Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Gwiazdka Z Nieba». Краткое содержание книги:

Hrabia Robert Kemble i Victoria Lyndon, córka pastora, zakochali się w sobie od pierwszego wejrzenia. Jak było do przewidzenia, ich ojcowie nie zaakceptowali planów dwójki młodych na wspólną przyszłość. Victoria i Robert zdecydowali się na ucieczkę z domu, bo tylko w ten sposób mogli się połączyć na zawsze. Zamiar ten jednak spalił na panewce.
Po siedmiu latach Victoria i Robert spotykają się niespodziewanie w domu pewnej arystokratki, gdzie ona jest guwernantką, on zaś mile widzianym gościem. Czy mimo urazy i gniewu, jaki żywią do siebie, a także dzielącej ich przepaści towarzyskiej, ich miłość może się odrodzić?
1 ... 35 36 37 38 39 40 41 42 43 ... 60
Перейти на страницу:

Gdy skończył liczyć, odwrócił się do niej.

– Radzę, żebyś dzisiaj w nocy już nie wystawiała na próbę mojej cierpliwości – rzucił.

Skinęła głową.

– Dobrze. Idę spać. Porozmawiamy rano. Jeśli będziesz chciał.

Skwitował jej słowa mruknięciem i ruszyli schodami do swoich pokoi. Taka reakcja raczej nie dodała Victorii otuchy.

W pośpiechu Robert zostawił drzwi otwarte na oścież. Teraz pociągnął Victorię do środka i zatrzasnął drzwi. Puścił ją, żeby przekręcić klucz, a ona skorzystała z okazji i pobiegła do drzwi łączących ich pokoje.

– Położę się – powiedziała pośpiesznie.

– Nie tak szybko. – Zacisnął dłoń na przedramieniu dziewczyny i pociągnął do siebie. – Naprawdę myślisz, że pozwolę ci samej spędzić resztę nocy?

Zamrugała oczami.

– No tak. Rzeczywiście tak myślę. Uśmiechnął się, ale był to uśmiech groźny.

– To się mylisz.

Poczuła, że kolana za chwilę mogą jej odmówić posłuszeństwa.

– Mylę się?

Zanim zdążyła się zastanowić, o co chodzi, złapał ją oburącz za ramiona i popchnął na łóżko.

– Tutaj, moja spryciulo. Resztę nocy spędzisz tutaj, w moim łóżku.

15

– Czyś ty zmysły postradał? – wykrzyknęła, w błyskawicznym tempie wyskakując z łóżka.

Ruszył w jej stronę wolnym, ale zdecydowanym krokiem.

– W każdym razie cholernie niewiele mi brakuje.

Zrobiła kilka kroków do tyłu i z przerażeniem zdała sobie sprawę, że dotyka plecami ściany. Małe szanse na ucieczkę.

– Wspominałem już, jak bardzo mi się podoba stwierdzenie, że jesteśmy małżeństwem? – zapytał pozornie spokojnym głosem.

Znała ten ton. Świadczył o tym, że Robert z trudem tłumi ogarniającą go wściekłość. Gdyby była spokojniejsza i mogła rozsądniej myśleć, pewnie nie próbowałaby go prowokować. Ale tak bardzo zależało jej na bezpieczeństwie i cnocie, że rzuciła:

– Nigdy więcej o tym nie usłyszysz.

– A to szkoda.

– Robert – odezwała się możliwie najłagodniej. – Masz prawo być zdenerwowany…

Wybuchnął śmiechem. Ale jej nie było wesoło.

– Zdenerwowany? To słowo nawet w części nie oddaje moich uczuć – mówił. – Coś ci opowiem.

– Nie czas na opowiastki.

Zignorował ją.

– Spałem sobie smacznie w łóżku. Śniło mi się coś szczególnie przyjemnego… Ty mi się śniłaś.

Spąsowiała na twarzy. On smutno się uśmiechnął.

– Zdaje się, że trzymałem rękę na twojej głowie, a twoje usta… Hm, jakby to opisać?

– Robert, wystarczy już!

– Na czym to skończyłem? – zastanawiał się, nie zwracając uwagi na jej słowa. – A tak, na śnie. Wyobraź sobie moje niezadowolenie, gdy z takiego pięknego snu wyrwały mnie krzyki. – Pochylił się do przodu, oczy pałały mu złością. – Twoje krzyki!

Nie wiedziała, co powiedzieć. No, może niezupełnie. Przychodziły jej do głowy setki słów, ale połowa była niestosowna, a drugą połowę wolała zachować dla siebie.

– Czy wiesz, że jeszcze nigdy nie wkładałem spodni z taką prędkością?

– Taka umiejętność na pewno ci się przyda – improwizowała.

– A w stopach mam pełno drzazg – dodał. – Te podłogi nie nadają się do chodzenia boso.

Spróbowała się uśmiechnąć, ale udawanie odważnej za bardzo jej nie wychodziło.

– Jak chcesz, to ci powyciągam drzazgi i opatrzę rany.

