Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Другие детективы » Góra trzech szkieletów
Góra trzech szkieletów - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Góra trzech szkieletów

Электронная книга - «Góra trzech szkieletów». Краткое содержание книги:

Wielbiciele Raymonda Chandlera i Alistaira MacLeana – czas zrpbić miejsce na półce: nadchodzi Artur Baniewicz!
Góra Trzech Szkieletów to zaskakująca do ostatniej strony, trzymająca w napięciu historia polsko-bałkańskich przygód detektywa Małkosza, nawiązująca do najlepszych tradycji kryminału i powieści sensacyjnej. Dynamiczna, filmowa wręcz akcja, wyraziste postaci, pełne humoru dialogi, brawura i… miłość – fascynująca powieść Artura Baniewicza to dobitny dowód na to, że… Polak potrafi!
Marcin Małkosz jest człowiekiem o bujnej przeszłości, saperem i byłym oficerem Wojska Polskiego, wyrzuconym z armii za to, że dopuścił do śmierci trzech podwładnych podczas wojny na Bałkanach.
Kiedy postanawia spróbować swych sił jako prywatny detektyw, nie podejrzewa, że już pierwsze zlecenie będzie dla niego początkiem prawdziwych kłopotów, a także burzliwego romansu.
Jego klientką jest Jovanka, cierpiąca na amnezję młoda Bośniaczka, która usiłuje odnaleźć ojca swej chorej na białaczkę córki. Poszukiwania prowadzą Małkosza na tereny byłej Jugosławii, trafia też na ślad wielkiej afery, w którą wplątani są jego dawni zwierzchnicy, prominentni polscy politycy, a nawet piękna Jovanka.
Historia skomplikowanego śledztwa, obfitująca w liczne niespodzianki i zaskakujące zwroty akcji, odwołuje się do najlepszych wzorów powieści sensacyjnej.
Ironiczny, chandlerowski, styl narracji, wyraziste sylwetki bohaterów i wierność realiom czynią z Góry trzech szkieletów pasjonującą lekturę.
1 ... 34 35 36 37 38 39 40 41 42 ... 84
Перейти на страницу:

– Miłe na swój sposób – bąknąłem. Udała głuchą, więc ugryzłem się w język i nie dodałem, że zatrudnianie samotnych matek dobrze świadczy o Mamie H.

Gabinet też dobrze o niej świadczył. Antyki, boazeria, kominek pełen bibelotów, książki, a na ścianach i pod ścianami prawdziwa galeria sztuki. Wisiały tu chyba wszystkie dzieła z gatunku „goła baba i…”, jakie wyszły spod pędzli europejskich mistrzów – oczywiście w reprodukcjach. Nieco więcej oryginałów znający się na rzeczy koneser znalazłby wśród rzeźb, z tym że tu dominowała sztuka Indii i Afryki, czyli wymyślnie kopulujące pary i posążki postaci składających się niemal wyłącznie z zakrywanych na plaży części ciała. Biurko z komputerem było w miarę standardowe, ale już zawieszony obok grafik wywarł na mnie potężne wrażenie. Czekaliśmy na gospodynię ładnych parę minut, więc zdążyłem się połapać, w czym rzecz, choć uroczo zaczerwieniona Jovanka uciekła pod przeciwległą ścianę i udawała, że podziwia co śmielsze erotyki. Najbardziej napalony rzeźbiarz kamasutrysta nie mógł się równać z zatrudnionym przez Mamę Hagedusić plastykiem, który za pomocą prostych, niemal ascetycznych ikon skatalogował najwymyślniejsze ze świadczonych pod tym dachem usług. Zresztą nie tylko pod tym: kolorowymi strzałkami zaznaczono sesje wyjazdowe, a ponieważ obok umieszczono adresy klientów, zorientowałem się, że firma jest zasłużona w odbudowywaniu zaufania między narodami Bośni. Jeśli wierzyć grafikowi, tutejsze dziewczyny miały za sobą pracowitą dekadę i sporo wypraw na serbską stronę.

– Jasny gwint – strzeliłem w którymś momencie palcami. – To mi wygląda na naszego orzełka. Zobacz.

Jovanka rzuciła mi mroczne spojrzenie i wróciła do obcowania ze sztuką. Zaraz potem drzwi się otworzyły i do pokoju wkroczyła pani na tych interesujących włościach. Oczekiwałem wielkiej jak szafa baby po pięćdziesiątce. Była niewysoką, szczupłą czterdziestolatką, która w dżinsach i swobodnie wypuszczonej koszuli w kratę wyglądała na młodszą o dziesięć lat, a poruszała się i uśmiechała jeszcze młodziej.

– Aisza Hagedusić – po męsku potrząsnęła moją dłonią, po czym błysnęła amerykańską angielszczyzną i amerykańskim uzębieniem. – Ona nie jest moja, prawda?

Oboje przez chwilę przyglądaliśmy się Jovance. Dopiero teraz zaczerwieniła się tak naprawdę.

– Nie – potwierdziłem – jest moja. Marcin Małkosz.

– O co chodzi, Marty? Co mogę dla ciebie zrobić?

Wyglądało na to, że cała przesiąkła amerykańskością. To mi odpowiadało. W przełamywaniu pierwszych lodów jankesi są bezkonkurencyjni. Dalej bywa różnie, ale moje ambicje nie sięgały tak daleko.

– Mam nietypową prośbę…

– Bardziej od tego? – pięknie utrzymaną dłonią zatoczyła półkole, wskazując gromady kochających się golasów. – Nie przejmuj się, dobrze trafiłeś. Mam parę albumów. Obejrzyj, coś sobie wybierzesz. Och, przepraszam… wybierzecie.

