijały godziny odmierzane tylko ilością popiołu ze spalającego się drewna. Morgon znosił cierpliwie sondowanie, nauczył się bez wzdragania reagować na wspomnienia odgrzebywane z zakamarków pamięci. Potem, zmęczony nieustającym przeszukiwaniem, uwolnił swe myśli i te stały się bezkształtne jak mgła. Sondujący umysł prześlizgiwał się przez nie na wskroś, nie znajdując żadnego punktu zaczepienia. I nagle stwierdził, że jest na nogach i krąży jak rozdrażnione zwierzę po maleńkiej izdebce, myśląc tylko o doskwierającym mu głodzie, o zimnie przypiekającym bose stopy, o krzyku protestującego ciała, przypominającym płacz dziecka, któremu nie daje się zasnąć. Nie słyszał mówiącego coś Hara, nie widział gapiącego się nań Hugina, nie zauważył otwierających się w głęboką noc drzwi, kiedy Hugin wychodził po nowy zapas drewna na opał.

I naraz poczuł, jak w jego umyśle formuje się coś, czego Har jeszcze nie dotknął: niepokój, rosnąca trwoga, początki przygnębienia tak strasznego, że w każdej chwili mógł w nim utonąć. Spróbował zrobić unik przed sondującym, bezlitosnym umysłem. Przygnębienie nabrzmiewało, kwitło. Walczył z nim zajadle, walczył bez powodzenia z Harem, aż w końcu ujrzał znowu w blasku ognia te nieruchome, zaciekawione oczy i wybrał jedyną drogę ucieczki, jaka mu pozostała — skrył się przed własnymi myślami pod powierzchnią innego umysłu.

Odniósł wrażenie, że wstąpił w inny świat. Zobaczył izbę oczami Hara, zobaczył siebie samego — zdumionego, stojącego w półmroku. Z wahaniem podłączył się do spirali wspomnień, zagrzebanej głęboko w umyśle Hara. Ujrzał młodą kobietę o włosach koloru słońca i wiedział, że to Aia doglądająca moczenia i wyginania kawałków drewna, z których miała powstać mozaika na ściany ich nowego domu. Ujrzał czarodzieja o szaro złotych oczach, z rozwichrzoną grzywą siwych włosów, stojącego boso w śniegu i przeistaczającego się ze śmiechem w smukłego wilka. Ujrzał ukryty świat Osterlandu: lisią norę w ciepłej ziemi pod śniegiem, zarojoną rudymi szczeniętami, gniazdo białej sowy w dziupli wysokiego drzewa, stado wygłodniałych jeleni na jałowych, zimnych rubieżach, prostą kmiecą chatę, ścianę obwieszoną błyszczącymi narzędziami, gromadkę dzieci baraszkujących przed paleniskiem jak szczenięta. Przemierzał śladami Hara jego królestwo, to pod postacią zwierzęcia, to znów ubogiego, trochę pomylonego staruszka, jego chłonny umysł gromadził wiedzę pod sennymi powiekami. Zaczął rozpoznawać miejsca, które odwiedzał Har, i uświadomił sobie, że ten nie ograniczał swoich wędrówek do Osterlandu. Odnalazł we wspomnieniach Hara znajomy budynek; ze wstrząsem, który odrzucił go z powrotem w siebie, rozpoznał próg własnego domu.

— Kiedy… ? — wykrztusił. Głos miał tak chrapliwy, jakby budził się z głębokiego snu.

— Byłem kiedyś na Hed, by spotkać się z Kemem. Zaciekawiła mnie zasłyszana opowieść o nim i o Stworze bez imienia. Zupełnie o tym zapomniałem. Dobrześ się spisał.

