Mistrz Zagadek z Hed [The Riddle-Master of Hed - pl]
- Автор: МакКиллип Патриция
- Серия: Mistrz Zagadek #1
- Год: 1999
- Язык: польский
- Год: MAG
- ISBN: 83-87968-50-1
- Переводчик: Jacek Manicki
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Mistrz Zagadek z Hed [The Riddle-Master of Hed - pl]». Краткое содержание книги:
Ale oto przeciwko Morgonowi sprzysięgły się starożytne siły zła. Zmiennokształtni zajęli miejsce przyjaciół i nikomu już nie można było ufać. Tak więc Morgon ucieka z wrogich mu królestw i wyrusza w drogę do tajemniczej Góry Erlenstar, w której rządy sprawuje Najwyższy.
Podczas wyprawy towarzyszy mu Deth — Harfista Najwyższego. Przed nimi mrożące krew w żyłach przygody i osobliwe spotkania. Nie odstępuje ich też największa z nierozwiązanych zagadek — zagadka znamienia w postaci trzech gwiazdek na czole Morgona, w których, jak wszystko wskazuje, zapisane jest jego przeznaczenie.
— Jak trafiłeś do Ymris?
— Zdążałem z koroną Aum do Anuin.
— Ymris — zauważył Har — leży w przeciwnym kierunku.
— Z pewnością wiesz, co mi się przytrafiło, Harze. Nawet gdyby wszyscy kupcy z królestwa poszli na dno morza z koroną Aum, ty byś się o tym pewnie dowiedział.
— Wiem, co się stało — odparł niewzruszenie Har. — Ale niewiele mi wiadomo o tobie. Miej cierpliwość do mnie, starego człowieka, i opowiedz wszystko od początku.
I Morgon spełnił tę prośbę. Kiedy kończył opowieść o swoich przypadkach, w sali pozostali już tylko król, Aia, grający cicho i zasłuchany harfista, oraz Hugin, który przysiadł u stóp króla i złożył głowę na jego kolanach. Dopalały się łuczywa, zwierzęta wzdychały przez sen. Morgon w końcu zamilkł. Har wstał i zapatrzył się w ogień. Długo się nie odzywał, zaciskał tylko pięści.
— Suth…
Na dźwięk tego imienia Hugin podniósł na niego wzrok.
— Skąd u ciebie przypuszczenie, że on mógłby coś wiedzieć? — zapytał Morgon. — Morgola uważa, że wiedza o gwiazdkach została usunięta z umysłów czarodziejów.
Har rozprostował palce. Odwrócił się i spojrzał na Morgona, ważąc myśli.
— Mierzi cię zabijanie — powiedział takim tonem, jakby nie słyszał pytania Morgona. — Istnieją inne sposoby obrony. Mógłbym cię nauczyć zaglądania w umysł ludzki, demaskowania iluzji, zamykania drzwi umysłu przed czyjąś penetracją. Jesteś bezbronny jak zwierzę bez zimowej szaty. Mógłbym cię nauczyć jak przechytrzać samą zimę…
Morgon nie spuszczał z niego wzroku. Coś mu świtało, jakieś zarzewie nie do końca jeszcze sformułowanej myśli.
— Nie rozumiem — powiedział, choć zaczynał już rozumieć.
— Ostrzegłem cię — podjął Har — że nie należy obiecywać niczego w ciemno pod moim dachem. Sądzę, że Suth żyje wśród vest za Posępną Górą. Nauczę cię przybierać postać vesty i wmieszasz się między nie podczas zimy. Będziesz miał ciało i instynkty vesty, ale umysł zachowasz własny; Suth może się ukrywać nawet przed samym Najwyższym, ale przed tobą się ujawni.
Morgon poprawił się niespokojnie na ławie.
— Nie mam daru zmieniania kształtów, Harze.
— Skąd wiesz?
— Nie jestem… żaden człowiek z Hed nie urodził się jeszcze z takim darem. — Poprawił się znowu niespokojnie, odnosząc osobliwe wrażenie, że ma cztery rwące się do biegu nogi i głowę obciążoną złotymi rogami, że nie ma rąk, którymi mógłby dotykać, brak mu głosu, którym mógłby przemawiać.
— To coś wspaniałego… — odezwał się nieśmiało Hugin — … być vestą. Har to wie.
Morgonowi stanęła przed oczyma twarz Grima Oaklanda, twarz Eliarda; patrzyli na niego osłupiali, zdezorientowani: „Co potrafisz? A na co ci to?”. Poczuł na sobie spojrzenie Hara i powiedział niepewnie:
— Spróbuję, ponieważ obiecałem ci pomóc. Ale wątpię, że się uda; buntują się przeciwko temu wszystkie moje instynkty.
— Twoje instynkty. — W oczach króla odbił się blask ognia i Morgon wzdrygnął się. Har przypominał mu teraz zwierzę. — Uparty jesteś. Podążasz do Góry Erlenstar położonej tysiące mil dalej, niż zawędrował jakikolwiek książę Hed, masz harfę i imię, a wciąż lgniesz do swojej przeszłości jak pszczoła do miodu. Co wiesz o sobie? Jesteś zdecydowany narazić nas wszystkich na zgubę, wzbraniając się spojrzeć na siebie i nadać imię temu, co zobaczysz?