W ułamku sekundy jego dłonie wylądowały na jej ramionach.

– A ja po nich nie szedłem. Ja biegłem. Pędziłem, jakby od tego zależało moje życie. Ale nie. – Pochylił się, z oczu biła furia. – Gnałem ratować twoje życie.

Miała ściśnięte gardło, z trudem próbowała przełknąć ślinę. Jakiej on oczekuje odpowiedzi? W końcu otworzyła usta i wyksztusiła:

– Dziękuję? – Było to raczej pytanie niż podziękowanie. Puścił ją gwałtownie i odwrócił się wyraźnie rozczarowany jej reakcją.

– Ech, na miłość boską – mruknął.

Próbowała pozbyć się uścisku w gardle. Jak to się stało, że tak nisko upadła, pytała sama siebie. Była o włos od zalania się łzami, ale nie chciała płakać przed tym człowiekiem. Dwa razy złamał jej serce, a teraz ją porwał. Niewielkie miała szanse na okazanie dumy.

– Chcę wrócić do swojego łóżka – powiedziała cichym głosem.

– Już ci mówiłem – odpowiedział, nie pofatygowawszy się nawet na nią spojrzeć – że ci nie pozwolę wrócić do tej rudery w Londynie.

– Miałam na myśli swój pokój.

Przez dłuższą chwilę panowało milczenie.

– Postanowiłem, że zostaniesz tutaj – odezwał się w końcu.

– Tutaj? – jęknęła.

– Zdaje się, że powiedziałem to już co najmniej dwa razy.

Postanowiła zmienić taktykę i odwołać się do jego silnego poczucia honoru.

– Wiem że nie należysz do tych, którzy zmuszaliby kobietę wbrew jej woli.

– Nie o to chodzi – odparł z drwiną. – Przypuszczam, że drugi raz spróbujesz uciekać.

Starała się trzymać język na wodzy.

– Obiecuję, że dzisiaj już nie będę próbowała uciekać. Masz moje słowo honoru.

– Przepraszam, ale nie za bardzo mogę polegać na twoim słowie.

To ją ukłuło i przypomniała sobie, z jaką urazą kiedyś powiedział, że on nigdy nie złamał obietnicy. Bardzo zabolało ją uderzenie własną bronią.

– Do tej pory nie obiecywałam, że nie ucieknę. Dopiero teraz daję ci słowo.

Odwrócił się i patrzył z powątpiewaniem.

– Nadajesz się na polityka, moja droga.

– O czym ty mówisz?

– O tym, że masz rzadki dar wykorzystywania słów do obchodzenia prawdy.

Nie mogła się powstrzymać od uśmiechu.

– A jak brzmi prawda? Zrobił krok do przodu.

– Że mnie potrzebujesz.

– Przestań, proszę.

– Tak, tak. Potrzebujesz mnie tak, jak kobieta potrzebuje mężczyzny.

– Skończ już z tym, Robert. Jakoś nie czuję potrzeby, by uprowadzano mnie przemocą.

Zachichotał.

– Potrzebujesz miłości, towarzystwa, opieki. Dlaczego tak ci doskwierała posada guwernantki? Bo byłaś sama.

– Mogę sobie kupić psa. Spaniel byłby lepszy do towarzystwa niż ty.

Znów się roześmiał.

– Przypomnij sobie, jak szybko dzisiaj zawołałaś, że jesteś moją żoną. Mogłaś wybrać każde inne nazwisko, ale wybrałaś moje.

– Po prostu skorzystałam z twojego nazwiska, żeby się bronić. Nic więcej!

– Ale to nie wystarczyło, moje złotko.

Nie przepadała, gdy tak się do niej zwracał.

– Potrzebujesz prawdziwego mężczyzny. Ci pijacy nie uwierzyli ci, póki się nie pojawiłem.

– Bardzo ci dziękuję. – W jej głosie nie było zbyt wiele wdzięczności. – Najwyraźniej masz potrzebę wybawiania mnie z nieprzyjemnych sytuacji.

– A tak. To się czasami przydaje.

– Tyle że to ty odpowiadasz za spowodowanie tych sytuacji.

– Czyżby? – zapytał tonem pełnym sarkazmu. – Wstałem z łóżka i przez sen wyciągnąłem cię z pokoju, zepchnąłem ze schodów i zostawiłem przed zajazdem na pastwę dwóch cuchnących zakapiorów. Zrobiła surową minę.

– Robert, twoje zachowanie jest zupełnie nie na miejscu.

– O, guwernantka się w tobie odzywa?

– Porwałeś mnie! – niemal krzyknęła. – Uprowadziłeś mnie! Gdybyś dał mi spokój, o co stale proszę, to teraz smacznie i bezpiecznie spałabym we własnym łóżku.

Znów zrobił krok do przodu i złapał ją za ramię.

– Smacznie i bezpiecznie? – powtórzył. – W tamtej okolicy? To raczej niemożliwe!

1 ... 35 36 37 38 39 40 41 42 43 ... 60
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)