Morgon usiadł znowu na kamiennej posadzce. Protesty własnego ciała wydawały mu się teraz jakieś nierealne, bezosobowe, jakby je wnosił jego cień. Ogień w palenisku wygasł, zatlił się na nowo, zatrzepotał, rozgorzał. Kamienna posadzka ogrzała się. Morgon wszedł w umysł Hugina, odkrył tam jego bezdźwięczny język, podzielił się z chłopcem swoim uczuciem głodu, czym wywołał w oczach vesty uśmiech zrozumienia. Potem Har znowu zapuścił sondę w umysł Morgona i zaczął go uczyć, jak przebijać się przez bariery zamkniętego umysłu, jak bronić własnych barier, jak raz po raz atakować i parować ciosy, aż w końcu Morgon, tak zmęczony, że bliski eksplodowania wściekłością, oczyścił swój umysł poza granice prawdopodobieństwa, by spróbować jeszcze raz. Har wycofał się; Morgon czuł, jak pot ścieka mu po twarzy, po plecach; drżał pomimo ciepła panującego w izbie.

— Jak długo… jak długo już to robimy… ? — Gardło wyschło mu na wiór.

— Czymże to jest dla nas obu? Huginie, wina.

Hugin przykląkł z czarką przy Morgonie. Twarz miał ściągniętą, oczy podkrążone, ale mimo to Morgon widział w nich uśmiech. W małej izdebce było gęsto od dymu. Morgon nie potrafił stwierdzić, czy ponad otworem w stropie panuje dzień czy noc. Hugin uchylił na moment drzwi; do środka wdarł się podmuch przenikliwego wiatru, a z nim tuman zmarzniętego śniegu. Na zewnątrz było czarno. Pot zamarzł na ramionach Morgona, który zaczął dygotać, i Hugin zamknął drzwi.

— Jeszcze raz — powiedział cicho Har i niczym kot wślizgnął się w umysł Morgona, ten zaś, oszołomiony, szukał po omacku wspomnień jego dotychczasowych nauk. Płynęły godziny, Morgon szamotał się między obroną własnego umysłu przed sondowaniem Hara a szukaniem dostępu do zamkniętego umysłu Hara. Hugin siedział obok nieruchomy jak cień. Czasami Morgon widział go, jak śpi rozciągnięty na kamiennej posadzce. Czasami, kiedy udawało mu się wyrwać spod władzy Hara i wyczerpany zerkał na chłopca, patrzyły na niego purpurowe oczy i widział poprzez nie sylwetkę vesty. Potem zaczął widzieć vestę tam, gdzie siedział Hugin, i nie wiedział, czy Hugin wkłada tylko ten obraz w jego umysł, czy też naprawdę zmienia postać. Raz spojrzał przez ogień na Hara i zamiast niego zobaczył smukłego, szarego wilka o żółtych, roześmianych ślepiach.

Przetarł poduszkami dłoni oczy, a Har powiedział:

— Jeszcze raz.

— Nie — wyszeptał Morgon, czując, że ciało i umysł wymykają mu się spod kontroli. — Nie.

— Wyjdź więc. — Nie.

Dym spowił go niczym wiatr. Patrzył na siebie z wysoka, jakby ten na wpół oślepiony, zbyt słaby, by się poruszyć, człowiek nie miał z nim nic wspólnego. Obserwujący go z wyczekiwaniem Hugin i Har wydawali mu się to uformowanymi z dymu królem i synem czarodzieja, to wilkiem i vestą. Wilk zaczął się do niego podsuwać, był coraz bliżej i bliżej, okrążał go, ślepia mu płonęły, aż w końcu stanął tuż przed nim. Morgon poczuł, jak otwierają mu się dłonie. Widniał na nich wysypany popiołem wzór.

— Teraz — powiedział wilk.

Ból ściągnął go gwałtownie w siebie. Otworzył oczy, zamrugał powiekami, pod którymi zbierały się słone łzy. Wpatrywały się w niego purpurowe oczy vesty. Kątem oka dostrzegł błysk stali; z zaschniętego gardła wyrwał mu się zdławiony okrzyk. Odwracając się, odskakując przed tym dymem, przed męką własnego zmęczenia, przed ostrzem noża, stoczył się na łeb na szyję w świat za oczami vesty.

1 ... 38 39 40 41 42 43 44 45 46 ... 58
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)