Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Другие детективы » Góra trzech szkieletów
Góra trzech szkieletów - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Góra trzech szkieletów

Электронная книга - «Góra trzech szkieletów». Краткое содержание книги:

Wielbiciele Raymonda Chandlera i Alistaira MacLeana – czas zrpbić miejsce na półce: nadchodzi Artur Baniewicz!
Góra Trzech Szkieletów to zaskakująca do ostatniej strony, trzymająca w napięciu historia polsko-bałkańskich przygód detektywa Małkosza, nawiązująca do najlepszych tradycji kryminału i powieści sensacyjnej. Dynamiczna, filmowa wręcz akcja, wyraziste postaci, pełne humoru dialogi, brawura i… miłość – fascynująca powieść Artura Baniewicza to dobitny dowód na to, że… Polak potrafi!
Marcin Małkosz jest człowiekiem o bujnej przeszłości, saperem i byłym oficerem Wojska Polskiego, wyrzuconym z armii za to, że dopuścił do śmierci trzech podwładnych podczas wojny na Bałkanach.
Kiedy postanawia spróbować swych sił jako prywatny detektyw, nie podejrzewa, że już pierwsze zlecenie będzie dla niego początkiem prawdziwych kłopotów, a także burzliwego romansu.
Jego klientką jest Jovanka, cierpiąca na amnezję młoda Bośniaczka, która usiłuje odnaleźć ojca swej chorej na białaczkę córki. Poszukiwania prowadzą Małkosza na tereny byłej Jugosławii, trafia też na ślad wielkiej afery, w którą wplątani są jego dawni zwierzchnicy, prominentni polscy politycy, a nawet piękna Jovanka.
Historia skomplikowanego śledztwa, obfitująca w liczne niespodzianki i zaskakujące zwroty akcji, odwołuje się do najlepszych wzorów powieści sensacyjnej.
Ironiczny, chandlerowski, styl narracji, wyraziste sylwetki bohaterów i wierność realiom czynią z Góry trzech szkieletów pasjonującą lekturę.
1 ... 38 39 40 41 42 43 44 45 46 ... 84
Перейти на страницу:

– Nosiła złoto dyskretnie – podsumowałem. – Coś jeszcze?

Powiedział kilka słów, których Jovanka nie przetłumaczyła. Wymienili parę zdań i dopiero wtedy zwróciła w moją stronę wolną od emocji twarz.

– Ma wątpliwości, czy powinniście omawiać te kwestie w mojej obecności. Wyjaśniłam, że mnie tu nie ma.

Skinąłem głową i popatrzyłem na doktora.

– Była mocno posiniaczona. – Mówił, nie patrząc na tłumaczkę, a ona wzięła z niego przykład, rozszerzając zasadę niepatrzenia na wszystkich obecnych. – Stłuczenia były w większości wcześniejsze od rany na głowie. Wyglądało to trochę jak przypadek maltretowanej żony. Miała okaleczone stopy, ale to nie było nic świeżego. Biżuterię założono niedawno; rany, zwłaszcza w okolicach pachwiny, nadal lekko ropiały. Na kostkach i nadgarstkach znalazłem ślady otarć. Biodra zdarte, paznokcie rąk w większości połamane, a całe ciało nasmarowane jakimś tłuszczem, chyba margaryną, który przemieszał się z błotem i krwią. Liczne zadrapania, głównie kolan i łokci, ale też dwa spore rozcięcia na łopatce i pośladku. Nie wyglądało to na ślady bicia. Kiedyś opatrywałem nad Adriatykiem plażowiczkę, którą fala zmiotła z przybrzeżnych skałek. Miała podobne obrażenia. Nagie ciało, plus kamienie, plus ruch… Nie potrafię wyjaśnić pochodzenia skaleczeń wczesną wiosną, ale to już pańska działka. No i na koniec; skoro mowa o ciele, ktoś bardzo niedbale posłużył się maszynką do golenia.

– To znaczy…?

– Na jej miejscu chodziłbym tak – daleko odchylił łokcie. – I szeroko stawiał nogi. Przepraszam. – To do pobladłej Jovanki. – To nie na kobiece uszy. Chyba powinniśmy postarać się o…

Odczekałem kilkanaście sekund.

– Możemy? – zapytałem cicho. Twarz miała trochę szarą, kiwnęła jednak głową. – Zapytaj, czy to wszystko.

Rzuciła mi rozżalone spojrzenie, lecz przetłumaczyła, prawie równie płynnie, jak każdą z poprzednich kwestii. To Bulatović się zawahał.

– Nie wiem, czy to ważne… Jej bielizna… to znaczy dół… no, założona była odwrotnie. Na lewą stronę.

– Rozumiem. – Znów dałem Jovance parę sekund. – To było coś stylowego? Koronki, jedwab? No wie pan…

– Nie. Pamiętam, że zaskoczył mnie widok tych wszystkich kolczyków, bo bielizna była… nie pasowała. Ta kobieta wyglądała… kojarzyła się z seksem. A majtki i stanik miała stare, chyba nawet cerowane. Aha, bielizna też była świeżo pobrudzona ziemią i poszarpana. Nie dam głowy, ale prawdopodobnie była w wojskowym dresie, z kocem na ramionach.

– Koc na ramionach? Nie przyjechała na noszach?

– Przytomną bym jej nie nazwał, ale chodziła.

Następna chwila wytchnienia dla Jovanki. Pomyślałem, że może jej potrzebować.

– Wiem, że to trochę głupie pytanie, ale ile mogła mieć wówczas lat?

Przyjrzał mi się z niedowierzaniem, a potem nieoczekiwanie uśmiechnął.

– Więc to prawda, że miłość zaślepia? No cóż… A co wolałby pan usłyszeć?