Morgon zacisnął dłonie na krawędzi stołu.
— W pierwszym rzędzie jestem ziemiowładcą — powiedział, siląc się na spokój — potem Mistrzem Zagadek, a na koniec Naznaczonym Gwiazdkami…
— Nie. Naznaczonym Gwiazdkami jesteś przede wszystkim. Masz tylko to jedno imię, tylko ta przyszłość przed tobą. Dysponujesz darami, z jakimi nie urodził się jeszcze żaden książę Hed; masz oczy, które widzą, umysł, który pracuje. Drzemiące w tobie instynkty kazały ci opuścić Hed, zanim się jeszcze zorientowałeś, dlaczego to czynisz; z Hed do Caithnard, do Aum, do Herun, do Osterlandu, którego król pogardza tymi, którzy uciekają przed prawdą.
— Urodziłem się…
— Urodziłeś się Naznaczonym Gwiazdkami. Mądry człowiek zna swoje imię. Ty nie jesteś głupcem; tak samo jak ja wyczuwasz chaos budzący się pod powierzchnią naszej egzystencji. Nie trzymaj się tak kurczowo swojej przeszłości; ona jest bez znaczenia. Możesz żyć bez ziemiowładztwa, jeśli tak trzeba; nie musisz…
Morgon sam nie wiedział, kiedy zerwał się na równe nogi.
— Nie…
— Masz bardzo zdolnego ziemdziedzica, który został w domu i miast parać się wyjaśnianiem nie rozwiązanych zagadek, uprawia rolę. Twoja kraina poradzi sobie bez ciebie; jeśli jednak będziesz nadal uciekał przed swoim przeznaczeniem, na ciebie spadnie odpowiedzialność za zgubę nas wszystkich.
Har zamilkł. Morgonowi wyrwał się ze ściśniętej krtani chrapliwy szloch. W blasku padającym od ognia twarze Aii i Hugina wyglądały jak wykute z białego kamienia; poruszało się tylko obce, ani ludzkie, ani zwierzęce, oblicze króla. Morgon poderwał dłonie do ust i wyszeptał:
— Jak wyceniasz prawo ziemi? Co mi oferujesz za to, że mu się sprzeniewierzę? Ile mi zapłacisz za wszystko to, co zawsze kochałem?
Jasne, błyszczące, nieruchome spojrzenie wpijało się w jego twarz.
— Pięć zagadek — odezwał się Har. — To sporo dla człowieka, który nie ma niczego. Kim jest Naznaczony Gwiazdkami i co takiego jest mu przeznaczone utracić? Cóż takiego wywoła jedna gwiazdka z ciszy, druga z ciemności, a trzecia ze śmierci? Kto nadejdzie z końcem czasu i co przyniesie? Kto wydobędzie dźwięk z harfy ziemi milczącej od Początku? Kto będzie nosił gwiazdki ognia i lodu do Końca Ery?
Morgon odsunął powoli dłonie od ust. W sali panowała głucha cisza. Czuł łzy cieknące mu po policzkach jak pot.
— Jakiego końca? Wilk-król nie odpowiedział.
— Jakiego końca? — powtórzył.
— Ty jesteś od rozwiązywania zagadek. Suth zadał mi je pewnego dnia jak człowiek, który oddaje przyjacielowi swoje serce na przechowanie. Noszę je nie rozwiązane od czasu jego zniknięcia. — Skąd je znał?
— To wie tylko on.
— A więc jego spytam. — Twarz Morgona była blada, upstrzona wypiekami. Spojrzeniem oczu koloru zwęglonego drewna wwiercał się w Hara, który patrzył teraz na niego z czymś na kształt współczucia. — Znajdę ci rozwiązanie tych zagadek. I podejrzewam, że kiedy to uczynię, będziesz do końca swych dni żałował, że ruszyłem się z Hed.
Nazajutrz Morgon siedział w okrągłym kamiennym budyneczku na tyłach domostwa Hara i czekał z utęsknieniem, aż rozpalone przez Hugina ognisko ogrzeje trochę lodowatą posadzkę. Był ubrany w lekką, krótką płócienną tunikę, stopy miał bose. W kącie stały dzbany z rozwodnionym winem i kubki. Poza nimi niczego więcej nie dostrzegł, ani jedzenia, ani posłania. Drzwi były zamknięte; izba nie miała okien, tylko otwór w stropie, przez który uchodził dym, topiąc płatki śniegu usiłujące dostać się tą drogą do środka. Har zajmował miejsce po drugiej stronie ogniska, jego twarz falowała w blasku tańczących płomieni. Hugin siedział za nim nieruchomo, ze skrzyżowanymi nogami, i zdawał się w ogóle nie oddychać.
— Wejdę w twój umysł — powiedział Har. — Natknę się tam na rzeczy, które wolisz zachować dla siebie. Nie próbuj stawiać mi oporu. Jeśli chcesz coś przede mną ukryć, wypuść to z siebie jak wodę ze zbiornika, niech te myśli staną się bezkształtne i niewidzialne jak wiatr.