Jej uśmiech był trochę żartobliwy i na pewno nie kpiący. Właśnie tak, akcentując swą klasę, ale nie obrażając klientów, powinna się uśmiechać kobieta biorąca setki dolarów za noc.

– Chodzi o to, by pani obejrzała ją – wskazałem Jovankę. Aisza uniosła brwi, ale zaskoczona bynajmniej nie była. Miała oko nie gorsze od odźwiernego i potrafiła oceniać ludzi.

– Ja nie kupuję dziewczyn, Marty. Wręcz przeciwnie.

– Nie chcę jej sprzedać. Chcę wiedzieć, czy nie pracowała w branży… Koniec wojny. – Męczyło mnie dobieranie angielskich słów, ale nie miałem odwagi zaproponować Jovance, by tłumaczyła. Niektóre z afrykańskich fallusów były i poręczne, i ciężkie, a ona z trudem gasiła gniewne błyski w oczach. – Jesteś tu monopolistką.

W jej brązowych oczach pojawiło się zainteresowanie.

– To żart? – uśmiechnęła się niepewnie.

– Nie. Miała ciężki wypadek. Straciła pamięć. – Na szczęście przygotowałem się do tej rozmowy i nie potykałem co rusz na brakującym zwrocie. – Nie pamięta niczego sprzed zimy dziewięćdziesiątego szóstego. Ale są podstawy… No, chyba pracowała jako prostytutka.

Jovankę też przygotowałem do tej rozmowy. Miałem nadzieję, że wystarczająco dobrze.

– Jesteś Polakiem, Marty? – Kiwnąłem głową. – Wojskowym? – Jeszcze jedno kiwnięcie. – Mówisz poważnie?

– Po co miałbym kłamać?

Oczywiście nie wiedziała.

– Dlaczego miałabym wam pomagać? – spróbowała z innej strony. – Mężczyźni przychodzą tu wydawać pieniądze. Przysługi to nie moja specjalność.

W jej oczach nie było niechęci. Ludzie lubią niespodzianki, o ile nie są to, dajmy na to, miny przeciwpiechotne. Wyrwałem ją z rutyny, a to się liczyło. Ale czułem, że potrzeba czegoś więcej.

– Teraz nie mamy pieniędzy – powiedziałem cicho. – Może kiedy znajdziemy jej rodzinę… Ale nie mogę obiecać.

Zastanawiała się przez chwilę, marszcząc brwi.

– Przydałoby mi się dojście do polskiego kontyngentu. Może w ten sposób…

– Raczej nie da rady – powiedziałem z żalem. Zamilkła, tym razem na długo. Patrzyła na sterczące z szerokich cholew łydki Jovanki, na rozepchane biodrami szorty i pogniecioną koszulkę, która była z kolei zbyt luźna, by skutecznie zastąpić stanik, skutkiem czego obfite piersi umykały na boki, wołając z dala: „A ona nic nie nosi pod spodem!” Minęło wiele sekund, nim ponownie popatrzyliśmy sobie w oczy.

– Do czego ci to? – zapytała cicho, choć nie aż tak, by przypisać jej chęć zatajenia czegoś przed obiektem naszej rozmowy. – Jej przeszłość – wyjaśniła.

Znalazłem w twarzy Aiszy to coś, czego szukałem.

– Do niczego. Robię to dla niej. Nie dla siebie. Ja… nie ma znaczenia, jak pracowała. Kim była. Cieszę się, że żyje.

– Na pewno?

– Na pewno – uśmiechnąłem się.

– Aż tak ją kochasz?

Patrzyły na mnie obie. Od dawna, ale dopiero teraz odczułem to tak intensywnie.

– Nie trzeba aż tak. Wystarczy zwyczajnie. – Głupio mówić takie rzeczy, gapiąc się w oczy burdelmamie, w dodatku atrakcyjnej jak cholera, ale wolałem to od ryzykowania, iż natknę się na spojrzenie Jovanki. – Nie mówię, że każdy facet… Ale tacy też są.

Przyglądała mi się jeszcze przez chwilę, a potem, z przyjaznym uśmiechem, zagadnęła o coś Jovankę.

– Ona zna angielski – poinformowałem ją, by samemu nie wypaść z grona dobrze poinformowanych. – Lepiej niż ja.

– No to tym bardziej nie pracowałaś – rozwinęła poprzednią myśl. – Zapamiętałabym na pewno. Masz ciekawą twarz. Nie jest piękna, ale… – bezradnie zakręciła dłońmi. – No, gdyby nie wyszło, masz u mnie posadę.

– Dzięki – odparła wstrzemięźliwie Jovanka.

– Sporo dziewczyn wyprawiłam prosto za granicę; większości bym nie poznała, ale ciebie chyba tak. Duża jesteś – uśmiechnęła się. – Nie wydaje mi się, byś tu pracowała.

– A u konkurencji? – zapytałem rzeczowo. – Albo sama?

– Może inaczej… Dlaczego w ogóle myślicie, że pracowałaś na ulicy? Jesteś chora?

– Nie. – Jak na charakter rozmowy, Jovanka trzymała się znakomicie. – Badałam się. – Zerknęła na mnie i szybko uciekła wzrokiem. – I przedtem, i teraz, przed wyjazdem. Jestem czysta. I podobno byłam w przeszłości.

– No więc?

– Nosiła biżuterię – uznałem za stosowne pomóc jej pchać ten kamień. – Tam gdzie większość kobiet nie nosi.

1 ... 34 35 36 37 38 39 40 41 42 ... 84
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)