– Nie rozumiem…

– Zwykle mężczyzna chętniej żeni się z młodszą. Ale to nietypowy przypadek. Dojrzała, rozsądna kobieta ma większe szanse podźwignąć się po takich przejściach.

– Chodzi panu…?

– Pewności nie mam, ale to pachniało bardzo brutalną formą gwałtu. Oczywiście spekuluję. I wcale bym się nie zdziwił, gdyby amnezja miała podłoże bardziej psychologiczne. Ludzie najczęściej zapominają o tym, co chcieliby wymazać z pamięci. Ta pana narzeczona… Jej sprawność intelektualna nie odbiega znacząco od normy?

Gdybym miał narzeczoną, to pewnie by musiała.

– Jest… bardzo bystra. Mądra – dodałem tym samym, mocno stłumionym głosem.

– Tym większa szansa, że któregoś dnia zacznie sobie przypominać przeszłość. Nie jestem psychologiem, lecz na pana miejscu cieszyłbym się, że nie miała wtedy osiemnastu lat.

– Pytałem o wiek, bo to może pomóc w poszukiwaniach. – Musiałem to powiedzieć.

– Rozumiem. Ale nawet w normalnych warunkach trudno ocenić wiek kobiety, a ona była w kiepskim stanie. Myślę… powiedzmy: od dwudziestu pięciu do trzydziestu lat. Na ile wygląda teraz, jeśli wolno spytać?

Ktoś pragnący w tej chwili obrócić moją twarz ku Jovance musiałby użyć buldożera.

– Dobrze wygląda – powiedziałem drętwym głosem. – Bardzo dobrze. – Odchrząknąłem. – Jeszcze jedno… Ta druga dziewczyna. Co się z nią stało?

– Mówiłem: nie leżała u nas. Chyba odjechała z tymi, którzy ją przywieźli.

– To wszystko?

– Nie. Słyszałem, że zginęła. Chyba któraś z pielęgniarek ją znała. To raczej pewna informacja.

– Jest szansa…? Gdyby przypomniał sobie pan, która to pielęgniarka…

– Niczego nie obiecuję, ale… Proszę tu wpaść po południu, może wieczorem.

– Jeszcze jedno: nie pamięta pan, jakiego koloru miała włosy?

Oboje sprawiali wrażenie zaskoczonych, ale Jovanka przetłumaczyła pytanie bez większej zwłoki, a on równie szybko udzielił odpowiedzi.

– Czarne. Bardzo czarne. Tak jak pani – uśmiechnął się do dziewczyny.

Podziękowałem ze trzy razy, potem Jovanka porozmawiała z nim przez chwilę, pożegnaliśmy się i wyszliśmy.

– Nie wyglądasz dobrze.

– Nic mi nie jest – powiedziała chrapliwym półgłosem.

– W bagażniku mam trochę tego spirytusu z tapczanu. Strzel sobie pięćdziesiątkę.

– Nic mi nie jest – powtórzyła, nie potrafiąc wykrzesać z siebie złości. Pokazałem palcem bagażnik i wysiadłem.

Telefon okupowała jakaś gadatliwa mamusia, znudzona pchaniem wózka, więc nim doczekałem się kolejki, Jovanka przemyślała sprawę, wysiadła i chyba nawet zdążyła się lekko wstawić. Przestraszyłem się, by nie przesadziła, ale to nie dlatego po dodzwonieniu się wyrąbałem swoją kwestię w tempie karabinu maszynowego:

– Mówi kuzyn redaktor Kowalak, karta mi się kończy, więc zadzwonię za pięć minut, niech czeka przy aparacie, dzięki! – Odwiesiłem słuchawkę i usiadłem na murku.

Odczekałem minut dziesięć: telefon odbierał szwejk z poboru, a umawiałem się z kobietą. Właściwie powinienem dodać im jeszcze z pięć następnych, ale Jovanka, miotana emocjami, raz po raz pociągała z butelki.

– Podoficer dyżurny…

– To ja, do pani Kowalak. Znalazł ją pan? Mam ważną…

– Już daję.

Jeszcze nie podskakiwałem z radości. W słuchawce równie dobrze mógł się rozlec podszyty ironią głos Olszewskiego.

– Halo? To ty?

– To ja – uśmiechnąłem się do telefonu. – Naprawdę mam mało impulsów, więc krótko: możemy się spotkać? Teraz?

– Gdzie?

– A dokąd możesz się dostać bez pomocy wojska?

– Mam wóz. Czerwona astra.

– To nawet pasuje. Znajdź na mapie wieś Crvena Draga. Tam czekamy.

Wróciłem do wozu, uruchomiłem silnik i sprawdziłem, czy żaden z włączających się do ruchu pojazdów nie jest aby jasnozielony. Dopiero potem zerknąłem na kolana Jovanki i leżącą tam butelkę.

– Wystarczy. Nie upij się. Pilnuj tyłów.

– Mam mocną głowę – mruknęła.

– Słuchaj… nie powinnaś wyciągać pochopnych wniosków z tego, co mówił Bulatović.

– Na przykład jakich? – rzuciła wyzywająco.

– Nie wiem – skłamałem. – Po prostu widzę, że cię nieźle rąbnęło po duszy. Ale to tylko domysły. Mogło być całkiem inaczej.

– Jasne. Mogłam lubić ostry seks i sama się rzucać w łóżku. Stąd te siniaki. Cholera, szkoda, że jestem taka stara i mi się temperament skończył. Tak bym dogodziła Romkowi, że opchnąłby te zasrane szklarnie i nie byłoby problemu z forsą.

Była duża i na pewno potrzebowała sporo alkoholu, by się dobrze wstawić, ale i butelka nie należała do najmniejszych.

1 ... 38 39 40 41 42 43 44 45 46 ... 84
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)